Piękna, osobista proza o losach pewnej żydowskiej rodziny naznaczonej długim cieniem historii. Podążając za narratorem, śledzimy sceny z codziennego życia, pełne czułości i humoru, niekiedy trudne, przepełnione doświadczeniem choroby i straty. Tutaj przeszłość bywa obciążeniem, ale także powodem do wyzwalającego śmiechu, a ironia i miłość pozwalają radzić sobie z gorzkim dziedzictwem. Bohater, kiedyś mały chłopiec, syn i wnuk, teraz ojciec i mąż, obserwuje rodzinne losy i pyta sam siebie: czyim życiem żyję?
Mikołaj Grynberg (ur. 1966) – fotograf i pisarz, z wykształcenia psycholog. Jego zdjęcia były prezentowane niemal na całym świecie. Autor albumów Dużo kobiet (2009), Auschwitz – co ja tu robię? (2010) oraz Ocaleni z XX wieku (2012). Wydał zbiór rozmów Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne (2014), tom opowiadań Rejwach (2016) oraz wspomnienia żydowskich emigrantów 1968 Księga wyjścia (2018). Od lat zajmuje się problematyką i historią polskich Żydów w XX wieku. W całej swojej twórczości przyjmuje szczególną perspektywę dialogu, koncentrując się na spotkaniu z innymi, otwarciu na ich osobiste przeżycia i historie.
“Pisz mi tak jeszcze”, chciałbym wykrzyczeć po lekturze “Poufnych”. Jest tu takie korzystanie z pisania, które otwiera czytelnikowi serducho, przy okazji nie traktując go zbyt brutalnie. Operacja na otwartym sercu ale robiona przez całkiem wesołego i przekornego chirurga.
“Poufne” Mikołaja Grynberga to zbiór opowieści, które choć zazębiają się ze sobą tworząc wielowarstwową opowieść o żydowskim doświadczeniu w powojennej Polsce, to mają w sobie coś kubicznego, jakby każda z nich mogła żyć własnym życiem i opowiadała inne losy. Bo choć nie trzeba być bardzo spostrzegawczym, by odkryć, że postaci nam się tu powtarzają i przeplatają z charakterystycznymi dla siebie powiedzeniami, zachowaniami czy cechami, to jakoś atrakcyjne wydaje się tego nie widzieć, traktować “Poufne” jako zbiór krótkich anegdot, których pogodny ton bywa przełamywany grozą, albo odwrotnie - ciemne tony grozy nagle jaśnieją.
Grynberg mówi, że to książka o miłości. I nie mam powodu, by się z nim nie zgadzać. To w końcu historie rodzin, które kochają się aż nadmiernie, w których strach i lęk przekuwany jest w miłość, momentami obsesyjną, choć autor stara się nie poruszać w wysokich tonacjach i każdy patos, nadmiar emocji, który mógłby popaść w kicz kontruje dowcipem, humorem, ironią, czasem groteską. Im częściej to robi, a dzieje się tak prawie w każdej historii, tym boleśniejsze są te opowieści. Dlatego nie byłem w stanie czytać “Poufnych” jako książki o miłości, a jako opowieść o lęku i traumie, z których rodzą się - bo autor jest jednak optymistą - dobro i miłość. “Poufne” to książka o takim uwikłaniu w życie, gdzie najważniejsza staje się rodzina.
