W Katowicach dochodzi do koszmarnego morderstwa mieszkańca Ukrainy. Miejsce zbrodni przypomina słynny obraz Rembrandta "Lekcja anatomii doktora Tulpa". Zabójca włożył wiele trudu, aby we wstrząsający sposób odwzorować scenę z malowidła...
Niedługo potem ginie kolejny obywatel Ukrainy. Czy na Górnym Śląsku ujawnił się seryjny morderca? Co popycha go do zbrodni?
Atmosfera robi się gorąca, media doszukują się nacjonalistycznych motywów morderstwa. Sprawę prowadzi komisarz Horst, słynący z niekonwencjonalnych metod śledztwa. Uwikłany w dramatyczne historie z dawnych lat nie spodziewa się, że skrywane tajemnice wyjdą na jaw w najmniej oczekiwanym momencie. Okazuje się, że ofiary pochodzą z tej samej, małej miejscowości położonej w Karpatach Wschodnich.
Horst wyrusza na Huculszczyznę, nie wiedząc, że wokół toczy się niebezpieczna gra, sięgająca przerażających wydarzeń ukrytych w przeszłości karpackich gór...
Połączenie kryminału, dreszczowca i powieści grozy w jednym, czyli "Biały Słoń" Jacka Piekiełko.
Jacek Piekiełko sprawnie łączy gatunki, miesza i miksuje ze sobą rasowy kryminał, dreszczowiec i powieść grozy z elementami nadnaturalnymi, by stworzyć atmosferę niezrozumiałej tajemnicy. To, co niedopowiedziane, niepojęte i niezrozumiałe stanowi tu rozwiązanie zagadki, jednak, by dotrzeć do celu trzeba jak najbardziej tradycyjnych metod śledczych. Te dwie niby wykluczające się formuły paradoksalnie świetnie ze sobą współgrają i uzupełniają się, tworząc niestandardową opowieść z mrocznym, pełnym tajemnic finałem.
Jacek Piekiełko nie sili się na nawiązania, nie próbuje nikogo naśladować. W "Białym Słoniu" stworzył całkowicie swoją, unikatową opowieść, w wyjątkowej, malowniczej lokalizacji, snując własną historię, pełną legend i niepojętych tradycji, o których chcemy dowiedzieć się więcej, o których chcemy czytać częściej. Można jedynie liczyć na to, że "Biały Słoń" to jedynie początek przygody z Horstem Gedorfem i Jacek Piekiełko wkrótce powróci do tej silnej, nietuzinkowej postaci, które nie odwróci się przed niczym, nawet, narażając swoje życie.
"Biały słoń" ma szansę pochłonąć bez reszty nie tylko wielbicieli kryminałów, czy rasowych thrillerów, ale miłośników grozy, legend, folkloru i bezsennych nocy również. A dzięki kryminalnej formie kryje w sobie ten uniwersalny sznyt, który pozwoli mam nadzieję przebić się autorowi dalej i trafić do szerokiego grona czytelników!
Wiecie jaka to będzie recenzja? Chaotyczna, pełna zachwytów, podziwu i ekscytacji. Ale inaczej się nie da, moi drodzy. Emocje towarzyszące mi podczas czytania ,,Białego słonia’’ Jacka Piekiełko jeszcze dobrze nie opadły, a ja muszę – naprawdę muszę – podzielić się nimi z szerszym gronem odbiorców. Jeśli tego nie zrobię, to być może ktoś z Was, straci okazję na przeżycie wyśmienitej, napakowanej wrażeniami, kryminalno - horrorowej przygody.
