Jump to ratings and reviews
Rate this book

Znikanie. Proza jak zastrzyk w serce

Rate this book
Proza, która jak żadna do tej pory przekracza granice autobiografii i łączy śledztwo medyczne, reportaż interwencyjny oraz traktat filozoficzny o chorobie.

Kończy sprawdzać prace studentów, gdy nagle traci czucie w palcach. Potem przychodzą potworny ból i inne objawy. Jej świat to teraz mapa z adresami kolejnych specjalistów. Uczy się, jak być dobrą pacjentką, która pretensji nie ma nigdy, a pieniądze – zawsze. Jednocześnie z pasją naukowca rozpoczyna własne dochodzenie: co to za choroba? Co zaniedbała, czego nie zauważyła? A może choruje razem z Polską?

Wielki powrót pisarki kiedyś znanej jako Izabela Filipiak, obecnie Morska.
Jak wcześniej Susan Sontag autorka bierze pod lupę tajemniczą chorobę, siebie jako pacjentkę, a co równie ważne – polską służbę zdrowia. Tworzy opowieść dla tych, którzy nie chcą zniknąć. Chcą wyzdrowieć.

520 pages, Hardcover

First published October 2, 2019

6 people are currently reading
256 people want to read

About the author

Izabela Morska

9 books5 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
35 (36%)
4 stars
36 (37%)
3 stars
18 (18%)
2 stars
7 (7%)
1 star
1 (1%)
Displaying 1 - 16 of 16 reviews
Profile Image for Paya.
343 reviews358 followers
September 27, 2021
Jedna z książek tego roku, jak nie jedna z ważniejszych dla mnie ostatnimi czasy. Od początku niesamowicie wciągnęła mnie ta osobista kronika zmagań z systemem, opis prób radzenia sobie z niewidzialnością i wszechobecną biurokracją w ochronie zdrowia. To historia choroby pisana z mocno społecznej, politycznej perspektywy. Bogata w intertekstualność. No i dla mnie od połowy niezwykle bolesna. Czułam się, jakby ktoś uderzył mnie w brzuch, gdy doczytałam, z czym zmagała się i zmaga autorka, a co ja sama miałam zdiagnozowane. Potem już nie mogłam nie odczytywać tej książki osobiście, ale wiadomo - wszystkie recenzje są subiektywne, więc nie będę się tym przejmować za bardzo ;). Polecam wszystkim jako pracę z uwrażliwianiem się.
Profile Image for Wojciech Szot.
Author 16 books1,423 followers
March 31, 2020
Są książki, o których usłyszycie, że bolą. Stwierdzenie to z pewnością jest nadużywane w książkowym marketingu, ale przy tej pozycji samo się ciśnie pod palce na klawiaturze. „Znikanie” Izabeli Morskiej boli, uwiera, otwiera nie tylko na - z góry nieudaną - próbę współodczuwania z autorką, ale też na egoistyczne gesty myślenia o sobie, swojej pozycji w systemie opieki zdrowotnej jak i w społeczeństwie.

W chorobie odbija się nie tylko kondycja ciała, ale i całego człowieka wobec otoczenia. Gdy zachorujemy, zwłaszcza trwalej, poważniej, znaczenie będzie miało to kim jesteśmy – kogo znamy, jaką mamy pozycję społeczną, z jakich uprzywilejowań korzystamy i z jakich możemy zrezygnować, co posiadamy i czego możemy się pozbyć, gdzie i z kim mieszkamy, jak żyjemy. Choroba stawia przed nami pytania o całe dotychczasowe życie i właśnie o tym jest „Znikanie”. O całym życiu w perspektywie choroby.

Najlepiej chorować przewidywalnie – mieć katar, zatkane zatoki, opryszczkę, wysypkę po zmianie proszku na pranie. Dobrze jest chorować po raz kolejny, wtedy już znamy metody leczenia, jakoś przebrniemy przez tych kilka zachwianych dni. Gorzej gdy nikt nie umie nam odpowiedzieć na pytanie – co się z nami dzieje, dlaczego boli akurat tam, dlaczego puzzle z symptomami nie układają się w żaden logiczny widoczek. Tracimy grunt pod nogami, szukamy pomocy, chwytamy się różnych nadziei. Obserwujemy ciało, własną słabość, szukamy zrozumienia i wsparcia u najbliższych. Każdy radzi sobie inaczej. Nie nauczono nas chorować i nikt przytomny lekcji chorowania udzielać nie będzie, choć nie można wykluczyć, że w świecie wszelkiej maści „coachów” pojawią niedługo trenerzy choroby. Jak w bólu i cierpieniu dalej być sobą? Morska pisze o tym, jak zachować resztki godności, jak ochronić się przed systemem, który tej godności odmawia, nie dba o nią. Czy choroba jest bitwą? Dlaczego gdy ktoś umiera na raka, mówimy, że „przegrał walkę”? Skąd ta militarna poetyka? Z naszej wobec niej bezradności, zdaje się mówić autorka „Znikania”.

