"RADUJCIE SIĘ, MIESZKAŃCY! WIELKI MAG WYBRAŁ WASZ GRÓD NA SWĄ SIEDZIBĘ. ZOSTALIŚCIE ZASZCZYCENI!"
Pewnego pięknego, a właściwie całkiem pochmurnego dnia, nad Warszawą przetoczył się grom. A potem oczom mieszkańców i przyjezdnych ukazał się smok. I mag. Ale naprawdę dziwnie zrobiło się dopiero chwilę później...
Maciek Jeżewski, młodszy asystent w dziale IT Urzędu Miasta, nie jest idealnym kandydatem na negocjacje z Czarodziejem, który był łaskaw zasiedlić Pałac Kultury. Niestety, dla siebie i dla wielu innych ludzi, akurat był pod ręką. Życie chłopaka zmienia się więc niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zamiast podłączać drukarki w Urzędzie, rozpoczyna karierę nadwornego pazia i próbuje tłumaczyć Czarodziejowi naszą rzeczywistość. Idzie mu znakomicie. Prawie. Właściwie to zupełnie mu nie idzie. Ale przecież w książkach wszystko sie zawsze jakoś układa, prawda?
Magdalena Kozak (ur. 1971) – polska autorka fantastyki.
Lekarz specjalizujący się w medycynie ratunkowej, pracuje na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w szpitalu wojskowym. Jako lekarz spędziła pół roku w Afganistanie w ramach VII zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego, gdzie została ranna podczas ostrzału rakietowego. W sierpniu 2012 roku prezydent Bronisław Komorowski odznaczył Magdalenę Kozak Gwiazdą Afganistanu za pomoc medyczną rannym żołnierzom podczas ostrzału rakietowego, której udzieliła mimo odniesionych przez nią ran. W 2012 r. ukończyła Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Lądowych w stopniu podporucznika.
Jej debiutem literackim było opowiadanie Nuda opublikowane w sieciowym magazynie "Fahrenheit", którego obecnie jest redaktorką. Oprócz tego publikowała na łamach "Nowej Fantastyki", "Science Fiction" oraz "Esensji". Jej debiutem książkowym była powieść Nocarz (o którym w 2008 zespół Closterkeller napisał piosenkę o tym samym tytule), której kontynuację stanowią kolejne powieści Renegat i Nikt (wszystkie były nominowane do Nagrody im. Janusza A. Zajdla odpowiednio za 2006, 2007 i 2008 r)
Nie oceniam w gwiazdkach, bo byłoby bardzo nisko a ja nie mam ochoty na przepychanki z fanboyami (zawsze się jakiś/jakaś znajdzie).
Na książki M. Kozak trafiłem dawno temu, przy okazji "Nocarza" - to chyba był debiut tej autorki. Zapamiętałem niezły pomysł na historię i to, że autorka (ze względu na swoją karierę zawodową) jest nieźle obeznana ze środowiskiem wojskowym (slang, obyczaje, specyficzna kultura) - cała reszta była niestety do zapomnienia, więc po kontynuacje "Nocarza" już nie sięgnąłem.
Dlaczego więc postanowiłem przeczytać "Minas Waraw"? Szukałem lekkiej, odstresowującej lektury z ciekawym pomysłem - i opis na ostatniej stronie okładki mnie przekonał. Kiedyś bardzo sobie chwaliłem książki Krajewskiego ze wzgl. na osadzenie w realiach znanego mi Wrocławia, więc dlaczego nie dać szansy miksowi fantasy ze współczesną Warszawą.
I jak wrażenia? Warsztatowo bardzo słabo. Gdyby zebrać wypowiedzi wszystkich postaci, imiona zastąpić XXX, to postacie byłyby nie do odróżnienia - nie ma w nich krzty indywidualnego charakteru i są praktycznie kalkami jednego wzorca. Historia? 100%-wo jednowątkowa (co samo w sobie książki nie skreśla), niezbyt logiczna (wiem, to fantasy, ale ciąg przyczynowo-skutkowy wypada aby był) a co gorsza - nie można jej nazwać wciągającą. Setting? Z całej Warszawy autorka skoncentrowała się wyłącznie na Pałacy Kultury i Nauki - ten szczegół akurat nie wyszedł źle - smaczków kilka było, widać że M. Kozak odrobiła tu pracę domową.
