Karol Wyszomirski w oparciu o wieloletnie doświadczenie przedstawia zalety Biohackingu jako coraz bardziej popularnej na świecie metody optymalizacji zdrowia bazującej na najnowszych badaniach naukowych.
Czy chcesz pozbyć się raz na zawsze problemów ze zdrowiem? Czy chcesz każdego ranka budzić się wyspanym, w dobrym nastroju i z jasnym umysłem? Czy wiesz co zrobić, by chciało Ci się tak, jak się nie chce? Czy wiesz, jak utrzymać szczupłą sylwetkę bez wydawania mnóstwa pieniędzy na "super" diety i spędzania wielu godzin na siłowni? Czy znasz sposoby na podwyższenie libido? Czy wiesz, jak usprawnić ciało i umysł, by funkcjonować efektywniej?
Odpowiedzią na te pytania jest Biohacking – nowatorski styl życia, dzięki któremu osiągniesz maksimum swoich możliwości fizycznych, psychicznych i intelektualnych. Wprowadź proste zmiany w swoich codziennych nawykach, by osiągnąć ten cel!
Z poradnika dowiesz się między innymi: - jakie są korzyści z omijania śniadań, - jak przyspieszyć metabolizm, redukując liczbę posiłków, - dlaczego cukier (jeśli już) powinniśmy jeść tylko na noc, - jak skutecznie wykorzystać zalety chłodu, - jak uwolnić się od przewlekłego zmęczenia, - jak poprawić koncentrację, pamięć i jasność umysłu.
Ta książka to dowód na to że każdy może napisać książkę. Ciekawe jest to że próbuje opierać się na badaniach naukowych nie podając źródeł w przypisach. Sama treść może być niebezpieczna - autor twierdzi że post okresowy to lekarstwo na wiele chorób, m.in. na raka. Interesująca jest też praca edytorska - średnio mniej niż 100 slow na stronę - duża czcionka, duże interlinie i dużo obrazków ze stocka. Osoba odpowiedzialna za wykresy powinna siedzieć w więzieniu - brak jednostek i dobór kolorów (s. 130) albo nieopisane osie (s. 93) zamiast dobrze ilustrować problem, tylko go zaciemniają. Zastanawia mnie tylko jedno - czy to dzieło to wytwór nieświadomej niekompetencji czy świadomej niekompetencji autora.
To, co mnie najbardziej uderzyło, to nakłanianie czytelnika do przyjmowania "prawdy objawionej" na wiarę. Dużo jest zwrotów w stylu "naukowcy udowodnili" albo "ostatnie badania pokazują, że...". Aż się prosi o przypis z informacją o jakie konkretnie badania chodzi, bo absolutnie każdemu powinna się w takim momencie zapalić ostrzegawcza lampka w głowie - czy badanie faktycznie istnieje, jakie są faktyczne wyniki, jak było przeprowadzone, na jakiej próbie, czy istniała grupa kontrolna itd., bo szarlataneria też lubi takie zwroty.
Wiem, że niektóre ze wspomnianych badań faktycznie istnieją, bo je czytałem, ale moim zdaniem dobra książka popularnonaukowa związana ze zdrowiem czytelnika powinna zawierać taką informację i zachęcać do sprawdzania faktów. Jej brak to dla mnie przejaw lenistwa lub (co gorsza) ignorancji ze strony autora.
Sytuację trochę ratuje lista źródeł na końcu książki, ale to po prostu miszmasz informacji na zasadzie "oto są lektury, które przeczytałem i z których wydobyłem przedstawioną tu wiedzę, enjoy".
Pół książki jest o diecie ketogenicznej, więc osoby ją znające i stosujące mogą spokojnie przeskoczyć przez te fragmenty. Części o spacerach, słońcu i relaksacji wcielam do mojego życia, bo na pewno nie zaszkodzą. Część o nootropach wymagała ode mnie rozległego googlowania w poszukiwaniu badań i ich wyników, zdecydowałem się na zastosowanie jednego z wymienionych środków. Część o treningu brzmi sensownie, ale trzeba ją przyjąć "na wiarę", bo jedynym źródłem przedstawionej wiedzy są chyba tylko zalecenia autorytetów z dziedziny kulturystyki i eksperymenty treningowe autora.
Gdyby nie brak przypisów, to pewnie dałbym tej książce 4 gwiazdki. W takiej postaci to raczej reklamówka autora, niż skarbnica rzetelnej wiedzy.
