Dziennikarz Damian Wolczuk ma ogromnego pecha. Jego życie prywatne wali się w gruzy, później traci pracę i przegrywa proces o zniesławienie. W poszukiwaniu drugiej szansy rusza więc do Krakowa, gdzie planuje zacząć nowe życie. Nie jest mu jednak dane tam dotrzeć.
W środku nocy na rozkopanym odcinku drogi dochodzi do kraksy. Auto Wolczuka zostaje skasowane, sprawca zamieszania ucieka, a on sam udaje się do pobliskich Chęcin, gdzie czeka go nocleg w miejscowym ośrodku leczenia uzależnień.
Z czasem Damian Wolczuk dowiaduje się, że w miasteczku grasuje morderca, a do tego miejscowi przekazują sobie szeptem legendy o czającym się w okolicy złu. Giną kolejni ludzie i Wolczuk decyduje się przeprowadzić własne śledztwo, pod nosem policji i ekscentrycznego prokuratora, Arkadiusza Painera.
Wieść niesie, że w tym niepozornym miasteczku każdy ma swoje tajemnice.
Born in Kielce in Poland. A lover of historical, fantasy and criminal literature. An avid motorcyclist. For several years he co-wrote a motorcycle magazine and wrote a series of motorcycle stories published in the anthology "Motorcycle Gawędy". In 2016, he debuted with the fantasy trilogy Land of Dead Earth. In 2020 he released his first detective story "Odmęt".
Urodził się w Kielcach, z zawodu jest grafikiem komputerowym. Gdy nie miał jeszcze obowiązków, a miał czas, machał mieczem i strzelał z dział czarnoprochowych. Hartował ciało i ducha w organizacji strzeleckiej, brał udział w zawodach sprawnościowych i ćwiczył karate. Próbował też jeździć konno. Zwiedzał Polskę autostopem i na motocyklu. Miłośnik książek historycznych, fantastycznych i kryminałów. Jest laureatem wojewódzkiego konkursu Talenty 2000. W 2016 roku debiutował cyklem fantasy "Kraina Martwej Ziemi". W 2020 wydał pierwszy kryminał "Odmęt". Krótsze formy publikował na łamach Nowej Fantastyki, w antologii Gawędy motocyklowe i w prasie motocyklowej (m.in. w kwartalniku „Swoimi Drogami”) Wraz z żoną mieszka w pobliżu chęcińskiego zamku.
W książce Jacka Łukawskiego "Odmęt" mamy do czynienia z nie tyle debiutem literackim per se , a debiutem „kryminalnym” człowieka, który książki zwykł był już pisać. Nie znam dotychczasowego dorobku literackiego Pana Jacka. Podobno całkiem niezłą fantastykę popełniał, która zbierała wysokie oceny na portalach czytelniczych. Umiejętności już więc jakieś w pisaniu zapewne są, coś tam już Pan Autor widział, książki wydawał. Jak wyszło z kryminałem?
Redakcja. Dostajemy do rączki 500 stronnicową cegiełkę od wydawnictwa Czwarta Strona, specjalizującego się w wydawaniu tego typu literatury, co dla mnie jest już dodatkową rekomendacją. Aczkolwiek 500 stron to na kryminał szczerze za dużo, nawet jeśli jest dobrze napisany i super się czyta. Maksymalnie 400-450 stron i zamknięcie. 500 stron i więcej (rodzime autorki mają tendencje do nawet 800 stronnicowych inkunabułów!) to już troszkę za dużo, więc tutaj się przyczepię – trochę Pana Autora poniosło, za dużo i za wiele chciał powiedzieć czy napisać. Rozdziałów jako takich nie ma, są dni tygodnia, które wobec takiego natłoku scen numerowanych osobno jest trochę niepotrzebne, bo nic nie daje czytelnikowi – akcja dzieje się idealnie dopasowanym do danego momentu tempem, ten podział na dni tygodnia trochę mi przeszkadzał, pozornie pomagając w umiejscowieniu zdarzeń w linii czasu (dla intrygi kryminalnej dni mają znaczenie, dla redakcji i czytania już średnio). Każda scena jest tytułowana osobną liczbą, coś jak podrozdział – takie rozwiązanie już wielokrotnie wychwalałem w thrillerach Chrisa Cartera, ułatwia czytanie, nawigację, poruszanie się po książce (ciekawej w dodatku!), można przerwać w każdym momencie i iść zamieszać zupę czy ziemniory.
