On pilnie potrzebuje fałszywej narzeczonej. Ona być może zagra w tej farsie.
Mackenzie Wilson z powodu tragicznego wypadku samochodowego swojej siostry i jej męża musiała rzucić studia i zająć się małą siostrzenicą. Podjęła więc pracę sprzątaczki w firmie Warrick Industries.
Pewnego dnia, sprzątając biura znajdujące się na najwyższych piętrach budynku, przypadkiem spotyka prezesa firmy. Po krótkiej wymianie zdań Quinten Warrick postanawia zatrudnić ją jako asystentkę. Ich współpraca dobrze się zapowiada.
Wkrótce okazuje się, że Quinten ma pewien problem. Jego dziadek, założyciel firmy, obiecał przekazać swoje udziały wnukowi tylko wtedy, gdy ten ożeni się przed trzydziestym rokiem życia. Mężczyzna ma dwa tygodnie, żeby znaleźć narzeczoną i sfinalizować związek.
Kiedy razem z przyjacielem Tierrym zastanawia się, co w tej sytuacji zrobić, Mackenzie wchodzi do gabinetu swojego szefa.
Okaże się, że być może będzie mogła pomóc Quintenowi w uporaniu się z małżeńskim problemem.
Ilość powtórzeń, szczególnie dotyczących wyglądu bohaterów i zapachu perfum była niemal zabójcza, dlatego też audiobooka słuchałam na raty. Ile można słuchać o zniewalającym zapachu drzewa sandałowego, którego używa się codziennie? 😂 Aczkolwiek pomiajając ten mankament historia była całkiem ciekawa, puenta mnie tak naprawdę nie zaskoczyła po wcześniejszym wprowadzeniu, ale i tak kiedyś z chęcią zerknę na drugi tom. Mam nadzieję, że tam akcja przyspieszy, bo ostatnie strony "Narzeczonej na chwilę" wprowadziły nieco zamętu, ale zabrakło większych emocji.
Być może i czytanie tego cholerstwa nie przyprawiało mnie o fizyczne katusze, (ponieważ był to zwykły romans, a nie pornos) jednak nie zmienia to faktu, że ta książka tak naprawdę nie wniosła niczego do mojego życia. No, nie żebym tego od niej oczekiwała, ale była po prostu tak bardzo bez wyrazu, że nawet nie umiem jej jakkolwiek określić. Przeczytane, zapomniane... bo bohaterowie byli płascy, irytujący i bezbarwni, a całego głównego konfliktu mogliby uniknąć, gdyby jedynie ze sobą porozmawiali. Przereklamowane, a te wyświetlenia na Wattpadzie autorka musiała sobie sama nabić, bo nie chce mi się wierzyć, że tyle osób nie widziało, jak to jest topornie napisane. Plus osadzenie akcji w Nowym Jorku było tak potrzebne, że cały czas wydawało mi się, że fabuła dzieje się w [wstaw nazwę dowolnego większego polskiego miasta]
Mackenzie Wilson została zmuszona rzucić studia i zająć się swoją siostrzenicą (siostra i jej mąż zginęli w wypadku). Nie pozostało jej zbyt wiele możliwości zarobku, ze względu na czas jaki musi poświęcić tej siostrzenicy, więc decyduje się pracować jako sprzątaczka w firmie Warrick Industries. Los się do niej uśmiecha, bo po przypadkowym spotkaniu z prezesem firmy - Quintenem Warrickiem - on awansuje ją na swoją asystentkę. Jednak ten sam los nie jest już łaskawy dla Warricka, ponieważ jego dziadek mu przypomniał o pewnej obietnicy, że przed trzydziestym rokiem życia mężczyzna się ożeni. Jeśli tego nie zrobi to zostanie wywalony ze stołka firmy. Quinten musi pospieszyć się, bo do urodzin zostały mu tylko dwa tygodnie.
