Everest. Czomolungma. Góra gór. Jest jak magnes. Piękna, intrygująca, dumna i niebezpieczna. Rozpala wyobraźnię niejednego wspinacza - bo któż nie chciałby wejść na Dach Świata? I choć Everest bez wątpienia jest magiczny, stał się też kołem zamachowym potężnego biznesu. Każdego roku wydaje się setki pozwoleń na wejście na szczyt, a ci, którzy pragną zmierzyć się z Czomolungmą, muszą zapłacić za wyprawę niewyobrażalne pieniądze.
Siła Marzeń, czyli jak zdobyłam Everest to książka czasem zabawna, czasem wzruszająca, ale przede wszystkim szczera i wciągająca bez reszty. O tym, jak urzeczywistnić z pozoru nierealne plany, gdy jest się mamą nastolatka i pracuje się na etacie. I o tym, jak przygotować się fizycznie, logistycznie, psychicznie i finansowo do tego, by zmierzyć się z najwyższą, najtrudniejszą i najbardziej kosztowną górą świata. W strefie śmierci bowiem wszystko robi się źle. Źle się oddycha, chodzi, trawi, a ryzyko, ból, tęsknota za bliskimi i przekraczanie granic własnych możliwości to tylko niektóre składniki wysokogórskiej wyprawy. Siła Marzeń, czyli jak zdobyłam Everest to opowieść o wielkiej pasji, podejmowaniu wyzwań, inspirowaniu do spełniania marzeń i niepoddawaniu się przeciwnościom losu. A przede wszystkim o tym, że pod żadnym pozorem nie wolno rezygnować z dziecięcych pragnień.
Bogumiła "Miłka" Raulin. Autorka projektu Siła Marzeń, himalaistka, podróżniczka. Miłośniczka wspinaczki wysokogórskiej, szybownictwa (III klasa pilota szybowcowego). W 2018 r. została najmłodszą Polką, która zdobyła Koronę Ziemi (35 lat i 19 dni w dniu zdobycia szczytu Mt. Everest, 22 maja 2018) w wersji 9 szczytowej.
Jakbym miała nadać tytuł mojej recenzji, napisałabym - 'don't do it at home'. Jak już piszę opinie, staram się pisać te pozytywne, a jak pozytywnie nie mogę wiele napisać, to zwykle nie piszę wcale. Jednak ta książka kierowana jest do laików i czuję, że może zrobić straszną krzywdę, więc postanowiłam napisać kilka słów. Pierwsza książka Miłki była pełna bzdur i błędów, ale była faktycznie insipirująca i o realizacji marzeń. Stąd chętnie zabrałam się za lekturę drugiej i bardzo tego żałuje. Mam wrażenie, że ta książka wcale nie jest o zdobywaniu Everestu, ale o poobgadywaniu, a przede wszystkim dokopaniu wszystkim ludziom, którzy mieli nieszczęście zaleźć konfilktowej Miłce za skórę - czy to w pracy, czy w górach. Obgadywanie (celowo nie pisze, 'wyrażanie opinii', bo ta pogarda wobec innych ludzi niewiele ma wspólnego z opiniowaniem) w książce jest trochę jak rozmawianie o umarłych - nie bardzo mają się jak obronić, prawda? Mało tego, jest duża obawa i liczę się z tym ryzykiem, że jak Miłka wyda kolejną książkę, bedzie tam odniesienie do wstrętnej recenzentki:) Podziwiam bardzo w autorce determinację w zdobywaniu marzeń, ale kompletnie nie rozumiem jej arogancji, ani z czego wynika poczucie, że jest ekspertką w dziedzinie gór. To trochę tak jakby z dworca centralnego w Warszawie poszła zwiedzić Pałac Kultury, a potem wypowiadała sie jako przewdonik po Warszawie. Książka chyba napisana była w dużym pośpiechu, bo ciężko mi wytłumaczyć inaczej tę ilość błędów rzeczowych i logicznych, czy zaprzeczanie sobie ( przykład: gdy pisze o lawinie, która porwała Szerpów: 'Nie mieli ŻADNYCH szans, wobec tego, co ich czekało", by w kolejnym zdaniu stwierdzić, że przeżyło kilku z nich),ale tu pytam gdzie była redakcja, że przepuściła takie babole? Poza tym spora część książki to tłumaczenie dlaczgo wydała tyle tysięcy dolarów na agencję, choć było mnóstwo tańszych ( w tym podawania bzdurnych argumentów typu: oczywiste, że Nepalczycy, którzy są dużo tańsi, nie są w stanie zorganizować takiej wyprawy jak droższe agencje pozanepalskie. Serio Miłko? Nie wiesz ile kosztów więcej PONOSZĄ nienepalczycy? Błagam..), po to by potem hejtować swojego doświadczonego przewodnika najpierw za to, że chce ją ratować, a potem za to, że nie chce, gdy ona 'niemal umierająca', nie była w stanie porozmawiac z nim na miejscu, ale napuścić na niego przez telefon chłopaka z bazy to już dała radę. Takich przykładów mam mnóstwo, dno jednak autorka osiągnęła dla mnie skromnie porównując się do jednej z najwybitniejszych himalaistek w historii - Wandy Rutkiewicz, której sukcesów już raczej na pewno nie da się przebić ( to dopiero jest ego!), by stwierdzić na koncu porównania, że co tam sukcesy Wandy, skoro to ona Miłka ma dziecko. SERIO?! ( brakuje mi tu emotki:facepalm). Mam nadzieję, że czytelnicy jej książek zainispirują się jej determinacją w zdobywaniu marzeń, ale nie w organizowaniu wypraw górskich. Obawiam się, że to przez takich ludzi jak Miłka mamy turystów idących z Giewontu na Rysy w trampkach i tych, których zaskoczył zmrok zimą nad Morskim Okiem. Jedną gwiazdkę daje autorce za docenianie niewzwykle ważnej roli Szerpów w himalajskich wyprawach i osiągnięciach.
Niestety to jest chyba najgorsza książka w tematyce górskiej jaką do tej pory przeczytałam. Utwierdza mnie w przekonaniu, że książkę może napisać każdy, jednak tylko niewielu powinno. Książka słaba merytorycznie i irytująca w narracji. Szczerze podziwiam autorkę za determinację w realizacji celu i zorganizowanie swoich wypraw. Jednak porównywanie się do Wandy Rutkiewicz, tej Wandy Rutkiewicz, uważam za niesmaczne. Tak samo jak i komentarze na temat depresji i ludzi psychicznie chorych (że takie uwagi ktoś w wydawnictwie puścił do druku...). I to nie jedyne słabe wątki. Lepiej poświecić czas na bardziej wartościowe pozycje.
Przeczytałem już kilkanaście książek na temat himalaizmu i nic mi tak nie obrzydziło tej tematyki jak ta pozycja. Dziękuję! Dzięki autorce jeszcze bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że komercyjne wycieczki na Everest nie mają nic wspólnego ze sportem. Na dodatek autorka nie mogła się powstrzymać od gorzkich, feministycznych żalów, co nie ma absolutnie nic wspólnego z tematyką książki.
Zrobiłam dnf bo nie da się jej czytać. Najgorzej napisana książka o himalaizmie, pokazująca całą komercje tego miejsca. Jeśli ktoś lubi tematykę gór i dążycie szacunkiem osoby, które zdobywają szczyty to nie czytajcie tej książki.
Ciekawie opisane przygotowania do wyprawy jak i sama wyprawa najmłodszej polki która zdobyła Everest. Końcówka książki jak dla mnie zbyt przyspieszyła historię która opowiadała.