Zona obcych nie lubi, a swoich... swoich rzadko kiedy wypuszcza.
Krzemień raz już zdecydował, że wraca do normalnego życia. Wraz z dwoma przyjaciółmi wyszedł z Zony, sprzedał towar i ponownie zaczął nazywać się Aleksiejem Kożewnikowem, pracującym jako brygadzista na zakładzie remontowym. Znów został kochającym mężem i ojcem.
Jednak Zona przypomina o sobie nawet z daleka.
Krzemień nie ma wyboru i wraca na dawne ścieżki, aby ratować syna. Tam, za Kordonem, już czekają jego wrogowie, jego przyjaciele, jego sojusznicy, jego przeciwnicy – Zona potrafi zmieniać bieguny dobra i zła, często bawiąc się ludzkimi losami w sobie tylko wiadomym celu.
Stalker, walczący o coś więcej niż własne czy cudze życie.
Agent służb specjalnych, prowadzący akcję pod przykrywką.
Młody, nieszczęśliwie zakochany biznesmen.
Bandyta, który najwyraźniej zawarł pakt z wysłannikami samego Diabła.
Co może ich łączyć?
Nic.
Albo i wszystko.
Co Zona zwiąże, człowiek nie jest władny rozdzielić.
Więzy zony to moje absolutnie pierwsze czytelnicze spotkanie z Zoną. Wcześniej omijałem ją szerokim łukiem, bo literaturę z Zony traktowałem na równi z tą z uniwersum Metra, które mi nie podeszło. Nie wiem czemu, ale cieszę się, że zmieniłem podejście.
Nie będę więc przyrównywał książki Romana Kulikowa do innych wydawanych w Fabrycznej Zonie. Jako laik w temacie mogę napisać, że bardzo dobrze bawiłem się podczas lektury i książka mnie bardzo wciągnęła. Nie planowałem jej recenzji, ale po zapoznaniu się z fragmentem, zaciekawiłem się losami Krzemienia i chciałem wiedzieć zwyczajnie „co dalej”.
Autor postawił na bardzo ciekawe wykorzystanie jednego z artefaktów Zony i tym samym nadał fabule ważne znaczenie dla jednego z jej głównych bohaterów. Stawka była wysoka od początku. Wyższa niż największe bogactwa, jakie może dać Zona.
Jeżeli Więzy zony odrzeć z całej otoczki Zony to dostalibyśmy świetną powieść akcji i typowo męską opowieść mogącą konkurować z najlepszymi powieściami gatunkowymi. W książce znajdziemy mnóstwo większych lub mniejszych starć. Zarówno tych z użyciem broni palnej i białej, jak i pojedynków siłowych. Są także elementy taktyczno-bojowe. Przede wszystkim zaś książka opowiada o wykuwanych w znoju walk więzach przyjaźni i wzajemnego szacunku, pomiędzy różnymi od siebie bohaterami powieści. I ten element bardzo przypadł mi do gustu. Dzięki temu postacie nie były mi obojętne i kibicowałem wszystkim do końca. Każdy z bohaterów wszedł do Zony w innym celu. I każdy wyszedł odmieniony przez Nią, w ten lub inny sposób.
Jednak Więzy zony to powieść, gdzie Ona gra bardzo ważną rolę. Dlatego ta znakomita powieść akcji wzbogacona jest o wszystkie elementy Zony. Jako laikowi autor potrafił mi bardzo zgrabnie przedstawić Jej podstawowe założenia i nie czułem się zagubiony podczas śledzenia losów postaci. Mało tego, podczas lektury mogłem momentami poczuć się jak bohater gry, gdzie muszę ominąć rozmaite pułapki w formie anomalii i mutantów, by zdobyć upragniony artefakt. Bardzo przyjemne czytelnicze odczucie.
Fanom Fabrycznej Zony książki nie muszę polecać, bo wiedzą lepiej ode mnie, czy powieść jest warta uwagi. Swoją opinię kieruję zwłaszcza do osób, które podobnie jak ja, wcześniej z Zoną nie miały do czynienia. Więzy zony są naprawdę warte uwagi i fani powieści akcji śmiało mogą po nią sięgnąć. Elementy fantastyczne w tej powieści tylko nadają jej uroku i po Więzy zony może sięgnąć absolutnie każdy. Książka trzyma w napięciu i jest bardzo dobrze napisana oraz przetłumaczona. Czuć ducha tłumacza i fani Michała Gołkowskiego poczują znajomy klimat jego powieści. Gorąco polecam, bo wierzę, że będziecie bawić się podczas lektury tak dobrze jak ja.
