Jump to ratings and reviews
Rate this book

Dziennik hipopotama

Rate this book
Wychowany w cieniu traum narodowych, przygnieciony szantażem emocjonalnym, że mam się nieustannie utożsamiać, przeżywać, współodczuwać, identyfikować ze swoim krajem, coraz bardziej zmęczony byłem Polską i jej histerycznością, emocjonalnym rozwibrowaniem, deficytem trwałości. Nic tu nie mogło się zakorzenić i wrosnąć na dekady, stulecia. Nawet jak już zaborcy, okupanci, najeźdźcy nie rozwalają wszystkiego, to demolują moi rodacy, ponieważ wyłącznie zaniechanie bądź destrukcja są im przynależne.

Zazdrościłem Francuzom ich dobrego samopoczucia, Niemcom ich samozadowolenia, dziedzictwa kulturowego Włochom, a oceanu Portugalczykom. Gdybym dziś był dwudziestoparolatkiem, to chciałbym na zawsze stąd wyjechać i rozumiem każdego, kto pragnie porzucić ten kraj, odciąć się od niego i stać się kimś innym. Za późno, za wiele lat tu żyję, na stałe już nie wyjadę, ale po raz pierwszy w życiu wyobrażam sobie, co by się stało, gdybym w 1988 roku został we Francji i nie wrócił do Polski na studia. Zapewne nie zostałbym pisarzem, redaktorem, felietonistą, nie poznałbym ludzi, których tutaj pokochałem i którzy stworzyli moje życie, ale przynajmniej nie byłbym już Polakiem.



Krzysztof Varga

635 pages, Hardcover

First published August 20, 2020

4 people are currently reading
29 people want to read

About the author

Krzysztof Varga

36 books48 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
8 (17%)
4 stars
20 (43%)
3 stars
13 (28%)
2 stars
4 (8%)
1 star
1 (2%)
Displaying 1 - 7 of 7 reviews
Profile Image for Wojciech Szot.
Author 16 books1,462 followers
September 14, 2020
Krzysztof Varga w swoim tak wspaniałym jak i kabotyńskim dzienniku stroi się w pióra jedynego niezależnego, choć przyznaje, że Dunin Wąsowicz i tak uważa, że jest zbyt łagodny i konsyliacyjny. Varga dokonuje w swoich wystylizowanych zapiskach ostrej oceny świata literatury - Masłowska jest powtarzalna i nie potrafi wyjść poza język, Tokarczuk nauczyła się uwodzić ludzi ale literacko jest przeciętna, Żulczyk to komercha i bazowanie na społeczności wiernych fanów, którzy kupia każde jego słowo. Vardze nie podoba się w ogóle jakakolwiek "promocja czytelnictwa" czy choćby pisanie o książce, że ktoś "zarwał noc", a lektura "trzymała w napięciu". Wydaje się, jakby tylko metody Vargi, czyli pohukiwania w felietonach dla najbardziej mainstremowego dziennika w Polsce to była jedyna słuszna opowieść o literaturze. I kilku jego kolegów pewnie ma do niej prawo.

Niektóre intuicje Vargi są słuszne, ale bywa też strasznym hipokrytą, gdy np. wyrzeka na festiwale literackie, zjeżdżając je za pauperyzacje literatury i lansowanie miernoty, zwłaszcza po powrocie z jednego z nich.

Plotkarstwo Vargi bywa ohydne. Zarzuca Grażynie Plebanek, że publicznie "wkłada strój supermanki feministycznej", a "prywatnie jest inna". Oczywiście jest możliwe, że Plebanek uprawia kreację na publiczny użytek, jak każdy autor (Varga robi to w tej książce od pierwszej do ostatniej strony), ale zarzut hipokryzji jest zwyczajną ohydą.