Rodzina widziana z trzech perspektyw - dziadka, ojca i syna, a więc i wnuka. Już samo ustanowienie trzech narratorów przypomina o Zagładzie i jej konsekwencjach - walce o odrodzenie. W poprzednich książkach Grynberga często pojawiał się wątek pokolenia wnuków, którzy nigdy nie poznali swoich dziadków. Tutaj dziadek jest. A jest to człowiek uparty i choleryczny, choć jak mówi jego żona - “po prostu taki jest”. Wisielczy humor członków rodziny rozważających, czy będą przychodzić na grób dziadka kończy się, gdy wrzeszczący z okna na (wcale nie spóźnione) dzieci i wnuki starszy mężczyzna przytula wnuka. Trochę za mocno. I trochę za długo. To pierwsze opowiadanie, które wyznacza rytm i styl tych historii. Początkowo “Poufne” sprawiają wrażenie nazbyt prostych, opartych - podobnie jak w “Rejwachu” - na oszczędnym operowaniu środkami stylistycznymi podkreślaniem roli dialogu. Ta prosta anegdotyczność i rytmiczność w miarę wchodzenia w książkę staje się jej zaletą - najważniejsze rzeczy wybrzmiewają donośnie nie gubiąc się w stylizacji. Choć podejrzewam, że Grynberg wśród osób, którym nie podobał się “Stramer” Łozińskiego, nie znajdzie uznania. To w ogóle bardzo atrakcyjne zestawienie - dwie książki opowiadające o losach polskich Żydów w różnych epokach, ale przy podobnym minimalizmie stylistycznym i w podobnej tonacji - choć może u Łozińskiego jest ona trudniejsza do znalezienia. Idąc dalej ciekawie to rezonuje z tradycją prozy jidyszowej, od “Notatek komiwojażera” Szolema Alejchema poczynając. Tak dywaguję, bo to na dłuższą rozprawkę i tylko notuję sobie, co mnie tu ciekawi i zastanawia, Państwo pewnie też mają swoje przemyślenia w tym zakresie.
Jeszcze jedna scena mnie poruszyła idealne pokazująca, co to znaczy “poufne”. Cytat najpierw:
“Przez jakiś czas miał nazwisko kończące się na „-ski”, takie były czasy. Ski syna też miał tymczasowo Skiego oraz chwilowo Ską żonę. Później wszystko wróciło do normy – tak niektórzy lubią nazywać czasy, które następują po kataklizmach”.
“No i za to cię Grynberg lubię”, pomyślałem po przeczytaniu tego fragmentu. Jak wielką opowieść oddać za pomocą końcówki nazwiska. Jak znaleźć się w otchłani mając wciąż wrażenie chodzenia po chodniku? Taka to proza i choć jestem miłośnikiem opisowości, obszernych charakterystyk i naprawdę lubię, gdy sosna coś jednak symbolizuje, to w lapidarności Grynberga odnajduję się doskonale.
Ważne są też pytania, które samemu sobie zadaje autor książki - czy można “wynurzyć głowę z rejwachu przeszłości’? Czy jest skazany na pisanie historii żydowskich? Czy jest w tym osamotniony, skoro ma świadomość, że “tam już nie ma nikogo oprócz ciebie”? Czy zatem jest depozytariuszem historii, który ma ją przekazać potomnym, czy raczej kimś, kto powinien ją zabrać ze sobą do grobu, by nowe pokolenia mogły żyć bez tej opowieści? Szczególnie wstrząsający - pozwalam sobie na to słowo, choć wiem, że dzisiaj o drugi thriller jest wstrząsający, a co dopiero kilka zdań napisane przez polskiego Żyda o historii swojej rodziny - jest ostatni fragment prologu, w którym autor pisze o utracie - ich już nie ma, trzeba przestać myśleć, czy są/byliby dumni, myśleć o jutrze. Od dzisiaj. W tym żałobnym nie-do-końca-trenie Grynberg zawarł całą filozofię “Poufnego”, książki w której przeszłość choć ciągle obecna, wyłaniająca się z pojedynczych zdań, fraz, zachowań, wciąż rezonuje jak uderzony z brutalną siłą gong, którego rezonans jednak kiedyś gaśnie. Pozostanie pamięć, może zniknie lęk. Choć potwory wciąż potrafią na nowo uderzać w gong. Czy można im przeszkodzić? To już wstęp do innej opowieści. W “Poufnych” opowieściach przeczytacie jak ten dźwięk rezonuje w trzech pokoleniach. I trochę pozostanie on z wami, jestem o tym przekonany.