No cóż, jestem cięta na romanse, co zawsze staram się podkreślać, bo chyba jeszcze nie spotkałam się z na tyle dobrą książką z tego gatunku, żeby mieć porównanie. Tej książce mam do zarzucenia sporo, a już problem tkwi w koncepcji. Jakiś facet, który ma zgrywać tego bogatego maczo stwierdza, że sobie zatrudni sprzątaczkę tylko dlatego, że umie wyjąć papier z drukarki. Nie interesuje się jej CV, ba, wręcz sam przyznaje, że tam nie zaglądał tylko w ciemno dawaj, może coś z tego wyjdzie. Potem wypływa sprawa, że za dwa tygodnie może mu się trochę portfel uszczuplić, więc postanawia stworzyć intrygę i zrobić w wała swoich dziadków. Ona, zgadza się, bo w sumie dlaczego nie. Nieistotne, że sprawa wypłynie do znajomych, że będzie mieć to konsekwencje, pójdzie to w eter, a co tam. Kilka rozmów później nagle oboje dostają olśnienia, że w sumie pasują do siebie, ale zamiast na ten temat szczerze porozmawiać to prawie do samego końca bawią się w podchody i niedopowiedzenia, bo jeden przed drugim się przecież nie przyzna.
A na to wszystko wchodzi dziadek Quintena, który mówi "hehe, na dwa tygodnie przed urodzinami nagle się narzeczona znalazła, myślisz, że ja nie wiem o co tu chodzi?" Chyba to była jedyna postać, której IQ jest na tyle wyższe, że oprócz oddychania może coś więcej zrobić, a nawet zawiązać intrygę, będącą swego rodzaju egzaminem dla prezeska.
Reasumując. To bardzo naiwna oraz naciągana historia. Jednak, co muszę podkreślić, spotykałam się już z książkami, których poziom żenady był tak wysoki, że miałam ochotę walić głową w mur. Tutaj i autorka pisze przyjemnie oraz poczytnie i przedstawione wydarzenia nie są przesadzone w tę złą stronę. Bohaterowie mają jakąś przeszłość, którą z czasem odkrywamy, a co więcej obie te historie są bardzo ciekawe. Jedyne co to po prostu motyw przewodni tej książki jest naiwny i trudno się na to nabrać, a tym bardziej trudno uwierzyć, że otoczenie głównych bohaterów również daje się wyprowadzić w maliny.
On, milioner dobiegający trzydziestki, awansuje sprzątaczkę ze swojej firmy na stanowisko asystentki, ponieważ ona lepiej niż on poradziła sobie z kserokopiarką, a na dodatek od razu mu się spodobała. Aby dziadek go nie wydziedziczył, proponuje jej udawane narzeczeństwo, na co ona wyraża zgodę. Wychowuje osieroconą siostrzenicę i dodatkowe pieniądze związane z propozycją na pewno się przydadzą.
Dalej też jest mniej więcej zgodnie z wielokrotnie przerabianym we współczesnych romansach scenariuszem. W tym tomie happy endu nie ma z powodów także często eksploatowanych, czyli najogólniej rzecz ujmując, z niedowładu komunikacyjnego wynikającego z osobowości obydwojga, różnic w ich statusie społecznym oraz ukształtowanych przez dotychczasowe życie obowiązków i przyzwyczajeń. Jednak to nie brak bardziej oryginalnego schematu fabuły zdecydował o mojej nie najlepszej opinii o książce. A fakt, że postaci są nieźle sprofilowane i sekwencja wydarzeń dość ciekawa, niewiele tę ocenę podniósł.
Zapowiedź reklamuje debiutancką powieść Moniki Serafin, że miała ona ponad milion odsłon na Wattpadzie. Bardzo możliwe, bo o ile się orientuję romanse są tam chodliwym towarem, a lektura tego pewnie spełnia podstawowe wymagania czytelników dzieł produkowanych metodą self-publishing. Ale ja czytałam książkę, w której stopce redakcyjnej widniej numer i nazwa wydawnictwa. Tymczasem miałam wrażenie, źe jest to wierna kopia tekstu z Wattpada, bez jakiejkolwiek obróbki redakcyjnej. Rady profesjonalnego wydawcy naprawdę mogłyby uczynić z „Narzeczonej na chwilę” całkiem przyzwoitą powieść, bez żenujących, rozmemłanych powtórek pierwszoosobowych wyznań na temat stanów emocjonalnych bohaterów, z choćby trochę lepiej dopracowanym społeczno-kulturowym amerykańskim tłem akcji. Ciekawe, czy drugi tom serii jest staranniej zredagowany.
