Recenzja zawiera spojlery, by ustrzec was przed tą historią.
Nie słyszałam wcześniej o tej autorce. Czy nastawiałam się na coś super? Niekoniecznie. Ostatnio czytane przeze mnie książki z tego wydawnictwa to niewypały, dlatego zaczęłam podchodzić ostrożnie, jeśli chodzi o wydawane przez nich książki.
Jednak ta w jakiś sposób zaciekawiła mnie swoim opisem, dlatego myślałam, że to trzech razy sztuka. Może trzecia książka przeczytana w tym roku od Black Rose odmieni moje zdanie.
Jest to chyba jedna z nielicznych książek, w której główny bohater nienawidzi tej szczególnej profesji. Zazwyczaj dostawaliśmy książki, gdzie był mafioso, płatny zabójca, ogólnie jakiś typ spod ciemnej gwiazdy, ale każdy z nich kochał ten dreszczyk emocji, który towarzyszył zabijaniu. A tutaj główny bohater, odpokutowuje swoje winy poprzez samookaleczenie się. Czy to miało sens? Być może, ale kompletnie tego nie kupowałam.
Już od samego początku miałam ogromnego mindfucka. Co tu się odwalało!
Gość wchodzi do domu porwać dziewczynę. Ta chowa się w szafie z pluszakami i jak gdyby nigdy nic, daje się mu porwać, jeszcze przy tym go prowokując i się uśmiechając.
Zachowuje się przy tym, jak dziecko, tylko z taką różnicą, że dziecko by uciekało i bało się swojego porywacza. A ona od razu do niego lgnęła. Co to w ogóle było.
Już po paru chwilach spędzonych w celi dziwnym trafem go rozgryzła. Odkryła, że tylko kreuje się na samca alfa. Wow szok i niedowierzanie! Szybka jest w dostrzeżeniu prawdziwej ludzkiej natury.
Laska została porwana, a jej największym zmartwieniem jest to, że będzie jej się nudzić i potrzebuje jakichś wrażeń.
W tej książce nic nie trzyma się kupy. Ta historia cała jest jakaś pokręcona. Niby plot twist był, ale nie na to się nastawiałam. Liczyłam na coś o wiele więcej. Książka miała potencjał, ale został on całkowicie zmarnowany.
Jakieś to wszystko było dziwne i dla mnie niezrozumiałe. Mimo że zleceniodawcą porwania okazała się osoba, której raczej nie obstawiałam, to mimo wszystko nie było to dla mnie jakimś wielkim zaskoczeniem, a wręcz było to dla mnie ogromnie dziwne, a pobudki tej osoby niezrozumiałe.
Laska myślała, że gdy facet ją porwie, to później stworzą szczęśliwą i kochającą się rodzinkę. No proszę was, jak można wymyślić coś takiego. Przez to bohaterka wyszła na tępą dziewczynkę, która wierzy w bajki. Takie coś nadaje się tylko na trend na Tik Toka.
Dostała obsesji na punkcie gościa, którego widziała raz na oczy i mówiła, że był jej światełkiem w tunelu. Miała bardzo nie po kolei w głowie. Knuła całą tą intrygę, by tylko być z nim razem.
Jest to chyba pierwsza książka, w której tak bardzo nie polubiłam głównej bohaterki. W sumie o głównym bohaterze też nie mam nic dobrego do powiedzenia. Oboje byli siebie warci i tak źli jak ta historia.
Mimo swojej małej objętości książkę przemęczyłam przez cały bity tydzień. Nie spodziewałam się, że tak długo będę ją czytać. Praktycznie nie odczuwałam radość z czytania, wręcz czasami się zmuszałam do tego, by ją dokończyć.