Nie da się uciec od nierozwiązanych problemów z przeszłości. Rany same się nie zabliźniają, mogą tylko przyschnąć. Wystarczy drzazga, żeby znowu zaczęły krwawić.
Śmierć objęła rządy w mieście. Wśród młodzieży mnożą się samobójstwa, wrocławska policja znajduje zwłoki zamordowanych młodych kobiet, płatny zabójca rozwiązuje problemy w światku handlarzy narkotyków. Kiedy spotyka się twarzą w twarz z komisarzem Marcinem Zakrzewskim, rzuca mu wyzwanie. Rozpoczyna się bezwzględna rywalizacja. Żeby złapać mordercę, Zakrzewski musi zmierzyć się z najmroczniejszą stroną swojej natury. Musi dokonać niemożliwego – zatańczyć ze śmiercią i przeżyć.
Po ciekawej, chociaż ciut zbyt szalonej "Iluzji" - "Totentantz" to sztos jakich mało! Historia trzech potworów i Zakrzewskiego, który po raz ostatni stawia czoła przeszłości. I chociaż spodziewałam się tej najważniejszej odsłony, to aż mnie ciary na koniec przeszły.
Trylogia Mieczysława Gorzki to wg mnie jedna z lepszych polskich serii kryminalnych. W trzecim tomie komisarz Marcin Zakrzewski po raz kolejny musi zmierzyć się z cieniami przeszłości. Podejrzane samobójstwa, zaginione młode dziewczyny, zwyrodnialcy z piekła rodem, tajemnice sprzed lat.... Zaczyna się Totentanz- taniec ze śmiercią. Mnie trylogię "Cienie przeszłości" czytało się rewelacyjnie. Polecam.
W trzecim tomie o komisarzu Zakrzewskim, fabuła jest znacznie bardziej złożona niż w dwóch wcześniejszych częściach. Momentami wymagała ode mnie naprawdę mocnego skupienia, aby nie zagubić się w tym mrowiu pogmatwanych wątków, na pierwszy rzut oka nie mających ze soba kompletnie nic wspólnego. Widać też, że autor z każdym kolejnym tomem wyrabia swoje pióro i wychodzi mu to nad wyraz perfekcyjnie - książka mocno wciąga. Domyślałam się też kim jest Satyr i tutaj byłam średnio zaskoczona ale major Sochaczewski.... w tym miejscu to mnie autor dosłownie z kapci wysadził- aż buzię z zaskoczenia otworzyłam. No a Zakrzewski, to już prawie jak Rambo - nadal jest niezniszczalny ale i tak go lubię.
Japierdole co to był za rollercoaster emocjonalny XD Szczerze mi się smutno zrobiło kiedy Satyr dwukrotnie "umarł". Od początku było to raczej oczywiste, że to był Rysiek, ale nadal miałam ciarki jak to potwierdzili.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Totentanz, czyli finał trylogii „Cienie przeszłości”, po „Martwym sadzie” liczyłem na fajną historię, a rozjechało się to wszystko stopniowo, jak tort szwarcwaldzki w słoneczny dzień.
Tym razem, autor uraczył mnie opisami całej topografii Wrocławia, przystanek, budka, park to wszystko tam jest, jakbym wszedł na google street viev w wersji analogowej. Nigdy nie będę wysoko oceniał książki, w której opis nie wynika z fabuły, a jest sztucznym nabijaniem znaków. Ja rozumiem, że wydawnictwo ma swoje wymagania, ale to ma być powieść, a nie przewodnik.
Główne zarzuty to, po pierwsze płatny morderca nie zabija, bo UWAGA… ma szacunek do potencjalnej ofiary, no ludzie kochani. Takiego absurdu to by nawet Monty Python nie wymyślił, a on potrafi wymyślić powalony szajs (ale śmieszny). Po działaniach mordercy śmiem twierdzić, że spacyfikowałby on w pojedynkę armię NATO.
Po drugie ta książka jest przewidywalna do tego stopnia, że nawet zasuszony plankton skuma, co się święci i dlaczego (przy 20% książki już wiedziałem, jaki będzie finał, a klnę się na moje dość dobrze zachowane nerki, że nie jestem zbyt kumaty). Książce też nie pomogła mnogość wątków, podobnie jak w „Iluzji” było tego za dużo, zapewne miało to wzbudzać ciekawość, a w moim przypadku efekt był zupełnie odwrotny. To jest bardzo rozsądne, gdy autor ma pomysły, ale nie trzeba ich ładować do jednej książki.
Główny bohater dalej kombinuje z fajkami jak sęp spod biedronki, a do tego razi mnie brak jego ewolucji pomimo jego przejść. Ja wiem, że faceci się rozwijają do max 6 roku życia, a potem tylko rosną jednak miejmy RiGCZ.
