"Nie ulega wątpliwości, że szanse pojawienia się szarlatanów są znacznie mniejsze w fizyce niż biologii czy medycynie, niw mówiąc o naukach społecznych" (s.56).
Podśmiewałam się z ludzi piszących pod tezę ("O, chyba zjawiła się reinkarnacja Trofima Denisowicza Łynenki"). A teraz, po tym roku pandemii, ci wszyscy czciciele ziembizmu, witaminy C i D, jonizowanej wody czy antyszczepy odrzucające dorobek nauki wywołują we mnie niesmak. Plusem jest to, że żaden szarlataneria nie została usankcjonowana prawnie. To całkiem doba broszurka, ku przestrodze.