[ 3,5 ]
"Cool, grey city of love"
Pagórkowate San Francisco, ku któremu tęskno spoglądały oczy wielu, szukających wytchnienia, pragnących pełnej wolności w wyrażaniu siebie, swoich poglądów. Istny raj dla kolorowych ptaków, dla ludzi, którzy nie łapią się do którejkolwiek akceptowalnej kategorii. Miejsce niekończących się możliwości, miejsce owiane wspaniałością, otoczone czcią, "miejsce na skrawku tego świata", niemal zaczarowane, robiące wrażenie miejsca kultu, w którym to marzenia spełniają się w mig, w którym to wszystkie problemy tego świata, wydają się nie istnieć. To miasto, w którym toczy się prawdziwie rajskie życie: to zapowiedź bogactwa, sukcesu, upragnionej swobody, wolności. To miasto, gdzie sztuka, muzyka smakują najlepiej. Perfekcyjne pole do "życia po swojemu", "na własnych zasadach". Miasto - marzenie... gdzie te wszystkie dobre idee, gdzie te płomienne obietnice, wzrastają na niepewnym, lekko nadpsutym gruncie. Gdzieś głęboko w podłożu, widać już pierwsze oznaki gnicia. To wszystko nie może się udać, tak po prostu. Każdy bunt, każda inicjatywa dążąca do zmiany dotychczasowego porządku, rodzi inne problemy. W jednym miejscu naprawia, w drugim burzy. San Francisco wzniesione na gruncie pięknych idei, w rzeczywistości dziś, jak każda większa metropolia, boryka się z problemami, których wcześniej nie przewidziano. Tymczasem, barwne San Francisco, miasto miłości i swobody, dziś utraciło swój dawny czar. Tysiące bezdomnych, uzależnionych od narkotyków ludzi, to skutek "ciągłego lata", które pozamykało ludziom oczy na konsekwencje pewnych decyzji, działań. W końcu trzeba było się przebudzić i zetknąć z obrazem San Francisco, jakiego właściwie nikt nie chciał - szarego, brudnego, kipiącego od gorzkich społecznych problemów.
To miasto olbrzymich kontrastów, napięć, będących skutkiem zróżnicowania ekonomicznego i nie tylko. Miasto to słynie z najnowszych technologii i dobrze zarabiających "techies", ale prócz tego intelektualnego wyżu, są jeszcze niziny, z których San Francisco słynie tak samo mocno. Są bezdomni, którzy żyją zaraz za rogiem tego rozwiniętego poletka. Są też ci, którzy doskonale pamiętają dawne San Francisco, które miało być kawałkiem "lepszego świata" i dzięki ich wspomnieniom dosięgamy jeszcze tego kolorowego miasta, które dawniej napawało nadzieją, budziło do życia.
Magda Działoszyńska-Kossow z pomocą mieszkańców San Francisco, próbuje zbudować obraz tego miasta w jak najdokładniejszy sposób. Ich opowieści, wspomnienia prowadzą nas przez historię tego miasta - to świadkowie ważnych zdarzeń, bez których ta książka nie byłaby tak prawdziwa, tak klimatyczna. Niby zwykłe rozmowy, ze zwykłymi ludźmi, a mają tak wielki wkład w opowieść o przeszłym i dzisiejszym San Francisco. Autorka rozmawia m.in z osobami zakorzenionymi w środowisku hippisowskim, rozmawia ze współczesnymi "techies". Tematy są różnorodne, dzięki czemu nie mamy wrażenia, że ciągle kręcimy się w kółko. Z tego reportażu wyłania się dość kompletny obraz San Francisco, dlatego też chcę każdemu ową pozycję polecić, bo dokłada ona wielu cegiełek do ogólnej wiedzy na temat tego miasta.
W moim odczuciu jest to jeden z reportaży, który może nie wciąga od pierwszej strony, ale po zakończeniu, czuć satysfakcję. Wiele rzeczy sobie przypomniałam dzięki tej pozycji, dodatkowo uzupełniając tę wiedzę o informacje dla mnie nowe. Początek trochę mi się dłużył, być może tematycznie nie do końca mi odpowiadał, ale im dalej, tym moje zaciekawienie rosło. W dalszej części pojawiają się tematy, które zawsze mnie mocno interesowały ("lato miłości", "epidemia AIDS", "środowiska artystyczne"). Zróżnicowanie tematyczne sprawia, że wielu czytelników w tej pozycji na pewno znajdzie dla siebie coś wartego uwagi.
Dodatkowo, należy pamiętać, że prócz pewnych charakterystycznych dla historii San Francisco zdarzeń, jest to w gruncie rzeczy opowieść bardzo uniwersalna, bo problemy, które dotykają to miasto, są również problemami innych większych miast amerykańskich i nie tylko. Tam gdzie pojawia się tak wielkie zróżnicowanie, gdzie kontrast widać praktycznie na każdym polu, w każdej sferze życia - tam pojawiają się te same problemy.
Zapraszam was do opowieści o San Francisco - pięknym, kolorowym, radosnym mieście ze snu. Pamiętajcie jednak, że ta opowieść ma swoje cienie. Za tym światłem, stoi prawdziwy mrok, w tym niemalże idealnym obrazie są poważne rysy. Dziś San Francisco nie przypomina już miasta wyjętego z naszych marzeń. Dziś, czuć jedynie powiew tych wielkich idei, które miały naprawić choć odrobinę ten zepsuty świat. Coś się udało, coś nie.
Ten powiew miasta wolności da się wychwycić, dzięki opowieściom starych mieszkańców, których młode lata przypadły na ten najbardziej kolorowy okres. Jest w tych opowieściach drobny sentyment, jest miejsce na dobre wspomnienie, jest też miejsce na żal, na rozczarowanie, na gorzką prawdę.