Dla kogo skierowana jest tak książka? Mało wymagającego odbiorcy fantasy. Najchętniej w naszych, lokalno-patriotycznych barwach. Raczej w wieku poniżej 16 lat. Ale nie polecam.
Największym problemem tej książki jest absolutne rozminięcie się blurba z fabułą. Przez to, całkiem przyzwoita fabuła zawodzi oczekiwania, jakie wzbudził pierwszy opis.
A pomysł jest o tyle ciekawy, że niezależnie od kierunku, w jakim by się go rozwinęło, fabuła będzie interesująca. Jest tu kilka całkiem trafnych obserwacji i świeżych pomysłów, bohaterowie, którzy posiadają jakieś życie "pozafabularne"... I PKiN. Opisy sugerujące rozplanowanie PKiNu jako labiryntu to magia <3
Całość jednak nie ustrzegła się dłużyzn, a ilość bohaterów można by spokojnie zredukować (Zofia i Łucja są w fabule chyba tylko po to, żeby zgadzały się statystyki, o części bohaterów wszyscy zapominają w toku akcji...). Sporo wątków aż prosi się o domknięcie, ale na to domknięcie trzeba pewnie poczekać do ewentualnej kontynuacji.
Moje pierwsze spotkanie z panią Kozak nastąpiło przy okazji serii "Nocarz" i z perspektywy czasu wspominam tamte lektury jako przyjemne, szybkie czytadła. Co prawda moja opinia o wampirzych oddziałach specjalnych niespecjalnie uległa zmianie i uważam, że gdyby ktoś wówczas trochę autorce pomógł, mogłaby mieć naprawdę BOMBOWĄ powieść debiutancką. Ale i tak nie było źle.
Dzięki "Minas Warsaw" wiem już, że jeśli jakiś czarodziej zechce nawiedzić moje skromne miasteczko, to nie ma co liczyć na pozytywny rozwój wypadków. Co prawda na początku było śmiesznie, momentami przerażająco, w większości bardzo ciekawie i wciągająco ALE. Spodziewałam się trochę innego "połączenia" dwóch głównych wątków, bo to, które mamy jest trochę naciągane (mniej więcej w stylu "Nie bardzo wiem jak to zrobić, żeby było dobrze, więc zrobię kompletnie od czapy". Było się tam, robiło się takie rzeczy we własnych tekstach).
Spodziewałam się też trochę innego zakończenia, ale może dobrze, że jest takie a nie inne. Nie jest do końca słodko, a jednak wybory głównego bohatera na sam koniec książki są dla mnie satysfakcjonujące.
Naprawdę polubiłam się z głównymi bohaterami. Miło spędziłam z nimi czas (pochłonęłam tę powieść w mniej niż tydzień, a jest co czytać!) i świetnie się bawiłam, przeżywając z nimi przygody. Autorka niewątpliwie nie próżnowała od czasu "Nocarza" i "Minas Warsaw" czyta się lekko, płynnie, bez zgrzytów. Chociaż Kozak nie stroni od kuchennej łaciny (co uważam za bardzo "życiowe" i dodające swoistej przaśności) to potrafi też fajnie stylizować wypowiedzi bohaterów (może nie jak Sapkowski, ale nieźle to wychodzi) przez co wychodzą jej pełnokrwiści i żywi. A główny-główny bohater to ktoś, z kim czytelnik zdecydowanie mógłby się utożsamić przez większość powieści.
Więc jeśli wasze czytelnictwo ostatnio trochę zardzewiało albo czekacie na powiew świeżości, to "Minas Warsaw" będzie takim uchyleniem okna, żeby odetchnąć, wyjrzeć i sprawdzić czy coś ciekawego dzieje się za płotem.
Jak przeczytałem opis książki bardzo się ucieszyłem. Czarodziej w pałacu kultury? Zwykły człowiek zostające jego paziem? Brzmi jak super fabuła. Oczekiwania były bardzo duże, w pewnym stopniu zostały spełnione w pewnym jednak nie. Dlaczego? Otóż akcja w Warszawie właściwie poza pałac nie wychodzi. Jeżeli liczycie na to, że czarodziej będzie się zapoznawał z naszym światem to zupełnie się zawiedziecie, bo ta książka jest zupełnie nie o tym. A ten szumny opis stanowi nieledwie tło do całej fabuły, która jest znacznie bardziej z gatunku fantasy niż na pierwszy rzut oka może się wydawać. Nie jest to oczywiście książka zła. Ba! Jest wręcz bardzo dobra, jednak spodziewałem się czegoś zgoła innego.
