ZAJEBISTA PSYCHODELKA!!!
bardzo mi sie podobała ta powieść metafizyczna, jest jedyna w swoim rodzaju. Czytając ją miałem wrażenie jakbym podróżował po różnych dziwnych wymiarach, jednak w powieści nie da się znaleźć żadnego elementu nadprzyrodzonego. Witkacy zawsze był dla mnie postacią niejednoznaczną i tajemniczą, ale ,,Pożegnanie jesieni’’ umożliwiło mi lepsze poznanie jego osoby, jednak ze względu na swój charakter dzieje się to jedynie w sposób intuicyjny. Czytałem już kilka książek, w której przyjemnie odbierało mi się portrety psychologiczne danych postaci, jednak to jak robił to Witkacy, zdecydowanie znajduje się w zupełnie innej kategorii, bardzo fascynuje mnie niejednoznaczność i dziwna, specyficzna głębia każdej postaci, która pojawiła się w powieści.
Tak jak wspominałem powyżej, Witkacy jest postacią wielce nieokreśloną i popularny jest pogląd(a właściwie przypięta łatka) jakoby był on najgorszego rodzaju narkomanem. Zdecydowanie nie wzięło się to znikąd, ale po przeczytaniu ,,Pożegnania jesieni”, szczególnie przy połączeniu dzieła z rozdziałem ,,Kokaina’’ z ,,Narkotyków’’ człowiek zwyczajnie musi mieć inne zdanie. W tym miejscu nastąpił pewien nie do pomyślenia przeze mnie ponad rok temu paradoks - Stanisław Witkiewicz bardzo zniechęcił mnie do wszelkiego rodzaju używek. I to podejście które przedstawił wprost w ,,Narkotykach’’, a barwnie i literacko opisał w ,,Pożegnaniu Jesieni’’ jest tym, co bardzo w nim lubie. Nie ma tam narracji skrajnie popierającej kokaine, ani też skrajnie potępiającej i demonizującej ,,coco’’, wszystko jest opisane w sposób bardzo szeroki i rozbudowany oraz kompletnie nie zero-jedynkowy, jednak po długim (często na samym sobie) badaniu kontrowersyjnego tematu Witkacy finalnie dochodzi do konkluzji, że kokainy nie warto próbować, lub warto ją opuścić, jeśli się spróbowało, jednak nie odmawia jej np. umożliwiania pokonywania pewnych trudności w danych rzemiosłach, które na trzeźwo nie byłyby możliwe.
,, Zażyć na próbę może człowiek wyjątkowo odporny na nałogi (…) i to człowiek, któremu to coś może dać w innych wymiarach, artystycznych np’’
Bardzo ciekawy cytat z ,,Narkotyków’’, który idealnie komponuje się ze sceną pierwszej orgii kokainowej Atanazego. Tym, który według Witkacego mógł zażyć coco był oczywiście Sajetan Tempe, czego rzecz jasna nie można powiedzieć o Bazakbalu.
Właściwie to przez większość powieści można odnieść wrażenie jakoby Atanazy był port parole Witkacego, min. przez historię śmierci Zosi, która znajduje swoje odzwierciedlenie w biografii Witkiewicza, jednak uważam, że nie jest tak w pełni. Bazakbal napewno miał pewne cechy autora, jednak nie był jego dokładnym odzwierciedleniem(moim zdaniem), a cała historia bohatera napewno dała mi dużo do myślenia. Samo to jak jest przedstawiona musi to powodować. Jego przemyślenia są zwyczajnie okropne, mnóstwo trudnych pojęć z filozofii akademickiej, które ciężko jakkolwiek przenieść na świat realny często mnie męczyły. W ogóle uważam, że jego problemem było to, iż myślał za dużo, przez co nie mógł naprawde ŻYĆ. Szczególnie rozbawiła mnie scena, kiedy walczył z niedźwiedzicą i w wirze walki zaczął myśleć o Bergsonie i o tym, czy w ramach jego systemu może poprzez takie doświadczenie posiąść wiedzę. Przedstawienie tych wszystkich przemyśleń przez lekko stronniczego i bardzo uszczypliwego oraz ironicznego autora było wspaniałe i silnie skłaniało mnie do refleksji. Naprawdę mi się to podobało. Głowne przemyślenie jakie wyciągnąłem z powieści to to, że nie jesteśmy tacy mądrzy jak nam się wydaje. Z pewnością na tle tak skomplikowanej książki brzmi to jak banał, ale nie przeszkadza mi to. Atanazy był postrzegany jako bardzo inteligenty mężczyzna, jednak w moim odczuciu brało się to z tego, iż znał trudne i abstrakcyjne pojęcia filozoficzne, a nie z tego, że dokonywał mądrych decyzji i skutecznie dążył do osiągania szczęścia. W ogóle bardzo zabawnym jest jak na początku można pomyśleć, że Atanazy to naprawdę głęboki myśliciel, jednak na końcu powieści wydaje się być zwyczajnym kretynem. W swoich myślach często czuł się lepszym niż Sajetan Tempe, jednak każdy kto dotarł do końca dzieła wie kto ,,wygral’’.
Zawsze dobrze działały na mnie ,,antyporadniki’’, a tak barwne opisanie psychiki Atanazego zdecyowanie nim dla mnie było. Jeszcze bardziej przemawia do mnie teraz wszystko co przeczytałem w ,,Sztuce kochania’’ i mieć czy być. Ciekawe co by było gdyby Taziu miał z tymi dziełami styczność…. Mam nadzieję, że nie rozpoatrywałby ich pod kątem systemu Heideggera czy innego filozofa uprawiającego filozofię dla samej filozofii.
Ciężko jest słowami opisać to dzieło lepiej niż zrobił to Witkacy. Moim jedynym problemem i powodem dla którego daje tej wspaniałej książce 4 gwiazdki to to, że w pewnych momentach zwyczajnie się dłużyła i męczyła( być może taka była intencja autora, żeby jak jak najbardziej przelać na papier okropny umysł Atanazego), jednak pomimo tego uważam, iż jest to dzieło wybitne i serdecznie polecam każdemu!! Pomimo tego uważam, że jest to książka okropna i obrzydliwa, ale jest to wina przedstawionego świata i psychiki bohaterów. Bardzo doceniam tą książkę, ponieważ pozwala czytelnikowi wchłonąć się w świat przedstawiony i czuć realną odrazę do niego, co było dla mnie wspianiałym doświadczeniem.
Szacun dla Łohoyskiego, który podawał kokainę swojemu kotu