Malcolmowi i Stomilowi udało się wyrwać ze szponów śmierci czającej się na polach kapusty i powrócić do ojczyzny. Tylko co dalej? Studia? Praca? Bezrobocie? Uniwersytet życia?
Największy fenomen polskiego rynku literackiego powraca z nową powieścią. Tym razem osadzonej w mieście stołecznym Warszawa i przyległościach.
O edukacji, rekinach biznesu, incelach, wariacikach, dzikim wschodzie, pionierach polskiej klasy średniej i arabskich szejkach w zajazdach przy autostradzie.
Myślę sobie, ja pierdolę, co to w ogóle za pastoedukacja. A Malcolm na to DAWAJTA PANOWIE, SPIERDALAMY, LECIMY CZYTAĆ, BO SZKODA CZASU, aż klasnął ręką w udo, co zdarzało mu się tylko w chwilach wielkiej radości.
Bardzo to słabe w porównaniu z wcześniejszą, rewelacyjną "Emigracją". Co prawda roześmiałam się parę razy, zwłaszcza w pierwszej połowie książki, ale już ostatnia 1/3 dłużyła mi się niemiłosiernie i odetchnęłam z ulgą, gdy się skończyła. Całości wysłuchałam w aplikacji Empik Go.
Ogólnie spadek formy względem "Emigracji", co już stawia nam sytuację w szerszej perspektywie, bo poprzeczka wysoko nie była. Z jednej strony czuć, że jakieś pomysły tam zawarto, ale całość sprawiała jeszcze bardziej epizodyczne wrażenie niż poprzednia część, więc może trzeba było wrócić do korzeni i napisać kilka past.
Było też więcej sytuacji, w których samo osadzenie dowcipu mnie nie bawiło, bo czułam się niejako niekomfortowo. Patrząc na zmianach wprowadzonych w serialowej "Emigracji XD", oraz ogólnym wydźwięku kreacji internetowej Malcolma, podejrzewam, że tutaj formuła to poniekąd "dla wyśmiania podkręcamy absurd do maksimum", ale były jednak sytuacje, kiedy humor nie był w stanie wygrać z pytaniem "okej, ale DLACZEGO to czy to nas bawi?".
Jest to też, nie ukrywajmy, książka bardziej depresyjna w całej wymowie niż poprzednia, przez co podejrzewam, że niektóre elementy (ataki paniki etc) mogą być inspirowane autobiograficznymi przeżyciami autora. Nawet w "Emigracji" ten humor nie zawsze dobrze się mieszał z poważniejszym wydźwiękiem, ale tutaj już imo zupełnie tego balansu nie było, jak już wjeżdżały poważniejsze tematy, i o ile w audiobooku słuchało się tego okej, to koniec końców pozostawiło z jakimś silniejszym poczuciem niesmaku w ustach.
Sięgając po tę książkę wiedziałam, że krew mnie zaleje jak znowu będzie powtarzane bez przerwy "miejscowość o liczbie między 10 000 - 19 999 mieszkańców". I oczywiście krew mnie zalała, bo ile można czytać jedną i tę samą regułkę.
"Edukacja" jest kontynuacją "Emigracji". Już pierwszą część oceniłam jako mocno przeciętną i nastawiałam się, że następny tom albo będzie na podobnym poziomie albo słabszy. Raczej nie nastawiałam się na to, że będzie lepiej. Koniec końców okazało się, że było gorzej. Jak sam autor zaznaczył, niby tytuł jest o edukacji, ale tej edukacji prawie nie ma. W porządku, nie czepiam się tego, bo sam autor zwrócił na to uwagę. Główni bohaterowie wracają z Anglii do Polski i chcą jakoś znowu ułożyć sobie życie. Przy okazji dostajemy całą masę przemyśleń wszelkiej maści, które w zasadzie mnie nie interesowały. Co do wydarzeń, którzy przeżywają bohaterowie to cóż.. czasami chyba trzeba mieć olbrzymiego pecha (albo żyć w alternatywnym świecie), żeby mieć taką kumulację absurdów wszelkiej maści. Zauważyłam, że o ile jeszcze sytuację, przy poprzedniej części, ratował fakt, że byłam zaciekawiona i chciałam to kontynuować, żeby poznać zakończenie, to tutaj było mi to obojętne. Humor też był gorszy, dużo mniej parskałam śmiechem.