Fabuła. Pomysł świetny, żeby nie powiedzieć wybitny. Tylko czy aby nie mieliśmy już sprytnego i całkiem zdatnego do pełnienia swojego jakże zaszczytnego zawodu prokuratora w małym mieście ze sprawą z motywami religijnymi? Zalatuje mi tu lekko „Ziarnem Prawdy” Zygmunta Miłoszewskiego. I choć to tylko luźne skojarzenie (oczywiście nie zarzucam plagiatu), inspiracja tym dziełem może się trochę jawić, ot kombo małe miasto + religia + prokurator dobry = Szacki case. Innymi słowy czuć inspirację, ale przecież wielu prokuratorów małych miast czeka na opisanie swoich historii. Nie jest to zjawisko negatywne, ale myślę że warte zaznaczenia. O czym chciałem napisać później to wydawnictwo opisuje książkę jako 1 tom cyklu „Krąg Painera”, więc jest promowane jako cykl o prokurze… Marzy się Czwartej stronie sukces Miłoszewskiego/Szackiego?
Czytamy, głównym bohaterem od pierwszych kart powieści jest Daniel Wolczuk, dziennikarz, człowiek, którego nie opuszcza zła życiowa passa. Zdradza go partnerka (modelowo znajduje ją z jej szefem w ich własnym łóżku in flagranti), w pracy też idzie jak… w deszcz. Życie się wali, ale Daniel się nie poddaje. Planuje przeprowadzkę do Krakowa, nowa praca, nowa gazeta. Jedzie w trasę, w okolicach Chęcin ma stłuczkę. Samochód który go „uderzył” ucieka z miejsca wypadku, następnie lokalna Policja odnajduje pod jeziorem, wszyscy pasażerowie zamordowani. Pomoc oferuje tajemnicza Alicja, a nasz bohater ląduje w… klasztorze przy którym prowadzony jest środek dla ludzi ze zbytnią miłością do używek. Dość powiedzieć w tej książce trup ściele się gęsto. Kryminał rasowy, ma wszystko to co powinien mieć dobry kryminał. Intryga jest sklejona naprawdę dobrze, każdy element jest przemyślany, nie ma dziur fabularnych – nie spotkacie sytuacji, w której autor rozpoczął jakiś wątek i go nie skończył. Akcja toczy się dokładnie tak jak tego oczekujemy, tam gdzie wolniej – dostajemy szczegółowe opisy, czynności policyjne, garść prokuratorsko-policyjnej rzeczywistości, tam gdzie jesteśmy „real time action” bez zbędnych wypełniaczy ciśnięta jest akcja. Muszę powiedzieć, że to jeden z lepszych kryminałów jakie ostatnio czytałem pod tym względem. Wielowątkowo – czek! Dobrze sklejeni pasujący do historii bohaterowie – czek! Świetnie skonstruowany świat przedstawiony – czek! Naprawdę dobrze się to czyta.
Bohaterowie. Super! Pan Jacek się przyłożył, dobrze sobie ich powymyślał, głównodowodzący Prokurator – z charakterem, zasadami i talentem do pracy. Policjanci (Damian), kryminalistycy (Dorota! <3), wspomniana wcześniej Alicja, aż po głównego bohatera Daniela Wolczuka – wszyscy są „jacyś”. Każdego Autor dopracował i dołożył mu tło historyczne, przeżycia, bagaż doświadczeń (na szczęście bez przesady). Oraz, co dodawało smaczku – zawiłości romansowo osobowe pomiędzy bohaterami mieszkającymi przecież w małym mieście. Oczywiście do TAK pomyślanej intrygi główny antagonista jest zrobiony po mistrzowsku i to właśnie na nim Autor skupił główny reflektor akcji. Troszkę było miotanie się kto ma być na wierzchu w czytelniczej jaźni, czy ma być to Wolczuk czy Prokurator Painer, stąd pewnie te 500 stron. Autor bardzo chciał, ale mimo wszystko dobrze wyszło i może następne tomy będą bardziej ociosane.