Jestem zachwycona! Tu ważne rzeczy wydarzają się niejako poza kadrem, ale wiemy o nich z różnych wskazówek, z rozmów. Bardzo mnie wzruszała miejscami ta książka, choć niekoniecznie dlatego, że mówi o rodzinach Żydów ocalałych z zagłady. Raczej dlatego, że mówi o tym jak trudno czasem porozumieć się z najbliższymi nam osobami. Jak pomijamy prawdę, bo tak nam jest łatwiej, bo nie umiemy ująć prawdy w słowa.
W tytułowym opowiadaniu z książki „Rejwach” Mikołaj Grynberg pisze: „Coś mi się dzisiaj wydaje, że łatwiejsze od bycia Żydem jest niebycie Żydem. Mam trochę lat i doświadczenia, chętnie panu opowiem cały ten rejwach”. Opowieści snute przez różnych narratorów z książek Grynberga splatają się i zapętlają. W „Poufnych” właśnie opowiada czy jest „cały ten rejwach”, jak wygląda, jak kocha się żydowska rodzina.
„Pofune” to historia intymna, jakby szeptana do ucha. Są to opowieści uszyte ze skrawków. Opowiadają o jednej rodzinie czy o wielu rodzinach? O Dziadku, Ojcu, Synu czy o dziadkach, ojcach i synach? Widzimy tych bohaterów ze swoimi powiedzonkami, czule sportretowanych. Ale nie chodzi tu o zdradzanie tajemnic swojej rodziny, tylko pokazanie rodziny takiej jaką ona jest. Kochającą się, ale trudną miłością. Ludzi z krwi i kości, którzy dużo stracili, ale też coś zyskali: „Dziadek czekał w otwartych drzwiach. Najpierw schylał się do starszego wnuka, ściskał go zbyt mocno i trochę za długo”.
Grynberg opowiada przed anegdotę. Jego język jest niezwykle plastyczny. W jednym zdaniu, krótki akapicie potrafi zawrzeć mnóstwo historii i całą paletę emocji: „Przez jakiś czas miał nazwisko kończące się na „-ski”, takie były czasy. Ski syna też miał tymczasowo Skiego oraz chwilowo Ską żonę. Później wszystko wróciło do normy – tak niektórzy lubią nazywać czasy, które następują po kataklizmach.”
Grynberg udowadnia, że nie trzeba pisać opasłych tomów, aby opowiedzieć historię. I to zarówno tę historię przez duże H, jak i tę intymną. I to, co było obsesją autora, dziedziczenie traumy po rodzicach i dziadkach, nieco łagodnieje. Wciąż jest to życie w cieniu, cały czas naznaczone piętnem. I wciąż jest to życie niejako w ukryciu. Bez afiszowania się ze swoją żydowskością. Ale wewnątrz jest to życie pełne miłości. To właśnie miłość ratuje i pozwala bohaterom na dalsze życie.
Można dostrzec u Grynberga znamiona optymizmu, a „Poufne” traktować jako roman gris. W jaśniejszych barwach, wciąż opowiada o tragedii, lękach i traumach, ale rodzi się z nich coś dobrego. Czasami jest to czarny humor, czasami są to drobne gesty: „Odebrałem telefon w listopadową niedzielę i zostałem sierotą. Mój brat został sierotą trochę później, bo jest młodszy i chciałem, żeby dłużej miał tatę. Zwlekałem do momentu, gdy poczułem, że go oszukuję”.
„Poufne” pokaże jak cieszyć się z codziennych sytuacji, z tego, że mamy kogoś blisko. Że możemy być synem dla swojego ojca, córką dla matki. Że mamy biuro po dziadku czy pióro po ojcu. To książka, która mimo niewielkich rozmiarów zostawi ogromny ślad w sercu.
