Moja przygoda z twórczością tego autora rozpoczęło się od #zycienamiare który jest genialnym reportażem o tym jak wyzyskiwane są kraje trzeciego świata, po to tylko byśmy nosić nowe modne ciuszki z sieciówek itp. Dlatego gdy odkryłam że ten sam reporter napisał kolejną książkę to wiedziałam, że muszę to przeczytać. Oczekiwania były spore, czy "Najważniejszy wrzesień świata" sprostał im? Niestety nie.
----------------------------------------------------------------------------------
Cała książka skupia się na niedoli i dramacie ludu Rohinga czyli muzułmańskiej mniejszości narodowej w Birmie. Mniejszość ta została uproszczony do obywateli Birmy, by Polski czytelnik miał ułatwienie w czytaniu, co autor zaznacza na wstępie. Mówimy tutaj o wielu prześladowaniach, ludobójstwa, morderstwa, gwałtach, rozbojach, podpaleniach itp. Rząd Birmy we wrześniu 2017 roku rozpoczął kolejną falę represji wobec ludu Rohinga. Była to z góry zaplanowana akcja, która miała na celu wymordowanie całego ludu. Autor przejechał granice wzdłuż i wszerz by przeprowadzić wywiad z osobami które były świadkami w wielu przerażających sytuacji. Po dziś dzień uchodźcy żyją na przykład w Bangladeszu w tragicznych warunkach z wieloma dziećmi z wrodzonymi z gwałtu. ---------------------------------------------------------------------------------- Jest to ważna, ciężko ii miejscami przerażająca historia o realiach w naszych czasów, które są wyciszone lub zapominamy przez obywateli obu Ameryk, Azji i Europy. Oczekiwałam że książka była we mnie fale z wielu sprzecznych emocji, niestety (co przerażające) oprócz smutku nie wywołało to wemnie żadnych emocji. Można powiedzieć że jestem przykładem znieczulicy.
Doceniam wysiłek reportera, który opisał prawdę. W moim odczuciu jest to bardzo ważna książka, którą oczywiście polecam mimo tego że nie wywarła na mnie takie wrażenia jakie chciałam. (6/10⭐) Czekam na kolejne książki Pana Marka, bo wydaje mi się że może nas jeszcze wielokrotnie zadziwić.