Rzutem na taśmę postanowiłem pozostać po części w węgierskim klimacie po przesłuchaniu audiobooka Sandora Maraia. W zasadzie, nie do końca w pełni węgierskim, bo Zsuzsa Bank urodziła się w Niemczech, pisze po niemiecku, jej rodzice byli emigrantami węgierskimi. Zsuzsa Bank nie wstydzi się swoich korzeni węgierskich, powszechnie uważana jest jednak za współczesną autorkę niemiecką.
Książki Zsuzsy Bank (nie wiem jak do końca odmienia się to imię) często pojawiają się ostatnimi czasy w niemieckich księgarniach I bibliotekach. Tak właśnie natrafiłem na tego audiobooka, pojawił się kilka tygodni temu na półce "nowości" w bibliotece do której od czasu do czasu uczęszczam. Postanowiłem wyporzyczyć, wgrać do telefonu. Jakoś teraz całkiem spontanicznie postanowiłem sięgnąć po tego audiobooka.
Może skoro już jestem przy Sandorze Maraiu to jeszcze wspomnę co wspólnego ma niniejsza ksiązka Zsuzsy Bank z ksiązkami Maraia które miałem okazje dotychczas poznać. Może to przypadek, a może to cecha która jakoś łączy ze sobą pisarzy wywodzących się kulturowo z Węgier. Nie wiem. Mianowicie, ogólnie mówiąc sporo rzeczy jest też niedopowiedzianych w książce Zsuzsy Bank, możemy się niektóych rzeczy domyśleć, ale nie są one wprost powiedziane, opisane przez narratorki. Poza tym Marai lubuje się w formie dialogu, niniejsza książka to też jeden długi dialog. Właśnie w tych dialogach i u Bank i u Maraia pozostaje sporo rzeczy nie do końca opisanych i czytelnik ma sporo pola do interpretacji, jest sporo insynuacji. Ciekawe. Naprawdę można wysunąć tezę, iż to jakaś cecha węgierska. Ale jestem mimo wszystko ostrożny, bo nie wiadomo czy to reguła, czy tylko zbieg okoliczności.
Dosłowne tłumaczenie tytułu niniejszej książki brzmi: "Spać będziemy później". Cała książka skonstruowana jest w bardzo ciekawy sposób. Autorka dokonuje bardzo ciekawego eksperymentu literackiego. Mianowicie, całość książki to korespondencja mailowa pomiędzy dwoma przyjaciółkami, które są dość bliskie sobie dzielą się ze sobą wszystkim. Także oprócz wymiany mailowej nie ma żadnych opisów komentarzy, nic. Po prostu na przemian czytamy jeden mail za drugim.
Autorki maili, które czytamy to Marta i Johanna. Marta ma trójkę dzieci, jest pisarką, mieszka w wielkiej metropolii niemieckiej, prawdopodobnie Frankfurcie, Berlinie lub Monachium. Jej mąż to też pisarz. Finansowo nie powodzi się im najlepiej, utrzymują się głównie z honorariów które otrzymują za napisane teksty, wiersze, zbiory opowiadań lub też nagrody pieniężne przyznawane w konkursach literackich.
Druga autorka korespondencji mailowej to Johanna, mieszka w małym miasteczku w Schwarzwaldzie, uczy języka niemieckiego, plastyki oraz wychowania fizycznego w prowincjonalnym gimnazjum. Nie ma dzieci, ma partnera, pracuje nad doktoratem.
Maile naszych bohaterek są dość czasem dość krótkie, czasem pisane o dość późnych porach. Obie nasze bohaterki mocno zajęte są sprawami życiowymi, ale znajdują zawsze czas aby korespondować między sobą, zazwyczaj właśnie kosztem snu. Szczególnie w przypadku Marty, która ma trójkę dzieci, jedynie wieczorem, już po zaśnięciu dzieci może ona znaleźć chwilkę czasu przed pójściem spać aby napisać maila do swojej przyjaciółki Johanny.
Korespondencja mailowa do której mamy wgląd w książce jest dość intymna. Obie przyjaciółki piszą otwarcie o tym co leży na sercu, piszą o swoich małych sukcesach, piszą też o zmartwieniach. Pocieszają się nawzajem jeśli pojawia się jakiś kryzys życiowy, ciężka choroba. A te też się pojawiają.
Obie bohaterki są też świadome tego, iż mają za sobą co najmniej połowę życia. Zastanawiają się nad tym jak ta druga połowa, która im jeszcze pozostała powinna przebiegać.
Podczas słuchania miałem wrażenie trochę jakbym układał puzzle. Konstrukcja książki opierająca się na korespondencji mailowej ma to do siebie, że przyjaciółki spotykają się też ze sobą od czasu do czasu, rozmawiają telefonicznie, ale my nie mamy wgląd w nic innego jak tylko w maile. Musimy stopniowo układać sobie fakty jak układankę puzzlę w całość aby lepiej zrozumieć ich sytuacje życiową. Jednak nie jest nam dane poznać wszystkich części tej układanki. Nie jesteśmy w stanie ułożyć sobie całego obrazka. Z punktu widzenia warsztatu literackiego to bardzo ciekawy eksperyment. Chociaż przyznam, że całość czasem się dłużyła podczas słuchania, mimo wszystko to niecodzienna książka i sprawiła mi przyjemność. W internecie znalazłem też spory wywiad z autorką który został nagrany podczas targów książki gdzie autorka opowiada o tej książce. To bardzo wzbogaciło lekturę. Myślę, że powrócę jeszcze do innej książki tej autorki.