I tak to idzie, strona po stronie. Varga wyłania sie ze swojego dziennika jako postać zakompleksiona (zwłaszcza na punkcie Pilcha), zazdroszcząca sukcesu innym i okopana na pozycji wyższościowej. Tylko, że jemu w to graj - on karmi się naszymi oskarżeniami o seksizm i mizoginię, o klasizm i pogardę, bo jedyną bronią jest wyśmianie-unieważnienie dyskutanta. Sama Vargi świadomość, że pisać potrafi, ma styl i wiedzę jakiej dziś u niewielu szukać, to nie wszystko - warto być przyzwoitym. Nie potrzebujemy choćby najpiękniej piszących chamów. Zwlaszcza słuchać.

A dlaczego w Dniu Blogera zajmuje sie Vargą? Bo my dla takich jak Varga jesteśmy najgorsza częścią świata literackiego. Nic ich tak nie wkurza jak nasze selfiki, stosiki, cytaciki, krótkie notki i wrzutki. Nic nie doprowadza ich do takiej pasji i spazmów o wielka polską kulturę jak my, ustanawiający nowe literackie obiegi. Literatura ekskluzywna i elitarna wciąż mają się dobrze, piszę o niej sporo i widzę jak jest doceniana przez poważne jury, jak choćby ostatnio przy gdyńskiej nagrodzie. Jestem krytyczny wobec gniotów (Puzyńska!), potrafię negatywnie napisać o książce autora ze środowiska (Łubieński o śmieciach, sorry ale nie) ale płacę za to swoją cenę, którą jest choćby to, że nie żyję z dobrze płatnych zleceń za promowanie literackiego zła, ale też z dystansem podchodzą do mnie wydawcy ambitniejsi, bo przecież wszyscy lubią poklepywaczy. Nie mówiąc tu juz o tuzach literatury, którzy za negatywną recenzje potrafią sie obrazić i odmówić wywiadu (Tokarczuk). Żyjemy w świecie powiązań, które nie ułatwiają życia niezależnego i nie ma co się łudzić - takie nie istnieje. Można być w miarę prawdziwym, dostatecznie uczciwym, ale warto pamiętać, że nic nas nie chroni - redakcja, stała pensja, czy inna dająca pancerz/kokon instytucja literatury będąca poza lub ponad układami. W przeciwieństwie do Vargi, którego chroni choćby finansowa niezależność, o której sam pisze, że mógłby kilka lat nie pracowac w ogóle.

Łatwo jest oceniać z pozycji środowiskowo umoszczonego, sytego uznaniem, autora który nie musi dobijać się do redakcji z prośbą, by łaskawie odpisali mu na wiadomość i przeczytali jego tekst. Światy nam się Krzyszotofie poodklejały, myślę, czytając Twój dziennik. Tobie uciekł peron, ale wciąż stoisz w dworcowym budynku dającym ochronę przed burzą.

Moze i rozwalamy wam ten elitarystyczny dyskurs o literaturze, może bawimy sie czasem zbyt dobrze z okazji nienajwybitniejszych dzieł, może czasem chcemy być fajni, bo bycie zgorzkniałymi pierdzielami z Mokotowa jest mało rajcujące, może nie mamy czasu na zastanawianie sie czy Flauberta najlepiej czytać jesienią czy wczesną wiosną, jak lubi Varga, może też niektórzy i niektórzy z nas nie mają warsztatu krytycznego i język czasem ich przerasta, ale wszyscy robią to z pasji, bo coś ich w tych literkach kręci.

Eliza Kącka w eseju zamieszczonym w "Prognozie niepogody" słusznie diagnozuje, że polska proza ulega formalnemu rozpadowi, ucieczce przed epicką formą w świat prekariackiego podziału na wielość światów i absurdalność doświadczeń. Mądra i rozumiejąca zmiany wizja Kąckiej jest inkluzywna, bo dostrzega, że doświadczenia młodych w literaturze nie układają się tylko w dziedziczną genealogię literacką, ale tworzą coą nowego, trudnego jeszcze do zdefiniowania suis generis. Vargi wizja literatury jest wykluczająca, nakazujaca i normatywizująca. Tak samo jak wizja pola literackiego, a więc tego, co się wokół książki-literatury dzieje.

