Komisarz Artur Konieczny pracuje nad sprawą tajemniczej rodziny japońskiego biznesmena. W tym samym czasie redaktor Joanna Becker przygotowuje program poświęcony muzyce z lat osiemdziesiątych. Trafia na historię mało znanego zespołu Załogal, którego karierę przerwała śmierć wokalisty – Blacka. Z czasem praca nad programem przeradza się w rozwiązanie zagadki kryminalnej.
Czemu nad grupą muzyków i ich znajomych wisiało fatum? Co wyrosło ze zbuntowanych gwiazd? Co robiły w latach osiemdziesiątych osoby będące ważnymi postaciami biznesu i sceny politycznej? Dziennikarskie śledztwo Joanny, i kryminalne Artura, przyniosą zaskakujące odpowiedzi w finale, którego nikt się nie spodziewa.
Załoga to pierwszy polski kryminał rockowy, który zabierze was w podróż w szalone lata osiemdziesiąte i ani na chwilę nie pozwoli odetchnąć!
Studiował historię na UW, uczył w LO im. Jana Zamoyskiego, a przez ostatnich 25 lat pracował w mediach. Był korespondentem na wojnie w dawnej Jugosławii, zrealizował teledysk Brygady Kryzys oraz komentował finały piłkarskiej Ligi Mistrzów i Pucharu Polski. Autor filmów dokumentalnych, współtwórca książkowej biografii Lucjana Brychczego. Pracuje w NC+.
Po słabej "Grze w oczko" nie spodziewałem się wiele, ale "Załoga", drugi tom z przygodami dziennikarki Joanny Becker i komisarza Artura Koniecznego przez większą część zapowiadał się jeszcze gorzej. Powieść reklamowana jako "kryminał rockowy" oparta jest nawet na intrygującym pomyśle. Główny wątek to pomysł nakręcenia programu telewizyjnego o zespole Załoga, który w latach osiemdziesiątych miał być nadzieją polskiej muzyki nowofalowej, ale kłótnie, narkotyki i śmierć dwóch członków zespołu doprowadziły do jego rozpadu, zanim cokolwiek zdążyli nagrać. W toku zbierania informacji do programu dziennikarze natrafiają na nie do końca wyjaśnione i zagadkowe kwestie z przeszłości zespołu oraz wątki łączące ważnych aktualnych polityków partii rządzącej z członkami Załogi. Jednak główny wątek kryminalny w książce jest współczesny i dotyczy Japończyka prowadzącego w Warszawie restaurację z sushi i zamordowanego w dziwnych okolicznościach. Nie ma to jednak nic wspólnego z historią Załogi (chyba, że znudzony czytaniem coś przeoczyłem). Jak dla mnie, doczepione na siłę, żeby jakoś uzasadnić występowanie w fabule niektórych bohaterów z tomu pierwszego. Ogólnie moim zdaniem zmarnowany potencjał na lepsze przybliżenie realiów młodzieżowego środowiska muzycznego lat osiemdziesiątych. Jest wiadome, że władze starały się skanalizować młodzieżowy bunt. Ten wątek jest zaznaczony pod postacią SB-eka Wełnickiego, który patronował karierze Załogi. Ciekawie byłoby przeczytać nie tylko powieść, ale i pracę naukową na podstawie archiwów SB i dowiedzieć się, którzy zbuntowani i antysystemowi muzycy zawdzięczają swoją karierę dyskretnemu nadzorowi Służby Bezpieczeństwa. Wątek z Japończykiem, choć przyklejony na siłę, przybliża istniejące w Japonii wykluczenie społeczne tak zwanych burakumini. Są to ludzie wywodzący się od grabarzy, rzeźników, byli więźniowie, włóczędzy, a także Koreańczycy. Nie mają oni szans na znalezienie dobrej pracy, przez co często decydują się zasilić szeregi yakuzy. Podobno barakumini stanowią nawet 3 mln ludzi w japońskim społeczeństwie i choć formalnie jest równość, to korporacje mają ponoć listy z nazwiskami i dbają, żeby tacy ludzie nie znaleźli u nich zatrudnienia.
Największa porażka czytelnicza tego roku. Skusiłam się, bo znam retro-kryminały autora opisujące przedwojenną Warszawę i one mi się podobają. Do tego książkę zachwalał mój znajomy, który się nawet w niej pojawia epizodycznie. Ale całość była nudna. Sądziłam, że skoro jest o zespołach rockowych z lat 80., to będzie to fajna rozrywka i powrót do lat młodości, jesteśmy z autorem w tym samym wieku więc te same czasy pamiętamy. Tymczasem dostałam powiązanie tych zespołów z aktualną sceną polityczną, bardzo wyraźne aluzje do pewnych konkretnych osób z polskiego parlamentu, opis świata telewizyjnego, a do tego pewnego Japończyka, który został zamordowany. Jakoś to autor posklejał, ale gdybym rzuciła książkę po pierwszych 20%, kiedy już jęczałam, że nudna i beznadziejna, nic bym nie straciła.