UWAGA! Książka zawiera fragmenty z niecenzuralnym słownictwem. Jeśli nie odpowiada Ci nieformalna stylistyka treści, wybierz tę samą książkę (ta sama treść) w wersji bez brzydkich wyrazów – „Na coś trzeba umrzeć”.
„Nie żryj gówien” to nie jest książka o zdrowym odżywianiu. To próba znalezienia rozwiązań w obszarach, które wymagają pracy, ale bez absurdalnych czy radykalnych pomysłów, bez zmuszania i narzucania czegokolwiek, bo zbilansowane żywienie to nie zestaw zakazów i nakazów.
Znajdziesz tu podpowiedzi, skąd biorą się pewne procesy w twoim organizmie, jakie są konsekwencje i co możemy wspólnie wymyślić, aby nie skracać sobie niepotrzebnie życia, bo później może być o wiele ciekawsze niż jest teraz.
To książka o kompromisach, o podejmowaniu prób, o tym, że każdy z nas popełnia błędy również te żywieniowe. Ale nawet gdy setny raz się nie uda – nie wszystko stracone. Trzeba wstać, otrzepać się i próbować dalej.
Na początku byłem zafascynowany. Szczególnie, że trafia do mnie taki stul komunikacji. Po ukończeniu dalej uważam, że to wartościowa pozycja i wielu powinno ją przeczytać. Rozczarowały mnie jednak proporcje straszenia do rozwiązań. Mam nadzieję znaleźć odpowiedzi w innych pozycjach doktor Ani.
Warto czytać takie pozycje, by żyć i odżywiać się bardziej świadomie. I przede wszystkim, by wiedzieć jak to zrobić. A tu językiem prostym i często bardzo dosadnym autorka udowadnia, że nie potrzeba wielkich nakładów finansowych, by jeść lepiej i zdrowiej. Doktor n. farm. Anna Makowska (znana w Internecie jako doktor Ania) pisze w sposób bardzo przystępny, dzięki czemu tę książkę może przeczytać dosłownie każdy.
Wszelkie rady odnośnie ograniczenia syfu w diecie i transformacji stylu życia na choćby odrobinę zdrowszy - zebrane w jednym miejscu. Szanuję za treść, postawienie na prosty język i prosty przekaz. Forma wydania w stylu bardziej nowoczesnym (?) niż przeciętna książka trochę utrudniała (?) mi czytanie, stąd 1 gwiazdka mniej. Czas na puszczenie jej w obieg w rodzinie :)
Doskonała pozycja na #nowyroknowaja Chyba w końca zacznę zwracać uwagę na ilość cukru dodanego w produktach, które kupuje i zjadam. Czy wiesz, że paczka delicji to 15 łyżeczek cukru? A tak łatwo da się je wciągnąć na jedno posiedzenie. 🤯
Lubię styl doktor Ani, dlatego wybrałam wersję książki bez cenzury. W łopatologiczny i dosadny sposób przypomina o podstawach zdrowej diety :) Samo się nie zrobi.