Zacznę moją opinię od podziękowań dla autorki za świetną i oryginalną powieść. Myślę, że Minas Warsaw będzie rewelacyjną odpowiedzią dla wszystkich osób narzekających na wtórność fabuły oraz schematyczność.
Po drugie, moja opinia będzie bardzo ogólna. Jestem zdania, że nie każdemu może przypaść do gustu zdradzanie elementów fabuły, a siła tej powieści tkwi właśnie w tym, że czytelnik nie wie kompletnie czego może się po niej spodziewać. Dlatego postaram się nie wspominać o fabule nic szczególnego.
Napiszę jedynie co mi się w tej powieści podobało. Największą siłą Minas Warsaw jest jej oryginalność i świeżość. Po drugie walor edukacyjny. I tu bardzo chciałbym rozwinąć swoją myśl, ale zdradziłbym wtedy ważny element fabuły. Mogę napisać tyle, że należy mieć własne zdanie i można także krytykować, ale konstruktywnie. Po drugiej stronie książki stoi autor, który włożył wszystkie siły w jej stworzenie. I niekiedy komentarze na jej temat mogą sprawić mu ogromną przykrość.
Podobało mi się także ograniczenie elementów wojskowości do niezbędnego (dla autorki) minimum. W moim przypadku zbytnie skupienie na tym aspekcie spowodowało, że cykl o Nocarzu zakończyłem na pierwszym tomie i nie miałem ochoty na kontynuację. W Minas Warsaw autorka stawia zdecydowanie na fantasy, które uwielbiam i od razu powieść wydaje mi się ciekawsza.
Co do bohaterów powieści. Ci pierwszoplanowi są oddani interesująco i ciekawie. Drugoplanowi są dobrze zarysowani, ale nieszczególnie wyjątkowi. Sam utożsamiam się z osobą głównego bohatera. Maciek podobnie jak ja, kocha świat wyobrażony i fantastykę. Ma ogromną wyobraźnię i dużą wrażliwość. Nie jest typem macho i super hero, ale mimo to, stara się zrobić „coś” ze swoim życiem. Jego przeciwieństwem jest Krzysiek – funkcjonariusz ABW. Tam, gdzie Maciek nie może tam Krzyśka pośle. Ta para doskonale się uzupełnia i z czasem rodzi się między nimi braterska wręcz przyjaźń. W końcu wykuwała się krótko, ale w bardzo szczególnych okolicznościach.
Po stronie Wydawnictwa ogromny plus za jakość wydania i klimatyczne ilustracje. Pozwalają nam jeszcze bardziej wciągnąć się w fabułę.
Sam pomysł wyjściowy mnie zachwycił. Tajemniczy Mag oraz jego smok w centrum naszej stolicy? Brzmi bardzo intrygująco. Fabuła zakręcała z każdym rozdziałem w coraz bardziej interesujące kierunki. Nie będę pisał nic więcej, by z niczym się nie zdradzić. Mogę jedynie zachęcić Was do lektury, bo to pozycja pisana przez fana gatunku, właśnie dla fanów fantastyki i czytania ogółem. Nie zawiedziecie się. To mogę Wam obiecać.
Kiedy zobaczyłem okładkę ze smokiem, anektującym iglicę Pałacu Kultury i Nauki, na którego tle widnieje tytuł „Minas Warsaw”, wiedziałem dwie rzeczy. Po pierwsze, że koniecznie muszę rzucić wszystko i przeczytać tę książkę. Po drugie, jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mi, że będzie to coś pomysłowego i nieszablonowego. Jak dobrze, że usłuchałem!
Oczywiste nawiązanie do tolkienowskiej mitologii potrafi przerazić. Czyżby ktoś próbował, tak na bezczelnego, pożyczyć sobie i ograć motyw Mistrza? Nic z tych rzeczy. Jestem pod wrażeniem tego, jak dalece książka fantasy – i to fantasy o takim tytule – może wyjść poza ramy gatunku i przewietrzyć salony z nadmiaru elfów i krasnoludów.
