BATTLE AT THE BANMON The Banmon is a grim barrier between lands, a line that no man can cross alive. Its Tahomaru, a mysterious warrior with the same prosthetics as Hyakkimaru. Both men lost pieces of themselves to demons, and both men stood tall again thanks to the inventions of doctor Jukai. In another world, they might have met in friendship. But with Hyakkimaru’s companion Dororo missing, a fated and bloody conflict looms.
Jakie to było świetne. Jest to definitywnie jedna z lepszych mang jakie czytałem, pod względem fabularnym.
Kreska jaką jest rysowana ta manga to jest coś pięknego. Naprawdę cieszy oko widok tak ślicznych rysunków.
Akcja jest dosyć dynamiczna, ale jest to rzecz, którą bardzo szanuje w mangach. Zamysł na fabułę jest niesamowity i bardzo ale to bardzo dopracowany. To jakich rzeczy się tutaj dowiadujemy w trakcie czytania są totalnie niespodziewane, dosłownie znajdujemy tutaj płot twist za plot twistem.
Bohaterowie są świetni, a w szczególności Hyakkimaru. Może widok jego jako niemowlaka bez połowy swojego ciała nie był czymś czego oczekiwałem, ale jego historia była bardzo poruszającą i ciekawa. O Dororo od samego początku myślałem jak o kobiecie, nie jestem w stanie stwierdzić dlaczego, ale bardzo pasował mi do żeńskiej postaci.
Uwielbiam tematykę nadprzyrodzoną, demony, wampiry i wszystkie stworzenia nocy to jest mój klimat. W tych mangach tematyka Demonów została przedstawiona w świetny sposób. Z każdą kolejną stroną wciągnąłem się coraz bardziej i bardziej. Jest to seria, która pochłonie was na dobre i już nigdy o niej nie zapomnicie. Osobiście definitywnie sięgnie po resztę tomów i definitywnie obejrzę Anime.
Manga jest dość prostą i krótką historią. Może nawet za krótką, bo z chęcią bym rozwinęła niektóre wątki. Wędrujący ronin, który poluje na demony, napotyka na swojej drodze godnego siebie przeciwnika. Co nieco o nim zdradziłam już wyżej. Okazuje się jednak, że świetnie władający mieczem Tahomaru to wysoko postawiona szycha. Posiada on ogromną moc, jednak ma to swój mroczny sekret. Tahomaru musiał wiele samego siebie poświęcić, by stać się tym, kim jest dziś. Hyakkimaru nie podejrzewa jednak, że są oni bardziej podobni do siebie niż to na pierwszy rzut oka widać.