W Katowicach dochodzi do okrutnego mordu wzorowanego na słynnym malowidle Rembrandta ,,Lekcja anatomii doktora Tulpa’’. Tajemniczą ofiarą okazuje się być obywatel Ukrainy. Nie mija jednak wiele czasu, a nieopodal miejsca zbrodni zostaje odnalezione kolejne ciało. Pada podejrzenie, że na Górnym Śląsku grasuje seryjny morderca, który upodobał sobie wschodnich sąsiadów. Aby jak najszybciej rozwiązać tę makabryczną zagadkę, prokuratura przydziela do sprawy komisarza Horsta – ekscentrycznego, choć niezwykle utalentowanego i skutecznego śledczego. Mężczyzna rusza tropem mordercy, ale im bliżej jest odkrycia prawdy, tym bardziej dochodzenie się komplikuje. Niespodziewanie na jaw wychodzą fakty mające bezpośredni związek z wydarzeniami z przeszłości oraz… samym Gedorfem Horstem!
Zdeterminowany komisarz wyrusza na Huculszczyznę - malowniczą krainę zamieszkiwaną przez rusińskich oraz wołowskich górali; miejsce owiane legendami, przesycone prastarymi wierzeniami i ludowymi przesądami; to, które najprawdopodobniej nadało bieg krwawej historii.
No i moi kochani, powiedzcie – jak po takim wstępie nie chcieć sięgnąć po więcej?! A to jedynie zapowiedź literackiej uczty, którą zechciał zaserwować nam autor, im dalej – tym lepiej.
Jacek Piekiełko już od samego początku nie szczędzi wrażeń swoim czytelnikom. Książkę otwiera niesamowita, rozpalająca wyobraźnię odbiorcy, scena. To, co prawda jedynie krótka wstawka zapowiadająca ciąg porywających wydarzeń, ale jak trafna i jak doskonale wpasowana w klimat tej powieści! Bo musicie wiedzieć, że część akcji będzie rozgrywać się w całkiem niedalekiej przeszłości, w czasach międzywojennych, a ich tłem będą górskie zbocza Karpat Wschodnich.
W tym właśnie momencie płynnie przechodzimy do największego atutu ,,Białego słonia’’, czyli genialnego miksu gatunkowego. Piekiełko prócz tego, że nakreślił historię mocno rozbudowaną, obfitującą w gros ciekawych zabiegów (dwie linie czasowe, retrospekcje, fragmenty dziennika), to postanowił odejść od sztampy i pójść własną drogą. Co z tego wyszło? A no świetnie wyważone połączenie kryminału, thrillera i literatury grozy jednocześnie! Na tym jednak nie koniec. Fabuła w dużej mierze została oparta o huculski folklor, a także elementy fantastyczno – paranormalne. W ,,Białym słoniu’’ odnajdą się więc zarówno fani wszelkich regionalnych smaczków, jak i mocnych wrażeń. Oprócz tego, możecie liczyć na świetnie wykreowany klimat powieści, całe mnóstwo wrażeń oraz wiarygodnie nakreślonych bohaterów. Horst totalnie skradł moje serce!
Niesamowicie cieszę się, że sięgnęłam po książkę Jacka Piekiełko. Wreszcie na naszym horrorowym (no dobrze, nie tylko!) poletku mamy utalentowanego pisarza, z głową pełną nietuzinkowych pomysłów i twórczością wcale nie ustępującą tej, pod którą podpisują się zagraniczni autorzy. Mam również nadzieję, że nie będziecie dla siebie zbyt surowi i nie obejdziecie się smakiem. ,,Biały słoń’’ to tytuł, który powinien znać każdy szanujący się wielbiciel grozy.
Okładka powieści z pewnością wywołuje multum zróżnicowanych konotacji, jednych przyciągnie, innych odrzuci fantazyjną brutalnością. Choć frontowy potwór może sugerować wyolbrzymioną grozę danej fabuły oraz nadmiernie fantastyczny rodzaj prozy, wbrew pozorom to co kryje się pod powierzchnią oprawy, bez wątpienia zaskakuje. Jacek Piekiełko stworzył powieść nie tylko wielowątkową, ale również wielogatunkową, która w moim odczuciu stanowi świeży powiew na scenie mrocznej literatury. Spisanie angażującej, niezbyt prostej, ale też niekoniecznie przekombinowanej powieści detektywistycznej stanowi nie lada wyczyn. Horrorów też było już w opór, każdy wątek poniekąd wydaje się być oklepany, motywy lubią się powtarzać, co skutkuje przewidywalnością. Autor, którego twórczość dotychczas była mi zupełnie obca, zaskoczył mnie na każdej możliwej płaszczyźnie.