Wydawnicze… Wymuszenie? I tutaj mam lekko zgrzyt właśnie z wydawnictwem, a historią itself. Otóż książka prawie w całości obraca się wokół głównego bohatera Daniela Wolczuka, a nie Prokuratora Painera, który wychodzi „na wierzch” dopiero w okolicach połowy książki jako samoistny, samodzielny bohater z jakimś tam charakterem i własnymi przemyśleniami czy historią. Wcześniej osią powieści jest właśnie Damian Wolczuk – dziennikarz, i masz czytelniku wrażenie, że to będzie kryminał z cyklu „Dziennikarskie śledztwo” bo przecież sam Wolczuk chce takie przeprowadzić w Chęcinach, aby mieć dobry temat dziennikarski do nowej pracy. Wydawnictwo jednak robi z tego „cykl Painera tom 1” i już troszkę skołowany czytasz dalej. Kto tu jest głównym bohaterem? Mam nieodparte wrażenie, że miała to być powieść jednotomowa, a Czwarta Strona na siłę klei z tego cykl. Jeśli będzie dobry to czemu nie, ale jakoś mi to tak… Niespecjalnie.
Resume In plus: +świetna intryga kryminalna +dobrze opracowani, pasujący do powieści i umiejscowienia bohaterowie +zwroty akcji +świat przedstawiony +relacje i zaszłości między bohaterami +rekomendacja Wojciecha Chmielarza na okładce
In minus: -na siłę forsowanie cyklu prokuratorskiego, podczas gdy prokurator nie jest głównym bohaterem -niepotrzebne i nic nie wnoszące do książki wstawki polityczne odzwierciedlającego prawdziwe partie polityczne -za długi o jakieś 80 stron -język za mało wyrazisty, autor mógłby pisać odważniej, bardziej dosadnie -na okładce jest rekomendacja Jakuba Ćwieka, jak to jest pisarz fantasy, który nie umie pisać kryminałów. Ciśnienie wydawnictwa pieczenia na jednym ogniu :)
Książka do polecenia, na kilka wieczorów niespiesznego, ale wciągającego czytania. Nie rozwlekać na zbyt wiele dni bo zapomnicie co było czytane, niestety maniera autora wymaga zmuszenia się, ale wynagradza fabułą i zakończeniem.
Bardzo. Dobrym. Zakończeniem.
07.07.2020 r. Książkę otrzymałem/otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl
Rozpoczynałem pisanie tej opinii kilka razy. I to najlepiej oddaje mój stan emocjonalny po lekturze Odmętu. Czytanie tej książki mógłbym porównać do jazdy kolejką w parku rozrywki. Na początku spokojnie i bez większych emocji, ale z zapowiedzią czegoś mocnego. Potem, gdy akcja się rozpędza i mamy już nakreślonych bohaterów powieści, jest coraz lepiej. I tak fabuła rozkręca się aż do finału, który mnie niestety zawiódł. Teoretycznie i logicznie wszystko się zgadza. Jednak miałem wrażenie, że jest to finał stworzony głównie po to by zaszokować. Czytałem opinie, że sposób poprowadzenia zakończenia jest dosyć ograny w kryminale. Ja z tego typu rozwiązaniem nie spotkałem się wcześniej w czytanych przeze mnie książkach, za to w filmach dość często. Do końca miałem nadzieję, że mimo wszystko autor pójdzie inną drogą. Niestety się zawiodłem i tak moja ocena całości spadła o gwiazdkę w dół. Co absolutnie nie zmienia dwóch rzeczy. Po pierwsze to tylko moje zdanie i moje odczucie. Po drugie Odmęt to bardzo dobra powieść ogółem. Nie tylko jako kryminał.
Przeszkadza mi, gdy kryminał jest w większości przegadany. Jest mnóstwo dialogów i praktycznie żadnego nakreślonego tła wydarzeń. Dla mnie to trochę droga na skróty. Czyta się owszem szybko i dobrze, jednak po lekturze nie zostaje w głowie prawie nic. W Odmęcie autor wspaniale kreśli nam miejsce akcji. Mam wrażenie jakbym odbył wirtualny spacer po Chęcinach. Dodatkowo autor umiejętnie wplata wątki historyczne i dodaje elementy grozy. Momentami czułem, że czytam nie kryminał a powieść grozy. Wspaniałe doświadczenie i duży plus. Ponadto bohaterowie są „jacyś”. Nie są to chodzące szablony. Autor stara się by w jakikolwiek sposób zapadali czytelnikowi w pamięć.
