Był rok 1984, gdy w niewielkiej bieszczadzkiej wiosce miały miejsce dramatyczne wydarzenia, po których nieboszczykom przed pochówkiem odcinano głowę i przebijano pierś metalowym zębem brony. Po jakimś czasie zaniechano tego zwyczaju i przez wiele lat żaden zmarły nie zakłócał spokoju tamtejszym mieszkańcom. Wieńczysław Pskit w połowie lat osiemdziesiątych XX wieku był małym chłopcem i cudem uniknął niebezpieczeństwa ze strony ukochanej siostry. Miał nadzieję, że nigdy więcej nie usłyszy o jednej krwi, która burzy się w żyłach po śmierci i każe szukać wiecznego ukojenia. Tymczasem rok 2011 niespodziewanie wskrzesza dawne koszmary...
Kto wyczekiwał nowej powieści grozy spod pióra naszego rodzimego mistrza horroru – Stefana Dardy – ten doczekał się pewnej udręczonej bieszczadzkiej wioski i klątwy "Jednej krwi". Będziecie zadowoleni!
Nie przez przypadek Stefan Darda jest jednym z najwspanialszych polskich gawędziarzy. Przeraził czytelników nie raz i nie dwa i nie inaczej jest z "Jedną krwią". Darda ma talent do kreowania niespiesznej, strasznej atmosfery, która osacza zarówno bohaterów, jak i czytelników w najmniej oczekiwanych miejscach. A to mamina sypialnia staje się nagle legowiskiem potwora, a to poczciwa stodoła kryje w sobie tajemnicę koszmaru. Bieszczadzka wioska skąpana w jesiennej czerwieni, o której marzą wymęczone zgiełkiem mieszczuchy, okazuje się przyczółkiem pradawnego zła, zła, które powraca, odradza się, w którym można utonąć. Darda kontrastuje sielankowe krajobrazy z nieoczywistością zagrożenia, które ukrywa się za niewyraźnymi wspomnieniami dziadka, siwą brwią najbliższego wujka, charakterystycznym kosmykiem nad czołem głównego bohatera. Niby tajemnica dość szybko przestaje być tajemnicą, a jednak niepokój sączy się od pierwszej do ostatniej strony i jakiś taki cień nachodzi na naszą wyobraźnię.
Przed czytelnikiem opowieść o zatruwającym umysł wspomnieniu, o strachu, o zniewolonej rodzinie. O szarej, bezbarwnej krwi, która krąży w żyłach i niszczy człowieka od środka. Wreszcie o czarnych jak czeluść oczach, które wciągają w wir niespełnionych obietnic i pożądania. I o tytułowej klątwie, która dręczy, upadla, wysysa wszelką nadzieję. Nie wiem, jak Stefan Darda to robi, ale podczas lektury nie można pozbyć się wrażenia, że wszystko wokół staje się coraz bardziej mroczne, spowite mgłą, niedopowiedziane. Koszmar przychodzi niepostrzeżenie i tak już zostaje, leniwie otaczając bohaterów i czytelnika. Po prostu jest. Nie potrzeba było zemsty, nie potrzeba było leśnego licha. Wystarczyła krew.
Stęsknieni za Stefanem Dardą w tym najpyszniejszym, bo najstraszniejszym wydaniu – będą zadowoleni.
,,Jeśli kogoś kochasz, to po jego śmierci zmienia się tylko to, że bardziej tęsknisz." - Włodzimiesz Witoszczyk
Pewnie nie jeden z was chciał rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady. Po lekturze ,,Jednej krwi" zmienicie zdanie 😉 Powieść to rozwinięta wersja opowiadania pt. ,,Nika" zawartego w książce ,,Opowiem Ci mroczną historię". Główny bohater Wieńczysław Pskit (imię i nazwisko to już jest groza sama w sobie) postanawia rozwikłać zagadkę tajemniczych zgonów członków swojej rodziny oraz powiązanych z nią mieszkańców miasteczka. Wieńczyk musi zmierzyć się z klątwą ,,jednej krwi" przez którą: ,,krew burzy się w żyłach po śmierci, nie chce wystygnąć i trzeba wtedy wstawać z grobu, trzeba szukać innej, która da ukojenie". Jak ogarnąć ten ambaras? Prosta sprawa. Trzeba nieboszczykowi przed pochówkiem odciąć głowę i przebić pierś metalowym zębem brony. Nic trudnego, prawda? Gdybym chociaż wiedział jak wygląda brona. Na szczęście w Bieszczady mam daleko. Wracając do książki. Kolejni członkowie rodziny Wieńczysława tajemniczo znikają jak napój ,,Trzy cytryny" z radomskiej wigilii, a nasz dzielny bohater próbuje rozwikłać przyczyny tych zdarzeń. Więcej nie zdradzę. Powiem tylko tyle, że trup ściele się tu gęsto. Narracja w powieści się zmienia. Przeważnie jest pierwszoosobowa, ale w zależności od potrzeb fabuły mamy też trzecioosobową. Grozą może tu nie kipi, ale jest mrocznie, a klimat niepokoju, tajemniczości i bieszczadzkich lasów osacza nas z każdej strony. W pewnym momencie robi się nawet psychodelicznie. Do tego dochodzi kilka smaczków i nawiązań do twórczości Stephena Kinga. ,,Jedna krew" Stefana Dardy pokazuje potencjał autora. Jak z krótkiego opowiadania rozwinąć dłuższą formę na naprawdę dobrym poziomie. Jeżeli spodoba się Wam klimat książki to koniecznie polecam cykl autora: ,,Czarny Wygon" i ,,Wyręby". Enjoy 😎
