Książka, która jest efektem kilkumiesięcznego śledztwa przeprowadzonego przez dziennikarza „POLITYKI” Grzegorza Rzeczkowskiego. Jako pierwsza opisuje, kto stał za kulisami smoleńskiej histerii rozpętanej po tragicznych wydarzeniach z 10 kwietnia 2010 r. Pokazuje, kim byli ludzie i środowiska, które nakręcały teorie spiskowe związane z przyczynami katastrofy smoleńskiej oraz emocje związane z tzw. obroną krzyża na Krakowskim Przedmieściu czy rozbudzające kult „poległych”. Autor wnikliwie portretuje środowiska skrajnie nacjonalistyczne, niektóre związane z Rosją, nieukrywające swoich prokremlowskich sympatii. Książka pokazuje również, jak rosyjskie służby specjalne próbowały – z sukcesem – wzmacniać przekonania tych wszystkich, którzy uznali, że przyczyną katastrofy był zamach. Rzeczkowski w zupełnie nowym świetle przedstawia działania Antoniego Macierewicza, który przejął i rozwinął od środowisk nacjonalistycznych smoleńskie teorie spiskowe, które znalazły posłuch wśród rządzących i spowodowały zaprzęgnięcie instytucji państwa do ich uprawdopodobnienia. W oparciu o starannie zebrane informacje autor pokazuje, że było to możliwe również dzięki znaczącemu wsparciu prominentnych amerykańskich polityków i naukowców związanych ze skrajną prawicą w USA
Bardzo rzeczowa książka i podsumowanie histerii pierwszych 10 lat od katastrofy smoleńskiej oraz perfidii polskiej prawicy, używającej jej jako narzędzia politycznego do dzielenia Polaków...
Czwarta książka Grzegorza Rzeczkowskiego, którą dane było mi przeczytać. I chyba ostatnia. Z wyjątkiem „Kłamstwa Smoleńskiego”, wywiadu-rzeki z Maciejem Laskiem, pozostałe („Obcym Alfabetem”, „Szpiedzy Putina”, oraz „Katastrofa Posmoleńska”) można śmiało opisać podobnie – „napisał wiele, nie wyjaśnił nic” (cytat, który znalazłem w kontekście innej książki). Podziwiać należy wielość źródeł, które zgłębił autor w przygotowaniu do napisania książki. Podał niezwykle wiele ciekawych faktów. To powody, dla których książce należą się solidne trzy gwiazdki. Niestety, jak i w pozostałych dwóch wymienionych pozycjach, wielość faktów nie przekłada się na jakąkolwiek spójną opowieść. Fakty, ciekawe w oderwaniu, po prostu nie korespondują ze sobą.
Jedyna interesująca rzecz, która z tego szwedzkiego bufetu faktów wyraźnie się wyłania to współdziałanie w tworzeniu mitu zamachu smoleńskiego post-moczarowców o wyraźnie prorosyjskich (panslawistycznych) i antysemickich poglądach, z ultrakatolickimi harcerzami ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, w domniemaniu anty-rosyjskich. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że to współdziałanie było zaplanowane. Na obrzeżach tej ciekawej konstelacji są rozmaite osoby, co do proweniencji których są liczne pytania, dotyczące ich potencjalnych związków z komunistycznymi służbami. A więc poszlak wiele, lecz fakty niestety nie łączą się w logiczną całość.
Ciekawe jest, że PiS i Jarosław Kaczyński wmontowali wątek zamachu do swojej ideologicznej nadbudowy dosyć późno, po około trzech miesiącach od katastrofy, gdy był on już solidnie rozgrzany przez innych. Podjęli ten wątek, i uczynili centralnym na kolejne pięć (czy więcej...) lat. Osobiście o tym zapomniałem, mimo, że od tego czasu upłynęło zaledwie półtorej dekady. To kolejny dowód na cynizm, z jakim śmierć stu najważniejszych osób w państwie została zawłaszczona do celów czysto politycznych.