Trudno napisać coś o tak osobistej i pięknej książce? Kto zna Grynberga z tych wcześniejszych wie, że trudno o bardziej wrażliwego autora, a tutaj pisze o swojej rodzinie. W bardzo delikatny sposob, dzięki krótkim wspomnieniom w które mimo wszystko potrafi wpuścić odrobinę humoru, pokazuje ogrom miłości i przywiązania w często skomplikowanych relacjach wielopokoleniowej rodziny dotkniętej najpierw zagładą i ksenofobią, a na końcu chorobą, śmiercią i stratą.
Zbiór opowiadań o pokoleniu ocalałym z Zagłady, a także o ich dzieciach i wnukach. Opowiadania, a właściwie opowiadanka są samodzielnymi tekstami, ale też stanowią część całości, bowiem w komplecie przedstawiają historię rodzinną. Bardzo krótka forma, zdania niczym u Hanny Krall, wyczyszczone ze zbędnych ozdobników. Minimalizm, zwięzłość, ale paradoksalnie, dająca zaszaleć wyobraźni, tak, że widziałem konkretne scenki przed oczami. Bez patosu, bez koturnów, nieco pieprznie, z cytowaniem niesmacznych dowcipów. Życiowo i prawdziwie. Panie Grynberg, z wiekiem idzie Panu coraz lepiej, jeśli mogę sobie pozwolić na ocenę.
Lubię niekiedy sięgnąć po prozę dość nieoczywistą, złożoną ze zdań, które pozornie mogą wydawać się bez większego znaczenia, ale po namyśle okazują się strzałem w dziesiątkę. Z tego względu sięgając po "Poufne", byłam pełna dobrych przeczuć i nadziei, zwłaszcza zagłębiając się w opinie czytelników.
Mikołaj Grynberg przedstawia historię wielopokoleniowej rodziny, w której wszyscy dostają histerii z powodu spóźnień, które doprowadzają do snucia teorii o tragicznej śmierci spóźniającego się członka familii.
Być może jestem totalną amatorką literacką. Może nie mam kompletnie gustu, a mój rozum nie potrafi docenić dobrej prozy. Możliwe, że kompletnie nie znam się i powinnam zaszyć się w dzikiej głuszy, już nigdy nie wypowiadając się na temat żadnej książki. Ale jestem, nie milczę i dzielę się swoimi odczuciami. Wierzę, iż wiele osób może zachwycić się tą lekturą. Doceniam ją, aczkolwiek nie podzielam owych zachwytów, bo do mnie owa historia nie trafiła.
Za dużo tu chaosu, pociętych zdań, konieczności domyślania się, o kim aktualnie mówi narrator. "Poufne" to krótka książka do przeczytania na jeden raz (w moim przypadku - dwa) z krótkimi rozdziałami, gdzie pomimo tego wszystkiego potrafiłam zgubić się w przedstawianych postaciach i dziejących się wydarzeniach. Nawet największe skupienie nie pomogło.
Wspomniany zamęt sprawił, iż nie do końca potrafię rozgryźć, co dokładnie pragnął przedstawić autor. Skacze po wątkach, mocno zagłębiając się w tematykę śmierci, starości i paraliżującego strachu, ale przedstawiając je nieco w zbyt symboliczny, niekiedy irracjonalny sposób. To nie to, czego oczekiwałam.
Jest taka seria szkicow Picassa pokazujaca dekonstrukcje obrazow byka. Od bardzo realistycznego przedstawienia to doslownie kilku kresek. Taka jest ostatnia ksiazka Grynberga. Dekonstrukcja. Kilka kresek opowiadajacych historie dziejaca sie na przestrzeni kiludziesieciu lat. kolejny polski pisarz, ktory potrafi operowac slowem. Polecam.
W recenzji Wojtka Szota znalazłam porównanie "Poufnych" do "Stramera" Łozińskiego - miałam to samo skojarzenie. Wyważone, proste historie, gromadzące niepozorne epizody z życia, które jednak wiele razy chwytają za gardło. Bardzo warto.