Dlatego ja z roku na rok bardziej lubię Dzień Blogera, bo blogowanie umożliwia mi przepływanie między dyskursami - selfiak z lubianą autorką, prowadzenie spotkania z ultraznanym pisarzem literatury wagonowej, ale też czytanie dzieł poważnych i artystycznie wysmakowanych. A niekiedy czytanie też takich narcystycznych nagniotków literatury jak dziennik Vargi, udający niezwykłe mądrości, a w finale będący przykrą ilustracją rozjechania się światów i braku choćby cienia próby zrozumienia przyczyn tego rozpadu.

Nie, nie pokażę Vardze faka choć mam na to ochote i nowy telefon z lepszym aparatem, bo cenię Vargę za różne rzeczy literackie, ale mam poczucie, że "Dziennik hipopotama" wcale nie jest dziennikiem postaci wielkiej, a postaci bardzo małej, która do własnej wielkości chyba juz sama nie dorośnie. Sam autor gdzieś pisze, że nie należy ufać ludziom, którzy samych siebie jakoś definiują. I tak samo nie wierzcie Vardze, że jest hipopotamem. Ale uwierzcie, że bardzo chciałby nim być.

A my mamy nasze selfie, nasze rozwalanie literatury, kalanie świętych akademii, nasze błedy, braki korekty i redakcji. Naszą ciężką pracę, która się ciągle komuś w tym literackim grajdołku nie podoba. I to jest naprawde super.
Profile Image for Joanna.
263 reviews323 followers
July 29, 2022
⭐️4,5/5

Doskonale weszłam w ten rok. Gdyby nie szczątkowa ilość wolnego czasu „Dziennik hipopotama” pochłonęłabym w dobę. Ach, jak pasjonująca była to lektura. Jak orzeźwiająca i stymulująca intelektualnie!

Z panem Vargą od razu złapaliśmy wspólny język, co wcale nie musiało być oczywiste, gdyż gdyby przemyślenia i zapatrywania dziennikarza nazwać kontrowersyjnymi - byłby to eufemizm.
W „Dzienniku Hipopotama” Varga nie oszczędza nikogo - w tym i siebie. Dostaje się po równo lewicy i prawicy, literaturze i innym dziedzinom kultury, poważanym pisarzom i celebrytom, Warszawiakom i małomiasteczkowym, bliskim znajomym i osobom, których autor nigdy nie widział na oczy, klerowi i politykom, Polakom i Węgrom, światkowi literackiemu, pseudo-autorytetom. Chyba jedynie Tokarczuk i Kazik wychodzą z tej litanii krytyki bez szwanku. Varga jest bardzo krytyczny w swych sądach, ale nie zgorzkniały. Co prawda czasem zrzędzi i przesadza, ale poza pojedynczymi wyjątkami niepozbawione kąśliwości opinie i spostrzeżenia Vargi są nad wyraz trafne i błyskotliwe. Nie gani i obśmiewa, wyszydza z góry ogółu zjawisk, a konkretne zachowania i postawy. Nie mogę się również zgodzić z wieloma głosami określającymi „Dziennik” jako wyjątkowo mizoginistyczny i seksistowski. Bo tu znów Varga drwi i piętnuje określone zachowania kobiet i konkretne osoby płci żeńskiej, a nie uważa wszystkie kobiety za dzieło szatana. Zresztą mężczyznom dogryza w równym stopniu, jeśli nawet nie większym.

