Chcecie, żeby w Polsce żyło się fajnie? Wszystkim – albo prawie? Potrzeba niewiele. Ochrony zdrowia – solidnie finansowanej, postawionej z głowy na nogi, powszechnie dostępnej. Szkoły – coś jak w Finlandii, tylko nad Wisłą. Autobusu w każdej gminie, publicznego, w rozsądnych godzinach. A poza tym odnawialnej energii, zielonego transportu w miastach, świadomej konsumpcji i śmiałych inwestycji. A, jeszcze związki zawodowe i powszechne oskładkowanie każdej pracy, żebyśmy na starość nie umarli z głodu.
Koncert życzeń? Że nas niby nie stać? Że takie numery to może w Skandynawii? Moi rozmówcy mówią jak jest – w dziedzinach, o których wiedzą niemal wszystko. Dowodzą, że usługi publiczne i polityka przemysłowa to żaden luksus, tylko warunek konieczny, żeby dało się tu nie tylko że fajnie, ale w ogóle – żyć. By przetrwała w Polsce cywilizacja, demokracja, żeby dobrobyt nie był zawiedzioną utopią sprzed lat.
Łatwo nie będzie, ale bez tego ani rusz. A po przeczytaniu, zabierzmy się do roboty. Wybierzmy sensownych polityków, zróbmy ruchy społeczne, zawalczmy. Fajny kraj sam się nie zrobi.
Bardzo dobra książka. Zbiór wywiadów z ekspertami z różnych dziedzin i różnych światopoglądów. O tym, czy i jak można zmienić polskie państwo: politykę socjalną, służbę zdrowia, armię, zatrzymać klimatyczną zagładę itd.
Szkoda, że polscy politycy nie dorastają do wyzwań współczesności i skazani jesteśmy na kolejne przegapianie szans, marnowanie czasu i środków. Jestem sceptykiem. Musi w nas mocno coś uderzyć, abyśmy zaczęli działać. Najczęściej za późno i w stanie pospolitego ruszenia. Jak w przypadku wirusa, kiedy okazało się, że polskie państwo zostało przyłapane z opuszczonymi portkami.
Dobrą stroną takich zdarzeń jest to, że boleśnie weryfikują. Wirus obnażył słabość służby zdrowia, ale i jej konieczność. I to tej państwowej, bo prywatna poddała się bez walki. Tak jak upadła pogańska Bajka o cudownych właściwościach wolnego rynku, który również w obliczu zagrożenia nie nadawał się do niczego jako instrument walki z kryzysem.
Może zatem przyjdzie czas, aby zmierzyć się z wyzwaniami i uczynić Polskę fajnym miejscem do życia. Czytając tę rozmowy nie jest trudno uwierzyć, że potrzeba do tego tylko skutecznego państwa. A nie tej dykty, która nas otacza.
Chociaż wydaje się, że Covid-19 zmienił wszystko, to tak na prawdę pewne rzeczy pozostały niezmienne. Fatalna opiek zdrowotna, przestarzały system edukacji, problemy mieszkaniowe, zakorkowane miasta i przede wszystkim - czająca się tuż za rogiem i coraz bardziej widoczna - katastrofa klimatyczna.
W obliczu tak wielu problemów można po prostu odwrócić wzrok i żyć według zasady "business as usual". Można też próbować zrozumieć, co tak na prawdę dzieje się wokół nas i zaproponować recepty na zmiany. Zastanowić się, z czym najprawdopodobniej się zderzymy, ale i jak powstrzymać katastrofę klimatyczną. A przede wszystkim jak spróbować uczynić Polskę (i nie tylko) lepszym miejscem do życia.
"Fajny kraj do życia" to wywiady Michała Sutowskiego z ekspertkami i specjalistami z różnych dziedzin. To lektura potrzebna na zbieranie energii i wiary w to, że nie wszystko stracone, że w relatywnie tani i efektywny sposób możemy zmienić swoje otoczenie - nawet jeśli nie mamy realnej władzy, to samo mówienie i uświadamienie sytuacji jest już pierwszym krokiem w dobrym kierunku.
Fajny (jak w tytule) wstęp do ukazania rozwiązań socjaldemokratycznych na problemy z którymi mierzy się III RP, w 2020 roku nie uważam że rewolucja anarchistyczno-marksistowska uratuje nasz kraj, tylko silne państwo które dyktuje warunki firmom, a nie odwrotnie, więc sporo z tych argumentów wykorzystam, a tak to nawet jeżeli czasem niektóre fragmenty były trochę przedłużane, to przyjemnie jest czytać coś aktualnego i realnych rozwiązań na to wszystko. Przede wszystkim słuchać ekspertów i tak długo jak rząd nie będzie tego robił będziemy tracili kolejne szanse, ciekawe jak długo jeszcze.
Bardzo ciekawa książka, aż przyjemnie poczytać, co mądrzy ludzie mają do powiedzenia. Ale nie wyszłam z lektury tej książki nastawiona optymistycznie - nie wiem, czy naprawdę wystarczy to "niewiele", które obiecuje opis. Raczej uświadomiłam sobie, na jak wielu polach dokumentnie leżymy...
Wolałbym poczytać zderzenia wypowiadanych idei i twierdzeń z innymi głosami eksperckimi wypowiadającymi się w poszczególnych tematykach. Ale same wywiady całkiem interesujące (służba zdrowia, ekologia, transport w miastach).