Jak sobie poradzić? Można pisać dziennik. Z niego urodziła się książką, która łączy intymny, osobisty zapis z publicystyczną werwą, sprawozdaniem z lektur, autobiograficzną refleksją. Morska notuje w dzienniku kolejne stadia choroby, opisuje umieranie własnej matki, dramatyczną momentami walkę o uwagę, miejsce w kolejce, pieniądze, ale też – w bardziej publicystycznych fragmentach – reaguje na rzeczywistość, która wokół nas z roku na rok staje się równie przerażająca jak konsekwencje (ewentualnie) śmiertelnej choroby. Czytam „Znikanie” jako książkę o wykluczeniu – poprzez wiek, stan zdrowia, status społeczny, orientację seksualną.
Bolesna i brutalna jest wiwisekcja Morskiej. Gdy opisuje jak wyprzedawała księgozbiór, by mieć fundusze na leczenie, myślałem, że się poryczę. Nie wzruszały mnie fragmenty o odchodzeniu matki, nie byłem nawet bliski wzruszenia gdy z niezwykłą czułością pisała o umierającej Annie Laszuk, ale te cholerne książki mnie rozwaliły. Porażającą moc mają wyznania Morskiej, gdy pisze o sobie, że nie jest dobrym człowiekiem, gdy analizuje swoją pozycję i świadomie wykorzystuje fakt uprzywilejowania, nie ukrywając tego przed czytelnikiem.

„Znikanie” to opowieść o transgresji, przechodzeniu na pozycje obronne, maskowaniu się, ale i przemianie. Ma Morska wielkie poprzedniczki, Sontag i Baranowską. Obie własne chorowanie uczyniły tematem literatury i obie pokazały, że choroba jest metaforą całego naszego życia. To specyficzny gatunek literacki, który może być traktowany jak autoterapia, ale też czytany jako terapia nas samych. Możemy się w tym szukać, przeglądać, żyjąc w złudnym poczuciu bezpieczeństwa, które „Znikanie” zaburza. Takie lektury odkładają się w człowieku, może ośmielają na zadawanie sobie pytań i szukanie odpowiedzi, ale – dopóki jesteśmy zdrowi – wciąż są opowieścią o kimś, kto to przeżył. Morska w którymś momencie pisze, że jest faktem niezaprzeczalnym, że gdyby nie przeżyła, książka by nie powstała. Nie jest zatem „Znikanie” ostrzeżeniem, ani przestrogą, nie jest poradnikiem, ani podręcznikiem. Jest opowieścią o jednostce i systemie, o sprawach na co dzień niewidocznych. Książka w której jest wszystko. Takie „życiopisanie”. W mojej ocenie wielka rzecz.
Profile Image for Magdalith.
412 reviews140 followers
October 19, 2021
To jest bardzo dobra książka.

Nie jest to powieść. Raczej pamiętnik, zapiski z własnego chorowania, z walki z polską służbą zdrowia, z systemem w ogóle. Wielowątkowe zapiski, zbaczające w kierunku filozofii, socjologii, psychologii, nawiązujące do wielu dzieł naukowych, do literatury i sztuki. Stawiające diagnozę nie tylko sobie, ale też temu krajowi, w którym autorce przyszło żyć. A jak tu się żyje osobie chorej, pracowniczce naukowej, niezamożnej osobie, osobie w średnim wieku, lewicującej intelektualistce, lesbijce, kobiecie - wiadomo.

Bałam się, że książka przytłoczy mnie smutkiem, dramatyzmem, cierpiętnictwem nawet, że będzie historią klęski i bólu jedynie - już okładka w jakiś romantyczny sposób dramatyzuje, prawda? I te 500 stron też przestraszało. A dostałam niemal na zimno i z pełnym spokojem spisaną historię tajemniczej choroby, opowieść w której mimo wszystko rozum, rozsądek, upór w tym, by ufać i wierzyć samej sobie, by siebie nie zdradzić ("nie poddać się" kojarzy mi się źle) brzmią na pierwszym planie i najmocniej.
Jeśli uznamy choroby za metafory, jeśli historia z tej książki miałaby być metaforą innych, nie medycznych chorób, które toczą (nie tylko nasze) społeczeństwa, to jest też instrukcją leczenia. Warto się w nią wsłuchać.

