Do rozmowy w kuchni z Markiem na taborecie na prawdę starałam się zrozumieć Weronikę, chociaż wiecznym narzekaniem mi tego nie ułatwiała. Ciekawiła mnie ich historia. A od ich rozmowy w kuchni jakby Weronika się posypała i zaliczyła glow down jakiego się nie spodziewałam.
- Weronika ma obsesję na punkcie ciąży, dziecka, bycia matką. Marek nie może jej tego dać, nie chce in vitro, nie chce adopcji, pogodził się z tym. Jednocześnie przez jej obsesję ich małżeństwo zaczyna się sypać. Od seksu, przez brak rozmów, wyrzuty, po mijanie się. Trudno mi było zrozumieć, że na problemy z zajściem w ciążę znalazła forum, ale problemy małżeńskie ignorowała tak długo, aż stwierdziła, że psycholog nie pomoże. Miałam wrażenie jakby w ogóle nie traktowała Marka jak człowieka, przyjaciela, męża, tylko jako środek do szczęścia i w swoim egoizmie niszczyła wszystko po drodze. On czuł się jak byk rozpłodowy, ona nie odpuszczała. On się pogodził, ona pragnęła za wszelką cenę. On chciał przeżyć życie jak najlepiej, a ona dalej myślała o tym czego on nie może jej dać.
- Ignorancja? Brak logiki? Hipokryzja? Dwulicowość?
* Wiadomo czego chce jej mąż - spokoju od trucia mu o dziecku, a ona pyta czy mogą to jeszcze posklejać i czy musiało tak się stać. Miała mnóstwo znaków po drodze, że między nimi się sypie, a wybierała ignorancję i Kubę. Bycie matką stało się dla niej ważniejsze niż małżeństwo z Markiem. Wspomina, że własnych obietnic zawsze dotrzymują, ale na jej pragnieniu kończy się bycie na dobre i na złe. Jest przed 30, a już uważa, że zostało jej niewiele czasu. Wie w czym tkwi problem ich małżeństwa, ale cały czas się wykręca "nie wiem". Mąż wychodzi, ale ona zamiast go zatrzymać, pyta czy wszystko ukartował. Ma wyrzuty, że ją zostawia, ale widzi ich jak przyjaciół, którzy idą w 2 różne strony. Na drugi dzień myśli o sobie prawie nie-żona, ale chce iść z mężem na bankiet. Sama sobie przeczy, nie słucha co mówi jej mąż, nie walczy o niego, jakby był jej obojętny.
* Nie widzę w niej tej wiedzy psychologicznej i empatii o jakiej Kuba wspominał. Zabrakło mi jakiegokolwiek wsparcia z jej strony dla Marka, po tym jak się okazało, że nie będzie ojcem. Został sam sobie, a ona poleciała pisać maile do Kuby. Jej mąż powtarza to co już mówił, a ona nic z tym nie robi i nie stara się zrozumieć, że dla niego też to jest trudne. Mówi, że myślał od jakiegoś czasu nad wyprowadzką, a ona szuka winnej w Dominice. Wie co jest ich problemem, ale nie jest w stanie iść na kompromis w kwestii macierzyństwa. Ale jak ma być matką dziecka Kuby, to już nagle nie chce i w ogóle to nie jest ważne tylko Marek. Liczył się ten, który w danym momencie był lepszą opcją.
* Czuje się winna, ale nic by nie zmieniła. A 4 strony później już nie czuje się winna. Chociaż wie, że jest sprawczynią tej sytuacji. "My" zmieniło się w "ja" i szuka przy każdej okazji pocieszenia u Kuby. Wszystkim mówi, że Marek ją zostawił, jakby to była tylko jego wina. Miała przebłyski, że go sprowokowała, spowodowała tę sytuację, ale i tak szukała winnych wszędzie tylko nie u siebie i u Kuby.
* Nie ma dla nich szans, nie ma najmniejszych szans, ale na następnej stronie – obiecaliśmy sobie, że będziemy razem, a zawsze dotrzymujemy obietnic.