Życie Maćka Jeżewskiego nie jest pasmem emocjonujących wrażeń. Mówiąc ściślej, ciągnie się jak dobrze przeżuta guma. W książce nie będzie jednak czasu na kontemplację tego faktu, bo pierwsze „ŁUP!” następuje dokładnie na trzeciej stronie tekstu. W samym centrum stolicy pojawia się najprawdziwszy smok, a w ślad za nim mag, łaskawie ogłaszający, że oto bierze sobie w posiadanie nasz prezent od wielkiego brata ze wschodu. Wszystko na oczach tysięcy ludzi. Afera na sto fajerek. Szok, niedowierzanie, jakaś resztka nadziei. A potem nasz bohater mimowolnie zostaje popchnięty w wir wydarzeń, które odmienią jego życie, czytelnika natomiast zabiorą na wycieczkę w nieznane.
Osobnym torem dzieją się rzeczy pozornie niezwiązane z wątkiem maga w Pałacu Kultury. To tutaj doświadczamy wyprawy w fikcyjny świat, a więc dostajemy to, co lubią miłośnicy podgatunku „high”. Jest to jednak zdecydowanie fantasy akcji, nie fantasy lokacji. Wymyślony świat ogranicza się do tła niezbędnego, by zarysować historię. Nie przyjmujcie tego jednak za wadę, bo takie podejście niejako wynika z kontekstu tej opowieści. Co więcej, jestem przekonany, że autorka miejscami puszcza do nas oko i świadomie bawi się konwencją. By nie psuć nikomu zabawy, tutaj postawić muszę kropkę.
Taka właśnie jest ta opowieść – odkrywająca nowe karty, angażująca i nieprzewidywalna. Począwszy od struktury samej książki, przez nietypowe podejście do kreacji świata, aż po ciekawe zabiegi pisarskie. Magdalena Kozak stworzyła historię świeżą i zaskakującą, która na pewno nie stanie się ikoną tego gatunku, ale mam pewność, że nie taki był zamiar. Dodatkowym atutem jest ciekawa nauka, jaka płynie z tej lektury dla całego środowiska literackiego – zarówno autorów, jak i czytelników. Jaka to nauka? Przeczytajcie sami i przekonajcie się, że warto.
Coś ZUPEŁNIE innego! Zostawiam 5 gwiazdek za genialny pomysł! Ważna sprawa - jeżeli nie śledzicie na bieżąco co robi Fabryka Słów, to koniecznie polecam zobaczyć wywiad z autorką na YouTube po przeczytaniu książki. Zaufajcie mi, wszystko co się wydarzyło w książce nabierze dla Was innego znaczenia ;).
Polecam zmierzyć się z tą książką - powiew świeżości w świecie fantastyki. Mag i smok w centrum Warszawy to wierzchołek góry lodowej a im dalej idziemy, tym lepiej. Jest akcja, ciekawy pomysł, sprytnie skonstruowana fabuła i zwyczajnie dobra zabawa. Mi się podobało!
Magdalena Kozak to pisarka dość dobrze znana, mimo że na swoim koncie niema zbyt wielu książek. Dla mnie to głównie autorka Cykl o Vesperze, czyli jakby to było gdyby do naszej armii dołączyły wampiry, trochę Underworld po Polsku, oraz dość zabawnego zbioru opowiadań „Paskuda & Co”. Z zawodu jest lekarzem wojskowym, co pozwoliło jej naprawdę dobrze opisywać walki oraz wszystko to, co z wojskiem jest związane. Dlatego też, gdy doszły mnie pierwsze słuchy o pojawieniu się jej kolejnej książki byłem bardzo podekscytowany. I tak właśnie zaczęła się moja przygoda z „Minas Warsaw”.
Maciek Jeżewski to typowy nerd. Lubi fantastykę i pracuje jako młodszy asystent w dziale IT Urzędu Miasta. No wiecie. Ktoś zapomni hasła albo drukarka zacznie szwankować to wtedy zostaje wezwany, jako ostatnia deska ratunku. Jednak jego dość nudne życie zmienia się w dniu, gdy w drodze do pracy zostaje przypadkowym światkiem dość niezwykłego wydarzenia. Do Pałacu Kultury wprowadza się mag, który za psa stróżującego ma smoka. No wicie takiego prawdziwego, ziejącego ogniem i całego w łuskach. Mogłoby się wydawać ze dziwniej już nie będzie, ale to dopiero początek problemów Maćka, ponieważ zostaje on paziem. Tak, dobrze przeczytaliście.
