Matko,to było takie złe.
Ja słyszałam,że ten tom jest gorszy,ale nie myślałam,że będzie tak źle. Bardzo nierówna książka,bo na początku element magiczny był bardzo odczuwalny i cieszyłam się z tego powodu,ale później wróciła nasza kochana autorka z natłokiem wątków lgbt. Nie mam nic do takich osób,ale ciągle nakreślenie tego wątku jest bardzo męczące. Rzadko kiedy zasypiam przy książkach,a tutaj się tak wyspałam! No naprawdę było słabo.
Teraz to,co lubimy najbardziej,czyli spojlery:
-Benton(cokolwiek)na początku jest przedstawiony jako ten najgorszy,po czym jedna „bójka” zmienia go i przechodzi na dobrą stronę mocy i nagle jest przedstawiony jako najlepszy bohater książki. Gdyby nie to,mógłby być moim książkowym crushem,ale zbyt to popsuł w ciągu tej książki.
-Zabranie Hannah magii-w sensie nie dokonać odebranie,ale tłumienie jej magii-było totalnie bez sensu. Za połową,nagle,przypadkiem w jeden akcji i momencie magia do niej wraca i panuje nad nią w stopniu idealnym.
-Wymazanie pamięci Gemmie też bezsensowne. Biedna,bo lubię ją za podejście do jedzenia. Później ją odzyskuje i zapętlamy się.
-Starszyzna współpracuje z łowcami? To było już ponad moje siły. To było takie bardzo z czapy. Tak mnie to zdenerwowało,że chciałam rzucić książką. Bez sensu i z niczego to się wzięło.
-Powyższa sytuacja wiąże się nierozłącznie z Morgan. Czytający wiedzą,że starszyzna w tym samym rozdziale zostaje dźgnięta nożem. To było dla mnie takie „meh” i wymuszenie współczucia. Nie ruszyło mnie takie coś,a tylko rozjuszyło.
Podsumowując-jestem na nie. Absurdalny odmóżdżacz. Tylko 1/5,bo na więcej nie zasługuje,bynajmniej według mnie.