Sama zagadka kryminalna jest ciekawa. Właśnie przez wspomniane przeze mnie elementy grozy i nadnaturalności. W pewnym momencie zastanawiałem się jak autor przejdzie ze sfery horroru i logicznie uzasadni niektóre wydarzenia. Wszystko to udało się w stu procentach i otrzymujemy rozwiązanie, które ma ręce i nogi. Za to napięcie podczas lektury trzyma aż do końca.
Oprócz finału, którego rozwiązanie mnie zawiodło, nie znajduję w Odmęcie większych wad. Minusem może być nierówne tempo akcji. Czasami można odnieść wrażenie, że tam, gdzie przydałoby się więcej akcji, mamy niepotrzebne dłużyzny. Na przykład prywatne wspomnienia bohaterów lub encyklopedyczne wyjaśnienia niektórych elementów historii. Mi to jednak niespecjalnie przeszkadzało, bo chciałem się dowiedzieć ostatecznie kto jest sprawcą i jak cała historia się zakończy.
Odmęt to kolejna już powieść autora, za to pierwsza w nowym gatunku. Autor ma za sobą trylogię fantasy i to widać chociażby w sposobie tworzenia tła powieści. Odmęt to naprawdę dobrze napisana powieść. Myślę, że gdy autor na dobre zadomowi się w nowym gatunku to kontynuacja Odmętu będzie jeszcze lepsza. Ja na pewno po nią sięgnę, bo była to dobra lektura. A uczucie zawodu spowodowane finałem jasno wskazuje, że książka nie była nijaka i autentycznie przejąłem się całą sprawą. Według mnie to najlepsza ocena. Polecam!
Polscy twórcy kryminałów nie przestają mnie zaskakiwać, a kolejne pojawiające się wyjątkowe nazwiska w tym gatunku, tylko utwierdzają w przekonaniu, że co jak co, ale Polska kryminałem stoi.
Wielbiciele kryminałów dobrze znają ten nieco ograny już motyw: małe miasteczko, a w owym miasteczku niewielka społeczność, w której każdy skrywa swoje brudy blisko, bliziutko. A jednak Jacek Łukawski bardzo sprawnie gra na tych klasycznych wątkach, wykorzystuje popularne klisze, ale robi to na własnych zasadach i w taki sposób, że czytelnik nawet nie zauważa, kiedy zostaje wyprowadzony na manowce. To niełatwa sztuka, by w kryminalnej opowieści jeszcze czymś czytelnika obeznanego z gatunkiem zaskoczyć, a jednak „Odmęt” serwuje sporo niespodziewanych momentów, łącznie z finałem, który stanowi prawdziwą wisienkę na torcie. Satysfakcja z lektury gwarantowana!
„Odmęt” to bezwzględna, nastrojowa opowieść, nad którą unosi się mroczna mgła, mgła, której nie zrozumiemy w pełni, o ile nie dotrwały do samego końca. Idealny kryminał na lato? Zdecydowanie!
Miejsce akcki to Chęciny i to chyba spodobało mi się najbardziej. Jest kilka niezłych cytatów o naturze ludzkiej, trochę heheszków, intryga na kilku poziomach - jeszcze jakby tak bardziej wiarygodni ci bohaterowie byli😊
Taka połóweczka. Było ok, ale bez efektu wow. Dłużyło się. Dużo dygresji, często niestety męczących, niepotrzebnych, które mnie drażniły. Mniej więcej w połowie wiedziałam co/kto/dlaczego. Nie wiem czy chcę mi się sięgać o drugi tom, jeśli w nim jest podobnie 😄
Kochani 🥰 dzisiaj przychodzę do was z recenzją książki @lukawskijacek #Odmęt . 💚 Za egzemplarz pięknie dziękuję @czwartastrona @czwartastronakryminalu 🥰😘💚
Autor Jacek Łukawski urodził się w Kielcach w 1980 r. Z zawodu jest grafikiem komputerowym. Książka "Odmęt" jest jego debiutem kryminalnym.
Książkę czytałam z zapartym tchem i jak pamiętacie nie mogłam się doczekać, kiedy dowiem się kim jest tajemniczy morderca... Ja już to wiem i powiem wam szczerze, że mnie to zaskoczyło. Nie spodziewałam się.... nie podejrzewałam tej osoby...