Bardziej myślałam i filozofowałam, czytając, niż czułam i się wzruszałam. Ale - mistrzowska! - końcówka wycisnęła łzę. I to wcale nie współczucia czy żalu.
"Być, zapłonąć, nie zniknąć".
Bardzo dobra książka.

PS A Izabela Morska to Izabela Filipiak! (serio dowiedziałam się dopiero biorąc książkę do ręki)
Profile Image for Daria.
108 reviews1 follower
October 11, 2025
Starałam się wyciągnąć z tej książki jak najwięcej dla siebie, myślę że mi się to udało. Niestety mam wrażenie że historia jest dość chaotyczna, skaczemy między liniami czasowymi czasem nawet nie oddzielonymi akapitem. Dla mnie autorka chciała poruszyć wiele ważnych spraw i poruszyła je ale nie pogłębiła. Wolałabym przeczytać trzy różne książki które byłyby reportażami o oddzielnie polskim systemie ochrony zdrowia, polskiej homofobii i o polityce. Bardzo, bardzo podobały mi się przemyślenia autorki ale uważam, że lepiej by to wypadło gdyby poświęcić temu więcej czasu w oddzielnych książkach.
Profile Image for micusiowo.
780 reviews32 followers
September 10, 2023
Dziennik - nie - dziennik choroby i wyleczenia,
pielgrzymowania od lekarza do lekarza - z analogią do historii i społeczeństwa w tle.
Warto, ale specyficzna to proza.
Profile Image for Agnieszka Hofmann.
Author 24 books57 followers
November 4, 2019
Wstrząsnęła mną ta książka, chociaż nie zawiera niemal niczego, czego już bym nie wiedziała, nie domyślała się lub nie przeżyła na własnej skórze. Nie jest to powieść, ale kronika własnej choroby, borykania się z niekompetencją, bezwładem, niechęcią, obojętnością i złą wolą machiny, która powoli, ale systematycznie i systemowo przemiela każdego, kto dostaje się w trybiki tak zwanej służby zdrowia w Polsce. Jest to również zapis drobiazgowego, rozpaczliwego śledztwa, próby wytropienia "co mi naprawdę dolega". Jest to próba filozoficznego ujęcia choroby i tego, co czyni z człowiekiem i jego psychiką. Ale jest to również protest, stanowcze NIE dla zaniechania społecznego. Dla godzenia się na zło, bo tak wygodniej.
Porusza. Boli. I daje odrobinę nadziei.
Profile Image for Lukasz.
11 reviews3 followers
January 24, 2020
Być, zapłonąć, nie zniknąć. Osobiste zmagania z codziennością choroby, systemem zdrowia i depresyjną polityką. Ale też refleksje nad tym, czym jest choroba i kim są chorzy. Czuje się prawdziwość tej książki.
Profile Image for Klaudix.
352 reviews3 followers
October 18, 2020
Było mi okropnie smutno podczas lektury "Znikania", momentami chciało mi się płakać. Niezwykle poruszająca opowieść, łącząca elementy autobiograficznej walki z chorobą z traktatem o chorobie oraz reportażem na temat polskiej ochrony zdrowia i polityki zupełnie o system opieki medycznej niedbającej.
Wielkie emocje wywołała ta książka. Zmagałam się z poczuciem wstydu za system, którego reprezentować będę, a nawet już poczuwam się do jego reprezentacji. Bycie przemielonym przez nieczuły system opieki medycznej w Polsce, odbijanie się od jednego specjalisty do drugiego, wieczne czekanie w kolejkach na zabiegi - to wszystko opisuje Morska tak boleśnie prawdziwie i pięknie, że serce się kraje. Niby wiem, jak to wszystko wygląda, ale ta perspektywa - kobiety zmagającej się z wielkim cierpieniem, chodzącej od drzwi do drzwi w poszukiwaniu pomocy, do tego kobiety wykształconej i aktywnej zawodowo, którą jak grom z jasnego nieba dotyka choroba - to perspektywa bardzo smutna. Do tego stopnia smutna, że wywołująca wściekłość i zaciskająca dłonie w pięści na myśl o tym, w jakim świecie przyszło nam żyć.