Historie, które masz wrażenie, że już gdzieś, kiedyś były. Ale naszkicowane są tak lekko i oszczędnie, że dobrze jest spędzić jeden dzień czytając je niby-ponownie.
Czy da się wyszeptać komuś na ucho sagę rodzinną? Oddać każdy niuans, oddać grozę traum i kwaśny posmak kompromitujących detali? Czy można tak długo szeptać? Taka sztuczka udała się (powiedzmy) Mikołajowi Grynbergowi. "Poufne" mają ażurową konstrukcję, zbierają na przestrzeni nawet nie dwustu stron opowieści, epizody, anegdoty, odpryski życiorysów, ułomki losów żydowskiej rodziny, której najstarsi cudem przeżyli wojnę.
Ok, mamy to. Wiemy na czym stoimy, myślą czytelnicy. Ludzie liżą rany po skończonej wojnie, wiążą się ze sobą, rodzą się dzieci, wnuki. Ktoś się z kimś spotyka, ktoś inny odprowadza na cmentarz bliską osobę, ktoś wyprowadza się z domu, ktoś do domy zaprasza na uroczysty niedzielny obiad. Samo życie. Opowieść o rodzinie. Stały, nieusuwalny motyw. Poważna sprawa.
I mamy tutaj do czynienia z powagą spod znaku filmów Krzysztofa Kieślowskiego. Jego "Trzy kolory" lub "Podwójne życie Weroniki" to kino festiwalowe, stworzone "po bożemu", spodoba się i jurorom, i co wrażliwszym widzom. Nie ma wstydu. Takie filmy doskonale zagospodarują lukę w życiu kulturalnego człowieka. Podobnie widzę "Poufne" - dostajemy dawkę odpowiednio szlachetnych wzruszeń, pytań o los, podszyte (potencjalną) metafizyką zdarzenia, bohaterów wiarygodnych i uczciwych, co uda się uzyskać przede wszystkim dzięki dialogom, w których słychać "zwykłego człowieka".
W najlepszych momentach "Poufne" olśniewają czysto brzmiącym, prostym, oszczędnym, a jednocześnie lirycznym językiem. Poszczególne krótkie rozdziały odsłaniają kolejne konary i gałęzie drzewa genealogicznego, po którym jak wiewiórka skacze czytelnicza uwaga. Ładnie wpisana jest trauma holokaustu - to zaledwie kilka migotliwych wspomnień, parę obrazów, skojarzeń, wymiana zdań, mimochodem podsunięte czytelnikom skojarzenie. Ten balast, dla wielu przecież fundamentalne doświadczenie egzystencjalne, na którym buduje się sens reszty życia, u Grynberga wydaje się być wstydliwym, kłopotliwym dziedzictwem. Czymś takim jak odziedziczony po przodkach nerwowy tik lub drżenie rąk. Być może kolejne pokolenia zrzucą z siebie ten ciężar i dziedziczona pamięć ciała spłucze w końcu osady naniesione przez wojnę?
Ja jednak mam problem z "Poufnymi". Same losy rodziny nie przynoszą niczego, czego byśmy wcześniej nie znali z setek innych opowieści tego typu. Ja już się wystarczająco dużo nasłuchałem, naczytałem i naoglądałem o relacjach na linii dziadkowie-rodzice-dzieci. Grynberg nie dodaje niczego nowego, nie modyfikuje ani nie moduluje. I gdyby te najbardziej konwencjonalne fragmenty "odsprzedać" słabszemu prozaikowi, ten zrobiłby z nich komercyjny użytek i stworzył ładną obyczajową historię, zadatek literatury obyczajowej.
Mnie (piszę te słowa z pełną odpowiedzialnością za własny skrajny subiektywizm) kolejny raz spotyka zawód, gdy sięgam po tzw. literaturę piękną. To, co dostrzegają "znawcy", krytycy literaccy, zaangażowani recenzenci, odpycha takiego czytelnika jak ja. Nigdy nie wiem, czy zachwalany tekst jest naprawdę wartościowy i głęboki, czy po prostu pochylił się nad nim wystarczająco "głęboki" odbiorca i pisząc o nim, nie uwalnia tak naprawdę własnych (a nie tekstu) walorów.