Już na samym początku muszę napisać, że nieco się zawiodłem. Oczekiwałem czegoś na pobodę „Arcymaga” Aleksandra Rudazowa, w którym to bohater z innej epoki stara się zrozumieć otaczający go świat by zacząć w nim żyć. Ciekawe i zabawne perypetie. Kto widział film „Goście, goście” wie, o czym mówię. Niestety pozycja ta przypomina bardziej „Królikarnię”, której autorem jest Maciej Guzek. Co już samo w sobie dodaje jej -50 punktów do oryginalności. Nie jest jednak do końca zła opowieść, ale trzeba się do niej przekonać, chociaż nie wiem czy niektórzy będą mieli do tego cierpliwość. Dość specyficzny jest sam układ opowieści. Mamy tu dwie historie, które co rozdział przeplatają się między sobą. I samo w sobie nie było to takie złe, ale na początku miałem ogromny problem żeby jakoś je połączyć.
Nie chce tu wyjść na jakiegoś gbura, który tylko by karcił i karcił, ale autorce w znakomity sposób udaje się ukazać to, z czym muszą się zmagać początkujący twórcy. Przede wszystkim z ogromną ilością hejtu od całkowicie obcych osób uważających, że sami napisaliby książkę dużo lepiej. Inne aspekty również są tu poruszone, ale o tym będziecie musieli przeczytać sami. Magdalena Kozak wyszła obroną ręką również w kwestiach militarnych i batalistycznych, chociaż to drugie to trochę nad wyraz. Kilka starć było opisanych, ale nie były one jakoś znaczące, chociażby moim zdaniem. Ani one grzały ani ziębiły. Trochę irytujące było pojawianie się dość dużej ilości slangu wojskowego o ile mogę to tak nazwać. Połowy rzeczy nie zrozumiałem, ale na szczęści główny bohater był takim samym laikiem jak ja, więc on pytał a ja się dowiedziałem, o co chodziło.
Trzeba jednak przyznać, że całość została dość przyjemnie napisana prócz wyżej wspomnianych problemów. Jak na moje ostatnie standardy czytała mi się ją dość szybko i z zapartym tchem czekałem na dalszy rozwój sytuacji. Bohaterowie są dość ciekawi zwłaszcza Maciek Jeżewski. W końcu któż z nas nie chciałby przeżyć przygody jak ze swojej ulubionej książki. Niech pierwszy rzuci kamień ten, kto chodź raz o tym nie myślał żeby przenieść się na strony ostatnio przeczytanej książki by napić się piwa albo oranżady z postacią, która skradła wasze serce. Ja mam ich tylu ze musiałbym chyba wynająć cały stadion żeby się pomieścili.
I chyba nie wychodzenie na gbura spaliło na panewce, ale zbyt wiele rzeczy tu nie zagrało. Niby to lekka i dość zabawna powieść, ale do poprzednich dzieł autorki bardzo jej daleko. Jak tak patrzę na te swoje wypociny to zachowuje się tak jak hejterzy w książce. Jednego jestem pewien lepiej na pewno tego bym nie napisał. Na pewno pozycja ta znajdzie swoich fanów i to wielu zwłaszcza wśród tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z twórczością Magdaleny Kozak albo ogólnie fantastyką. Dla nich może to być nowatorska i bardzo ujmująca forma. Dla mnie jednak, starego wyjadacza, o ile mogę się tak nazwać, wszystko gdzieś już było.
Czasami niektóre historie zlewają mi się w jedną całość, mieszają, mam wrażenie, że czytałam coś podobnego i na prawdę, nie wiem czemu, ale „Minas Warsaw”, które napisała Magdalena Kozak, bardzo kojarzy mi się z „Upiorem w ruderze” Andrzeja Pilipiuka. Dlaczego? Sama tak na prawdę nie wiem, jednak dostrzegam tu pewną cechę wspólną. Jest nią poczucie humoru i lekkość w prowadzeniu historii. Pomijam oczywiście fakt, że oboje wydali swoje książki u Fabryki Słów. Z pewnością dlatego, gdy spoglądam na okładkę „Minas Warsaw” mam poczucie, że nawet jeśli zapomnę dokładnie o czym była ta historia, to zapamiętam, że była lekką, napisaną z humorem książką.
