Najstraszniejsze demony nie kryją się w szafie, ale w głębi duszy.
Człowiek zaczyna żyć, gdy zaakceptuje siebie i swoją przeszłość. Feliks Struner nie żył od dwudziestu pięciu lat. Nie potrafił być dobrym ojcem ani chociażby przeciętnym mężem. Nie oszalał jedynie dzięki pracy. Bycie policjantem, obcowanie ze zbrodnią – to gwarantowało mu sen i zarazem… bezsenność. Paradoksalnie, przestępcy trzymali go przy życiu.
Przez dwadzieścia pięć lat demon inspektora był zamknięty w celi jego umysłu. Demon, któremu pozwolił umknąć przed wymiarem sprawiedliwości. Dziś potwór wyrwał się z klatki, by jeszcze raz zagrać ze starym gliniarzem w niebezpieczną grę. W odnalezionych na pobiedziskim rynku zwłokach dziewczynki śledczy zobaczył nie tylko możliwość odkupienia, ale przede wszystkim – zemsty.
Feliks Struner prowadził pewne śledztwo 25 lat temu, a finałem było schwytanie niejakiego Zabawkarza. Morderca zabijał dzieci, potem umieszczał swoje ofiary w pluszowym misiu i zaszywał maskotkę. Sprawa miałaby swój szczęśliwy finał, gdyby nie to, że prawdziwy morderca został na wolności, Feliks o tym wiedział i nic nie zrobił, a osoba niewinna została osadzony w więzieniu. Jednak to wszystko wracało w głowie bohatera oraz nie dawało mu spokoju. Po wielu latach Zabawkarz powraca, a Feliks znajduje w tym szansę, by sprawiedliwości stało się zadość, a również, by uspokoić jego mocno nadszarpnięte sumienie.
Pomysł na fabułę bardzo ciekawy, a wykonanie wyszło średnio. Początek idzie na lekkim przyspieszeniu, by potem historia została spowolniona. Autor zbyt silnie skupia się na detalicznym opisywaniu czynności bohaterów jak również samego otoczenia. Owszem, szczegółowość jest warta swojego uznania, ale jak jego jest za dużo to zaczyna to przytłaczać clue tej fabuły. Jeśli chodzi o zakończenie to myślę, że dużo zależy ile kryminałów mamy już za sobą. W przypadku bycia starym wyjadaczem to myślę, że w pewnym momencie wpadniemy na odpowiedni trop, nawet jeśli będzie on lekko absurdalny. Jak ktoś ma tych kryminałów za sobą trochę mniej to znajdzie tu sporo frajdy przy typowaniu mordercy.
Wolicie krwawe i brutalne kryminały? Czy takie w której brutalność jest na niskim poziomie? – Ja jestem jednak zwolennikiem bardziej drastycznych książek, bo w nich właśnie szukam emocji, zaskoczenia, a nawet i czasem obrzydzenia – właśnie te pozycje bardziej zapadają mi w pamięć! ----------- Mało który kryminał wciąga mnie od pierwszych stron. „Pluszowy miś” już od początku mnie zaintrygował, a pierwsza zbrodnia zmroziła krew w żyłach….a im dalej tym było coraz lepiej. Czy tak dobrze, było do samego końca? Feliks Struner, po 25 latach od zakończenia sprawy „Zabawkarza”, przyjeżdża na miejsce zbrodni, które żywcem przypomina działania mordercy z przeszłości. Ogromny pluszowy miś skrywa w swoim wnętrzu ciało, które rozpocznie kolejne ciężkie dla Feliksa dochodzenie. Pomagać mu będzie Maria Lipan, która również miała swój udział w schwytaniu zbrodniarza w przeszłości. Czy skoro „Zabawkarz” powrócił, to 25 lat temu doszło do ogromnej pomyłki? „Pluszowy miś” to książka, która zdecydowanie za długo czekała na swoje przeczytanie. I choć spodziewałam się, że to będzie dobra lektura, tak ilość stron działała trochę na swoją niekorzyść, przez co nie umiałam się za nią zabrać. I nawet nie uwierzycie, jak bardzo byłam zdziwiona, że przez tą historię się tak szybko przechodzi. Śledztwo wciąga jak diabli, do tego mnóstwo niewiadomych i dziwnych sytuacji, które zmuszają człowiek do głębszej