W chwili, gdy zdecydowałam się na ten tytuł, wiedziałam, że nie będzie to dzieło najwyższych lotów - Bellona po prostu nie wydaje takich książek. Już po kilku pierwszych stronach można było wykluczyć miłe rozczarowanie. Autorka nie została obdarzona lekkością pióra, książkę po prostu czyta się źle. Udało mi się ją zmęczyć wyłącznie dla zasady.
Styl autorki nie podoba mi się ani trochę. Nie bardzo też rozumiem zamysł przyświecający tej książce. Zuzanna Pol piszę książkę inspirowaną blogerką Kvoką, jej historią i częściowo jej artykułami. Dlaczego wydawnictwo nie zaproponowało blogerce napisania tekstu samodzielnie? Rozumiem, że Kvoka pragnie pozostać anonimowa, ale nie takie rzeczy się robiło. Zamiast tego zleca napisanie tej szumnie nazwanej "najmocniejszą i najmroczniejszą książką roku" arabistce (!), której dorobek kończy się na książce dla dzieci. WIDAĆ TO. Zwłaszcza że w porównaniu z blogiem (polskiepato.pl i teksty na wykopie), radosna twórczość pani Pol wypada tragicznie wręcz. Posty na blogu są napisane w dużo lepszym stylu, są lżejsze w formie i lepiej się je czyta. Nie ma w nich nietrafionego momentami cynizmu i pogardy z jakimi Pol opisuje wybranych przez siebie protagonistów na papierze. Nie ma też przeładowania zbędnymi detalami, co bardzo męczy podczas lektury "Kolekcjonerki", jakby autorka zakładała, że jeśli nie powtórzy tego samego wystarczająco dużo razy, to do czytelnika nie dotrze poziom degeneracji bohaterów. Nie podoba mi się też bijąca z książki pogarda dla opisywanych osób, czy wręcz poczucie wyższości autorki. I to nie tylko wobec czarnych charakterów. Rozumiem, że dobór tematyki ma pokazać zbrodnie na prowincji, ale świat przedstawiony jest w sposób zero-jedynkowy i tendencyjny. Na prowincji wszyscy bez wyjątku to patologia, zbrodnie zawsze popełniają tylko dresiarze i menele, u których próżno szukać większej ilości zwojów mózgowych niż u zwierząt gospodarskich. Jedyną rozrywką jest walenie wódy od rana do nocy. ZAWSZE. WSZĘDZIE. Wyjątków nie przewiduje się. Nie podoba mi się taki sposób podejścia do tematu.
Podsumowując, książka to przerost formy nad treścią. Może i nie oczekiwałam dzieła na miarę Trumana Capote, ale to jest pisanina jak z artykułów w Super Expressie.