Książka w 90% opiera się na rzeczach, które raczej wie każdy - wychodź na słońce, jedz zdrowo, wysypiaj się i prowadź choć trochę aktywny tryb życia. Jedynym ciekawym elementem jest wprowadzenie do wyżej wymienionych rad naukowego nazewnictwa i próba wejścia w biologię. Próba, ponieważ zbyt dużo jest "naukowcy dowiedli" a za mało "jacy naukowcy, czemu, kiedy, gdzie i jak". Kilka źródeł na końcu książki nie zwalnia z przypisów przy każdym wspomnianym badaniu czy odkryciu.
Nie zrozumcie mnie źle, szanuję Pana Karola za zrobienie biznesu z czegoś tak oczywistego - bo kto by pomyślał, że jedzenie fast foodu nie jest zbyt zdrowe? Sama myślę o napisaniu książki, której głównym przesłaniem będzie, że człowiek musi oddychać. Mimo tego, każdemu dopiero myślącemu o zakupie, polecam WikiHow z zapytaniem "how to be healthy" ponieważ odpowiedzi będą identycznie mało innowacyjne.
dowiedziałam sie, ze mleko zabija i owoce są złe XD a tak na serio oprocz kilku przydatnych wskazowek dotyczacych rozgrzewki i treningu silowego za bardzo mi nie pomogla, a szkoda bo poczatek zapowiadal sie naprawde interesujaco i gdyby autor faktycznie odpowiedzial na pytania, ktore postawil sobie na pierwszych stronach ta ksiazka mialaby 50 stron.
Oj słabo.... Autopromocja i powielanie informacji dostępnych na Instagramie. Mnóstwo badań, ale nikt nie wie jakich i jak standaryzowanych. Powiedziałabym że książka jest jak krem Nivea -nie zaszkodzi, nie pomoże.. 🤷🏼♀️
Solidny podręcznik dla początkującego biohackera. Pokrótce omówienie głównych tematów po których poruszają się biohakerzy. Autor nie zagłębia się w opisywane obszary. Przedstawiona wiedza raczej stanowi podstawkę która może stanowić wyjście do dalszego rozwoju, zagłębiania tematów, eksperymentowania.
Nie dajmy się zwieźć liczbie stron. Książka jest ubarwiona wieloma grafikami, posiada spory rozmiar czcionki i można ją przejść dość szybko, szczególnie jeżeli poruszane kwestie nie są dla czytelnika nowością.
Niektóre rozdziały są okraszone opisami doświadczeń autora i jego pacjentów, co pozwala lepiej poczuć korzyści wynikające ze stosowania opisywanych techniki.
Zabrakło mi więcej informacji co dalej. Jakie książki, artykuły, osoby są godne polecenia w zależności od tematu który nas zainteresował. Gdzie warto udać się po rozszerzoną wiedzę.
Podsumowując dobra książka dla początkujących adeptów biohackingu, porządkująca wiedzę i stanowiąca fundament ku dalszej drodze.
Ta książka jest nie tylko zła, ale też niebezpieczna.
Zachęcanie do diety ketonowej bez zająknięcia, że bez ścisłej kontroli lekarza może prowadzić do kwasicy ketonowej, która może skutkować nawet śpiączką??
Twierdzenie, że chodzenie na boso po trawie "rozcieńcza" krew??
Pisanie, że jakieś suplementy diety z powodzeniem pomagają w alzheimerze, na którego wciąż nie znaleziono lekarstwa???
Blog w bibliografii i brak jakichkolwiek przypisów do potwierdzonych badań naukowych??
Tę publikację poleciła mi koleżanka, która uważała ją za ciekawą i teraz autentycznie się boję ilu ludzi mogło sobie zaszkodzić próbując wprowadzić w życie zalecenia autora.
Najwyraźniej teraz już każdy może pisać książki paranaukowe i nawet nie trzeba sprawdzać, czy informacje w nich zawarte są prawdziwe.
Mam wrażenie, ze większość rzeczy która mogła pójść zle, poszła zle i jest to przykład na to, ze każdy może napisać książkę. Mam wątpliwości co do niektórych faktów przedstawianych w tej książce, ale to może tez wynikać z mojej nie aż tak wyspecjalizowanej wiedzy, ale mam przeczucie, że częściowo tak nie jest. Poza tym czytając ta książkę odnosiłam wrażenie, ze autor jest przekonany o swojej nieomylności i uważa, ze to co mówi to jest święta prawda, której nie można podważyć. Niektóre z rad, aby polepszyć swoje życie wydawały mi się całkowicie bezsensowne (czy ktoś po przeczytaniu tej książki zaczął codzienne rano chodzić na półgodzinne spacery boso, również zimą???), a przy niektórych zabrakło mi zdania: „nie jest to dla wszystkich, należy się skonsultować z lekarzem przed rozpoczęciem korzystania z tego” (pojawiało się to czasem, ale moim zdaniem były przypadki, ze tego brakowało, w szczególności przy mowie o dietach). Poza tym ilość powtórzeń jest zatrważająca (zrozumiałam za pierwszym razem, ze insulinooporność jest problemem współczesnego społeczeństwa, nie musi mi to być przypominane co chwilę). Z jednej strony rozumiem, ze autor chciał przekazać swoją wiedzę, ale moim zdaniem ta książka może być szkodliwa, jeśli trafi w niepowołane ręce. Jedynym plusem jaki widzę jest to ze jest krótka, bo nawet ta „wiedza”, która zdobyłam jest dla mnie bezsensowna.
