У репортажі йдеться про те, як у 1915 році під час І Світової німці й австрійці прорвали карпатський фронт, і мешканці Гродненської, Сувальської, Варшавської губерень, Холмщини та інших земель вимушені були втікати од війни вглиб Росії. Якими були їхні митарства, як багато людей загинуло у дорозі і в яких умовах вони мали жити, коли вже приїхали? Білоруські, польські, українські, російські селяни й знать, литовці, татари, євреї, православні й католики — усіх зачепили страхітливі події початку ХХ століття, пам’ять про які слабо присутня в публічному просторі. Зокрема й українському. Текст супроводжено документальними свідченнями — фотографіями забутих вигнанців.
Bardzo ciekawa książka. Nie jest to typowy reportaż, bo losy bieżeńców to historia rodziny autorki. Jest to więc bardzo osobista, pełna empatii opowieść o mało znanym, a jakże ważnym rozdziale historii XX wieku (ja przynajmniej nic o bieżeństwie nie wiedziałam).
Historia bieżeństwa dotyczy mojej rodziny, ale niestety w pamięci moich dziadków i rodziców zachowały się tylko skrawki opowieści pradziadków z pobytu w carskiej Rosji. Autorka w pewien sposób opowiedziała mi ich historię w ramach tej książki. O bieżeńcach słyszeli do tej pory głównie ludzie z Podlasia (i to nie wszyscy), w pozostałych częściach Polski i za granicą ich historia jest prawie nieznana. Jest to niezwykłe zważywszy, że w czasach I wojny światowej z ziem dzisiejszego Podlasia, ziemi chełmskiej, a nawet Mazowsza w uciecze przed Niemcami szacuje się, że wyjechało do Rosji ok. 3 mln ludzi. W znacznej większości byli to białoruscy i ukraińscy, prawosławni chłopi, często słabo wykształceni lub niepiśmienni. Nie pozostały po nich zbyt wiele spisanych wspomnień czy dokumentów, a historia ich tułaczki po Rosji i późniejszego powrotu do nowopowstałego Państwa Polskiego żywa jest głównie we wspomnieniach ich potomków. Rok 2015 był rokiem bieżeństwa, o czym też pewnie nie wszyscy wiedzą. Żyjemy w czasach wojen, wśród uchodźców z innych krajów, więc ta książka, mimo że mówi o wydarzeniach sprzed 100 lat, jest bardzo na czasie.
Хороший історичний репортаж про маловідомі (принаймні, мені) епізоди WWI - масове переміщення кількох мільйонів населення із західних околиць рос. імперії вглиб країни перед наступом німці у 1915. Але бісило, що авторка весь час пише на території, куди виїжджали чи вивозились бєженці, "Росія", і не лодує, що це території сучасної України, чи Грузії, чи інших країн. Плюс неприємна згадка про дослідницьку поїздку в РФ у 2015((
Pierwsza książka na studia zaliczona. Nie będę się dużo wypowiadać, powiem krótko — dobry kawał reportażu o temacie o tyle trudnym, że pamięć o nim posiada tylko pewna grupa, nawet samo pojęcie „bieżeństwo” jest obce dla innych. Dlatego sam reportaż jest dobrym źródłem informacji i spisu losów ludzi, którzy przeżyli coś takiego — i jak to przetrwało we wspomnieniach dzisiejszych potomków bieżeńców. 4⭐
Wspaniała książka! Czyta się jednym tchem. Zapomniana, nieopowiedziana część naszej historii - o bieżeństwie nie mówi się nawet na studiach historycznych. Świetny wkład w rozwój historii społecznej, która jest tak pomijana w codziennym dyskursie.
"W języku rosyjskim, z którego słowo "biezenstwo" zostało zaczerpnięte, oznacza ono uchodźstwo. Ale dla wielu osób pochodzących z wschodniej Polski biezenstwo to rodzaj nazwy własnej. To najważniejsza i najbardziej wstrząsająca historia z calego XX wieku. Nawet bardziej destrukcyjna i tragiczna niż II wojna światowa."
