Caroline i Adam Matyasowie są dziennikarzami, korespondentami wojennymi od lat podróżującymi po świecie w poszukiwaniu sensacyjnych informacji.
Po nieudanej próbie nawiązania kontaktu z przywódcą powstania mudżahedinów w Kaszmirze wracają do Delhi, do domu zaprzyjaźnionej hinduskiej rodziny. Tam właśnie jeden z lokatorów, najemny żołnierz, opowiada Matyasom historię tytułowego zaginionego korespondenta.
Caroline, mimo niebezpieczeństwa, postanawia samotnie wyruszyć jego tropem do Afganistanu.
1.5, zaokrąglone w górę. To nie jest fatalna książka, ma duży potencjał, który zdycha w przykry sposób.
Sama nie wiem, czy coś mi boleśnie w „Korespondencie” umyka, czy to naprawdę jest powieść, która porusza wiele ciekawych tematów, niczego nie wykorzystuje w pełni, donikąd nie zmierza, ślizga się po powierzchni, by wreszcie zanudzić i zostawić czytelnika jedynie ze wzruszeniem ramion. Jagielska szkicuje tu tematykę uzależnienia od pisania o wojnie i swoiste mechanizmy, które kierują korespondentami wojennymi. Później znacznie ciekawiej opisze je w autobiograficznej „Miłości z kamienia”. Wątki afgańskie są niemal żywcem przeniesione z „Modlitwy o deszcz” Jagielskiego. Dialogi są sztuczne, opisy mają manierę, która mnie osobiście dość męczyła. Czytam pozytywne głosy na temat tej książki i zastanawiam się, o co chodzi. W każdym razie ja byłam zawiedziona i ostatecznie stwierdziłam, że Jagielska nie odpowiada mi ani w powieściach, ani w non-fiction, pożegnamy się więc bez żalu.