Jeśli już o zawartości książki jest mowa, naszym głównym bohaterem jest Maciek Jeżewski, który całkowicie przez przypadek, znajdzie się w nieodpowiednim czasie i miejscu. Pałac Kultury w Warszawie zostaje „okupowany” przez maga oraz jego smoka, który pojawił się w zwykły, niczym się nie różniący od pozostałych, dzień. Przybysz, który z pewnością nie jest z tego świata, pragnie stworzyć go takim, jakim sobie wymyślił, a przy okazji żąda, by ludzie byli mu posłuszni.
„-Kurwa mać! – wyszeptał Zieliński. -Młodzieńcze! – uniósł się od razu czarodziej. – Póki pozostajesz u mnie na służbie, wymagam, by zarówno twoje maniery, jak i słownictwo pozostały nienaganne!” Nasz główny bohater jest jednym z jego „pazi”, zaś cała opowieść i to, jak mężczyzna przedstawia magowi nasz świat ma zabarwienie nieco… średniowieczne. Opowiada mu o rycerzach, giermkach i tym podobnych, zaś mag łyka to wszystko jak pelikan, ale ma też swoje zachcianki, które realizuje jednym machnięciem ręki.
Jak zakończy się ta nieprawdopodobna historia? Skąd w ogóle wziął się czarodziej i jego smok? Mogę Was zapewnić, że nie spodziewałam się tak kreatywnego pomysłu na książkę, jaki zafundowała nam Magdalena Kozak w swojej powieści „Minas Warsaw”.
Historia jest podzielona na rozdziały, jednak nie tylko! Jeśli mam być szczera, to dopiero przy szóstym rozdziale zauważyłam, że są one w pewien sposób… podwójne. Raz oznaczane arabską cyfrą, a raz rzymską. Dało mi to do myślenia. Dlaczego autorka posłużyła się takim zabiegiem? Czemu w tej książce znajdują się jakby dwa osobne opowiadania? Te oznaczone cyfrą arabską odnosiły się do perypetii Maćka i jego zmagań z czarodziejem, natomiast rozdziały oznaczone rzymskimi cyframi, były poświęcone – o zgrozo – książce! Tak! Dobrze czytacie! W „Minas Warsaw”, którą napisała Magdalena Kozak znajduje się książka w książce, a dokładnie opowieść napisana przez Maćka, czyli naszego głównego bohatera!
„Przyjął laptopa, położył przed sobą na blacie. Odczekał chwilę, pozwalając, by wszystkie obrazy napłynęły z powrotem do głowy, a potem zaczął z pasją stukać w klawisze: Rozdział 1.” Ma to niesamowicie ważne znaczenie w całości tej powieści, jednak by nie zdradzić Wam najlepszego, pozostawię tę kwestię niedopowiedzianą. Wystarczy, że będziecie wiedzieć iż w książce pisanej przez Maćka, głównym bohaterem jest Wędrowiec. Postać, która w moim odczuciu więcej ma szczęścia niż rozumu i towarzyszy mu Amaremon – demoniczny kot, który z natury jest bardzo niebezpieczny.
mnie ksiazka wciagnela, najbardziej chyba za sprawa jezyka - jest bardzo lekki, rozrywkowy i latwy w przyswajaniu (jedyne moje zastrzezenie to to, ze czasem przeklenstwa postaci wydawaly mi sie troche wymuszone i nienaturalne XD). problem, ktory z nia mam - tempo(?) fabuly - zauwazylam dopiero pod koniec. bylam wtedy bardzo zdziwiona, ze jest jeszcze tyle watkow itd, do rozwiazania ktorych czulam jakby bylo potrzebne jeszcze z cwierc calej ksiazki. no i okazalo sie ze na koncu watki te zostaly strasznie skompresowane XD. a niektore w sumie wrecz uciete. a przy tym zauwazylam tez, ze kiedy wracajac do ksiazki po okolo pol roku od przerwania jej w polowie balam sie, ze nie bede miala pojecia co sie dzieje, bo pamietam tylko ogolny zarys fabuly (a ksiazka jest dosc gruba), to okazalo sie ze jestem idealnie na biezaco bo tak niewiele sie dotad wydarzylo XD. wiec zwlaszcza przy tym rozciaganiu w srodku to skompresowanie konca moze byc... nieprzyjemne? no czulam sie troche robiona w konia XD ale mozna powiedziec ze to "victimless crime", bo jak mowilam ksiazke mi sie i tak fajnie czytalo i nawet w tej pierwszej polowie nie zauwazylam jak bardzo fabula jest rozciagana. tak koniec koncow to polecam, zwlaszcza jak ktos szuka czegos co jest po prostu rozrywkowe, nie jakies glebokie itd.