Podobnie jak w książce "Kamienie musiały polecieć. Wymazywana przeszłość Podlasia", tak i w tej pozycji, historie snute przez Anetę Prymake-Oniszk to w zasadzie losy jej własnej rodziny i sąsiadów, czasem bliższych, czasem dalszych. Poznajemy losy kilku rodzin i ich potomków, które właściwie mogą służyć jako przykład doli calego narodu. W przeważającej części są to historie tragiczne: o utracie calego majątku, "wydarciu" ze znanego świata i próbie odnalezienia się w nowej rzeczywistości, w obcym kraju, na łasce nieznajomych. Podróży w głąb Rosji towarzyszą: głód, choroby, śmierć najbliższych oraz wszechogarniająca tęsknota za ojczystą ziemia i przeszłym życiem. Bardzo dużo tu żalu, goryczy, biedy, łez i wyborów, przed którymi nikt nigdy nie powinien być postawiony, ale czy życie pyta, czy jesteśmy na nie gotowi?
"Biezenstwo to historia stopniowej utraty. Zaczyna się zaraz po wybuchu wojny - utratą męża, którego zabrali na front. Potem armia rekwiruje zwierzęta. W końcu nadchodzi wyjazd. Traci się dom, ziemię, cały świat. Korzenie i tożsamość. Odwieczne rytuały, sposób życia niezmienny od stuleci."
Aneta Prymaka Oniszk ma niebywały dar opowiadania.
Raczej nie czytam takiego typu literatury, czego właśnie zaczęłam żałować. Książka, którą chciałam "odhaczyć" na studia, okazała się wielkim odkryciem. Dawno nie czytałam nic, co tak mocno by mnie wzruszyło, co czytałam ze ściśniętym sercem. Zresztą widać, jak wielki research zrobiła autorka. Wyjątkowa pozycja, która zdecydowanie polecam.
Historia I Wojny Światowej jest praktycznie zapomniana. Zapominamy, że ta wojna dała nam Europę w kształcie, który mniej więcej znamy.
Historia opisywana przez Prymake-Oniszak jest praktycznie białą kartą. Na podstawie nielicznych źródeł, rodzinnych opowieści i skąpych opracowań historycznych stara się zrekonstruować wygnanie prawie 3 milionów ludzi. Nieudolność carskich generałów spotyka się tu z ufnością ludu, która doprowadza do exodusu. Tragedia zaczyna się już na początku, gdy ludzie zaczynają umierać w trakcie ucieczki. Następnie są transportowani w głąb Rosji. Wsie zostają rozdzielone, umierają dzieci, rodzice, żony i mężowie.
Czy była to faktyczna ucieczka przez austriacką i niemiecką armią? Czy świadome, zaplanowane i nieudolnie przeprowadzone wyprowadzenie? Na te pytanie niestety Oniszk nie odpowiada. Brakuje dokumentów, które zaginęły albo zostały zniszczone w trakcie rewolucji albo i później. Także polityczne i militarne uwarunkowania pozostaną nieznane
Na pewno nie jest to najlepszy reportaż. Konstrukcja jest chaotyczna. Podążamy śladami kilku rodzin z różnych wsi. Oniszk przytacza ich spisane relacje. Ale tu też brakuje wielu informacji. Autorka często ucieka do stwierdzeń, że może tak miało to miejsce, a może inaczej.
Nie zmienia to faktu, że trzeba, a wręcz należy przeczytać tę książkę. W ogólnym zarysie sytuacje, które mają miejsce podczas bieżeństwa oraz po powrocie, pokazują w jak krótkim czasie i w jakich specyficznych i tragicznych warunkach budowała się tożsamość białoruska, ukraińska, łotewska. Pokazuje też jak strasznym doświadczeniem jest uchodźstwo - szczególnie w sytuacji, w której już spotkanie kogoś z innej wsi stanowi novum.
Książka opisuje mało znany w polskiej historii doświadczenie Bieżeństwa - kilkuletniego przymusowego uchodźstwa osób, głównie prawosławnych, z terenów dzisiejszych wschodnich województw Polski. W wyniku zmiany granic po I i II wojnie światowej obywatelek_li Polski. Autorka swoją opowieść oparła na rodzinnych przekazach, opowieściach z dostępnych źródeł i własnych poszukiwaniach i rozmowach. Powstał opis wstrząsających doświadczeń związanych z przymusową migracją, najpierw wgłąb Rosji, a później z Rosji do Polski. Ten opis doświadczeń, związanych z koniecznością opuszczenia własnej "małej ojczyzny", rozdzielenia wspólnot, śmiercią członków rodziny, epidemiami, sieroctwem itd. jest często przytłaczający i sprawia, że książkę trzeba odłożyć na pewien czas. W ogólniejszym horyzoncie książka może być ciekawym tłem dla toczonych dzisiaj dyskusji o uchodźstwie. Pokazując wszystkie konteksty przymusowego, związanego z wojną, opuszczenia własnego miejsca zamieszkania.