Pierwsze moje spotkanie z twórczością Stefana Dardy. Książka to powieść grozy, mamy tu historię, w której dochodzi do tzw. "klątwy krwi" czyli epidemii, w której zmarli wstają z grobów i aby móc zaspokoić swój apetyt muszą ukąsić inną żywą osobę... Może powyższy opis brzmi zwyczajnie i można wywnioskować, że takie historie już gdzieś kiedyś były, ale tu jest to opowiedziane w sposób inny, ciekawy i spójny. Losy bohaterów z lat 70-tych przeplatają się z czasami współczesnymi a wszystko to w głębokich Bieszczadach z jesiennymi Połoninami. Mamy tu ciekawie zarysowanych bohaterów (szczególnie główny bohater, który na początku wydaje się 40 letnim "maminsynkiem") i więzy rodzinne, a także wierzenia lokalnej społeczności, które na prawdę mrożą krew w żyłach. Zakończenie jest na prawdę zaskakujące. Lubiących grozę w Bieszczadzkim wydaniu zapraszam do lektury. 7/10
Co by było, gdyby kazirodztwo prowokowało klątwę? Co by było, gdyby nawet dalsza rodzina mogła się nią zakazić? I gdyby zarażony po kilku dniach wstawał z grobu, by ugasić swoje pragnienie? Tego nie wie nikt i, na szczęście, raczej się nie uzyskamy odpowiedzi na te pytania, ale kto wie, co czai się w Bieszczadach...
Wieńczysław Pskit nie ma łatwego życia. Z takim imieniem i nazwiskiem już jako dziecko miał przechlapane. Na szczęście, miał cioteczną siostrę, Monikę, zwaną Niką, która chroniła go przed innymi, znęcającymi się nad nim dzieciakami. Niestety, nic co dobre, nie trwa wiecznie – pewnej nocy Nika ginie, a dla małego Wieńczyka jej pogrzeb to jedno z najbardziej traumatycznych zdarzeń w życiu, które odmienia go nie do poznania. Niestety, to tajemnicze wydarzenie z dzieciństwa bohatera wraca do niego jak bumerang, gdy dorasta i wraca w rodzinne strony.
Niestety, muszę się na samym początku przyznać do czegoś – między mną a tą książką nie zaskoczyło. Nie wiem, co było tego powodem, ale Stefan Darda w ogóle mnie do siebie nie przekonał. Spodziewałam się powieści grozy (jak głosi napis na okładce), czegoś, co wywoła u mnie ciarki na plecach i sprawi, że w środku nocy, idąc po ciemku do lodówki, będę oglądać się przez ramię. I w sumie tak było przez pierwszych pięćdziesiąt stron. A potem cała atmosfera siadła i z powieści grozy zrobiło się coś bliższego thrillerowi i kryminałowi, i całą grozę diabli wzięli.
Wciągnięcia się w powieść nie ułatwiał też główny bohater. Już pomijam dziwne imię i nazwisko, ale ten facet był tak antypatyczny, że nie budził we mnie żadnych ciepłych uczuć. Nawet utrata ciotecznej siostry i to, jaką traumę wywołało w nim to wydarzenie, nie sprawiły, żebym zaczęła mu współczuć. Jest skoncentrowany na sobie, na swoich uczuciach, nie zwraca uwagi na emocje innych i się kompletnie nimi nie przejmuje. Nawet własnych rodziców ma w głębokim poważaniu. Szczerze mówiąc, cała ta sytuacja wygląda na nieźle porąbaną, a Wieńczyk, jak na niego wołała cała rodzina, wyrasta na socjopatę pierwszej wody. Jak tak szczerze o tym myślę, to dochodzę do wniosku, że w jego relacji z Niką też było coś nie tak – wybaczcie, ale włażenie do trumny zmarłej ciotecznej siostry nie wydaje mi się całkowicie normalne. Bohaterów, oprócz Wieńczyka, jest jeszcze kilku, ale autor skupia się na nich dość powierzchownie, nie rozwodząc się zbytnio nad ich losami, chociaż, trzeba mu oddać, że ich sylwetki psychologiczne są nakreślone całkiem wyraźnie.