Jestem rozczarowany, po „Martwym sadzie” liczyłem na ambitną serię, a finalnie dostałem taki literacki fast food. Niby to jest ok, ale przeczytasz i głowa zapchana tylko głupotami. Chcecie to czytajcie, nie chcecie to nie, to jest Wasz czas moi mili…
Jakie to było dobre! Tak wielowątkowa historia, przeplatająca losy różnych postaci, osób, zdarzeń. Które w odpowiednim momencie się przeplatają i pokazują spójną całość. Są oczywiście nawiązania do przeszłości, jest ciągle Paulina Czerny, idealna niedoszla partnerka. Jest dużo trupów! A do tego znowu musiałam sprawdzać czy drzwi mam zamknięte do mieszkania. Mamy skomplikowane sytuacje, i ciekawe rozwiązania! Jak ten świat się zazebia! Do tego pojawiają się nawiązania do poprzednich tomów. Czytelnik czuję się dopieszczony! Zdecydowanie bije na główne poprzednika. A wielowymiarowość, no jest tak spajającą się. Wprowadzane postacie, nawet jak zapomni się nazwiska są wytłumaczalne w taki sposób, że od razu wiadomo kto to jest. Wprowadzane postacie nie są bezsensowne tylko mieszają w głowie, ale mają znaczenie. Pojawiają się tak że człowiek nie wie czego ma się spodziewać, a potem sam ma jakieś przypuszczenia. Znalazłam jeden fragment gdzie jest dla mnie pewien blad logiczny, a mianowicie facet słucha audiobooka, po czym z szafki wyciąga telefon, jak odtwarzał tego audiobooka? Na jakim urządzeniu w 2015 roku gdy dzieje się akcja? Nie wiem, ale nie ma to większego znaczenia. Mógłby wgl nie słuchać audio i nie zmieniłoby to historii. Autor sprostał moim oczekiwaniom i spełnił moje skryte motywy.
Gorzka to po prostu wirtuoz. Potrafi stworzyć świat, który na długie godziny przykuwa do siebie. Ostatnia część domyka całą trylogię, ale nim to robi prowadzi nas przez meandry naprawdę świetnego kryminału, momentami mrożącego krew w żyłach. Trup ściele się gęsto, a my wraz z niepokornym Komisarzem próbujemy złapać kilka wron za ogon. Wszystkie wątki są od siebie niezależne, by w miarę postępowania fabuły zaczynać się stopniowo spłatać. Kawał dobrego kryminału! Polecam całą trylogię (część pierwsza - „Martwy sad”
Co za absurd, trupy padają w takich ilościach, jakby to był horror klasy B. Główny zły jest oczywiście niezniszczalny i nieuchwytny, antyterroryści, CBŚ, ABW i wojsko razem wzięci (sic!) nie są w stanie go złapać i spacyfikować. No ale nasz dzielny komisarz to wiadomo, inna sprawa. Przy tym wszystkim jest to niesamowicie wciągające.
ja pizgam, CO TO JEST ZA SZTOS!! pierwsza i druga mi się podobały, ale ta trzecia część to jest jakiś kosmos, przysięgam. no ja mam szczerą nadzieję, że to nie jest ostatnia część tej serii, bo nie wytrzymie XD
3,75 - troszkę mi brakuje do 4 pełnych punktów, bo gdzieś pod koniec "gubi" mi się głowy bohater i jego wewnętrzny świat przeżyć. Mimo to książka utrzymuje poziom serii. Bardzo dobre, logiczne zakończenie.
Wszystko za co polubiłam Zakrzewskiego w pierwszej części tutaj wyparowało. Stał się facetem bez charyzmy, który oczywiście wszystko musi zrobić sam. Sporo wątków, dużo seksu, masa różnych postaci. Oczywiście ukłony dla mistrza, lektora Filipa Kosiora:)
Póki co chyba najlepszy tom przygód Komisarza. Sporo nam się tu wyjaśnia tych 'Cieni Przeszłości' i to jest bardzo na plus! Tym razem nie czułam upływu czasu jak przy poprzednim tomie , a ten wcale krótszy nie był ~
Widać przeskok u autora. Pierwsza część tego cyklu była okay ale nic nie urywała, druga była super tylko troszkę chaotyczna, ale tu mamy wszystko co najlepsze. Wielowątkowe śledztwa i świetny śledczy. Wciągnęła mnie od pierwszej do ostatniej strony.
Było do przewidzenia, że superglina Marcin Zakrzewski prędzej czy później spotka swoje alter ego po drugiej stronie barykady. I to się stało, ale jakim kosztem! Taniec śmierci zaczął rządzić Wrocławiem i zbiera bogate żniwo.