analizy wydarzeń. Ale ile bym nie analizowała, tak Sherlock ze mnie żaden, bo autor i tak wyprowadził mnie w pole ;) Świetnie poprowadzona fabuła, która momentami przyprawiała mnie o ciarki na plecach. Nie wiem czy to przez to, że ofiarami były dzieci, czy to kwestia tego misia, który kojarzy mi się z dzieciństwem, a tutaj został tak „brutalnie” wypchany od środka… przy czytaniu aż czułam aurę mroku panującą naokoło mnie – możecie się śmiać, ale naprawdę jak wciągnęłam się w tę historię, to miałam wrażenie, że rozwiązuję ją razem z bohaterami, a oddech mordercy wyczuwałam na własnym karku. Sama postać Feliksa budzi różne emocje. Ja go polubiłam, jego wizje, wyrzuty sumienia, czy próby nawiązania kontaktu z córką poruszały mnie za każdym razem. Nie dało mu się nie kibicować ;) W książce nie zabrakło też świetnie opisanych zbrodni, które nie dość, że momentami były dość drastyczne, to przy każdym kolejnym, moje oczy coraz bardziej wychodziły z orbit, bo to co czytałam wprawiało mnie w nie lada osłupienie… a zakończenie – WOW! Nie spodziewałam się, że autor tak to wszystko zakończy. I tak jak wspomniałam Sherlock ze mnie żaden, bo ile bym opcji nie brała pod uwagę, tak o tej nie pomyślałam wcale… Jeden jedyny minus za okropnie dłuuugie rozdziały. Ja rozumiem, że jak historia wciągnie to pan autor pisał i pisał, ale ja zanim doszłam do końca rozdziału to przypaliłam obiad ;P tak o poł krótsze i byłoby idealnie :D Książkę oczywiście bardzo polecam. Jeśli szukacie mrocznego i wciągającego kryminału, to „Pluszowy miś” będzie dla Was idealny! Czekam na kolejną książkę autora!
Po 25 latach powraca seryjny morderca, który w 1993 roku zabił troje dzieci, które następnie zaszywał w pluszowym misiu.
Wtedy sprawą zajął się Feliks Struner wraz z Marią, a do więzienia trafił „Zabawkarz”. Tym razem również Feliks został wezwany by pojechać na miejsce zbrodni, gdzie z drzewa zwisał pluszowy mis ociekający krwią.
Czy Feliks rozwiąże zagadkę? Czy uda mu się schwytać „Zabawkarza”, oraz upora się z wyrzutami sumienia?
Muszę się Wam przyznać, że ta książka czekała aż rok i to za sprawą dziewczyn ze wspólnego czytania po nią sięgnęłam. Kto wie ile jeszcze by musiałaby czekać? Jedyne, czego żałuje to tego, że tak późno się za nią zabrałam. To była rewelacyjna książka. Zupełnie się nie spodziewałam, że mnie tak pochłonie.
Autor fenomenalnie nas zwodzi. Gdy już jestem niemal pewna, kto jest mordercą, nagle pojawia się coś, co burzy moje podejrzenia. W tej książce Damian Jackowiak gra z nami w kotka i myszkę. Zakończenie dosłownie zwaliło mnie z nóg, zupełnie się tego nie spodziewałam. Nagły zwrot akcji wywołał u mnie szok i niedowierzanie.
Ta książka wzbudziła u mnie ogrom emocji. Już samo uprowadzanie i mordowanie dzieci wywołuje ciarki na plecach, a dodatkowo zwłoki są zaszywane w pluszowych misiach, które ociekają krwią😱. Aż boje się myśleć, co autor musi mieć w głowie żeby wymyślić taką historie 😅.
Ta książka jest rewelacyjna. Wciągnęła mnie już od początku. Zwyczajnie nie mogłam się oderwać. Zdecydowanie nie jest to lektura na raz, gdyż czytelnik musi się trochę wysilić i być bardzo skupionym na tym, co czyta, by nic nie umknęło. Bohaterowie są świetnie wykreowani. Wszystko jest dosyć szczegółowo opisane.
Ja jestem zachwycona tą książką i zdecydowanie muszę przeczytać więcej książek tego autora, bo to było moje pierwsze spotkanie z jego twórczością.
"Pluszowy miś" Damiana Jackowiaka jest jak dla mnie rasowym thrillerem. Na dodatek demonicznie pokręconym.