PLUSY:
+ oszczędny, precyzyjny, ocierający się o skupioną lirykę język,
+wiarygodne język "mówiony",
+ kilka ładnych scen, które nie epatują ckliwością i wzruszeniami z przeceny,
+ błądząca na marginesach trauma holokaustu.
MINUSY
- w kwestii opowieści o rodzinie nie ma tutaj niczego nowego, odkrywczego,
- a że dużo się tu opowiada o rodzinie, to tym bardziej przytłacza ta familiada,
- znajdziemy sceny zbyt "literackie", mające się podobać rozwiązania, które nawet w prawdziwym życiu uznalibyśmy za pretensjonalne i niepotrzebnie symboliczne.
Mogę polecić miłośnikom rodzinnych mikroskopijnych sag, w tle których tlą się ledwie co opanowane pożary historii, ale mnie to nie ruszyło. Nie wątpię, że spodoba się tym, dla których "wielka literatura – będąc wielką i będąc literaturą – powinna zachwycać". Ja niestety spotkanie z książką Grynberga będę wspominał jak uczeń, który musiał przeczytać kolejną pozycję z kanonu lektur obowiązkowych.
"Poufne” Mikołaja Grynberga to krótka, ale przejmująca lektura o pewnej żydowskiej rodzinie. Poznajemy wyrywki z codziennego życia, czułe i osobiste, momentami trudne i emocjonalne, a niekiedy zabawne i z humorem.
Jest to bardzo oszczędna, ale piękna proza. Delikatna, ale jednocześnie dobita. O relacjach, traumach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Autor pisze z niezwykłą wrażliwością i wyczuciem. Mam wrażenie, że można czytać ją wielokrotnie i za każdym razem wynieść z niej coś zupełnie innego w zależności od tego, czego aktualnie potrzebujemy. Czuję, że słuchając audiobooka nie mogłam jej w pełni docenić, odczuć i oddać się refleksji, więc chętnie kiedyś do niej wrócę, ale już w innej formie.
„Poufne” są piękne i bardzo osobiste, ale jednocześnie niezwykle przejmujące. Krótkie, ale bardzo treściwe. Polecam!
Gdybym miała podać przykład pisarzy, których styl ma najwięcej wspólnego z moim ulubionym Otą Pavlem, na pierwszym miejscu pojawiłby się Mikołaj Grynberg i jego „Poufne”.
Ten zbiór krótkich szkiców, pocztówek z dawnego życia, opowiada o powojennych losach rodziny autora, historii trzech pokoleń Żydów, z których każde w jakiś sposób zostało wojną naznaczone. W pierwszym rozdziale Grynberg wyjawia nam przyczyny, dla których ta książka powstała. Podobnie jak u Pavla pisanie ma być dla Grynberga swego rodzaju terapią. Ma pomóc mu uwolnić się z pętli czasu, która sprawia, że żyje życiem przodków, tkwi w „rejwachu przeszłości”, nie umie iść do przodu. Każde z tych wspomnień to tren, którym mówi „żegnam” i pozwala odejść duchom przeszłości. Nie oznacza to wcale, że później będzie lepiej. Jak stwierdza, i jest to zdanie, które uwielbiam, „Wszystko ma swoje wady i mało zalet”. W tym jednym zdaniu zawiera cały specyficzny rodzaj ironii i dystansu, który będzie wybrzmiewał na każdej niemal stronie. Ten sam sposób opowiadania o sprawach trudnych i skomplikowanych, za który tak kocham Pavla. Chociaż z kart książki co chwila przebija ogromny smutek, są tu straty, rozczarowania, trauma, to podlane są sosem żartów i kpin. Mamy tu dowcipy niczym z „Przy szabasowych świecach”, humor sytuacyjny, autoironię. Niektóre obrazki, jak pani świetliczanka, która w pracy zdejmuje rajstopy, obcina paznokcie u stóp i każe dziewczynkom je sprzątać, zostaną ze mną na zawsze. Zastanawiam się skąd bierze się ta