Wakacje w Chałupach z mamą są dla Julki nudne i męczące, dopóki na horyzoncie nie pojawia się Weronika. Ta wieczna optymistka namawia Julkę do przedłużenia wakacji, spróbowania swoich sił w surfowaniu i wieczornych wypadów z chłopakami na plażę. Julka, której każdą myśl zaprząta początkowo Kamil, poznaje instruktora windsurfingu i… zakochuje się!
Z nieśmiałej szarej myszki przeobraża się w kobietę, która zaczyna walczyć o siebie, swoje pragnienia i marzenia. Wreszcie stawia na swoim.
Wzięłam się za tą książkę, bo leżała na półce, a potrzebowałam czegoś krótkiego. Ogólnie dostałam ją kiedyś w szkole, bo inaczej pewnie nawet nie spojrzałabym na okładkę. A co do treści? Moim zdaniem nie warto. Warte przeczytania było tylko max 50 ostatnich stron, a już i to mocno naciągane. Zakończenie też kompletnie nie oddające tego co działo się w książce, po prostu za krótkie i za mało rozwiązało. Jedyne co moim zdaniem na plus to przemiana głównej bohaterki, która rzeczywiście ma jakiś sens i chociaż trochę głębi. Przez długi czas nawet się z nią utożsamiałam mimo że czasami postępowała kompletnie nielogicznie. Jednak nie sięgnęłabym po tą książkę po raz drugi i raczej nie poleciałabym jej znajomym. Sam zamysł interesujący mimo, że oklepany ale rozwinięcie totalnie do mnie nie przemawia 2/5