Zabawkarz powraca! Po 20 letniej przerwie morderca dzieci z Pobiedzisk znów się uaktywnia. Tym bardziej jest to zdumiewające, gdyż podobno zabójca od dawna siedzi w więzieniu. Do sprawy znów zostaje przydzielony komisarz Feliks Struner oraz Maria Lipan, którzy zajmowali się nią również w przeszłości. Mnóstwo tropów, zagadek i śladów. Dokąd to wszystko doprowadzi? Wszsytko krąży wokół tajemnicy jednej z rodzin zamieszkałej w Pobiedziskach. Co okaże się prawdą?
Po pierwsze, cudownie czytać książkę, która dzieje się w miejscowości położonej niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Do Pobiedzisk mam 30 min pociągiem! I dzięki @angelreads_ nawet niedawno ją odwiedziłam. Aż ciarki przebiegają po kręgosłupie! Kolejną rzeczą jest to, że to już trzecia książka autora, którą miałam przyjemność czytać. I jestem porażona ogromem postępu jaki zrobił autor! Po dawnych błędach nie ma już śladu. Wszystko od początku się zgadza i prowadzi do zdumiewającego finału. Panie autorze widać, że to pisanie coraz sprawniej Panu idzie :) Świetnie tak śledzić czyjś postęp. Ale jeśli chodzi o fabułę.. No z tym miałam trochę problem. Rozwiązanie zagadki kompletnie mnie nie satysfakcjonowało. Jak dla mnie było kompletnie nierzeczywiste! Ja bym to zakończyła prościej 😅 W pewnej chwili już kompletnie nie wiedziałam co jest prawdą. Wiem, że to było celowe działanie autora, ale mnie nie porwało. To było na maksa pokręcone! Również za dużo trochę tutaj było analizy, przemyśleń głównego bohatera, wracania się do przeszłości. Nie potrafiłam utrzymać na fabule ciągłej uwagi. I jeszcze zachowanie Małgosi, córki Feliksa mnie wkurzyło. Bo chyba nikt nie ma takiego wielkiego serca by tyle wybaczyć. No mnie się wydaje to bardzo mało prawdopodobne. Podsumowując, mnie do mojego czytelniczego gustu książka nie przypadła. Ale wierzę, że może się jak najbardziej podobać. Każdy chyba musi się przekonać sam czy kolejna książka Damiana Jackowiaka jest must have na waszej półce.
Od jakiegoś czasu chciałam przeczytać tę książkę i nawet ją kupiłam, ale jakoś nie mogłam się zabrać. Koniec końców odpaliłam audiobooka.
Zaczęło się zwyczajnie. Po 25 latach spokoju powraca morderca. Zabawkarz. Chyba każdy gdzieś już to czytał, prawda? Słuchałam więc bez większego zainteresowania. Akcja jednak zaczęła się rozkręcać, a ja zaczęłam wsiąkać w historię z pluszowym misiem w tle. A potem to już poleciało. Co tam się działo! No Panie autor, zaskoczył mnie Pan nieziemsko! Przyznam, że takie rozwiązanie zagadki to nie jest nowość dla mnie, ale tak dobrze napisane i tak dobrze zawiązana intryga z takim właśnie zakończeniem to już coś zupełnie dla mnie nowego. Brawo! Jedyne czego żałuję, to że tak długo pozwoliłam tej książce czekać na przeczytanie.
To był kawał świetnego kryminału i ja gorąco polecam!
Ps. Lektora jednak nie polecam. Pierwszy raz się spotykam, żeby ktoś miał problemy z końcówkami „-ą” i „-om” mając tekst przed nosem.
Nie jestem pewna co powiedzieć o zakończeniu, bo było lekko mówiąc popieprzone na maksa. Mam też wrażenie, że forma audiobooka sprawiła iż masa opisów i retrospekcji nie była tak męcząca jak mogłaby być na papierze. Na pewno było to interesujące doświadczenie...
Historia do pewnego momentu, naprawdę bardzo angażująca. Jednak z rozwiązaniem, autor popłynął i to zdecydowanie za mocno. Było to intrygujące, jednak od pewnego momentu przestałam wierzyć w tę opowieść. Niemniej, calkiem przyjemna rozrywka.
Książka nie jest zła, ale po co tak szczegółowo wszystko opisywać? Masakra. Fabuła i akcja przez to wypadają gorzej. Ogrom powtórzeń w fabule, a co do zakończenia to spoko, ale bez fajerwerków.