Trzytomowe dzieło „Dzieje inteligencji polskiej do 1918” jest próbą prześledzenia losów grupy ludzi, których nie da się jednoznacznie dookreślić, ale którzy istotnie przyczynili się do stanu świadomości narodowej pod zaborami. Trójka historyków postanowiła wypełnić lukę w piśmiennictwie historycznym, ujmując temat formalnie i całościowo, choć jednocześnie adresując tekst do szerokiego grona odbiorców. Część pierwsza „Narodziny inteligencji” autorstwa Macieja Janowskiego, to trudne zadanie dookreślenia początków, przy jednoczesnej pracy z niepełną wiedzą o ilościowej skali zjawiska. Główne problemy, z którymi historyk się zmierzył, dotyczyły: definicji samego pojęcia ‘inteligencja’, poszukiwań źródeł potrzeb kształtowania elit, stopnia jej wpływu na przebieg procesów dziejowych i jej jakości w kontekście europejskich przemian. Okazuje się, że inteligencja Rzeczpospolitej w chwili jej upadku, była po prostu rachityczna.
Formalny okres tomu pierwszego, to lata 1750-1830. Z całości wyłania się bardzo smutny obraz. Nasze zapóźnienie intelektualne w stosunku do Europy Zachodniej nie nadeszło wraz z rozbiorami, a i te odcisnęły najbardziej swoje piętno na elitach dopiero po powstaniu listopadowym. Janowski pokazuje słabość systemu szkolnictwa – na każdym poziomie i w każdym elemencie. Przemożna dominacja pijarów i jezuitów w edukacji z jednej strony stanowiła 'jedyną alternatywę', z drugiej wzmacniała konserwatywne patrzenie na oświatę. Brak szkół technicznych i szczątkowa edukacja przyrodnicza do pocz. XIX wieku, to dla mnie rzucająca się w oczy polska przypadłość.
Jednak jest i ‘druga strona medalu’. W opisanym okresie, szlacheckie pochodzenie przestało decydować o awansach społecznych, a przynajmniej zaczęły się kruszyć mury separujące klasy społeczne. Dzięki edukacji, mieszczaństwo i chłopi mogli wreszcie marzyć o pracy urzędniczej, wolnych zawodach czy karierze akademickiej. U Janowskiego ta pełzająca rewolucja w detalach umyka, ale porównując stan społeczeństwa za Sasów i tuż przed powstaniem 1830 – widać sporo zmian. Na terenach zajętych przez Prusy wdrożono część idei berlińskiej reformy szkolnictwa Humboldta, pojawiły się codzienne gazety. Elity ostatecznie zaczęły formować w miarę spójną grupę zasilaną z wielobarwnej układanki narodowościowej, etnicznej, językowej czy religijnej. By stać się ‘kimś’, legitymowanie się przodkiem walczącym pod Grunwaldem nie było już bezwzględnie konieczne. Jednocześnie przemożny wpływ kilku wybitnych osobowości, pozwolił na postawienie kilku poważnych pytań, które do dziś stanowią nierozwiązane dylematy. Chociażby dyskusja Hugona Kołłątaja z Janem Śniadeckim o miarę nauki - czy ma być wartością samą dla siebie, czy służyć społeczeństwu (str. 181-182)?
Opowieść Janowskiego jest na tyle żywo prowadzona, jak to tylko umożliwiał cel publikacji. Ogólne spostrzeżenia przeplatane są losami konkretnych ludzi. Ciekawym zabiegiem były liczne 'kapsułki' z wstawkami tekstów z epoki, obrazującymi obyczajowość, język i horyzonty myślowe ludzi sprzed dwóch wieków. Dotknięta zaledwie sytuacja kobiet w kontekście edukacji pokazuje jasno, że niemal bez wyjątku (od chłopki po arystokratkę) było one niepiśmienne. Przy okazji, Janowski zaryzykował ciekawą tezę, że do samego powstania listopadowego, głównym źródłem myślenia inteligencji było oświecenie (str. 186). Z drugiej jednak strony pokazuje, że ten nurt nie doprowadził do likwidacji zapóźnienia, sukcesywnie pogłębianego od końca XVI wieku. Dopiero w trzeciej dekadzie XIX wieku, gdy słowo 'szlachta' przestało stereotypowo kojarzyć się z klientyzmem arystokracji, słowo 'inteligencja' zaczęło znaczyć coś więcej, niż bezkształtną grupę.
Nieco zabrakło mi spójnych opisów o formalnych etapach edukacji. Trochę rozsypanych w tekście informacji jest, ale w sumie nie dowiedziałem się o długości trwania różnych etapów szkolnych, zmienności systemów czy różnic miedzy zaborami. Gubiłem się trochę w tytulaturze stanowisk (np. na str. 127 dowiadujemy się nagle, że liceum miało rektora).
"Narodziny inteligencji" to próba obiektywnego spojrzenia na wpływ wykształconych ludzi na sytuację w upadłym kraju. Zapóźnienia, gospodarcza zapaść, brak w pełni decyzyjnych struktur państwowych, zaściankowość - to powszechny obraz, który formujące się elity od pewnego momentu zaczęły diagnozować w duchu nowoczesnym, oferując remedia z różnym stopniem realizmu.
Polecam.
DOBRA - 7/10