Całkiem zgrabne czytadło pomimo dosyć karkołomnych założeń. Autorka spróbowała pożenić ze sobą klasyczne fantasy oraz swoich ulubionych komandosów (w sumie to bardziej operatorów) wszelkiej maści. To, co zazwyczaj wróży spektakularną katastrofę w tym konkretnym przypadku dało całkiem fajny miks, w sam raz na deszczowe październikowe popołudnia. Książka zaczna się od zajęcia Pałacu Kultury przez przybyłego z ... (no właśnie - skąd?) czarodzieja, który zaczyna magicznie odmieniać nasze miasto nie za bardzo wiadomo jak i po co. Kiedy siły specjalne zawodzą w starciu ze smokiem czarodzieja sytuacja robi się patowa, a do nowej siedziby czarodzieja trafia na służbę w charakterze pazia niezbyt wydarzony nerd i początkujący autor powieści fantasy, czyli główny bohater. Wyszło dobrze, a w każdym razie całkiem zjadliwie i relaksująco. Magia jest w stanie ograniczyć możliwości współczesnych specjalsów, a i specjalsi nie w ciemię bici, próbują sobie radzić z magią jak mogą. Raz oni gonią smoka, raz smok ich - cóż, takie życie w służbie. Wartka akcja nie zostawia wiele czasu na zastanawianie się, może to i lepiej, bo konstrukcja całości nie sprawia wrażenia superprecyzyjnej i przy głębszej analizie mogłaby się co nieco zachwiać, ale co tam - nie po to czyta się tę książkę.
Czy informatyk od niedziałających drukarek i zapomnianych haseł może być autorem fantastyki? I to takiej, która żyje swoim życiem?
Maciej Jeżewski wiedzie zwykłe i pewnie niezbyt ciekawe życie. Pewnego dnia widzi magicznie odmieniony Pałac Kultury, a przy nim ogromnego smoka. Potężny mag, nie wiadomo skąd i jak, zawładnął wielkim budynkiem i postanowił upiększyć miasto według własnych upodobań. Przejście z XXI wieku do Średniowiecza nie przypada jednak mieszkańcom miasta do gustu. Trzeba pozbyć się maga i jego pupila. Do akcji wkracza wojsko, a paziami maga zostają Maciek i porucznik Krzysztof Zieliński.
Na Wyspie Wędrowiec ratuje z potrzasku amaremona, demona w postaci wielkiego, dzikiego kota, który odtąd mu towarzyszy. Splotem przypadków mężczyzna zostaje Wybrańcem, który ma zostać władcą Wyspy, jeśli przejdzie próbę Świętości. Z oddziałem Borosara i Moraha wyruszają do wieży maga.
Książka ma dwa wątki, które świetnie ze sobą współgrają. Czyta się błyskawicznie, a akcja wciąga. Jest to lekka i łatwa lektura, z fajnym pomysłem i niepokojącym końcem.
Pierwsza połowa książki irytowała mnie trochę, że względu na zmianę perspektywy co rozdział: po prostu zaczynałam się przywiązywać do danego punktu widzenia, a tu bam! zmieniamy perspektywę. W sumie druga połowa książki podobała mi się dużo bardziej niż pierwsza, a niektóre postacie z dużą chęcią ponownie bym zobaczyła. Sam pomysł jest interesujący, a styl zabawny i interesujący. Nie była to moja ulubiona książka, ale interesującą lektura. Polecam. :)
Ciekawy pomysł fabularny (co mogłoby się zdarzyć, gdyby Pałac Kultury przejął czarodziej ze smokiem u boku), interesująco nakreślone postacie, niektóre zaskakujące nas w miarę rozwoju fabuły... polecam miłośnikom fantasy, jest świeżo i lokalnie!