Czekając na "Narzeczoną na chwilę" miałam prze oczami prostą biurową historię, która sprawi że będę się czuła jak w czasie każdej innej książki z tego gatunku, a tymczasem dostałam książkę, która mnie wciągnęła na całe ponad 400 stron - co nie jest krótką pozycją co warto zaznaczyć (i w tym przypadku warto to podkreślić). Historia sama w sobie jest bardzo wciągająca, czyta się ją BARDZO szybko - ja potrzebowałam jednego dnia, gdyż mnie ciągnęło do poznania dalszej części historii, tak aby dowiedzieć się co się wydarzy na kolejnych stronach! Mackenzie Wilson jest sprzątaczką i pracuje w biurowcu Warrik Industries, wiadomo jak wygląda taka praca i że godziny pracy są albo poranne albo wieczorne, gdy w biurowcach nikogo nie ma. Nie jest to praca marzeń, ale Mackenzie daje z siebie wszytko, gdyż ma pod opieką Jade, swoją siostrzenicę (ja ją uwielbiam!) - nie zdradzę żadnych szczegółów. Ten duet który dzielnie przez życie. Główna bohaterka moim zdaniem może być określona jako młoda, silna, niezależna, ale również trochę zagubiona ze względu na wiek i obowiązki jakie ma. Quinten Warrick to prezes Warrik Industries, sama góra,a le jak wiadomo dobra pozycja zawodowa nie oznacza kwitnącego życia osobistego. Quinten, nie ma dziewczyny, tylko jakieś przygodne spotkania, które nic nie znaczą, bądź wnoszą do jego życia, odbywa się t zwłaszcza z jedną kobietą (ale o tym w książce). Taki pech do kobiet w jego życiu tyczy się też asystentki, która generalnie nic nie potrafi, a lepiej by to ogarnęło odpowiedzialne dziecko z podstawówki - osoba z rodzaju 'siedzę i łanie pachnę'. Pochodzą z różnych światów i przypadkiem losu, gdy Mackenzie zastępuje koleżankę ta dwójka się spotyka. I to właśnie Mackenzie pomaga Quintenowi w poskromieniu pewnego urządzenia, gdyż pan prezes sobie z powodu stresu nie radził. Od zdania o zdania prezes proponuje jej zatrudnienie w roli jego asystentki. Prezesowi wolno wszystko, prawda? I tak oto Mackenzie w jeden wieczór zmienia posadę ze sprzątaczki na asystentkę prezesa wielomilionowej firmy. I tak oto zaczyna się ta historia - z pozoru to już było, ale bohaterowie są naprawdę bardzo fajnie wykreowani i szczerze ich polubiłam, to oni są głównym motorem tej historii, gdyż bardzo szybko można się do nich przywiązać. Zwłaszcza gdy do gry wchodzi wchodzi właśnie sprawa tytułowej "narzeczonej". Życia naszych bohaterów zaczynają się splatać i widzimy, jak powoli coś między nimi rozkwita, ale czy to co zaczęło rodzić się na podwalinach intrygi, zdoła przetrwać próbę czasu i zderzenia z rzeczywistością! Nie zdradzę nic więcej, gdyż to mogłoby zepsuć Wam czytanie, a myślę że warto wejść w tą pozycję z "czystą" głową. Ja ze swojej strony polecam dla fanów historii szef -podwładna, którym nie przeszkadza że kolejna część będzie kontynuowana w tomie 2, na który nie mogę się doczekać!
Gdy tylko otrzymałam tę książę do recenzji byłam naprawdę zdziwiona, iż jest dosyć gruba. Jednak to mnie nie zniechęciło.
Podczas czytania niestety za bardzo mnie nie porwała. Uważam, że początek był dosyć nudny, jednak mam zasadę, że zawsze daje szansę książce aż do ostatniej strony. I się nie zawiodłam.
Gdy dotrwałam do momentu intrygi naszych głównych bohaterów, to muszę przyznać, iż z przyjemnością przewracałam kartki by dowiedzieć się jak to się dalej potoczy.
Nie raz próbowałam postawić się w sytuacji Mackenzie i zastanowić się jak bym postąpiła.
Co do postaci to główną bohaterkę bardzo polubiłam, jest taką zwykłą dziewczyną jak większość z nas. Natomiast Quinten w pewnych momentach mnie drażnił. Z jednej strony rodzinny i przyjacielski mężczyzna, a z drugiej rozpuszczony facet, który uważa, że może wszystko. Jednak czasami warto poczekać by zauważyć przemianę z bestii w księcia.
Co do zakończenia, to zaintrygował mnie na tyle, że już nie mogę doczekać się kolejnej części 🤩.
Bardzo spodobał mi się pomysł na książkę niczym amerykański romans. Historia Kopciuszka, który otrzymuje szanse na lepsze życie. Jednak czy w lepszym życiu będzie miejsce na miłość? Cóż o tym musicie przekonać się sami.