Tajemnicze miasteczko - Chęciny. Dziennikarz Damian Wolczuk przez przypadek trafia do niego. Miał wypadek samochodowy... W tej mieścinie giną ludzie... kim jest morderca? Damian Wolczuk próbuje rozwiązać tą zagadkę. Poznajemy miejscową legendę... o opentanym przez diabła mnichu/zakonniku, który mordował z zimną krwią... Czy opętany mnich powrócił z zaświatów i znowu morduje? Czy to może jego naśladowca lub inna opętana osoba. Tego próbujemy się dowiedzieć razem z Damianem... Czy mu się udało wytropić zabójcę...musicie przeczytać sami. Ginie dużo ludzi...
Bardzo wciągający thrillero/kryminał. Nie chcesz przestać czytać. Czekam teraz na tom 2. Super opisana jest legenda o opętanym mnichu. Idealnie to wyszło... Zakończenie jest bombowe. Do teraz jestem w szoku. Gratuluję debiutu. 😘Kochani musicie poznać Damiana i jego tropienie mordercy... Dla mnie 10/10 💚 nie może być inaczej. Uwielbiam, gdy książka wciąga mnie od początku, uwielbiam barwne postacie - jest tu kilka takich, uwielbiam tajemnicze legendy. Kocham, gdy zakończenie zaskakuje. I to budowanie napięcia - rewelacja💚💚💚 Powieść ma wszystko to co dobry kryminał powinien mieć. 🥰 Dlatego z czystym sumieniem wam polecam "Odmęt" .
Jacek Łukawski znany miłośnikom fantastyki przede wszystkim z cyklu „Kraina martwej ziemi” spróbował swoich sił w kryminale. I bardzo dobrze, że spróbował, bo efekt końcowy mnie oszołomił. Mało tego, skłonił do rozmyślań nad głębią pokręconej ludzkiej natury.
Główny bohater, Damian Wolczuk zaliczył czarny czwartek. Przegrał w sądzie, stracił etat i przyłapał narzeczoną na zdradzie. Ucieka z Warszawy i ze swojego roztrzaskanego życia. Rozbicie samochodu w drodze do Krakowa jest już tylko uwieńczeniem tej czarnej serii.
Trafia do niewielkiej miejscowości Chęciny, gdzie zostaje tymczasowo uziemiony. Tkwi tu w zawieszeniu pomiędzy przeszłością, a przyszłością, niczym element nie pasujący do układanki. Czy to pech, czy zarządzenie losu? Dziennikarz czuje, że tu może kryć się temat, którego desperacko potrzebuje. Bo cóż może bardziej nakręcać ludzką ciekawość niż morderstwa, dawne niepotwierdzone legendy o opętanym mnichu i dziwne wydarzenia, o które można posądzać wpływ złego? Artykuł jak się patrzy.
W pewnym momencie z obserwatora staje się uczestnikiem tych tragicznych wydarzeń. Powinien wycofać się, czy brnąć dalej wiele ryzykując?
Autor daje nam wiele nitek, za które możemy pociągać, wiele tropów, które okazują się mylne. Tu niemal każdy skrywa mroczną tajemnicę i nie jest tym za kogo się podaje. Teraźniejszość przeplata się z nierozliczoną przeszłością, która powraca niczym deja vu. Głęboko ukryte zło wypełza na powierzchnię, by znów siać spustoszenie.
Brzmi mrocznie, mistycznie? Niewątpliwie poza umiejętnie budowanym napięciem, właśnie klimat powieści jest jej największym atutem. Ale nie dajcie się zwieść, to nie opowieść o duchach, chyba, że mamy na myśli duchy przeszłości. Duchy, które zdawały się pogrzebane, od których uciekamy. Które dopadną nas wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy.
Bardzo ale to bardzo cieszę się, że miałam okazję poznać się z piórem @lukawskijacek. Nie spodziewałam się tak zaskakującej, wciągającej i do samego końca trzymającej w napięciu pozycji. Chociaż przyznać muszę, że wymaga ona ogromnego skupienia. Jest w niej wiele intrygujących postaci, zawirowań akcji i domysłów, które w najbardziej kulminacyjnym momencie możecie wyrzucić do kosza, bo takiego obrotu spraw się na pewno nie będziecie spodziewać. Autor nami manipuluje i robi to w taki sposób, że tą książkę po prostu się pochłania. Biorąc ją do ręki musisz być świadomy/a, że wkraczasz w odmęty psychiki, poznajesz najbardziej ukryte sekrety i tajemnice naszych bohaterów i nie będziesz się przy tym nudzić.