przewspaniała przygoda zamknięta w zaledwie 300 stronach. pozycja przeznaczona dla starszych czytelników, którzy wyrośli z banalnych opowiastek, toczących się w „sześciennej rzeczywistości”, a już szczególnie tych, którzy potrzebują zatopić się w głębi kwadratowej rzeczywistości. „głębi” nie jest przypadkowo użytym słowem, gdyż, sama w sobie opowieść zdaje się ociekać krystalicznym wodami, odkąd bohater zamieszkuje tereny w pobliżu rozciągającego się morza…ile komfortu uczułam w opisie nieco monotonnej - a jednocześnie zwyczajnej i niezwykle beztroskiej - codzienności staxa. to była niemalże kwintesencja moich niezliczonych, „kwadratowych” fantazji: zajmowanie się kotkami, zaspokajanie porannego głodu zwyczajnym posiłkiem, praca na zewnątrz, wśród, wybrzmiewającego dzikim szumem, powiewu znajomych drzew, szwędanie się po bibliotece…to życie, o jakim snułam marzenia, jednocześnie rozmyślając o swojej roli w świecie minecraft’a.
mimo tej nudy, która snuła się duchem wokół głównego bohatera, autor nie zawiódł w kreacji reszty z nich; ich różnorodność tak barwnie kolorowała całą powieść, że moja sympatia do większości postaci nie zaznała granic. „wyprawa” niesamowicie wzmacnia więź z minecraft’owym światem; urzeczywistnia wszelkie trudy, które - w oczach graczy - mogą sprawiać wrażenie prostych i zwyczajnych. praca w kopalni, konfrontacja z osadnikami, przebywanie podróży, która odbiera resztki energii…
co na minus…oczywiście minimalny, bo, poza nim, książka pozostaje NIESKAZITELNA…wspominanie o rzeczach, przedmiotach i czynnościach, które nigdy nie istniały w minecraft’cie. czasem miałam wrażenie, że powoli odchodzimy od kwadratowego świata, jak gdyby autor nieco zapominał, gdzie się usadowił, a to niezwykle istotne! poza tym, mogę jedynie pochwalić autora za ujęcie poniektórych lokacji w tak urokliwym, a jednocześnie wcale nie sprawiającym usilnego i desperackiego, stylu. z niektórych wiosek zdawało się bić takie naturalne ciepło, taki brak potrzeby konfrontacji…i to się ceni. mimo wszystko, akcja wciąż toczy się w świecie minecraft’a, a - wbrew pozorom - jest to świat niezwykle skromny i wyciszony, pomijając starcia z potworami, które w końcu również cichną po odejściu zmroku.
refleksja po przeczytaniu „wyprawy”: czy, gdybyś mógł cofnąć czas i zapobiec napadowi zbirów, zrobiłbyś to? czy wymazałbyś wspomnienie wioski, dziewczyny o imieniu ramoa?