Jeszcze gorsza niż pierwszy tom. Dobry przykład by nie oceniać książki po okładce i po ilustracjach
To jest tak złe, że nawet nie wiem od czego zacząć. Po pierwsze nie wiem jaka grupa wiekowa jest tu głównym adresatem. Autorka chyba chciała napisać "dla wszystkich" i stworzyła karykaturę. Z jednej strony mamy głównego bohatera Tru, który jest nastolatkiem i przeżywa miłosne perypetie, więc młodzież. Jednocześnie cała treść ubrana jest w przedziwaczny zajęczy anturaż niczym z książek dla przedszkolaków. Tylko jedno kłoci się z drugim. Przedszkolaków średnio będą interesować po pierwsze umizgi Tru do Słodkiej Dzidzi (tak, tak takie imię piękne) i poruszane problemy jak emigranci, feminizm, bieda etc. A przynajmniej nie w takiej formie jak podaje autorka. Z kolei młodzież chyba puknie się w głowę czytając o nastolatku Tru który jest zającem, społecznikiem niczym Judym zdolnym niczym Macgayver który pisze pamiętnik stosując sformułowania do czytelnika "W kolejnych notatkach pragnę podzielić się z Koleżeństwem", "Miłe koleżeństwo" etc A także z językowych ciekawostek mamy Zajebuk (brzmi wybornie, nieprawdaż?) Zajobus itp
Bohaterowie są ogólnie tak fatalnie wykreowani że nie da się ich polubić. Tru jest płaski jak kartka papieru, do bólu przewidywalny i po prostu irytujący . Mama Tru - Jej cechą przewodnią jest to że lubi manifestacje i chyba tylko to. Matczyne relacje ciężko tu znaleźć. Słodka Dzidzia jest nijaka, wyjątkowe ma tylko imię....
Jeśli to miała być książka dla dzieci to ja rozumiem że na 90 stronach nie będziemy mieć portretów psychologicznych bohaterów tylko dlaczego to jest tak infantylne, prostackie, pełne komunałów, frazesów i wręcz głupich stereotypów?
Chyba nie o to autorce chodziło
Nie chcę być gołosłowna w tak miażdżącej ocenie zważywszy na pozostałe bardzo dobre opinie poniżej o tym, tomie, więc przytoczę kilka kwiatków które wzbudziły moją uwagę:
Tru wymyśla urządzenie dla grubego kolegi i nazywa je Zbijacz Zajęczego Zaniedbania czyli od razu mamy uproszczenie gruby = zaniedbany i Mama Tru mówi do niego
"Tru przywracasz nadzieję na lepszy świat! A co ważne zdrowszy! Powtarzam zdrowszy, bo szczupły" W sumie intencje dobre. Chyba, a jednak mi zgrzyta. I lepiej chyba nie czytać z wrażliwym dzieckiem które ma dodatkowe kg...
Następny kwiatek:
"Niemożliwe absolutnie niemożliwe. Ciebie nie można nie lubić" Mówi mama do Tru kiedy ten się martwi o relacje ze Słodką Dzidzią (boli mnie za każdym razem kiedy piszę to imię) i następnie Tru mówi o mamie "machnęła łapą na moją żałosną minę i wróciła do czytania artykułu o zanieczyszczeniu lasu" Grunt to mieć w życiu priorytety - dla mamy Tru są nim manifestacje i angażowanie się w społeczne problemy. Rodzinne problemy najbliższych można zbyć machnięciem ręki
Z komunałów mamy taki "W jednej z kolorowych gazet na poczcie przeczytałem, że kobiety najbardziej lubią prezenty, w tym pierścionki z wielkim kamieniem"
"Zapomniałem że mama, nie lubi falować rzęsami, bo nie ma przed kim i dla kogo. Co innego Dzidzia. Dzidzia może zafalować dla mnie"
Z mądrości życiowych mamy Tru "Pamiętaj synu porządny szewc musi chodzić bez butów" Z naciskiem na to musi
Mama dostała [na Święta] okropne rękodzieła Okromki [czyli młodszej siostry Tru] i musiała się nimi zachwycać" Nie mogłam uwierzyć jak to przeczytałam. Serio???? Jaki to jest przekaz dla dziecka ?? Że jak jest mały nieporadny lepiej niech nie rysuje dla mamy i nie daje jej swoich bohomazów w prezencie bo jeszcze będzie musiała udawać zachwyt
Ja wiem to książka dla dzieci. Pewnie niepotrzebnie przeanalizowałam fabułę. Czepiam się. Tylko nie takich treści i durnot szukam w książkach dla dzieci i chyba dlatego mnie tak to rusza...
A moze to pastisz? Jakimś dziwnym sposobem ktoś Kosmowskiej kazał to napisać i napisała to tak że niby na poważnie a jednak nie?
Dwa fragmenty dały mi taki trop
Jeden o wynalazku bo Tru od każdej nazwy wynalazku z pierwszych liter robił skrót a tu mamy tak "Zwłaszcza że mój Dopełniacz Utrwalający Piękno Absolutne nawet nie nadaje się do tego , by jego nazwę zapisać skrótem"
No muszę przyznać że mnie to rozbawiło ;)
A drugi to chyba mrugnięcie okiem do rodziców kiedy to mama Tru się zakochuje i wraca z randki i mówi do Tru
"To dzięki tobie Tru przeżyłam upojną noc! Powtarzam ci upojną, choć nie przypominam sobie by Redaktor poczęstował mnie szampanem"
Oczywiście żartuję sobie z tym pastiszem. Myślę że ta książka jest na serio. Niestety. Oby nie powstał trzeci tom. Szkoda drzew