Bohaterka najnowszej książki Ewy Przydrygi, Nika, przeżyła tyle tragedii, że wydaje się to zbyt wiele, by zostać przy zdrowych zmysłach. Trudną przeszłość stara się zostawić za sobą i zaczyna nowe życie prowadząc nadmorski pensjonat. Ta jednak nie daje o sobie zapomnieć, pojawiając się we flashbackach, które może wywołać choćby znajomy zapach, czy skojarzenie. Niszczą ją emocjonalnie, nie przynosząc ukojenia.
Nie ma się zatem co dziwić, że policja, znając jej przeszłość, traktuje ją niczym przewrażliwioną histeryczkę, gdy zgłasza przestępstwo, którego była świadkiem. Tym bardziej, że nie ma żadnych śladów, czy dowodów potwierdzających zdarzenie.
Straciwszy zaufanie do organów ścigania, kobieta bierze sprawy w swoje ręce. Za wszelką cenę chce udowodnić, że nie był to wytwór jej wyobraźni podsycony prochami i alkoholem. Mimo poczucia zagrożenia i nowych zbrodni, Nika nie przestaje dążyć do wyjaśnienia sprawy.
Zaskakująca intryga, w której środku się znalazła, wydaje się być jedynie ciekawym tłem dla trudnej historii życia głównej bohaterki. Narracja prowadzona w pierwszej osobie pozwala czytelnikowi zajrzeć do jej wnętrza, poczuć targające nią emocje i przeżywać wraz z nią niewyobrażalne tragedie, które stopniowo ujawnia. Przeżyć to wszystko i nie zwariować? Czy ktokolwiek byłby tak silny?
Mroczny klimat powieści chłonęłam z każdym słowem autorki, emocją bohaterki i każdą kolejną zbrodnią. Mimo, że dość szybko odkryłam osobę sprawcy (nie zdradzę co mnie naprowadziło, żeby nie pozbawiać Was zabawy), to spędziłam z książką kilka naprawdę emocjonujących godzin. Jeżeli lubicie thrillery, w których analiza psychologiczna bohaterów gra główne skrzypce, to będziecie pod wrażeniem. I to bardzo pozytywnym.
Czytaliście "Zatrutkę", poprzednią powieść autorki? Jeśli tak, to podobnie i tu znajdziecie lekki język, naturalne dialogi, dopracowaną intrygę, przy dojrzałym wglądzie w psychikę bohaterki. Dla mnie bomba.