"Gniew" to książka, która według mnie jest bardzo ciekawym i prostym wprowadzeniem w temat problemów obecnej Polski. Podaje dosyć trafną genezę bieżących relacji i postaw w społeczeństwie oraz pobudza do głębszych rozważań i spojrzenia z nieco innej perspektywy. Zaraz na początku Markiewka cytuje dosyć znany więzienny list Martina Luthera Kinga. Polityk narzeka w nim, iż główny opór przed zmianą zdaje się wychodzić ze strony ludzi o umiarkowanych poglądach. Z bliżej nieznanego powodu dopiero ta książka uświadomiła mi mechanizm, który być może stoi za tego typu zjawiskiem. Mimo, że centrum zdaje się mniej lub bardziej popierać progresywne idee, to jednak spokój jest wartością nadrzędną. W tym momencie okazuje się, iż gniewne protesty społeczne to coś co realnie jest w stanie poruszyć takie osoby w kierunku zmiany, bo tylko ona zwróci ciszę i bezpieczeństwo. Doskonałym tego przykładem są wymienione w książce w nieco innym kontekście "żółte kamizelki" z protestów we Francji - sam ruch przez swoją brutalność nie był zbyt popierany, ale jego postulaty już tak, co doprowadziło do wycofania niekorzystnych zmian. Myślę, że podobne statystyki można by było uzyskać dla protestów kobiet w Polsce z przełomu 2020 i 2021 oraz amerykańskich marszów BLM po śmierci Georga Floyda w 2020 roku... Te przytoczone przeze mnie wydarzenia to zasadniczo mój główny problem z książką "Gniew" - perspektywa 2021 roku aż prosi się o edycję rozszerzoną lub wręcz drugą część. Przy czym książkę wydano 20 maja 2020, natomiast Georga Floyda zamordowano 25 maja! Czy to oznacza, że pozycja ta przedatowała się w ekspresowym tempie? Wręcz przeciwnie! Po prostu tempo procesów, których genezę i kontekst opisuje Markiewka diametralnie wzrosło.
Kolejny przykład? Proszę bardzo! We wrześniu 2020 roku w mediach pojawiła się informacja o nowej pracy naukowej na temat teorii skapywania (ang. "trickle-down economics"). David Hope oraz Julian Limberg przyjrzeli się danym z 18 rozwiniętych krajów na przestrzeni 50 lat. Ich wnioski były jednoznaczne - teoria nie działa. Oczywiście Markiewka także omawia jej błędy, aczkolwiek wspomniana przeze mnie praca jest bodaj pierwszą tak dużą i dobitną analizą.
W takiej książce nie mogło także zabraknąć wspomnienia o "końcu historii" Fukuyamy z 1989 roku, będącym pochwałą neoliberalizmu i pstryczkiem w nos dla marksistów, dla których to komunizm stanowi ideologię ostateczną. Zdziwiło mnie jednak to, że Markiewka nie wspomina, iż w 2018 roku ten sam Fukuyama stwierdził potrzebę nowego rodzaju socjalizmu oraz że Karol Marks mimo wszystko miał w pewnych miejscach rację.
Podobnie zaskoczył mnie brak wzmianki o Amazonie przy okazji historii z Luizjany. Stan ten jest najmniej zdrowym regionem USA. Jednocześnie Markiewka przytacza, że jedynym pomysłem jednego z tamtejszych burmistrzów na zachęcenie firmy petrochemicznej do inwestycji były ulgi i zapowiedź pomijania przepisów środowiskowych. Jest źle - zróbmy gorzej. W tym miejscu zdecydowanie warto byłoby wspomnieć, że w 2018 roku Amazon zdobył gigantyczne ilości danych podczas procesu wyboru miejsca na nową siedzibę. Oczywiście wszelkie analizy wskazywały, iż miasto jest już z góry ustalone i będzie to Nowy Jork (jedyny obszar, który nie zdecydował się partycypować w tej walce). Nie przeszkodziło to jednak wielu regionom po pierwsze - opracować dla Amazona duże ilości publicznie dostępnych informacji, a po drugie - dać mu dostęp do wielu danych niepublicznych.
