Dziewięcioletni Mirek, trzyletnia Ola, pięcioletni Romek, ośmioletnia Marysia. Dzieci rodzące się w bydlęcych wagonach w drodze na Syberię. Dzieci umierające z zimna, pragnienia, wycieńczenia, wyrzucane z transportu na kolejowy nasyp. Dzieci pracujące w tajdze przy wyrębie lasu, walczące o chleb. Dzieci osierocone, którym przyszło odgrywać rolę matek i ojców dla swych młodszych sióstr i braci. Dzieci odważne i niezłomne, które ocaliły siebie i bliskich z sowieckiego piekła. Przeszły z armią Andersa jej żołnierską odyseję, trafiły do Iranu, Afryki, Indii i Nowej Zelandii.
Polskie dzieci, którym wydarto dzieciństwo, pamiętają wojnę inaczej niż dorośli. Lektura ich wspomnień porusza, budzi sprzeciw wobec sowieckiego zbydlęcenia i podziw dla heroizmu małych Polaków.
Nie uciekaliśmy z kraju, ale do niego przez cały świat wracaliśmy. O polską niepodległość nasi żołnierze walczyli na wszystkich frontach. To byli więźniowie sowieckich łagrów i posiłków – wynędzniali, ale każdą drogą do Polski szli. Walczyli w nadziei, że wrócą do domu, na Kresy. Ich i nasza droga do domu usiana jest krzyżami – wśród nich nie ma krzyża mojego ojca. Ilu takich krzyży brakuje?
Bohaterowie książki to kilkoro dziś już dorosłych, raczej starszych ludzi. Snują oni wspomnienia nie do końca udanego dzieciństwa. Najgorsze jest to, że niczemu są oni i ich rodziny winni. Ot, ich ojciec był AK-owcem, leśniczym, urzędnikiem na terenach, które zostały włączone w trakcie i po II Wojnie Światowej do terytorium Związku Radzieckiego. Cóż ktokolwiek może poradzić na szalony pomysł, że każdy leśnik to potencjalny wróg?
Tak więc poznajemy Rafała, Mirosława, Aleksandrę, Mieczysława, Marię, Romana, Helenę i Andrzeja od Andersa czy Alfredę i Andrzeja. Każde z nich przebyło czasem tysiące kilometrów pociągami, często bydlęcymi wagonami, w niesamowitym ścisku i mrozie, bez wody i wyżywienia, by osiąść w miejscach dotąd albo zajmowanych przez kułaków albo zupełnie bezludnych. Mieszkali na Syberii, na stepach Kazachstanu, po jednej i drugiej stronie Uralu.
Chciałabym, by ta historia już żadnemu dziecku, polskiemu czy też nie, więcej się nie przydarzyła, dlatego warto takie książki polecać, czytać, drukować i przede wszystkim ocalać historie od zapomnienia, bo niedługo już nie będzie z kim z naocznych świadków porozmawiać na ten temat. „Dzieci wygnane” to książka łapiąca za serce, ale dlatego właśnie ważna.
Książka jest zbiorem historii osób,które jako dzieci przeżyły zesłanie na Syberię. Często były świadkami śmierci rodziców,musiały przejąć opiekę nad rodzeństwem, zmuszane były do ciężkiej pracy. Autorka spisała wspomnienia 10 osób. Dodatkowo w każdej historii są zawarte fotografie. Pozycja, która porusza i skłania do refleksji. Szczególnie słowa Pana Mirosława Popławskiego dają do myślenia. " Na wojnie nie ma wygranych. Wszyscy są przegrani" Lektura była dla mnie interesującą lekcją historii, gdzie zamiast suchych faktów były prawdziwe przeżycia ludzi. Wojna widziana oczami dzieci. Zachęcam do lektury.