Pieprzenie i wanilia to kontynuacja bestsellerowych 50 twarzy Tindera, a Joanna Jędrusik nie byłaby sobą, gdyby znów nie pisała o seksie i randkach. Tym razem jednak za tło jej pikantnych przygód służą podróże po USA, Peru i Meksyku. Te pełnokrwiste historie z Tinderowych podbojów obu Ameryk czyta się jak powieść przygodową, a przy okazji można zajrzeć do słodko-gorzkiego świata dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków po obu stronach Atlantyku.
Jędrusik to prawdziwy Tony Halik w spódnicy – z wielkim temperamentem, toną empatii, ostrym jak brzytwa poczuciem humoru i świetnym darem obserwacji.
Wybierz się z nią do amazońskiej dżungli, zanurkuj na dno oceanu, przejdź się po ruchliwych ulicach czy barach pełnych muzyki. Dowiedz się, gdzie dobrym podrywem jest znajomość historii polskich występów na mistrzostwach świata w piłkę nożną, a gdzie raczej wspólny kurs Uberem share albo umieszczenie w tinderowym opisie słowa „professional”.
Szkoda trochę autorki, bo ewidentnie przejawia objawy inteligencji, ale ewidentnie nie szanuje siebie i swojego zdrowia i chyba się w tym wszystkim pogubiła. Mam nadzieję, że terapia jej pomoże.
Książka, którą można uznać jako przerywnik między innymi poważniejszymi lekturami. Opis podróży po Stanach, Meksyku i Ameryce Południowej z punktu widzenia kobiety, która ma problemy z sobą z drugiej strony opisuje społeczeństwa w rożnych regionach po drugiej stronie Atlantyku. Szczególnie męską część tych społeczeństw.
Parę cytatów:
Jeszcze nieraz wywołam zdziwienie Amerykanów, chcąc płacić za siebie, dorzucać się do benzyny czy w jakikolwiek sposób partycypować w kosztach randki i wspólnej zabawy. Faktycznie, czytam potem, że jedna trzecia kobiet w Stanach chodzi na randki dla darmowego jedzenia. O cholera, chyba w Polsce nie jest aż tak źle. ---------------------------------------- Jesteśmy emocjonalnymi kalekami. Tyle związków się rozpada, niektóre po latach nawarstwiania się problemów, inne na etapie dogrywania się, właśnie przez brak komunikacji. Nie mówimy o emocjach, więc druga osoba często nie ma pojęcia, czy w ogóle ją lubimy. Nie ma pojęcia o tym, że czasem czujemy się źle, kiedy coś robi. Krytykujemy, że to robi, ale nie umiemy powiedzieć, skąd bierze się ta krytyka. ---------------------------------------- Ta ostatnia, co bardzo szybko zauważam, jest dla nich bardzo szkodliwa. Kilkakrotnie będę widzieć w sztok pijanych, bredzących, wrzeszczących rdzennych mieszkańców, mogę na własne oczy zobaczyć, że są na świecie rasy i grupy etniczne, które nie reagują na alkohol tak dobrze jak Europejczycy. Kolonizatorzy chętnie to wykorzystywali, zapitych i zdemoralizowanych miejscowych łatwiej zdominować. ---------------------------------------- Podobno większość kobiet nie osiąga orgazmu w trakcie seksu z partnerem. No fakt, rozumiem doskonale, że niełatwo spotkać kogoś, kto zawsze wie, gdzie nacisnąć, ja w każdym razie umiem obsłużyć się sama lepiej i mam w tym stuprocentową skuteczność. Ale nauczyłam się tego nie tak znowu dawno. Ile z nas, kobiet, dalej nie wie, gdzie nacisnąć? Ile z nas nigdy nie miało orgazmu? Ile nawet nie wie, jaką radość potrafi dać odpowiednio wymodelowany kawałek medycznego silikonu? ---------------------------------------- Świetnie jest obok kogoś zasypiać. Czuć czyjeś bijące serce, czyjś oddech i czyjąś rękę obejmującą w pasie. Nie dajmy sobie wmówić, że codziennie musi to być