Jeden z elementów, które bardzo często pojawiają się w tego typu książkach to kwestia problemów psychicznych. Markiewka podobnie jak Fisher w "Realizmie kapitalistycznym" zauważa, że obecny układ społeczny zdecydowanie stara się indywidualizować źródła kłopotów. W tym miejscu odwołuje się jednak do wszechobecnych terapii medytacyjnych, które mają niejako pomóc odciąć się od otoczenia. Swego czasu podobną krytykę stworzył Tomasz Stawiszyński opisując praktyczne aspekty zastosowania terapii mindfulness w korporacjach ("Medytacja w służbie korpo"). Szkolenia z tego typu rozwiązań mają pomóc np. wyższemu managementowi mentalnie odseparować się od ciężaru emocji wiążących się z trudnymi decyzjami personalnymi. Na podobnej zasadzie funkcjonuje słynny poradnik Petersona z jego 12 zasadami. Dziwi mnie jednak, że "Gniew" o nim nie wspomina, biorąc pod uwagę jego bestsellerowy status. Peterson jako zagorzały anty-kolektywista i pro-indywidualista bardzo mocno stawia nacisk na personalną genezę problemów, co w przypadku ich społecznego i systemowego podłoża czyni te rady w najlepszym razie ersatzem prawdziwych rozwiązań. A niewątpliwie nie można wykluczyć, iż zmiany muszą dokonać się na nieco wyższym poziomie niż osobisty. Michał "Mata" Matczak w rozmowie z Kubą Wojewódzkim stwierdził, że czy na zmywaku, czy w Cambridge, tęsknota i samotność jest ta sama. Pomijając już rozważania na temat sensowności tej wypowiedzi, jest to chyba doskonała egzemplifikacja tego, że mimo wszystko coś chyba nie gra w szerszym kontekście niż tylko indywidualny, skoro bez względu na status społeczny mamy coraz większą grupę ludzi z problemami.
W tym miejscu warto przejść do miejsca, w którym Markiewka powołuje się na system wymuszania uśmiechu z serialu "Czarne lustro". Jest to przykład uwewnętrznionego strażnika Foucalta, ale jednocześnie według mnie szerokiej decentralizacji, o której wspomina Fisher. Nie muszą już istnieć nadzorujące urzędy i instytucje, bowiem to ludzie sami nimi się stali. Niewątpliwa oszczędność! Tutaj od razu przychodzi na myśl chiński system oceny obywateli. Czy jednak musimy szukać aż tak daleko? Okazuje się, że nie. Nie tak dawno do banku PKO BP trafił polski system Quantum CX, który przy pomocy sztucznej inteligencji zlicza uśmiechy klienta i pracownika. Definitywnie nie może być zdrowym dla psychiki by mimo wszystkich złości, niepowodzeń czy smutków dana osoba musiała udawać wiecznie uśmiechniętą. To niewątpliwy znak, że dystopia, która brzmi tak bardzo przerażająco już w pewnej formie znajduje się obok nas.
Kończąc chciałem jeszcze wspomnieć o bardzo interesującej obserwacji Markiewki. W latach 90 Polacy porzucili gniew na rzecz technokracji. Elity transformacyjne zdławiły społeczne emocje i zaangażowanie promując chłodne podejście do kwestii państwa. Skoro Fukuyama ogłosił już koniec, to lepiej pozostawić sprawy specjalistom, a nie narodowi. Tak jak to wyjaśniał George Lakoff opowiadając o "framingu", narzucono pewien zestaw pojęciowy, który jedne słowa uczynił wyklętymi i pejoratywnymi, natomiast inne powiązano z nowoczesnym państwem. Królowały naturalność, wolność, rozsądek. Jednakże te same grupy ludzi, które doprowadziły do wszechobecnej postawy Adasia Miałczyńskiego z "Dnia świra", który w polityce nie widzi żadnego celu, w ostatnich latach były okrutnie zdziwione deficytem społecznego zaangażowania. Czy to się zmienia? Po odpowiedź na to pytanie odsyłam jednak do "Gniewu".
Cóż więcej? Na pewno książka ta jest także świetnym kompendium wiedzy i pierwszym krokiem w kierunku zrozumienia dzisiejszego świata. Jeśli ktoś po przeczytaniu pozostaje z dozą niedosytu, to przypisy serwują potężną bibliografię. Jest to według mnie bardzo dobre rozwiązanie, bowiem "Gniew" nie przytłacza i potrafi zainteresować. Niestety dla ludzi nieco bardziej "w temacie" będzie jedynie szybką powtórką rzeczy, o których słyszeli już wcześniej. Mimo tego wciąż uważam, że warto. Chociażby po to by wiedzieć, że można tę książkę polecić osobom zainteresowanym poznaniem takiej perspektywy.