Narracja w powieści się zmienia. Czasami jest pierwszoosobowa (to w tych rozdziałach, gdzie głównym bohaterem jest Pskit), a czasami trzecioosobowa, gdy to inni bohaterowie przejmują pałeczkę fabuły. Bardzo ciekawym i interesującym wątkiem była tytułowa jedna krew, czyli klątwa dotykająca wszystkich, którzy mieli dzieci w ramach jednej rodziny (między kuzynostwem, rodzeństwem, etc.). Dziecko pochodzące z takiego związku, po śmierci budzi się i poszukuje świeżej krwi, która da mu ukojenie. Takim ukąszeniem zaraża innych i tak oto bakcyl przenosi się coraz dalej. To był naprawdę świetny wątek i bardzo żałuję, że nie został bardziej rozbudowany. Owszem, był osią napędową fabuły, ale gdzieś tam w trakcie powieści zszedł na dalszy plan, a na pierwszy wybiły się morderstwa i kryminalistyczne perypetie Wieńczyka. Podobały mi się też opisy Bieszczadów i to, jak autor przedstawiał historię tamtego rejonu z okresu po drugiej wojnie światowej i z czasów PRL-u (przesiedlenia ludności, PGR-y itd.) - czytałam o tym z ogromną ciekawością i bardzo chętnie pojechałabym sama w Bieszczady, połazić po tych malowniczych górach.
Pierwsze spotkanie z twórczością Stefana Dardy nie było zbyt udane, ale mam jedną zasadę – zawsze daję autorom drugą i trzecią szansę. Dlatego nie wykluczam, że w niedługim czasie sięgnę po jego inną książkę i zobaczę, czy wtedy chemia zadziała. Natomiast jeśli chodzi o Jedną krew, to ani nie odradzam, ani nie polecam – radzę raczej, żebyście sami przeczytali i przekonali się, co ta powieść sobą przedstawia.
Powieść nie przeraziła mnie, nie sprawiła, że nie spałam w nocy po jej lekturze (o to już niestety coraz trudniej), ale wywołała za to niepokój, niezbędny podczas lektury dobrej powieści grozy. Jeśli podobał Wam się Dom na Wyrębach, spodoba Wam się również Jedna krew.
Mała wieś i elementy słowiańskiej mitologii, czyli Darda w najczystszej postaci. Podobają mi się jego pomysły. Bierze prosty zamysł i przekręca go w coś naprawdę porąbanego. Przez większą część książki się zastanawiałam tylko kiedy facet zostanie przyłapany, a autor stwierdził, że tak prosto być nie może XD I na dobrze wyszło. Jedynie mniej mi się podobał ten sen. Cała reszta jak najbardziej.
Co za 💩 O co w tej książce w ogóle chodziło?🤔 NIE WIEM 🤷🏼♂️ To nie jest ten sam Darda co na początku kariery. Dom na Wyrębach czy Czarny Wygon to majstersztyki. To, co teraz produkuje autor, jest tak słabe, że szkoda czasu na jego książki. Wielka szkoda.
Mam mieszane uczucia co do tej książki. Sama historia była dobra i wciągająca, ale czegoś mi zabrakło, zabrakło grozy i strachu. Sama historia to jednak trochę za mało.
I expected more - the plot could be very very good because the idea is good. I don't know why this book is so different from other written by Darda. It has the potential, but it was wasted.
Trochę mnie nie przestraszyła. Styl Stefana Dardy nie jest chyba dla mnie. Myślę, że czytelnikom, którzy wolą bardziej gawędziarski sznyt ta książka naprawdę się spodoba. Jest w niej coś swojskiego i znajomego, coś co sprawia, że historia absorbuje, ale nie na tyle na ile bym chciała.
Mam mieszane odczucia po przeczytaniu książki. Często miałem wrażenie, że już ją czytałem dobrych kilka(naście) lat temu. Niektóre fragmenty wręcz znałem wcześniej. Ki diabeł?
A może to mi się śniło?
30.6.2021. Leżąc na szpitalnym łóżku, czytam to co znalazłem na Kindlu. M.in. zbiór opowiadań Stefana Dardy „Opowiem Ci mroczną historię“ z 2014 roku. Czytałem je chyba w roku wydania. Dotarłem do opowiadania pt. „Nika“. To jest to! :-)
This entire review has been hidden because of spoilers.