Przeskoki narracyjne z początku wprowadzają zamęt i wywołują poczucie chaosu. Zaczynając od różnych płaszczyzn czasowych, sytuacyjnych, kończąc na opowiadaniu wielu historii z wielorakich punktów widzenia sprawiało, że niejednokrotnie poczułam się skonfundowana. Jednakże, to poczucie zagubienia nie było ani przez chwilę odpychające, ba - wręcz pchnęło mnie dalej w zawiłość niespowalniającej fabuły.
Największym atutem powieści niezaprzeczalnie jest fakt ulokowania jej w rzeczywistym miejscu o bardzo intrygującej przeszłości. Wszak tytułowy Biały Słoń, to monumentalny gmach budynku owianego tajemnicą sięgającą czasów Drugiej Wojny Światowej. Znajdujące się na szczycie Pop Iwan niegdysiejsze centrum astrologiczno-meteorologiczne dziś poddane zostało renowacji, ale jeszcze nie tak dawno straszyło turystów Czarnohory swymi ruinami. Bądź kusiło urbeksowych pasjonatów, jak kto woli.
To pokryte śnieżną kapą widowiskowe, górskie obserwatorium bez wątpienia jest głównym punktem historii. Można nawet odnieść wrażenie, jakoby było spersonifikowane. Centrum wszelkiego zła gromadzące wokół siebie mrok, a wewnątrz skrywające niecne uczynki i akty bestialstwa.
Lokalne legendy, mistyczne opowieści i dziennik byłego pracownika obserwatorium, z którego dowiemy się o zajściach panujących tu przed laty sprawią, iż Białego Słonia poczujemy wszelkimi zmysłami. Zajrzymy za jego mury, odkryjemy tajemnice, przeczołgamy się w podziemnych tunelach. Zamykając ostatnią stronę będziecie zmęczeni, niemalże poczujecie lepkość krwi, sprawdzicie niejednokrotnie, czy Wasze ciało jest w całości, bez ran i skaz. Tętno przyspieszy, gdyż dynamiczna końcówka nie pozwoli Wam pozostawić zagadki nierozwiązanej... Finalnie odetchniecie z ulgą, gdy rozejrzyjcie się po kątach swojego pokoju i uzmysłowicie sobie, że to była tylko książka.
Fantastyczna, magiczna. Pełna niebanalnego humoru, nawiązań do kultury (tej wysublimowanej, jak i spopularyzowanej), fenomenalnie nakreślonych postaci. Szczególnie introwertycznego komisarza Horsta, którego losy z miłą chęcią śledziłabym w ramach kontynuowania tej potencjalnej serii kryminalnej.
Oceniam tak na 3.5. Na początku jest męcząca, akcja rozkręca się dopiero gdzieś w drugiej połowie. Książka ma kilka błędów, jak powtórzenie tej samej informacji na kolejnej stronie czy zły zapis i tłumaczenie ukraińskich wyrazów. O kilku wątkach autor zapomniał albo nie rozwinął ich, więc w sumie jednej z ważnych rzeczy dalej się nie dowiedziałam. Poza tym historia sama w sobie była ciekawa, więc polecam. Trzeba tylko przymknąć oko na niektóre błędy.
Biały Słoń, to powieść z gatunku tych, które chce się czytać późną nocą. Okłamujemy więc samych siebie że jeszcze jeden rozdział i spać, bo kiedy w końcu odkładamy książkę na nocnym stoliczku, noc przechodzi w dzień a nam dalej ciężko rozstać się z tą historią. Czytamy więc dalej bo lektura tak wciąga że chce się poznać finał tej historii jak najszybciej. Rewelacyjna !