Oficjalnie mam dosyć tej serii. Nie mam już siły wmawiania sobię, że przyjemnie mi się to czyta. Po przeczytaniu następnej pozycji chyba oficjalnie ja rzucę, bo jedyne co odczuwam to frustrację. Rozważam też przeczytanie jej jednak do końca by zobaczyć czy będzie później jakiś progres i czysto z nostalgii.
Coś co nie wiem właściwie jak opisać, ale bardzo rzuca mi się w oczy to różne formy "nieprawdziwości" świata i fikcji w grach, a w książkach. W grach oczywiście duszę opętują roboty - jest to fikcja. W książce (np. 3 opowiadanie tej części) Toby zaczyna mieć cień królika bo ten wyszedł z gry, którego nie widzą wszyscy - jest to fikcja. Mimo to obie te rzeczy są skrajne różne i fikcja typowa dla książek - rzeczy widziane tylko przez niektórych, znikające lub przemieszczające się tajemniczo przedmioty, ZUPELNIE mi się nie podoba.
Zacznę od problemu, który ma miejsce właściwie od początku - bezsensowne opisy nie istotnych rzeczy. Rozumiem budowanie świata czy postaci, ale przysięgam, że przynajmniej połowę opisów z każdej historii można zupełnie pominąć, a historia sprawiałaby identyczne wrażenie. Te opisy nie wnoszą właściwie nic.
Drugi problem - oczywistość fabuły. Już właściwie po kilku pierwszych stronach wiadomo co będzie się działo. Jescze gorzej jeśli czyta się któraś książkę z kolei zna się wtedy ten schemat do perfekcji. Z wszystkich opowiadań co do tej części zaskoczyły mnie może dwa. Cała treść jest oczywista, błaha i do przewidzenia od razu. Właściwie to męczysz się po pierwszych 20 stronach bo wiesz co się stanie, ale tak naprawdę to masz następne 80 do przeczytania.
Trzeci problem - wkurwiające postacie. Nigdy nie widziałam takich debilnych, okropnych, nie do polubienia postaci jak w każdej z tych książek. Rozumiem, że niektóre to dzieci, ale duża część z nich to dorośli ludzie, którzy podejmują tak bezsensowne i losowe wybory, że to szok. No po prostu za każdym razem wgniata mnie w fotel, muszę odłożył książkę i zastanowić się jak można było zrobić coś tak kurwa głupiego.
Czwarty problem - słowo "kuksaniec". Nie mam w tym temacie nic więcej do powiedzenia niż jego nadmierne nadużywanie.
Piąty problem - język, a treść. Nie wiem na ile jest to problem oryginału, a tłumaczenia. Czytając książkę wiadomo, że będzie poruszać tematy krwii, morderstwa itp., jednak wszystko to jest opisane językiem jak dla 12 latka. No po prostu się nie da tego czytać.
Historia 1 - Od początku wiadomo na czym będzie polegać cała historia. Wkurwialo mnie jednak najbardziej to, że bohater sam stwierdził, że śledzi go czarna ptakokształtna postać. Od razu uznał, że to jego przyjaciel przebrany za kosa i ma zamiar ukarać go za jego grzechy. MIMO TO kiedy zaczynają się wokół niego dziać następne dziwne rzeczy w pokoju to uznał, że mu się to tylko wydaje i to jego paranoja. JAK TAK SZYBKO można przejsc z uznania czegoś za prawdę do konkretnego wyparcia? Co do zakończenia. Czy spodziewałam się, że chłopak przeżyje? Nie. Byłam pewna, że prawie jak każda inna postać umrze. Czy jednak zdziwiło mnie to, że przeżył? Nie. Właściwie to były dwa wyjścia od początku - umrze, albo wybaczą mu grzechy. Nic innego.
Historia 2 - Świetna historia. Fabuła nie była przekombinowana, nie za szybka. Raczej nie wpasowuje się w resztę historii, ale DZIĘKI BOGU, ŻE TAK JEST, bo w końcu coś rzeczywiście dobrze się czytało. Rzeczywiście chwytała za serduszko i pomysł z kolegą z szafki i to, że ta na koniec była otwarta, rzeczywiście mi się podobało 🩷
Historia 3 - Kierunek historii naprawdę mi się podobał. Jezus, ale zakończenie? Nigdy nie byłam tak zniesmaczona. Myślałam, że postać Toby'iego w końcu doszła do jakiś wniosków. Wyciągnęła lekcję, bo takie sprawiał wrażenie, ale nie. Brat musiał wygrać i jednocześnie umrzeć. Tak - pokazuje to jak był zdesperowany, ale sprawiał wrażenie, że coś zrozumiał, że da wygrać królikowi. No i dupa bo nie.