Masło maślane, co kilka zdań pojawia się ta sama formułka. Czasem informacje są nawet przydatne i w niektórych momentach przyjemnie się to czytało, ale jest mało badań i źródeł informacji więc trzeba czytać ją z otwartym umysłem i brać przeczytane informacje przez "sitko" i sprawdzać czy pewno będzie to dla nas dobre. Wydaje mi się, że jest dużo momentów gdzie zasługi jakiegoś działania są zawyżane i nagle wszytko leczy raka a 20 min spaceru jest lekarstwem na wszystkie choroby. Na spokojnie możnaby zmniejszyć ilość stron z 320 do 150 bo połowa tej książki to jakieś ilustracje dla dzieci. Z pewnością znajdzie się dużo lepszych książek o zdrowiu.
Tyle oczekiwałam od tej pozycji, przede wszystkim tego, że dowiem się czegoś nowego. Dla każdego kto już zaczął swoją przygodę ze zdrowym stylem życia i zna podstawy podstaw ta książka będzie tylko stratą czasu.
Po pierwsze jest tu bardzo dużo oczywistości takich jak "wychodź na słońce", "chodź na spacery", "codziennie się ruszaj", "wysypiaj się".
Po drugie, Pan Karol daje pojedyncze, bardzo konkretne rozwiązania co sprawia, że książka nie jest w ogóle uniwersalna. Trener personalny nie powinien wypowiadać się w taki sposób o diecie. Świat nie jest czarno-biały, nie ma idealnego rozwiązania. Dieta ketogeniczna nie jest dobra dla wszystkich (np dla tych, którzy nie mają woreczka żółciowego) o czym autor nie wspomina, ktoś, kto wprowadziłby te rady w życie po przeczytaniu tej książki mógłby sobie zwyczajnie zrobić krzywdę. Wykształceni dietetycy wiedzą, że dietę powinno się dobierać bardzo indywidualnie.
Hipokryzja, w rozdziale o treningu autor pisze o tym jak działają mięśnie i o tym co musi się wydarzyć w naszym ciele, bo wyrzeźbić sylwetkę. Podaję mnóstwo informacji o przemianach biochemicznych, które nie są potrzebne osobie, która chce po prostu zacząć o siebie dbać. Za to kilka rozdziałów później czytamy "Moja książka jest praktycznym poradnikiem, więc skupiam się na skutecznych rozwiązaniach." Skoro autor skupia się tylko na praktycznej wiedzy odnoszę wrażenie, że ten obszerny fragment służył tylko i wyłącznie przyjemności Pana Karola i było to po prostu popisanie się wiedzą.
Niestety bardzo duża część tej książki opiera się na filozofii "bo tak mi się wydaje". Bibliografia uboga, a bezpośrednich odniesień do niej w środku książki brak. Porady autora są czasem dobre, częściej głupie, a czasami niebezpieczne, jak np. zażywanie nootropików przez zdrowe osoby.
Mam wrażenie, że ta książka to jeden wielki farmazon poparty badaniami IBZD XD w dodatku połowa to reklama usług autora. Szkoda, miałam nadzieję na coś ciekawego.
kolega albo się odkleja (jak w przypadku statementów dot. tego, ze TLUSZCZE NIENASYCONE SĄ SZKODLIWE!!!!!! OMEGA 6 CIĘ ZABIJE! a tłuszcze nasycone dobre!!!!!!! pij kawe z masłem schudniesz 10 kg!!!!!! przejdz na keto plis jedz 40% energii z tlSzczu w ciagu dnia! serio każdy trener ci to powie, że się lepiej trenuje!!!!!!! człowiek pierwotny uga buga siedzial w jaskinii i polowal na mamuty, więc jadł mięso, ajurweda ajurweda) albo się promuje, wklejając subiektywne opinie na temat jego usług, które dostaje od swoich klientów
mimo wszystko dostaje ode mnie dwie gwiazdki za niektóre progresywne opinie, które mogę nazwać nawet rewolucyjnymi (uznanie otyłości za chorobę, którą należy leczyć jak każdą inną, zamiast obwiniać osoby chore. otyłość= choroba metaboliczna, niepoprawnie działające hormony, które należy leczyć, nie odchudzać. spoko jest też podejście do kalorii, żeby ich nie liczyć, tylko ustabilizować hormony. tylko nie wiem dlaczego większość rad, jakie daje autor, sprowadza sie do odchudzania, skoro zdrowy tryb życia nie sprowadza się tylko i wyłącznie do redukcji masy ciała ).