ta sama ręka. A już na pewno nie dajmy sobie wmówić, że bez tego nie da rady. Po wielu wpierdolach emocjonalnych doświadczenie uczy, że samemu może być dużo lepiej niż z toksycznym, przemocowym czy po prostu nudnym właścicielem mniej lub bardziej przypadkowej ręki. ---------------------------------------- Okazało się, banał, ale jednak prawdziwy, że trzeba czuć się dobrze ze sobą. Można sobie całkiem nieźle radzić bez cudzej akceptacji, wsparcia, komplementów, jeśli jest się samowystarczalną. Że nie trzeba koniecznie szukać kogoś, kto będzie obok. Że sto razy lepiej nie mieć przy sobie nikogo niż mieć kogoś z przypadku, niż iść na zgniłe kompromisy i uznawać, że skoro mam tyle wad, to nie zasługuję na nic lepszego. ---------------------------------------- Jeden raz w Polsce udało się obalić władzę bez morza krwi i bez wywoływania powstań. Tylko dlatego, że wszyscy stanęli po jednej stronie barykady. Profesorowie uniwersytetów ramię w ramię z robotnikami, stoczniowcy, górnicy, studenci. Nasz troll tylko raz stracił głowę i musiał cofnąć się o kilka kroków, kiedy na ulice wyszły setki tysięcy kobiet. Jeśli nie wyciągniemy z tego wniosków, to kierowane przez trolla państwo z tektury zupełnie się zawali.
Ta luźna forma rozmowy jak ze znajomymi sprawiła, że książkę przeczytałam szybciej, niż zakładałam – w dodatku świetnie się bawiłam. Nie przebiło to „50 twarzy Tindera”, ale było genialnym przerywnikiem pomiędzy thrillerami a bardziej poważnymi pozycjami.
Autorkę zwyczajnie polubiłam, więc czytanie o jej tinderowych perypetiach za granicą, było zabawne, a niekiedy mega refleksyjne, bo im dalej w las, tym poważniej się robiło.
Lubię od czasu do czasu sięgnąć po taki odmóżdżacz. :)
Sięgnęłam po książkę jako po lekką lekturę poprawiającą humor na jesień. I taką dostałam - przygody, romanse, świetne opisy podróżowania. Ale… ale dostałam też bardzo prawdziwy opis tego, że nie zawsze w życiu jest kolorowo, a ‚wieczne wakacje’ nie wyleczą depresji. Bardzo warta przeczytania lektura, która niespodziewanie porusza także cięższe i ważne tematy.
5 gwiazdek, bo #miesiepodoba. Jak wysłuchanie świetnej, inteligentnej i wrażliwej osoby przy piwie. Oczywiście nie wierzy się we wszystko, ale i tak jest ciekawie.
Niewiarygodne przygody Polki w podróży, czyli w pogoni za rozumem (wiem, był już taki tytuł, ale tu pasuje idealnie). Z jednej strony lewicujące manifesty, z drugiej niemal pogarda dla pracującego w sklepie z winami Marshalla ("...nie znam zbyt wielu osób, które tyrają dziesięć godzin dziennie, a już na pewno nie uważają wtedy płatnego urlopu za błogosławieństwo i łaskę ze strony pracodawcy. " (s.14) - szanowna pani, zapraszam do Specjalnej Strefy Ekonomicznej, albo dowolnego dyskontu spożywczego, tutaj się tyle pracuje). Można przeczytać, ale nie trzeba,
2,5/3⭐️ Trochę nie wiem jaki cel ma ta książka. Z jednej strony świetnie się tego słucha w audio a z drugiej nie kumam celu. Chwali tindera? Jedzie po Tinderze? Jest czymś w rodzaju autoterapii? No nie wiem. Jako przerywnik spoko, ale bez zachwytów
Jak czytam ten opis to się jakoś dziwię. Tak, książkę trzeba sprzedać, więc pewne słowa ją sprzedają lepiej, takie jak "pikantne przygody", ale tak naprawdę to ta książka jest totalnie o czymś innym. Kupiłam ją przypadkiem i jak siadłam, tak przeczytałam, kilkanaście razy płacząc i jeszcze więcej razy uśmiechając się ciepło. To jest po prostu zajebista książka.
