Opinia mojej Lubej:
Z książkami z tematyki około medycznej miałam już styczność kilka razy. Jako, że nie mam nic wspólnego z tą branżą, to każda opowieść o tym, jak to jest być lekarzem, jest dla mnie szalenie ciekawa. Niestety, tym razem coś nie zagrało.
Dr Matt Morgan jest intensywistą, muszę przyznać, że nie spotkałam się wcześniej z tym określeniem, ale w skrócie oznacza to, że pracuje na oddziale intensywnej terapii. Można więc się zatem domyślić, że nie trafiają tam pacjenci ze skaleczonym kolanem. Dr Morgan opisuje najciekawsze lub najtrudniejsze w zdiagnozowaniu przypadki, z jakimi się zetknął.
Książka podzielona jest na rozdziały poświęcone poszczególnym narządom, a do każdego z nich autor dobrał konkretny przypadek pacjenta. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że poza ciekawymi osobami autor opisuje BARDZO dokładnie działanie narządów, układów, jak one funkcjonują, co może nie zadziałać i dlaczego. Tak, robi to w przystępny sposób, dzięki czemu każdy laik zrozumie, w jaki sposób działają poszczególne rzeczy. Widziałabym to jednak w podręczniku do biologii. Dodatkowo w tej krótkiej książce znajdziemy również historię medycyny, kilka znaczących dla medycyny osób, jak konkretnie działa brytyjska służba zdrowia, ciekawostki administracyjne i absurdy systemu kształcenia przyszłych lekarzy. Tego wszystkiego było po prostu za dużo i odciągało uwagę od głównego tematu, nie mówiąc o tym, że bywało nużące.
Jeżeli jest to pierwsza pozycja medyczna, z którą macie styczność, prawie na pewno przypadnie wam do gustu. Matt Morgan opowiada w bardzo lekki przystępny sposób, jakby prowadził was za rękę. Mimo specyfiki swojej pracy zachował poczucie humoru, pokorę i ogromne pokłady empatii i za to ogromny plus. Ilość ciekawostek i rozpraszaczy moim zdaniem zbędna, bardzo rzutuje na ocenę. Nie jest to zła książka, ale nie tego się spodziewałam.