„Dziennik” to także istna kopalnia doskonałych pozycji literackich i filmowych. Varga jak z rękawa sypie coraz to kolejnymi tytułami - zarówno nowości i powszechnie znanych klasyków jak i dzieł niszowych, dawno zapomnianych autorów, których dziś znaleźć można zakurzonych na półkach antykwariatów. W tej liczącej ponad 600 stron książce jedynymi fragmentami jakie zaczęłam po jakimś czasie opuszczać to zapiski o chorobie matki. Ogromnie niekomfortowo czułam się czytając relacje z przebiegu choroby, kolejnych pobytów w szpitalu. Dla mnie to było zbyt intymne i osobiste, czułam się niczym intruz, podglądaczka włażąca w czyjeś życie. Poza tym nie mam do „Dziennika” większych zastrzeżeń! Kąśliwy, sarkastyczny, diabelnie inteligenty, pełen erudycji i przenikliwości jest z tego Vargi osobnik. I takie też są jego zapiski. Czekam na kolejny tom!

instagram
132 reviews10 followers
October 11, 2021
Wciągnęłam tomiszcze jak przez słomkę, nie przestając się zdumiewać, pod iloma względami zgadzam się z poglądami autora (niemal odnośnie wszystkich jego sądów, no może poza wyobrażeniem sobie własnego pogrzebu...). Od połowy trochę zaczyna nużyć powtarzalność niektórych wątków. Poza tym zastanawia mnie to, że Varga w ogóle nie czyta twórczości kobiet, a w każdym razie nie zostawia żadnego śladu takich lektur w dzienniku, ani nie odnotowuje, iż uważa powieść którejś z autorek za wartościową... To rozczarowujące, zwłaszcza u gościa, który wciąż skarży się na powszechnie panującą w mediach mizoandrię!
Profile Image for Urszula.
Author 1 book33 followers
February 4, 2024
Bardzo lubię jak Varga pisze, ale jeśli myśli to, co przelewa na papier, to jest trochę naiwny. Przede wszystkim jest takim typowym, lekko zgnuśniałym, trochę zbyt krytycznym Polakiem, którego mimo wszystko lubię za poszukiwanie rzeczy wartościowych i głębokich. Jego śmieszność leży dla mnie w jego przekonaniu, że jest bardziej... bardziej prowokacyjny, odważny, niebanalny. Jego pisanie jest jednak równie prozaiczne, ostrożne, wtórne i niewyłamujące się poza sztywne ramy, jak chociażby książki Masłowskiej, którą krytykuje (słusznie mając intuicję, że chyba zazdrości jej nieco talentu, bo władać słowem na jej poziomie jeszcze nie potrafi). Niemniej wiele jego obserwacji na temat literackiej popkultury, filmu, pisarzy-klasyków jest trafna i często zgadzam się z tym co pisze, odczuwam podobne rozczarowania pseudo-czytelnictwem, zanikiem literatury pięknej, czy miałkością myśli. Uważam jednak, że Varga jest bardziej konserwatywny i zachowawczy niż zdaje sobie sprawę. Wzoruje się trochę na Gombrowiczu, ale w tej książce, jakby jeszcze brakuje mu śmiałości, a przede wszystkim ważkości umysłu by spojrzeć na otaczającą rzeczywistość z innej perspektywy. Bo takie marudzenie polskie, krytykanctwo, jest OK, dobrze napisane, całkiem miło się czyta, ale nie sięga wyżyn tego co pisarz mógłby dać od siebie. Nie zionie bólem egzystencji, ani jej monotonią, bardziej jest takim przypisem do rzeczywistości, przez co staje się rozrywką o krok oddaloną jeszcze od tej pięknej literatury, za którą autor tęskni.
Profile Image for Sebastian.
200 reviews33 followers
May 25, 2021
3.5
Varga momentami pisze celnie i ciekawie, momentami kabotyńsko i krytykując zastaną rzeczywistość dla zasady. Trochę przydługi ten dziennik ale fanów chwyci. Ja jestem fanem i stąd nieco zawyżona ocena.
Displaying 1 - 7 of 7 reviews