Jeśli spadasz wystarczająco długo, zaczynasz się czuć, jakbyś latał.
Lirr straciła wszystko, poza obietnicą zemsty na siedmiu magach Kręgu. Jedynie wątła nadzieja na odzyskanie Raidena powstrzymuje ją przed poddaniem się rozpaczy. Stając do nierównej walki, musi zaufać swojemu kruczemu przeznaczeniu i zawrzeć nieoczekiwane sojusze.
Rozpoczyna się walka, która może zburzyć równowagę świata. Magowie rzucają ostateczne wyzwanie bogom. Sny zmieniają się w koszmary. Zbliża się czas Przebudzenia.
Pochodzi z magicznego świętokrzyskiego, mieszka w zaczarowanym Krakowie, ale w jej żyłach zamiast krwi płynie morska woda. Jedną z jej największych pasji poza pisaniem są podróże, im dalej na północ tym lepiej, zwłaszcza, że jest przekonana, że zjawisko zorzy polarnej jest niezbitym dowodem na istnienie magii.
Pisze fantastykę inspirowaną wiedzą o mitologicznych symbolach i wzajemnym przenikaniu się motywów wspólnych dla różnych kultur. Fascynuje ją zwłaszcza trwałość i tożsamość motywów w różnych kontekstach kulturowych oraz wszystko to co wiąże się z granicami i liminalnością, tym co „pomiędzy”, „obok” i „na rubieżach”.
W 2017 r. debiutowała powieścią fantasy Wyspa Mgieł otwierającą trylogię Krucze serce. Publikowała też w Świcie Ebooków (Oddech słońca) i w Fantazmatach, tom 2. (Iskra z Edry). Stawiając sobie poprzeczkę coraz wyżej, pisze również po angielsku.
Tak wiem dopiero teraz przeczytałam. Ta książka to był mój największy wyrzut sumienia ale w końcu mam.
Oceniając cała trylogie to jest fajna. Romans, zadziorna główna bohaterka i świetny męski bohater, który może złamać serduszko nie jednej czytelniczce. 😉 Maria Zdybska pisze ciekawie i potrafi przykuć uwagę czytelnika. Świetny humor i relacja między głównymi bohaterami. Do tego cięty język Lir a gdy zacznie przeklinać 🙊😂 Naprawdę ciekawa historia.
Co do samego trzeciego tomu muszę przyznać że jestem trochę rozczarowana. Zabrakło mi emocji i magii. Liczyłam przede wszystkim na więcej magii, było tylko ociupinkę. Wszystko się tak nagle urwało… bum i koniec. I gdzie ten Raiden z poprzednich tomów 😭
Długo zastanawiałam się, co napisać po przeczytaniu ostatniego tomu trylogii Krucze Serce. Gdy tak siadłam nad przekartkowaną po raz kolejny książka stwierdziłam, że... Będę tęsknić. Poznałam dzięki tej trylogii świat pełny tego, co uwielbiam - morze, kruki, tajemnice... Poznajemy postacie, które zapadają w pamięć. Milda, Niedźwiedź, a nawet Mikko. Widzę tu ogromny i piękny pomysł na serial. Nie to, że jestem fanką ekranizacji wszystkiego, co możliwe.
Ale opisy miejsc sprawiają, że chciałoby się to zobaczyć w pięknej pracy grafików czy też tych magików od efektów w filmach/serialach. Po prostu jakoś tak mój lubiący ładne obrazy wzrok chętnie by to sobie zobaczył. I myślę, że byłby to piękny film z niesamowitymi obrazami. Wyobrazić sobie to było pięknie i pewnie nie raz skusi mnie ten świat do powrotu. Mimo, że będę znała zakończenie.
Bo to jest trochę jak w Niekończącej się Historii - ważna jest przygoda, towarzyszenie bohaterowi całym swoim Sercem. Zastanawiającym się razem z nim, wahającym się, bojącym. W tym tomie zdecydowanie byłam bliżej Lirr i jej przeżyć... I te miejsca, gdzie się pojawiała, barwne, ze swoją historią i charakterem... Wybrzeża pełne kupców... To wszystko daje nam pole do wyobraźni i wielu, wielu historii...
Pewnie nie powrócimy już do samej historii Lirr i Raidena, ale może jest nadzieja na jakąś nową historię w tym właśnie świecie. Bo poznaliśmy zaledwie zalążek krainy stworzonej w wyobraźni autorki. I to jest właśnie niesamowite, że taka historia wykluła się w czyjejś Krainie Wyobraźni, a my mogliśmy z zapartym tchem do połowy nocy śledzić losy bohaterów.
Mam nadzieję, że autorka zadziwi nas jeszcze nie jedna historią... Tu zakończenie - bez spoilerowania - moim zdaniem jest dobre. Choć jest tu wątek miłosny to nie przytłumił całej historii i czuję się spełnionym czytelnikiem. O!
3,5 Skończenie zajęło mi długo, podobnie napisanie recenzji (zakończyłam czytanie 7 października; aktualnie jest dziewięć dni później). Czuję się skonfunowana. Spodziewałam się czegoś zdecydowanie innego. Z jednej strony pojawiło się tyle wątków, tak wiele elementów świata zostało zasugerowane, że czułam potrzebę doświadczenia więcej uniwersum. I tu się zawiodłam – Krąg to banda idiotów. To chyba zabolało mnie najbardziej. Wszystko jest takie... urwane. Chyba inne określenie nie odda tego, co czułam po zamknięciu książki. Rozumiem otwarte zakończenia. Ba, uważam, że to się tutaj rzeczywiście sprawdza. Każde bardziej precyzyjne uznałabym za niewystarczające/przewidywalne/zbyt proste. Czułam jednak, że czegoś mi brakuje. Że „Krucze serce” miało być czymś więcej, niż ostatecznie się okazało. W tym też widoczna jest pewna nierówność. Mimo mojego skonfundowania muszę powiedzieć, że zakończenie to jeden z najlepiej rozpisanych fragmentów (paradoks). Choć jest pełne niedopowiedzeń, czyta się je zdecydowanie lepiej od miłosnych rozterek Lirr i fochów Raidena. W chwili skończenia nie byłam przekonana, ale po czasie zdecydowanie doceniam, że nie dostałam na tacy stwierdzenia, co działo się z bohaterami później. Na to nie będę się obrażać. Równocześnie zdecydowanie brakuje mi informacji o ich przeszłości. Niby wszystko zostało powiedziane. Brakowało jednak innych narracji, narratora wszechwiedzącego, który nie skupiałby się tylko na postaci głównej bohaterki. Dodatkowe opowiadania przeczytam, to na pewno. Ale na razie chyba nadal przetrawiam.