Opowiesc Morskiej jest mocno polityczna; zawiera w sobie pogląd na sytuację w Polsce na przełomie lat 2012 - 2019, zahacza nawet o początki XXI stulecia, kiedy wejście do Unii Europejskiej miało być wydarzeniem obiecującym dla naszego kraju. Przez lata sytuacja pacjenta nie zmieniła się wcale. Obywatele są dalej igraszką dla polityków, prawa mniejszości są deptane i mowa nienawiści wybrzmiewa w Polsce niezmiennie, bez braku nadziei na zmianę nawet za całe dekady. Morska należy do mniejszości seksualnej, opisuje więc sytuację ludzi LGBT w Polsce, w systemie prawnym, a nawet w szpitalu, gdzie jako pacjentka woli nie zdradzać nic ze swego życia osobistego innym kobietom, z którymi dzieli salę. Bo tak łatwiej. Przywykła do ukrywania szczegółów.
Traktat o chorobie napisany przez Morską jest niezwykle przejmujący. Jak to jest stopniowo tracić siłę, kiedy jako pisarka już nie może dłużej używać klawiatury komputera i konieczna staje się jego głosowa obsługa. Kiedy ręce są tak słabe, że nie dają rady przekroić jabłka na pół. Kiedy w szpitalu lekarze traktują cię podejrzliwie, psychiatrzy diagnozują u ciebie konwersję i próbują wmówić, że sama wywołujesz swoje objawy. Codziennie zmaganie się z chorobą i przedzieranie się przez system, który z definicji ma ci pomóc, utwierdzają tylko w przekonaniu, że lepiej w tym kraju nie chorować. W ogóle lepiej żyć w kraju, który "nie jest na niby". Morska w walce z chorobą nie traci nadziei, przeszkuje internet, czyta literaturę. Jest dobrze poinformowaną pacjentką. Sięga po medycynę niekonwencjonalną, która jako jedyna zdaje się łagodzić objawy. Ostatecznie po roku zmagań udaje się jej wyzdrowieć. I na koniec daje też promyk nadziei. Nie znika. Chcę płonąć.
Ogromnie wzruszający był dla mnie fragment, w którym Morska wyprzedaje bibliotekę, aby móc opłacić swoje badania. "sprzedaz biblioteki to jak zjadanie własnych trzewi, żeby nasycić głód". Dojmujące to i bolesne. Sprzedać księgozbior to jak utracić cząstkę duszy.
Inny fragment, który na mnie zadziałał, to porównanie systemu ochrony zdrowia do Auschwitz. Przetrwają go tacy, którzy mogą najwięcej zaoferować. Mają wsparcie rodziny, potrafią zakręcić się na tyle, by zwrócić uwagę na siebie i nie zostać zepchniętym w paszczę biurokracji i kolejek. Którzy mają pieniądze.
Kondycja finansowa pisarki ma ogromne znaczenie w jej walce z chorobą. Nie jest to odkrywcze, że pieniądze otwierają wiele drzwi. Morska wydaje fortunę na prywatne wizyty i opłaca sobie badania, podejmuje wiele wyrzeczeń. Oprócz biblioteki wyprzedaje biżuterię matki, a i tak ledwo wiąże koniec z końcem. Pensja wykładowczyni uniwersyteckiej jest ochłapem w obliczu opłat za usługi medyczne. Kim musiałaby być, żeby nie martwić się o tak podstawowe dobra jak opieka zdrowotna?
Mimo bycia tak potraktowaną przez system, Morska uznaje siebie za osobę uprzywilejowaną. Zawsze znajdzie się ktoś, kto jej pomoże, parę razy odpowiednia osoba pociągnie za sznurki. A nawet jeśli musi zmagać się z systemem jak zwykły śmiertelnik bez "pleców", to ma wielki przywilej, jakim jest dostęp do informacji. Umie korzystać z internetu, ma samochód. Wielu pacjentowi nie ma takich możliwości jak ona, przez co umiera, zupełnie niepotrzebnie.
Smutnie prawdziwa jest ta książka. Tak, jak tragiczna jest choroba, zwłaszcza przeżywana w kraju takim, a nie innym. Mimo to zawsze jest szansa, by walczyć o siebie, zadawać pytania. Nie ignorować niepokojących objawów. A "Znikanie" jest jedną z najlepszych książek, jakie czytałam w tym roku, czy też w ogóle.
Profile Image for basiaprime.
217 reviews32 followers
July 30, 2020
Mogłabym powiedzieć, że to traktat o walce z chorobą. Historia o tym ile czasem trzeba przejść, by wygrzebać się z bagna powstałego przez choroby. O postawie lekarzy, o postawie społeczeństwa.
Lecz choroba w tej książce to nie wszystko. Nie może stać się wszystkim, gdy w kraju dzieją się niepokojące rzeczy - znajdziecie tutaj zarówno politykę, jak i obawy osoby, której odbiera się człowieczeństwo tylko ze względu na orientację.