Op wizard decides to live in the middle of Warsaw, what could go boring? Mc never interacts with the wizard and all the interesting premises dissapear shortly. Just a really average spy thriller where the enemy could be anyone and the story wouldn't change.
Bądźmy szczerzy – na widok czarodzieja i smoka na szczycie Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie każdy by zgłupiał. Mimo tego, że bardzo chciałabym znaleźć się w jakimkolwiek fantastycznym świecie, tak na coś takiego, jak nic pomyślałabym, że czas na wizytę u psychiatry (albo odstawienie leków). Tymczasem w Warszawie XXI wieku, pewnego poranka, właśnie taki widok przywitał jej mieszkańców.
O twórczości Magdy Kozak wiedziałam tyle, że istnieje, że to fantastyka i że raczej podpada pod military fantasy. I w sumie to wystarczyło, bym sięgnęła po jej ostatnią powieść Minas Warsaw. Niestety, nie wystarczyło to, żebym się polubiła z piórem autorki. To nie była zła książka, ale po prostu zabrakło między mną a nią chemii. Dla mnie ta powieść była najzwyczajniej w świecie nijaka, bohaterowie nie wywoływali we mnie żadnych większych uczuć. Nie powiem, żeby Minas Warsaw czytało się źle, bo Magdalena Kozak ma lekkie pióro i strony się same przewracają, ale nie było we mnie krzty zaangażowania w opowiadaną historię. Plusem jest to, że autorka świetnie wykorzystuje swoją wiedzę na tematy wojskowe i w kwestiach działań służb specjalnych (w końcu sama służyła w Iraku czy Afganistanie), ale to nie wystarczy, by stworzyć porywającą powieść.
W dniu, gdy na szczycie Pałacu Kultury i Sztuki pojawia się znikąd smok, a u podnóży budynku – czarodziej, wszystko staje na głowie. Jednostka specjalna, wysłana do pokonania tej dwójki przepada bez wieści, a jednym z niewielu zdolnym jakoś dogadać się z najeźdźcami jest Maciek Jeżewski, pracownik działu IT w Urzędzie Miasta, a amatorsko – pisarz. I tu zaczyna nam się cała zabawa i całkiem ciekawy zabieg, jaki zastosowała autorka. Otóż jesteśmy świadkami, jak świat stworzony przez Maćka i bohaterowie w nim występujący mieszają się z naszym, XXI-wiecznym otoczeniem. Intrygująca koncepcja, chociaż nie wiem, czy do końca przekonuje mnie pomysł spotykania na ulicach orków z Władcy Pierścieni.
Humor, jaki pojawia się w powieści, czasem bawi, ale do mnie za bardzo jednak nie przemawiał. Aczkolwiek jestem w stanie zrozumieć, że komuś to się może podobać. Niewątpliwym jednak plusem tej historii i to, na co położyła spory nacisk autorka, są trudności początkujących pisarzy. Książka jest z 2020 roku, kiedy mieliśmy już naprawdę świetnie działające social media, działał Wattpad, można było publikować to, co się napisało, zamiast tylko skrobać do szuflady. I tu pojawia się problem – większość użytkowników internetu jest przekonana, że są anonimowi, w związku z czym mogą krytykować każdego i wszystko. Konstruktywna krytyka powinna być zawsze mile widziana, ale wylewanie komuś pomyj na głowę i fala hejtu, bo nam się nie podobało, jest poniżej jakiejkolwiek kultury osobistej i powinno być szeroko potępiane, a obecnie spotyka wielu młodych twórców. I z tym spotyka się Maciek, wrzucając na pewną stronę fragmenty swojej powieści – chłopak głęboko ten hejt przeżywa, boi się publikować dalej. Jasne, wiem, że wiele debiutów nie jest najlepszych, ale każdy kiedyś zaczynał i trzeba dać pewien margines zaufania, pozwolić rozwinąć się młodym twórcom.
I cóż ja na koniec mogę napisać? Minas Warsaw to nie jest zła powieść i na pewno znajdzie oddane grono czytelników. Jeśli lubicie militarne klimaty, absurdalny humor i fantastykę, to istnieje spore prawdopodobieństwo, że ten tytuł przypadnie wam do gustu. Ja chyba jednak fanką pióra Magdaleny Kozak nie zostanę i to była pierwsza, a jednocześnie ostatnia moja przygoda z jej twórczością.