Zatęskniło mi się do Zony. Więc po ponad dwurocznej przerwie postanowiłam na nowo poczuć ten dreszcz emocji związany z odkrywaniem starych ścieżek, podglądaniem znanych anomalii i mutantów. Pomoc w „rzucaniu mutrą” miał zapewnić mi Roman Kulikow i jego Więzy zony. Czy podołał zadaniu?
Krzemień i powrót do Zony. Aleksiej Kożenikow vel Krzemień już kilka lat temu postanowił powrócić do normalnego życia na Dużej Ziemi. Wraz z dwójką przyjaciół wyszedł z Zony, sprzedał cały towar i powrócił do pracy jako brygadzista na Dużej Ziemi.
Zona to jednak zazdrosna kochanka i nawet po latach nie daje o sobie zapomnieć. Tym razem postanowiła być wyjątkowo okrutna. By uratować syna, Aleksiej musi ponownie przekroczyć Kordon i zdobyć artefakt, który jako jedyny może ocalić jego dziecko. Czy podoła zadaniu?
Jest klimat, ale… W Zonie Romana Kulikowa poczułam się troszeczkę jak „w domu”.
Podobało mi się, ta nauka Zony na nowo. Zwracanie uwagi (jak żółtodziobowi) na ważne detale, anomalie czy mutanty oraz aspekty życia za Kordonem. Ta cała otoczka miała swój niesamowity klimat, a ponowne rzucanie muterką i spotkanie z juchociągiem spowodowały mały dreszczyk emocji,
Ujęła mnie również sama historia. W zasadzie to nie jedna historia, ale trzy osobne wątki, które w odpowiednim momencie się spajają i tworzą jedną, ciekawą całość.
I tak mamy Krzemienia, zrozpaczonego ojca, który zrobi wszystko, by ocalić syna. Bogatego, zmanierowanego malarza Leonida (Miękisza), który okazuje się tajnym agentem na misji i w końcu zakochańca Antona, który pragnie odnaleźć remedium na utraconą miłość.
No i ogólnie wszystko mi „grało i śpiewało”, ale zabrakło mi w tej całej zabawie, takiego soczystego humoru (Gołkowski i Noczkin mnie trochę rozpieścili ;)). No cóż, nie każdy „ironią sra”, a Zona Kulikowa i bez tego mi się podoba. Więc jak lubicie te klimaty i chcecie na nowo poczuć zew Zony, to sięgnijcie po Więzy zony, będziecie zadowoleni.
Książka ta jest niestety bardzo nierówna. Fabuła od samego początku rozwija się niezwykle interesująco po czym gdzieś mniej więcej w połowie zauważalnie i wyraźnie zwalnia. Potem nie dzieje się już zupełnie nic poza łażeniem po lesie i walkami z mutantami. Kompletnie ale to zupełnie nie ma tam już żadnej fabuły. Ot, idziemy tu, potem tam, a na końcu jeszcze gdzieś indziej. Jakby autorowi zabrakło pomysłu na dalsze perypetie naszych bohaterów. Nie jest to książka zła jednak do wybitnych nie należy, trochę szkoda zmarnowanego potencjału.
"Dowolny doświadczony stalker, widząc, jak ten biegnie na złamanie karku, dostałby ataku serca. Ale czasami niewiedza naprawdę potrafi być błogosławieństwem: gdyby Anton wiedział minimalnie więcej o czyhających wokół niebezpieczeństwach, to pewnie zawahałby się, zwolnił, i to kosztowałoby go życie. A tak biegł, nie myśląc o niczym, gnany strachem i instynktem samozachowawczym, słysząc tylko szum wiatru w uszach i ujadanie z tyłu."