Niektóre krwawe wątki są ciekawe, inne na tyle mało prawdopodobne, że mogą wywołać uśmiech zażenowania. Ale niewątpliwie lektura nudna nie jest. Mimo że tożsamość przeciwnika nie jest trudna do odgadnięcia, zawirowań i nowych morderczych sytuacji jest tak wiele, że ich nieprzerwany dopływ, trwający do ostatniej strony książki, może miłośnikom mocnych wrażeń sprawiać dużą frajdę. Powód, dlaczego osobiście na członka tego fanklubu jednak się nie piszę, da się streścić jednym słowem: nadmiar.
Owszem, w powieściach sensacyjnych nawet najbardziej rozdęta fabuła mniej mnie razi niż nadmiar słów, na przykład w opisach tła wydarzeń, jaki moim zdaniem charakteryzował poprzednie tomy. W tym sensie uważam, że „Totentanz” jest najlepszą częścią kryminalnego cyklu Mieczysława Gorzki. Jednak kiedy kolejny raz czytam, jak morderca znowu robi w konia stróżów prawa, czy choćby jak Marcin Zakrzewski ponownie idzie lub chciałby iść do łóżka z nieodpowiednią kobietą, która z pewnością odegra jeszcze jakąś rolę w akcji powieści, odnoszę wrażenie, jakbym miała do czynienia z komiksem, zahaczającym lekko o karykaturę. Nie ukrywam, że psychologiczny wykład na temat osobowości mordercy, jego losy i modus operandi jeszcze pogłębiają to wrażenie.
Na koniec wreszcie, trochę na marginesie, nie mogę się powstrzymać od refleksji nad kobiecymi postaciami w powieściach Gorzki. W życiu większości jego bohaterów obojga płci dużą rolę odgrywa seks. Pożądanie często prowadzi do zbrodni, których nie tylko ofiarami, także sprawcami bywają kobiety, choć one zwykle uważają, że popełniają przestępstwa z miłości bądź zazdrości. Dlatego też w przypadku Zakrzewskiego instrumentalne traktowanie seksualnych partnerek jest jakoś zgodne z jego wizerunkiem macho, dla którego na dodatek tropienie zbrodniarzy jest najważniejszym afrodyzjakiem. Ale przypisanie przez autora podobnych instrumentalnych motywacji wobec partnera Paulinie Czerny, nawet jeśli jej zaangażowanie w policyjną robotę jet również mocno absorbujące, jest dla mnie mało przekonujące, a co więcej, pozbawia powieści cieplejszego emocjonalnego wydźwięku. W ogóle wydaje się, że w świecie Mieczysława Gorzki szanse na prawdziwą szczęśliwą miłość mają jedynie związki lesbijskie. Przynajmniej dotychczas, bo z finału „Totentanz” wnoszę, że przygody komisarza Marcina Zakrzewskiego i Pauliny Czerny mogłyby mieć ciąg dalszy, choć niekoniecznie nadal obciążone Cieniami przeszłości.
Wśród młodzieży mnożą się samobójstwa. W tym samym czasie wrocławska policja znajduje zwłoki zamordowanych młodych kobiet. Czy to wszystko jakoś się łączy? Do akcji znów wkracza Komisarz Zakrzewski.
No i stało się. „Cienie przeszłości” zakończone. I to z przytupem. Mieczysław Gorzka ostatnim tomem trylogii łamie wszystkie zasady i osiąga odwrotny efekt niż można by się spodziewać.
Czy da się napisać 608 stron książki tak, żeby czytało się szybko jak nowelę? Czy można pozwolić czytelnikowi na odkrycie prawdy na samym początku, a potem trzymać go w napięciu przez kolejne 500 stron? Czy można stworzyć skomplikowaną fabułę i przedstawić ją w zrozumiały i przejrzysty sposób?
Na wszystkie te pytania autor odpowiada „TAK” i daje temu dowód w Totentanz. To było mistrzostwo! Zarwałam nockę z tą książką i wierzcie mi, warto było. Autor ma wybitną umiejętność do niemówienia w prost, a to sprawia, że czytelnik w jednej chwili domyśla się wszystkiego, by w kolejnej porzucić swoje pomysły, żeby w następnej do nich wrócić. Uwielbiam takie zagrania!
Zakończenie… wbiło mnie w fotel. Więcej ze mnie nie wyciągnięcie. Po prostu przeczytajcie tę serię. To jest tak dobre, że kopara opada. Polecam!