Ta książka jest naprawdę udanym debiutem autorki. Wiadomo historia nie wszystkim musi się podobać, bo każdy z nas ma inny gust. Jednak, jeśli szukacie książki na letnie wieczory to uważam, że warto sięgnąć po tę historię.
Książka „Narzeczona na chwilę” jest debiutem autorki,moim zdaniem całkiem dobrym debiutem. Książkę czytało się lekko i przyjemnie. Duży plus za pokazanie perspektywy i Mackenzie,i Quintena, idealnie pokazywało to jakie emocje towarzyszyły jednemu i drugiemu bohaterowi. Niestety w pewnym momencie ich historia zaczęła mi się dłużyć. Co na minus ? Brak rozmowy. Kiedy udając narzeczeństwo zaczęli coś do siebie czuć,nie wiedzieli jak mają sobie z tym poradzić,nie rozmawiali o tym,unikali tematu,tłamsili swoje uczucia. O ile by było to łatwiejsze,gdyby ze soba szczerze porozmawiali i schowali dumę do kieszeni. Koniec był dosyć zaskakujący,miał zachęcić do sięgnięcia po drugą część,myślę,że można by było zamknąć tą historię w jednym tomie ale zapewne sięgnę po kontynuację. Recenzje piszę po pewnym czasie od przeczytania i po przemyśleniu i z perspektywy tego czasu podoba mi się nieco mniej niż zaraz po przeczytaniu.
Cóż, nie było źle, jak na romas, muszę przyznać, że mnie wciągnęła i szykuje się teraz do kontynuacji... To książka typowo rozrywkowa, nie znajduje się w niej nic odkrywczego, więc w takiej kategorii ma u mnie 5 na 5 gwiazdek! ⭐ Dobrze wykreowani bohaterowie, choć trochę stereotypowi, a większości zdarzeń można się było spodziewać, jednak nie biorę jej za stratę czasu. W sumie potrzebowałam teraz takiej lekkiej książki, żeby oderwać myśli od wszystkiego i się zrelaksować.
No czuć wattpada troszkę Czasem głupia Ale ogólnie dobrze się bawiłam Mocno naciągana Kto normalny awansuje sprzątaczkę na asystentkę Bez sprawdzenia w ogóle cv
Mackenzie w wyniku tragicznego wypadku siostry musi zaopiekować się siostrzenicą. Kobieta rzuca studia i podejmuje pracę sprzątaczki w Warrick Industries. Pewnego dnia dostaje propozycję pracy jako asystentka. Quinten Warrik dowiaduje się, że dziadek przepisze mu swoje udziały w firmie tylko wtedy, gdy ten ożeni się przed trzydziestym rokiem życia. Mężczyzna ma dwa tygodnie na znalezienie narzeczonej i sfinalizowanie związku.
Uwielbiam książki z motywem udawanego związku, więc czemu porzuciłam tę książkę w połowie? Nie wiem. Ogólnie rzecz biorąc, to ta książka jest naprawdę dobra. Jak zaczęłam czytać, to nie mogłam się oderwać. Polecam :)
Boże pisanie książki w czasie teraźniejszym w pierwszej osobie jest czymś najgorszym na świecie. Poza tym pierwsze zdania już pozostawiają wiele do życzenia. Podejście Quintena jest wgl jakieś powalone. Nie trybie. Jest jakimś najbardziej płytkim facetem na świecie. Czytałam wiele książek o pewnych siebie mężczyznach, ale ten przechodzi ludzkie pojęcie w byciu najzwyczajniej w świecie bucem. Jak można kogoś zatrudnić nie sprawdzając jego kwalifikacji?! Przecież laska mogła powiedzieć cokolwiek. Ta historia jest tak żałosna, że po prostu żal mi słów. Jednak mimo tych wszystkich wad, które znacząco psują pogląd na tą książkę, jestem niesamowicie ciekawa co się wydarzy dalej, bo autorka zastosowała zabieg ucięcia historii, a ja tak bardzo czegoś takiego nie lubię.
Krótki powrót do czasów liceum kiedy nałogowo czytałam wattpada i właśnie ta historia też towarzyszyła mi w tamtych czasach :) Zarówno wtedy jak i teraz jestem tak samo zakochana w tej historii. I chociaż schemat wydaje się się być taki, jak w wielu książkach, to gwarantuję wam, że jak na debiut to bardzo dobra pozycja :) A teraz czas odświeżyć część druga! :)