Jest w Zonie coś magnetycznego i przyciągającego, że trudno do niej nie wrócić nawet jeśli pierwsze spotkanie było raczej średnie. W tak dużym uniwersum, tworzonym przez różnych autorów trafiają się powieści lepsze i gorsze, a "Więzy Zony" Romana Kulikowa zaliczyć można do tej pierwszej kategorii. W powieści tej wszystko zagrało: interesujące postacie, świetne dialogi, a do tego intryga - może nie zbyt skomplikowana, ale wystarczająca by wciągnąć. A to wszystko osadzone w Zonie, która kusi obietnicą zysku lub przygody, jednocześnie odstraszając anomaliami... i innymi poszukiwaczami przygód.
"Trzymaj się blisko, broń w pogotowiu, oczy dookoła głowy. Nie sądzę, żeby mieli od razu strzelać, ale kto ich tam wie? Ludzie to najgorsza z anomalii Zony."
"Więzy zony" to powieść wielotorowa, która początkowo podąża za kilkoma bohaterami i ich wątkami - do miejsca, w którym muszą się przeciąć: Zonie. Przekrój bohaterów jest bardzo ciekawy - od doświadczonego stalkera, świetnie znającego Zonę, który postanowił z nią zerwać i wieść "normalne" życie, poprzez członka służb z misją i jego "przeciwieństwo" bandziora (a obu ich łączy więcej niż są sobie w stanie wyobrazić), w końcu po kompletnego żółtodzioba, którego do skażonej strefy pcha...złamane serce. Ta mieszanka charakterów sprawia, że nie sposób się z nimi nudzić! Do tego interesująca fabuła, oparta o dwie motywacje - personalną i globalną; stawiającą pytanie co jest ważniejsze - ratowanie rodziny czy całego narodu/świata?
"Wszystko to wyglądało tak bardzo smutno znajomo. Powolny upadek i zaniedbanie było charakterystyczne nie tylko dla graniczących z Zoną miasteczek, ale też i miast praktycznie na całym terytorium byłego Związku. A co najgorsze - próchniały, płowiały i poddawały się nie tylko ulice i domy, ale przede wszystkim ludzie. Zgasł w oczach ogień wiary w lepszą, świetlaną przyszłość, których pchał ich naprzód, dawał siłę do walki, do życia. Zamiast tego został tylko zimny poblask chciwości, wyrachowania i pragmatyzmu, koniecznych do przetrwania."
Wszystkie wymienione wcześniej elementy spaja wartka akcja zaprawiona odrobiną humoru i realistycznymi dialogami. Należy także przyznać, że całość jest po prostu bardzo dobrze napisana i "Więzy Zony" zwyczajnie przyjemnie się czyta. To wszystko zachęca, by zapoznać się z kolejnymi powieściami autora.
Jeśli miałabym wskazać jakąś wadę to będzie finałowa scena "batalistyczna", której rozmach nie pasował do tej w gruncie rzeczy kameralnej historii o ojcu walczącym o życie syna czy chłopaku leczącym złamane serce. Nie przekreśla jednak całości - i tak jak reszta jest dobrze napisana, a cięty humor idealnie rozładowuje potencjalne zadęcie, które takim "epickim" walkom potrafi towarzyszyć. Innymi słowy - nie ma się w gruncie rzeczy do czego przyczepić.
"Więzy zony" jako jedna z lepszych powieści z tego uniwersum jest idealna na początek przygody z Fabryczną Zoną - lub jako druga szansa. Jeśli czytaliście powieści innych autorów z tego świata i mieliście mieszane uczucia, warto spróbować sięgnąć po powieść Kulikowa. To historia, która wciąga, pozwala poznać Zonę i oczami żółtodzioba, i doświadczonego stalkera. Dzięki temu nawet jeśli jest to nasze pierwsze spotkanie z tym światem, nie czujemy się zagubieni, ale zaintrygowani. Trafnym wyborem jest rozpoczęcie powieści od historii Krzemienia - ojca, którego miłość do syna zmusi do powrotu do Zony - która od razu zaangażuje nas emocjonalnie. A kolejne wątki wprowadzają odpowiednią mieszankę dynamiki i humoru - opartego na wspomnianych wcześniej ciętych dialogach. Jestem przekonana, że jak za jakiś czas poczuję znów zew Zony to z przyjemnością wrócę do historii stworzonej przez Romana Kulikowa!