No trochę skrócili tą książkę tu. Stron : 317. Mega ciekawa lektura, autor bardzo inspirujący - na początku mamy trochę informacji o nim. Parę rzeczy będę na pewno stosować w codziennym życiu.
Książka ma kilka ciekawych punktów, w tym podkreślenie wagi snu, odpowiedniej diety, regularnych ćwiczeń. Niby wszyscy o tym wiemy ale jakoś nigdy nie pamiętamy. Faktem jest, że dieta o której autor pisze jest skuteczna, bo sama ja stosowałam na długo zanim jeszcze przeczytałam o diecie keto. Natomiast irytujący jest amerykański sposób pisania, niby do osób inteligentnych, a jednak metodą manipulacyjną (już samo odwołanie się do tak zwanych autorytetów pokroju Grzesiaka, czy Robbinsa powinno włączyć naszą szczególną czujność). No i właściwie ma się wrażenie, że jednym z głównych celów książki jest nakłonienie do zapisania się na szkolenia lub wykupienie dodatkowego programu, co mnie automatycznie odrzuca. Podsumowując - można przeczytać ale ostrożnie i nie wyłączając zdrowego rozsądku.
Jedna gwiazdka to i tak dużo. Nie wiem nawet od czego zacząć. Może od błędów typu „spadać w dół”? Czy ktoś tę książkę czytał zanim została wydana? Książka sprawia wrażenie infantylnej. Ale dzięki gigantycznej i rozstrzelonej czcionce udało mi się dobrnąć do końca. Tytuł książki powinien brzmieć „biohacking - autopromocja”. Wszędzie wstawki opinii zachwyconych klientów, wszędzie wzmianki by wykupić szkolenie oferowane przez autora… i podsumowanie mówiące (parafrazując) „wiem więcej niż napisałem, jak kupisz kurs to się dowiesz”.
Spanie, dobre jedzonko, dużo przytulania z bliskimi, niegłupia robota, dużo czasu na świeżym powietrzu, ograniczanie używek, dużo ulubionego ruchu. There you go. Przepis znany od lat. Nie musicie czytać tego smutnego szitu, w którym doba ma jakieś 48h, wszyscy mieszkają nad siłką przy Marszałkowskiej, a na śniadanie żywią się obiadem. O hormonach też lepiej dowiadywać się od endokrynologa niż od typa z siłki, który przez pół życia jarał się spotkaniem z innym typem z siłki. Fonty dla niedowidzących przedszkolaków, pewnie dlatego przypisy się nie zmieściły hue hue hue.
A jak ja tu wylądowałam? Nienawidzę podcastów, ale pod wpływem ludzi z pracy narosło we mnie poczucie, że coś mnie w życiu omija, więc odpaliłam ten polecany i podobno najmądrzejszy, tam mądra pani w ramach *uwaga* trendu longevity, poleciła tę rzekomo rewolucyjną pozycję, ja od kiedy mam legimi, jestem bardziej skora do eksperymentowania nawet z takimi podejrzanymi okładkami, dałam temu szansę aż na 75 stron i już wiem co mnie omija. MARNOŚĆ.
Straszny gniot. Autor sprawia wrażenie zakochanego w sobie, a książka wydaje się być napisana z myślą - patrzcie jaki jestem wspaniały. Kilka fajnych rad, które można zmieścić w kilku rolkach na instagramie. Do tego sporo informacji niemających odzwierciedlenia w badaniach naukowych, bardzo mało odwołań do badań. Najlepsze jest to, że w pierwszej części książki autor opisuje swoją drogę do wiedzy i wspomina o czymś, co zupełnie go dyskredytuje. Otóż zdobywał wiedzę jak szalony, stosował wszystko w praktyce i próbował na sobie i to fajnie działało. Był przekonany, że wie tak dużo, że doradzał innym i pracował z mnóstwem ludzi, którym zalecał to samo co sam robił. Inni też stosowali się do jego rad i generalnie to działało. Tylko jak sam autor przyznał, doszło do tego, że okazało się, że jego ciało przez to co robi wygląda dobrze, ale w rzeczywistości jest w rozsypce. I dopiero zaczął wdrażać nowe sposoby, które opisuje w tej książce. We mnie to wzbudziło totalny brak zaufania. Bo jak można zaufać radom kogoś, kto wcześniej też radził innym, ale to się okazało szkodliwe?