I mogłabym powiedzieć, że ta historia to kubeł zimnej wody dla osób, które ignorują ból, pierwsze objawy. Bo może być za późno.

4,5/5, bo momentami trudno mi się do niej wracało i dalej nie wiem dlaczego.
Profile Image for Iza Ożga.
89 reviews2 followers
November 4, 2024
Przez długi czas myślałam, że książka zyska u mnie najwyższą ocenę. Opowieść autorki o jej perypetiach z systemem NFZ - konkretnie szukaniem diagnozy, pobytach szpitalnych itp było napisana w niecierpiętniczym tonie - ze swadą, dystansem, autoironią i poczucie humoru. To lubię. Tak było w pierwszej połowie książki.
W drugiej, autorka poszła za bardzo filozofię choroby i jej społeczne akcenty. Było tego za dużo i w pewnym momencie zrobiło się nudne. Szczególnie, że to nie reportaż.
Czy polecam? Tak, jeśli lubicie podobne historie. W Innych przypadkach - czytacie na własną odpowiedzialność.
Profile Image for Karolina Libront.
197 reviews8 followers
September 15, 2020
Doskonała literatura. Wielokrotnie czytając te książkę miałam ochotę się rozpłakać. Z perspektywy osoby, która od dziesięciu lat pracuje na rynku medycznym jest to pozycja obowiązkowa, niezwykle smutna i niesamowicie celna. Naprawdę nie wiem, komu w tym roku kibicować podczas finału Nike.
Profile Image for Edyta Niewińska.
Author 3 books3 followers
May 25, 2020
Miarą zdrowia społeczeństwa jest to, jak traktuje chorych i słabych, jakie oferuje im wsparcie i co przysługuje im w ramach systemu ochrony zdrowia. Książka Izabeli Morskiej „Znikanie” boleśnie udowadnia, że zmagania z systemem obowiązującym w Polsce są dużo większym wyzwaniem niż sama choroba. Ta smutna konstatacja może być z całą pewnością rozszerzona na całe wsparcie instytucji państwowych, które w dobie koronawirusa przechodzą bezprecedensowy egzamin.

Pacjenci są traktowani jak dzieci w jednostce resocjalizacyjnej. Zupełnie, jakby choroba była karą za społeczną niesubordynację. Przed wykonaniem badań pacjenci poddawani są rozpoznaniu psychiatrycznemu, które – mam takie subiektywne wrażenie – ma na celu zmniejszyć liczbę pacjentów dzięki uznaniu, że cześć z nich symuluje objawy i jest niestabilna psychicznie, co od razu odbiera im prawo do godnego rozpoznania choroby i podważa wiarygodność opisywanych przez pacjenta doświadczeń choroby. Dodatkowo Morska przytacza badania naukowe, które jasno pokazują, że kobiecy ból jest dla lekarzy mniej istotny, a kobiety jako pacjentki mało wiarygodne. Morska przerażająco pokazuje, jak pacjentka, kobieta, staje się Innym, który już z racji swojej odmienności ma mniej praw niż cała reszta. Nakłada się na to trudność z rozpoznaniem choroby, która dodatkowo odbiera jej punkty. W pewnym momencie mam wrażenie, że wędrówka Morskiej po gabinetach lekarskich zmienia się w jakąś koszmarną grę, w której można zebrać lub utracić punkty, te zaś decydują o powodzeniu lub niepowodzeniu całej misji. To już nie jest świat, w którym jasne są zasady i reguły – to jest nieuczciwa gra znaczonym kartami.

Zastanawiająca jest niemal frywolność kolejnych lekarzy w stawianiu przypuszczeń zamiast diagnoz lekarskich i oczekiwanie, że pacjent ot tak wyjmie kolejnych kilka stów z portfela i za chwilę wróci z wynikami kolejnych badań, żeby kontynuować poszukiwania. Całkowity brak kompetencji lekarskich polegających na przyjrzeniu się holistycznie wszystkim objawom i zobaczeniu organizmu chorego jako jednej całości sprawia, że pacjent biega od specjalisty do specjalisty i dostaje sprzeczne ze sobą przypuszczenia co do źródła choroby.

Cała recenzja: https://zupelnieinnaopowiesc.com/2020...
Profile Image for Anna Anks.
141 reviews23 followers
September 14, 2023
Zapiski z chorowania w Polsce - wnioski nie napawaja optymizmem. Autorka dokladnie opisala to, czego najbardziej sie obawiam - starcia z systemem w procesie diagnozy. Polecam.
Displaying 1 - 16 of 16 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.