Czytajac ta ksiazke ma sie wrazenie ze nie byla ona pisana w pospiechu, wrecz odwrotnie, pieczolowicie i cierpliwie autorka latami szukala materialow, wspomnien, archiwow, ludzi. Ogrom materialu na temat tego nieznanego rozdzialu historii Polski jest imponujacy, odnosi sie wrazenie ze jednym z celow autorki bylo wlasnie wlaczenie do niej jak najwiecej ludzkich historii i wspomnien, wlacznie z tymi ktore sa malo prawdopodobne, tymi ktore ewoluowaly przez lata i nawet tymi ktore dzis mozna latwo zdyskredytowac. Ta zaletę ksiazki mozna latwo uznac za jej za wadę, czytelnik pod sam koniec lektury zaczyna z przerazeniem odczuwac ze material go "przygniata". Dziwne dla mnie jest to ze w 30 lat po upadku komunizmu o chlopach pisze sie dalej jako o jednej jednolitej grupie spolecznej, uwazam ze umieszczenie wlascicicieli czesto duzych gospodarstw w jednej grupie razem z chlopami bezrolnymi i prostymi parobkami to jest jakies nieporozumienie, spadek po tym jak uczono nas historii i socjologii w czasach socjalizmu. Co do etnicznych podzialow wsrod swych bohaterow autorka stara sie trzymac po stronie chlopow wyznania prawoslawnego, szczegolnie w ostatnich rozdzialach to oni i ich spadkobiercy staja sie prawdziwymi bohaterami ksiazki. Jako czytelnicy nie czujemy sie pewnie na tym terenie, nie wiemy jak te podzialy wtedy funkcjonowaly, pelno przeciez bylo rodzin mieszanych, byli tez Zydzi oraz nieliczni Niemcy. Sa tez w ksiazce pewne niedopowiedzenia, nie ma ani slowa o reformach rolnych w Polsce miedzywojennej, nie ma slowa o tym ze tzw. polscy kolonizatorzy (zazwyczaj weterani wojny o niepodleglosc) dostawali ziemie opuszczone przez zaborcow, lub ziemie bez wlasciciela, w kazdym razie nikomu nie odbierano ziemi by im ja dac, co nie zmienia faktu ze lokalni mieszkancy czuli sie tym rozdawnictwem oburzeni. Nie ma tez slowa o tym jak sowiecka propaganda dzialala na destabilizacje Polski i jak umiejetnie wykorzystywala naiwnosc i etniczne zagubienie w nowej Polsce pewnych grup spolecznych. Nie ma wzmianki o tym ze palenie cerkwi w 1938 roku przez wojsko polskie bylo odwetem rzadu polskiego na ataki terrorystyczne OUN. Oczywiscie nie usprawiedliwiam ani jednych ani drugich, ale jak sie pisze o jednych to niestety tez trzeba o drugich. Dzis to palenie cerkwi jest bardzo znane i zazwyczaj podawane bez kontekstu jako dowod pewnej nawet hitleryzacji rzadu w Warszawie. Brak tez w ksiazce glebszych wyjasnien co do statusu kosciola prawoslawnego w Polsce zaraz po uzyskaniu niepodleglosci, Kosciol ten uzyskal autokefalie dopiero w 1924 roku, do tego czasu podlegal patriarsze moskiewskiemu, biskupi i administracja tego kosciola byly ciagle bardzo prorosyjskie. Byli to czesto Rosjanie na stanowiskach koscielnych na ziemiach polskich. Stad tez niepewnosc i niezrecznosc polskiej administracji co do statusu tego wyznania. Ale to co dobre w tej ksiazce to to ze autorka nie oskarza, autorka stara sie rozumiec wszystkie strony, czesto wyraza po prostu zal i smutek. Autorka stara sie podawac wszystkie szczegoly, ale w obliczu takiej ilosci materialu jest oczywiste ze kazdego szczegolu nie da sie wyjasnic do konca. Wydaje sie tez ze duzo elementow tez historii, szczegolnie co do polityku uchodzczej w samej Rosji, jest ciagle do odkrycia w archiwach