Maja ma pracę, za którą nie przepada, i męża, którego nawet nie lubi. Ma też marzenia i za mało odwagi, aby je spełniać. Kiedy jednak wygrywa w konkursie na najciekawszy pomysł na reportaż, a wydawnictwo wiąże duże nadzieje z jej książką, łapie wiatr w żagle i zaczyna wierzyć w to, że chcieć to móc. Wyjeżdża na kilka tygodni do Gdańska, gdzie zbiera materiały do książki, nie spodziewając się, że ten wyjazd odmieni całe jej życie.
Czy powinniśmy rezygnować z miłości, która się przytrafia, bo czas, miejsce i okoliczności są nieodpowiednie?
Czy musimy dotrzymywać obietnic, które składaliśmy jako inni ludzie?
Życie nie powinno polegać na przetrwaniu, ale dążeniu do spełniania swoich pragnień. Nic nie jest nam dane na zawsze, jednak warto walczyć o swoje szczęście. Najnowsza historia Magdaleny Majcher prowokuje do zastanowienia się, czy wolał(a)byś zapewnić sobie obecność drugiego człowieka, który jednak nie budzi w tobie żaru namiętności i pasji, na całe życie, czy postawił(a)byś na intensywne oraz niezapomniane uczucie, które będzie trwało chwilę... Co byś wybrał(a)?
Maja jest dziennikarką, jednak pisze niezbyt ambitne teksty, przez co jej kariera nie rozwija się w odpowiednim kierunku. Kobieta boi się spełniać swoje marzenia, w czym nie pomaga jej również mąż, który częściej sprowadza na ziemię, niż motywuje do działania. Kiedy główna bohaterka wygrywa konkurs na najciekawszy pomysł na reportaż i wyjeżdża na pewien czas do Gdańska, zaczyna wierzyć w siebie, a także rozumieć, iż jej życie mogłoby wyglądać inaczej...
"Aktem odwagi jest wycofanie się, zwrócenie wolności drugiej osobie, bo każdy ma prawo do szczęścia. A małżeństwo bez miłości nie ma ze szczęściem nic wspólnego." *
Ta książka skłania do przemyśleń, głównie na temat związków, poświęcenia, spełniania marzeń, ograniczania przez innych, wsparcia lub jego braku. Zbyt często wiążemy się z kimś ze względu na przyzwyczajenie bądź lęk przed samotnością. Jednak czy jest to odpowiedni powód do wchodzenia w małżeństwo? Podobno przeciwieństwa przyciągają się, aczkolwiek trudno żyje się u boku osoby, z którą nie podzielamy żadnych zainteresowań i zwyczajnie nie mamy o czym rozmawiać. Podczas wchodzenia w związek należy zastanowić się, czy w tym przypadku rozsądek jest najlepszym doradcą.
"Dzień, w którym cię poznałam" to trzynasta książka autorki, którą przeczytałam, zatem mam już duże porównanie i śmiem twierdzić, że nie jest to najlepsza powieść Magdaleny Majcher. Nie skradła mojego serca jak wiele innych, a wręcz przeciwnie - niejednokrotnie budziła irytację, zwłaszcza poprzez postać głównej bohaterki, której zachowanie nieraz wołało o pomstę do nieba (mogłabym napisać elaborat o Mai, ale nie chcę zdradzić zbyt wiele fabuły). Szkoda także, że jest to powieść świąteczna jedynie na okładce, ponieważ owego klimatu nie ma ani trochę. Pisarka nadal jest jedną z moich ulubionych, aczkolwiek ten tytuł na pewno w moim odczuciu jest jednym z najsłabszych.
Chciałabym wymienić tu wszystkie powody, dla których nie lubię tej książki. Od zadufanej w sobie głównej bohaterki (chociaż to akurat nie powinna może być wada, może taki był zamiar, ale ciężko w to uwierzyć), brak konsekwencji w zachowaniu bohaterów, błędy niedopilnowane przez edytora (ZAWSZE MNIE TO DRAŻNI - jak można wydawać w formie książki takie niedoróbki???) przez nudną, monotonnie prowadzoną akcję (okropnie się męczyłam czytając) aż po dziwne stwierdzenia we fragmentach narracji. Generalnie książka napisana jak materiał na film, poziom 365 dni pani Blanki Lipińskiej, bardzo mi się nie podobała. Powinna dostać ujemną gwiazdkę.
Jest to moja druga ksiazka tej autorki - czyta sie ja bardzo szybko; koncowka ksiazki byla wzruszajaca. Nie polubilam glownej bohaterki, nie podobala mi sie juz od samego poczatku, miala swoje momenty, ale przez wiekszosc czasu dzialala mi na nerwy - niby uwazala sie za inteligentna, chcaca wiecej od zycia, a z drugiej strony nie potrafila sie na nic zdecydowac i dlugo zyla zyciem, ktorego nie chciala.
Do książki podchodziłam z myślą o pięknej, romantycznej i ciepłej historii.. no i mnie trochę rozerwało, bo było na maksa smutno. Niemniej uważam, że jest to taka historia, która trafia w serce. Moim ulubionym bohaterem jest pan dziadek - no wyściskałabym za taką życiową mądrość, ludzką. Mnie poruszyła serducho!
Przepiękna i niezwykle wzruszająca historia, przypominająca "Love story". Napisana bardzo nierówno, a akcja nabiera rozpędu dopiero pod koniec książki, po czym następuje koniec.
Ciężko mi było przejść przez pierwszą połowę, dużo wątków historycznych, za którymi nie przepadam. Druga połowa zdecydowanie dla mnie przyjemniejsza, ale nie sięgnęła bym po nią drugi raz.