Nie interesowało mnie zakończenie, przemyślenia głównego bohatera, a jeszcze bardziej nie interesowała mnie jego miejscowość o liczbie między 10 000 - 19 999 mieszkańców. Cóż, poprzednia książka dostała tylko 2 gwiazdki, więc ta dostaje 1.
Kontynuacja prześmiesznej Emigracji wypada niestety dużo gorzej niż część pierwsza. Mamy tych samych bohaterów (z grubsza) i prawie ten sam typ humoru. Dlaczego prawie? O ile poprzedniczka była absurdalnie śmieszna ale w miarę jeszcze lekko zalatywała prawdopodobnością. W Edukacji autor zdecydowanie przesadził z tą absurdalnością niektórych scen. Bo czytamy sobie wymyśloną historię i wiemy, że taka ona jest jednak pewne fragmenty są realistyczne. Tutaj niestety między takimi fragmentami mamy sporo innych, które są już trochę nieśmieszne i przekombinowane. Te przygody mogłyby przeżywać jakieś fikcyjne z założenia postacie i wtedy czytałoby się to dużo lepiej. A tak jest... dziwnie. I chyba to słowo definiuje tę książkę.
Dużo lepiej się bawiłam niż na pierwszej części. Równie mocna, tylko teraz już znałam bohaterów, więc byłam z nimi mocniej związana. Dziwnie to zabrzmi, ale cieszyłam się kiedy poznawałam dalszą historię Cyganów XD Ta książka to jest po prostu ok. 7 godzinny Stand Up.
Jedna z najprzyjemniejszych książek jakie w życiu czytałam! Zasługuje na 10 gwiazdek co najmniej ❤️ Moja ulubiona pozycja od Malcolma XD, bez wątpienia!
2🌟 nie będę ukrywać, że się zawiodłam. język dalej jest świetny, ale to właściwie jedyny pozytyw. w tej części autor kilkukrotnie sobie zaprzecza, od małych sprzecznych wzmianek aż do tytułu, który nijak się nie odnosi do treści. wydarzenia są jeszcze bardziej nieprawdopodobne, parę z nich naprawdę brzmi jak zmyślone przez atencyjnego dwunastolatka, choć nie neguję, że może były jakieś podstawy. według mnie ta część nie powinna powstać, nie jest nawet w połowie tak zabawna jak pierwsza.
Cóż, po prostu Malcolm XD trzyma poziom. Wirtuoz słowa, konstrukcji zdania i historii, użycia caps locka i stosowania przekleństw bez bycia wulgarnym. Nic tam nie jest przypadkowe. Tym razem doszła satyra na Polaków i wielkomiejskie oraz małomiasteczkowe cwaniactwo, z komentarzem całkiem poważnych spraw w tle. No i pół książki czlowiek trzęsie się ze śmiechu.
Podobało mi się bardziej i śmieszyło mnie bardziej niż poprzednia część, choć to pewnie dla tego że ta forma lepsza jest w audiobooku bo wtedy ma się wrażenie jakby ktoś znajomy opowiadał śmieszną historyjkę z życia.
Ja nie wiem, co mam tu napisać, aby przekonać Was do sięgnięcia po tę czy inną pozycję tego autora. Już sam fakt, że pierwsza recenzja jaką napisałam jest o książce Malcolma XD, świadczy o tym jak bardzo lubię jego twórczość. Wtedy byłam zachwycona, a dziś nie jest inaczej. „Edukacja” - kontynuacja „Emigracji” to kolejna dawka świetnego humoru i zabawnych historii. Przyjaciele po raz kolejny zmagają się z większymi i mniejszymi problemami. Zaliczają wpadki, by potem wyjść na prostą. Ta książka to lek na zły humor. A mogłabym nawet powiedzieć, że na całe zło tego świata, bo gdy tylko po nią sięgnęłam to od razu przepadłam. Pozwala na oderwanie się od codziennych utrapień i smutnej rzeczywistości, by na chwilę popatrzeć na to z innej perspektywy. W niej świat i życie przybierają bardziej komiczny charakter, dzięki czemu możemy się uśmiechnąć, a nawet zaśmiać. Nie mogłam sięgnąć po lepszą książkę w tym gorszym dla nas wszystkich okresie.