* Ma wrażenie, że zmarnowała kilkanaście lat z Markiem, ale czas z Kubą nie jest zmarnowany, chociaż dziecka z tego nie będzie. Markowi robiła awantury o spotkanie Dominiki we Władysławowie, na bankiecie, o danie jej ryb, ale u Kuby jej nie przeszkadza, że dzieli czas między dwa domy i dwie kobiety. Dla Marka nie była w stanie stłumić swojej obsesji, ale dla Kuby już tak.
* Dominikę jechała razem z Ewą, ale jak sama się stała kochanką mężczyzny w stałym, wieloletnim związku, to znajduje wymówki i wytłumaczenia. Nawet jej nie przeszkadza bycie planem awaryjnym na wyjazd do Krakowa. Dominika była zła, ale Weronika nie krzywdzi innej kobiety i wszyscy są szczęśliwi na swój sposób. Gdy nie chodzi o Marka, to nagle to nie jest romans, zdrada, tylko przyjaźń i trochę namiętności. Delulu na całego z przebłyskami „chyba… byłam okrutna”, żeby potem wrócić do odklejki „zupełnie tak tego nie odbierałam”.
* Nagle jak Kuba nie mógł być na każde wezwanie i spędzała urodziny sama, to sobie przypomniała, że tęskni za mężem. Markowi zawracała gitarę, teraz Kubie zawraca gitarę. Niczego nie oczekiwała i cieszyła się chwilą, dopóki nie miała zostać sama w urodziny i wigilię. Egoistka na całego
* Pyta męża czy całował się z Dominiką, czy z nią spał, a sama całuje się z Kubą. Boli ją, że spędza czas z Dominiką, ale sama nie robi nic by poprawić relacje małżeńskie tylko szuka pocieszenia gdzieś indziej, żeby robić awanturę o palenie papierosów z sąsiadem i chodzenie na siłownię.
- Większość książki Werka ma obsesję na punkcie ciąży, żeby cieszyć się na koniec z negatywnego testu, bo bycie kochanką jednak nie jest takie super i poza macierzyństwem coś więcej się liczy. Od telefonu z Kubą i życzeń, do winka i seksu z Markiem. Jak ją związek w pozycji kochanki przeorał, to zrozumiała, że dziecko nie jest spełnieniem jej marzeń.
- Scena jak myśli czy jest w ciąży z Kubą, a jednocześnie o powrocie do Marka, bo będzie „miała wszystko co było jej potrzebne do szczęścia”. Dalej myśli o Marku instrumentalnie, a nie jak o człowieku.
- Niesmak z rozmowy między Ewą a Weroniką. Karmienie piersią metodą antykoncepcyjną?
+ Ewa najlepsza, zawsze mówiła prawdę prostu z mostu. O niej przeczytałabym książkę.
- Zakończenie. Nie wiem na co liczyłam, chyba na jakąś karmę w stronę Weroniki. Nie spodziewałam się, że Marek do niej wróci, że będzie mu tak na niej zależeć. Myślałam, że minął się na klatce z Kubą i usłyszał od Ewy o „związku” Weroniki. A on wyskoczył z kwiatami na urodziny, na pomoc w stłuczce i z choinką w wigilię. Prezent dla niej zaprojektował, a ona? Wściekała się na Anię i myślała czy jest w ciąży z Kubą. Werka i Kuba siebie warci w swoim delulu. Marka mi szkoda i wątpię, że miał z Dominiką romans. Raczej potrzebował przepracować świadomość, że nie zostanie ojcem i nie jest w stanie dać Weronice tego czego pragnie. Takie słodko-gorzkie zakończenie. Wyszło na to, że Weronika po wszystkim dostała wszystko czego chciała, chociaż potraktowała Marka jako tego drugiego i nie miała zamiaru o niego walczyć. Do samego końca nie zaliczyła żadnego character development, tylko cały czas „ja” i „ja”, wdzięczna za romans, za zmianę Marka, bo jej w końcu jest dobrze.