w Rosji. Ksiazka ma tyle motywow ze dyskutowanie kazdego z nich do jednodniowa konferencja. Ciekawe sa jeszcze dwa aspekty tej ksiazki - pierwszy z nich to to ze ksiazka opisuje przejscie z monarchii absolutnej do proby zbudowania demokratycznego spoleczenstwa obywatelskiego w niepodleglej Polsce. W pewnym sensie czasy rosyjskiego caratu byly prostsze, gdyz w feudalnym systemie kazdy ma swoje, raczej nienaruszalne miejsce, w demokrachi natomiast okazuje sie zaraz ze rownosc obywateli jest fikcja. Drugi aspekt ksiazki to to ze sprawa uchodzstwa ma dzis swoj osobny oddzwiek - czytamy dzis te historie tak jakbysmy czytali reportaz o wojnie w Syrii czy Afganistanie. Poznajemy mysli, reakcje i wrazenia ludzi., rozumiemy ich czasem nieslychanie dramatyczne dylematy. Ostatnia moja mysl to to ze im wiecej czytam historii regionalnych (np. "Pusty las" Moniki Sznajderman tego samego wydawnictwa) tym bardziej nie wiem do konca kto wlasciwie wywalczyl Polsce niepodleglosc, skoro wiejscy mieszkancy terenow polskich nie umieli czytac i pisac, poslugiwali sie roznego rodzaju gwarami i nie wiedzieli nic o zadnej Polsce. Podsumowujac, ma sie wrazenie ze historia tych niewinnych ludzi zupelnie zaskoczyla i to w tylu aspektach ze te cierpienia i niepotrzebne i niezliczone tragiczne ofiary moznaby latwo rozlozyc na kilka pokolen, albo na cale stulecie. A wszystko to co opisane w tej ksiazce stalo sie mniej wiecej w ciagu szesciu lat.
Książka przygnębiająca, ale i bardzo ważna. Niezmiernie potrzebna, odtwarzająca część polskiej tożsamości, którą autorka rozsypaną po licznych źródłach zbiera w jedym miejscu. Nie mniej ważne , a napewno bardziej dojmujące są poszczególne historie bieżeńców, krótkie urwyki z ucieczki, pobytu i powrotu. Skomplikowane to wszystko jak tylko skomplikowane może być ludzi los w zawierusze dziejów. W cieniu wielkich wydarzeń historycznych cywil jest zaledwie marionetką lub pionkiem, którym porusza się na planszy. I dosłownie tak się działo w trakcie pierwszej wojny światowej z mieszkańcami ziem wschodnich ówczesnego Królestwa Polskiego, gdzie mocą jednej decyzji musieli się spakować i wyjechać w głąb Rosji. A co dalej było, jak to wyglądało, na pewno warto doczytać w książce.
Znakomity i wstrząsający reportaż, który próbuje postawić pytania o historię przemilczaną i marginalizowaną. Trudno się czyta partie bardzo emocjonalne, ale warto, bo książka jest świetnie napisana, wykwerendowana i przeniknięta prywatnym pragnieniem dotknięcia prawdy Wielkiej Podróży na Wschód w 1915 roku, gdy z dnia na dzień setki tysięcy prawosławnych Polaków musiało opuścić domy. Lektura obowiązkowa.
Uporządkowany i wyczerpujący zbiór relacji z wielkiej wedrówki mieszkańców wschodnich rubieży wymuszonych I wojną światową. Wyważony, zwięzły ale obfitujący też we wzruszające i emocjonalne wspomnienia Białorusinów, Ukraińców i Polaków mówiących "po prostu". Warto, zwłaszcza polecam tym którzy pochodzą ze wschodu Polski
Cieszę się, że zaczynamy interesować się historią "zwykłych" ludzi. Nie tylko panów, generałów czy biskupów. Inaczej w mózgu trzaska, gdy dowiadujemy się jak wielka historia wpływa na życie ludzi takich jak my sami. Brawa i podziękowania dla autorki za przedstawienie tego epizodu naszej historii w tak ujmujący sposób!