umiejętność lekkiego opowiadania o rzeczach trudnych u pisarzy pochodzenia żydowskiego. Czy naród, który przez całe stulecia był naznaczony pogromami i nienawiścią musiał nauczyć się śmiać śmierci w twarz? Nie wiem czy to jest forma obrony, czy akceptacji, ale na pewno zazdroszczę tej umiejętności. W końcu łączy tych dwóch pisarzy język, którym się posługują. Prosty, bez epatowania ozdobnikami i erudycyjnych popisów. Każda ze zgromadzonych w książce rycin ma swoją wagę i znaczenie, skłania do refleksji. W kilku się odnalazłam osobiście i poruszyły mnie szczególnie, ale jest w „Poufnym” mnóstwo okazji do wzruszeń. Jest też dużo sugestii i niedomówień, które pozwalają znaleźć drugie dno, niewypowiedziane wprost. Kiedy przeczytałam ostatni rozdział, jeszcze raz wróciłam do pierwszego. W ciągu ostatniego roku czytałam mnóstwo książek o przywracaniu pamięci i poszukiwaniu tożsamości. Tutaj mamy drugi biegun, kiedy pamiętamy za dużo, za siebie i za innych. Kiedy jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby pamięć trwała. I jest to tak samo trudne i obciążające zadanie, jak próba odnalezienia siebie. Mam nadzieję, że Mikołaj Grynberg odzyskał w głowie trochę wolności.
Jeśli jesteście fankami i fanami Oty Pavla przeczytajcie tę książkę koniecznie. Jeśli nie jesteście też powinniście to zrobić. Na pewno zostaniecie, jednego i drugiego.
16 grudnia 2023 na początku roku wystawiłam tej książce pięć gwiazdek - z czasem zaczęłam zastanawiać, co kierowało tą decyzją, bo po kilku miesiącach całkowicie zatarła się w mojej głowie. i boże, jak dobrze że się zatarła, bo mogłam po nią sięgnąć kolejny raz i doświadczać tego samego uczucia, jakbym czytała ją pierwszy raz.
gdybym miała opisać poufne, określiłabym je jako krótką rodzinną sagę. rozpisywanie rodzinnej genealogii sprawia dużo satysfakcji (tym razem to zrobiłam), zwłaszcza że grynberg gmata, nie ułatwiając czytelnikom zadania.
dużo tu o utajonej postpamięci, pokoleniowych wzorcach, tak jak smutkiem opatrzonych miłością. miałam rację, że mogłabym tę książkę czytać w kółko i w kółko, czego ten reread jest dowodem (mam nadzieję, że kolejne czytanie już z własnym egzemplarzem z możliwością kreślenia wszystkiego, co się da)
6 lutego 2023 zwykle nie przepadam za krótkimi formami, a tym razem nie mogłam się oderwać i jednocześnie chciałam delektować się lekturą jak najdłużej. te opowiadania działają zarówno jako pojedyncze utwory, ale też elementy większej całości. mam poczucie, że mogłabym czytać tę książkę w kółko i nigdy bym się nie znudziła, a nigdy nie pomyślałam tak o żadnej książce.
Wspomnienia… rodzinne sekrety, rodzinne więzi… i momenty z przeszłości, które są poufne. Których nawet najbliżsi nie są świadomi. Ta krótka proza składa się z wielu krótszych wycinków pamięci. Wycinki te budują obraz tworząc całą, pełną historię rodziny. To dzięki nim poznajemy bohaterów, mogło by się zdawać, lepiej, niż znają się nawzajem. POUFNE to przykład lektury, która nie potrzebuje wielu stron, żeby wybrzmieć i zostawić po sobie ślad. Początek – Rejwach Przeszłości skradł moją duszę. Ta część jest dla mnie jak poradnik, z którego kilkanaście cytatów zamierzam przepisać do mojego wieloletniego dziennika… „Czas uwolnić czas.” „Wynurz głowę z rejwachu przeszłości.” „ O jutrze myśl od dzisiaj.”