Książka zawiera sporo wiedzy na tematy prozdrowotne, które są prawdą, lecz poziom autora jest żenujacy, mówi odważna teze, która udowadnia stwierdzeniem "tak mówią badania z USA" albo "jak nauka mówi" po prostu nie mogłem jak to czytałem z takich stwierdzeń. Gdyby nie to, że wiele opracowań badań, które potwierdzają skuteczność postów okresowych sam czytałem uznałbym, że cała ta książka jest do kosza. Dodatkowo źródła na końcu książki to też jakiś żart, jest na prawdę wiele badań, które potwierdza sporo tez z tej książki, a on wybrał np. filmik z yt (xD) bądź pisma w mało renomowanych czasopismach zagranicznych. Dodatkowo przy każdym "nauka mówi" też powinnien być przypis do badania, które do udowadnia, a nie wszytskie badania i artykuły wrzucone na sam koniec i sam człowieku sie połap o co tutaj chodzi. No po prostu żenujący poziom, szczególnie na książkę, która powinna łączyć wiele metaanaliz, opracowań i artykułów w jedno.
Trochę prawdy, ale wymieszanej z kompletnymi bzdurami. Niestety, "bro science" w polskim wydaniu.
Nie, nie dostaniecie insulinooporności od jedzenia węglowodanowych śniadań jak rzekomo pewna kobieta. Mimo, że prawdą jest, że węglowodanowe śniadania nie są optymalne.
Nie, dieta ketogeniczna to nie jest "reset który usuwa większość problemów zdrowotnych", nawet jeśli mówi tak cytowany dr Bruce Fife który jest znany z głupot typu "jak wyleczyć autyzm".
Nie, nie mamy pewności czy post przerywany sprawia, że chudnie się lepiej niż po prostu ograniczając kalorie. Coraz częściej badania mówią, że korzyści z IF wynikają po prostu z ograniczenia kalorii.
Nie, gluten i jedzenie makaronu Wam nie zaszkodzi o ile nie macie jakiejś choroby.
Nie, mleko ze sklepu nie jest "pozbawione jakichkolwiek składników odżywczych".
Książka jest napisana w sposób, z którego wynika „nieomylność” autora. Niektóre wątki są opisane zbyt ogólnikowo, wykresy to najgorsza prezentacja danych jaką widziałam w publikacjach. Według mnie jest to manipulacja czytelnikiem, który często nie ma odpowiedniej wiedzy na temat sposobu funkcjonowania organizmu a przedstawione w książce grafy i wykresy są nic nie wnoszące. 2 gwiazdki za podjęcie tematu treningu, które może być inspiracją do poszerzenia wiedzy na ten temat - jak efektywnie trenować w odniesieniu do celu jaki mamy. I na koniec należy wspomnieć, ze chyba głównym celem tej pozycji jest bycie wizytówką działalności autora. Mnie natomiast nie zachęciła.
Właśnie spojrzałam w opinie XD I powiem tak, słuchając nie zwróciłam na nic takiego uwagi, jasne fajnie jak się podaje źródło wiedzy ale ja słuchając tego podczas zwykłych czynności miałam raczej to gdzieś a momenty gdzie typ nawijał o tym jak ważne jest by stykać się ze słońcem chodzić na spacery bez butów i spać pomijałam, chociaż niektóre rzeczy były bardzo naukowo rozwinięte i cześć o hormonach i jaki suplement działa na co to słuchałam nawet na wolniejszym przyspieszeniu. Bez większych emocji, dowód rzeczywiście na to ze każdy może napisać ksiazke i odnieść większy lub mniejszy sukces.
Plusy: - prosty język - szybko się czyta - bardzo konkretne biohacki - dobra lektura żeby zacząć swoją przygodę z biohackingiem
Minusy: - autopromocje kursów i opinie kursantów, które często wciska autor w każdym z rozdziałów - autor pisze tylko w rodzaju męskim, tak jakby kobiety tego nie czytały 🙈 - autor nie bierze pod uwagę, że nie wszystkie biohacki są odpowiednie dla kobiecego organizmu i często trzeba brać pod uwagę cykl menstruacyjny. Kobiety które o tym nie wiedzą mogą sobie zrobić krzywdzę