Dziesiątki słoiczków z kremami, niezliczone kosmetyki do makijażu, kolejne kosztowne zabiegi w salonach piękności – czy naprawdę potrzebujesz tego wszystkiego, by wyglądać olśniewająco?
Autorki mówią: „sprawdzam” i z pomocą ekspertów oceniają, na co nie tracić pieniędzy ani czasu.
Ile kremów do twarzy naprawdę potrzebujesz? Jak maksymalnie uprościć codziennie rytuały pielęgnacyjne? Jak ekspresowo zadbać o cerę? Jak stworzyć mądrą strategię anti-aging? Kiedy i dlaczego zdecydować się na zabiegi medycyny estetycznej? Jak dbać o włosy i co zrobić, gdy trafi ci się bad hair day? Jak kupować i nie marnować? Jakie kosmetyki wybierać, by dbać nie tylko o siebie, lecz także o środowisko?
Wyskoczyła ci krostka na czole? Masz 3 minuty? Dodaj odrobinę wody do rozgniecionej tabletki aspiryny i nałóż na krostkę. Masz 15 minut? Zrób sobie maseczkę oczyszczającą, np. z wyciągiem z korzenia lukrecji. Masz wolne popołudnie? Wybierz się do gabinetu na zabieg mikrodermabrazji korundowej, który doskonale oczyści skórę twarzy.
Książka z kosmetycznym minimalizmem nie ma absolutnie nic wspólnego, a wręcz powiedziałabym że zachęca do czegoś przeciwnego (na dodatek jest ekstremalnie mało odkrywcza). Poza tym nie rozumiem czemu książka o kosmetycznym minimalizmie próbuje mówić mi jak mam się ubierać i to w dość niedelikatny sposób, co sprawia że czytając ją czułam się dość nieswojo - ufff... dobrze, że nie mam kompleksów, b na pewno by mi się pogorszyły po tej lekturze. Nie polecam!
Wymiękłam dosyć szybko. Spodziewałam się omówienia już od początku składników, które mogą mieć wielorakie zastosowanie i kontestacji szybkiej i bezcelowej konsumpcji kosmetycznej - zamiast tego znalazłam porady, jak jeść śniadanie z maską w płacie (?) na twarzy. Nie współgra mi to z głównym założeniem minimalizmu, którym jest rozważna celowość dokonywania swoich działań. No ogólnie - nie, dziękuję. Nie polecam.