Spodziewałam się historii rodzinnej przepełnionej zwyczajami, które pozwoliłyby mi poznać inną kulturę, a dostałam.. no właśnie ciężko mi określić co dostałam - parę wspomnień nieznanej rodziny w której każdy był sobie wnuczkiem i dziadkiem (gubiłam się trochę i pewnie to celowy zabieg, ale nie przypadł mi do gustu). Czy wyniosę coś z tej historii? Raczej nie. Podobał mi się styl autora i jego celne uwagi, idealnie podsumowujące wydarzenia. I pewnie oceniłabym tą książkę lepiej, gdybym nie wyrobiła sobie przekonania co tam w niej znajdę i czego to mnie nauczy. 3,5/5
18-21.07.21 Czy Poufne czytane jest tak samo zabawne jak słuchane? Poza zadumą audiobook miejscami wywoływał u mnie wręcz wybuchy śmiechu, szczególnie przy rozmowach z synami.
- Ludzie chorowali tam na tyfus i brak numerków na życie. To pierwsze było po prostu śmiertelne, na drugie medycyna nie znała lekarstwa. - Oni przeżyli, udało im się z getta wydostać, najpierw jej z synkiem, potem jemu, lekarzowi. Pamięć o Zagładzie nigdy z ich życia nie zniknęła, ani z życia ich dzieci, wnuków i prawnuków, z rozmów między sobą oraz ze swoimi kobietami. Żyją w jej cieniu, ale teraz chorują na normalne, cywilizacyjne choroby lub umierają w pechowych cywilizacyjnych wypadkach..
Przemijanie to ważny motyw zapisków Poufnych jednego z nich, Mikołaja Grynberga, zapisków bardzo osobistych, wycyzelowanych formalnie, ciepłych i nastrojowych lecz jednocześnie nie stroniących od przywoływania z humorem również mniej chlubnych epizodów historii rodzinnej.
- Żył zgodnie z własną maksymą, zostawiał dobry ślad - Tak wspomina ojca syn w jednym z najpiękniejszych rozdziałów „Poufnych” zatytułowanym Przeszczep. Wyimki rodzinnych wspomnień Mikołaja Grynberga są więc także, a może przede wszystkim, niezwykłą ilustracją pozostawiania po sobie dobrych śladów wśród ludzi, z którymi styka nas los oraz przeszczepiania tego zwyczaju z pokolenia na pokolenie.
"Wszystko ma swoje wady i mało zalet. Wynurz głowę z rejwachu przeszłości. Stamtąd jesteś, ale tam nie ma już nikogo oprócz ciebie. Rozejrzyj się i wyrzuć dzieci, których twoje dzieci nie będą chciały odziedziczyć."
Pięknie wybrzmiewa pokoleniowa historia, w której tożsamość jest tłem, powracającym od czasu do czasu. Jest czas narodzin i czas śmierci, w krótkich historiach opisane dzieje rodziny zwyczajnej, kochającej, zwykłej i niezwykłej, której tylko czasem ktoś przebije opony, ktoś wzdrygnie na dźwięk rymowanki o Dachau, komuś po odebraniu telefonu ze wspominkami z wojny skończy się ciepły, rodzinny wieczór.
Znakomita, poruszająca opowieść o rodzinie. Autor pięknie opowiada o zdarzeniach wojennych i z czasów powojennych. Obok rodzinnych wydarzeń dzieje się Historia, która mniej lub bardziej wpływa na losy rodzinne. Polecam! Warto postawić obok „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Wichy.