Autorka jest dogłębnie szczera, ale nie rozczula się nad sobą, akurat tak, żeby przemycić tą elementarną dawkę humanizmu i człowieczeństwa, które czynią ją piękną. Bezpruderyjną ale ani w calu nie wulgarną. Wrażliwą i ciepłą, uroczą, silną i delikantą.
Książka jest w wyzwalający sposób nie-mieszczańska, odtabuizowana, i napełniona masą głębokich przemyśleń podanych w najprostszy sposób, tak, że jakimś sposobem trafiają prostą drogą do serca.
Tak, nie każdy będzie ją lubił, bo wielu może nie zrozumieć myśląc, że to jakieś byle co o seksie, randkach i Tinderze (po prawdzie dzięki niej dopiero dowiedziałam się cokolwiek na ten temat LOL) ale to jak reklamowana i sprzedawana jest ta książka to jest jakieś gigantyczne nieporozumienie :D.
To jest książka o ludziach, podróży, zagubieniu i odnajdywaniu siebie. Ciepło i głęboko, na sposób w jaki Lynch opisywał Prostą Historię w filmie sprzed lat. Niesamowite jak autorka widzi we wszystkich osobach, o których pisze, człowieka <3.
Słodko-gorzka książka drogi. Trochę komedia, trochę dramat, sporo o kobiecym wyzwoleniu, jeszcze więcej o ryzyku podjętym, żeby coś poczuć. To co wydaje się lekką historyjką przygód kobiety wyzwolonej, dość szybko okazuje się być w gruncie rzeczy smutną historią o zagubieniu i ulotności: ludzi, natury, kultury i uczuć. Wiele historii niemal filmowych i ciężko wyobrazić sobie, że wydarzyły się naprawdę, ale komu nie marzy się taka przygoda. Trochę klimat Eat, Pray, Love po odjęciu słodkiego zakończenia, za to w duchu polskiego pesymizmu.
Autorka robi to samo, co w swojej pierwszej książce, ale jeszcze bardziej i na dodatek zagranicą. Dostajemy więc kolejne opisy randek z Tindera, "pieprzenia" i gimnazjalnych przemyśleń autorki. Zabawne, gdy pomyśli się, że środowisko "Krytyki Politycznej", które opublikowało obie książki Joanny Jędrusik, pozuje na najmądrzejszych w Polsce intelektualistów.
Bardzo przyjemna czytanka, sporo o historii i kulturze USA, Meksyku i Peru przefiltrowane przez punkt widzenia autorki, trochę historii z randek tych ciekawych i tych nieciekawych. Dobra książka na wakajki.
Moim zdaniem tytuł nie trafiony, tj. zarówno tytuł jak i podtytuł nie mówią o czym jest książka. To zapewne chwyt marketingowy, zrozumiały zresztą. Z mojej perspektywy "Tinder na wakacjach" to tylko pretekst do pisania o nierównościach, podróżowaniu, depresji, przemocy wg kobiet i wieku innych.
I didn't expect that ending! It's God damned good one, very wise. It's a story about the world in with we live. About the people, we meet every day. And about each of us, how we truly are.
Jeśli książka miała być elementem autoterapii, to cool, nie widzę żadnego problemu. Ale jeśli miała przekazywać wiedzę albo chociaż bawić, to trochę się to minęło z powołaniem. Autorka pojechała na roczne wakacje z Polski i opowiedziała co tam robiła. I o facetach, których czasem spotkała na Tinderze, a czasem nie. Niektóre historie ciekawsze, inne mniej, ale tak ogólnie to człowiek kończy pełen podziwu, że tyle rzeczy, tyle historii i zdarzeń udało się zwykłej dziewczynie z Polski przeżyć, że aż na cała książkę starczyło. I tyle przypadków.