Dużo lepiej poprowadzone wątki niż w 1 i 2 części. Postać Ryśka jest bardzo dobrze rozbudowana i mimo przeczucia cały czas, że to będzie on i tak siedziałam jak na szpilkach jak się wszystko potwierdzało. Zdecydowanie najbardziej wciągająca część ze wszystkich. Mam jedynie lekki niedosyt w dwóch kwestiach; bardzo liczyłam na dłuższa rozmowę miedzy Satyrem, a Zakrzewskim i mimo że wiem że to czesc jego postaci, to jednak miałam nadzieje że cokolwiek więcej się tam emocjonalnie wydarzy i coś jeszcze przebłyśnie z Ryśka. Po 2. mam wrażenie że wątek klubu samobójców został z lekka zapomniany i miał większy potencjał; nie dowiadujemy się w zasadzie nic o relacji miedzy Apaczem, a Śmierciorem mimo że sprawiała ona wrażenie całkiem istotnej dla tego śledztwa. Generalnie odnoszę wrażenie, że autor trochę namieszał z ilością wątków i bardzo mocno zostały rozbudowane na początku, a potem jakby się zorientował że zostało mu mało miejsca i musi się już streszczać z cała historia. Mimo tego 5* bo wciągnęłam cała książkę w 24h:)
This entire review has been hidden because of spoilers.
4.75 Nie mam nic do zarzucenia pod kątem fabularnym - Gorzka to totalny mistrz polskiego kryminału i wielu twórców powinno się od niego uczyć. Fabuła jest fenomenalnie mięsista, konkretna, pełna smaczków i szczegółów, a wszystko to do bólu realistyczne, z dobrym twistem na końcu.
Brakowało mi jedynie TW (przynajmniej w audiobooku) o g*ałcie i s*mookaleczaniu - drastyczne fragmenty, których słuchało się bardzo ciężko… Strasznie dużo alkoholu i fajek, słowo whisky i papieros pojawiają się średnio co 2 strony, czemu w takich książkach dosłownie każdy musi chlać i palić, już bez przesady 😅
Poza tym RANY, ile tu postaci! Dużo, momentami ZA dużo i naprawdę można się pogubić, musiałam nie raz i nie dwa cofać audiobooka i przesłuchiwać dane fragmenty jeszcze raz, żeby zrozumieć, o co chodzi.
Chętnie przesłucham kolejnej części serii, ale muszę zrobić sobie mini przerwę i dać mózgowi odsapnąć.
Ciemna, zawiła i kompletnie nie oczywiste rozwiązanie zagadki kryminalnej. Spodziewałem się tego rozstrzygnięcia i fajnie, że pewien wątek się rozwiązał .... prawie do końca. Fajnie wykorzystana historia z 1 tomu, aczkolwiek mocno wykombinowana. Ale to może właśnie jej zaleta :) Nasz bohater po tylu tomach nas już nie zaskakuje, jest przewidywalny dlatego, że jest .... kompletnie nie przewidywalny i jak prawdziwy rasowy glina - traci kontakt z rzeczywistością podczas śledztwa. Otwierają się nowe wątki, także chyba tomów będzie tyle co odcinków Baltazara Gąbki, ale to akurat mnie cieszy. Polecam zdecydowanie i lecę czytać kolejny tom.
4.25 Historia jest najbrutalniejsza z serii (do tej pory). Dobrze się tego słuchało, jednak dalej uważam, że książkę można było skrócić. Wprowadzenie nowych postaci na plus, jeszcze większym plusem jest postać kobieca, której Zakrzewski nie może zaciągnąć do łóżka. Mimo ciekawej grupy zadaniowej nie ukrywam, że brakowało mi Parola. Oczekiwałam, że jego zadatki na świetnego glinę zostaną jakoś rozwinięte, a on został całkowicie wykluczony. Mam nadzieje, że w kolejnej części dostanę trio, które będzie ze sobą dobrze współpracowało. Chętnie też zagłębie się w historie kryminalną, która nie jest powiązana z komisarzem Zakrzewskim.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Ta książka totalnie wyrzuciła mnie z kapci. Niby spodziewałam się wszystkiego, ale gdzieś w głębi duszy liczyłam, że Gorzka zrobi mnie w konia i zaraz wyskoczy jakaś poboczna postać. Niemniej jestem pod wrażeniem, jak wiele wątków zostało tu upchniętych i doprowadzonych do końca. Momentami fabuła pędziła zbyt szybko, przez co brakowało chwili na oddech, ale nie byłam w tym sama, bo bohaterowie również nie mieli czasu się wyspać.
W tej części najbardziej bawił mnie Zakrzewski, ponieważ stał się jeszcze większą Zosią Samosią, choć jego supermoce wzrosły na tyle, że działał skuteczniej niż ABW, kontrterroryści i wojsko razem wzięci.