Ziemia, rok 2077. Globalne ocieplenie i zatrucie środowiska doprowadziły do szeregu katastrof naturalnych, życie jest możliwe tylko tam, gdzie wkracza technologia.
Zdecydowana większość tych, którzy przetrwali, zamieszkuje gigantyczne metropolie, gdzie wszystko jest wytwarzane i kontrolowane przez rządzącą w danym regionie korporacje, które przejęły role państw. Współpracują one z gangami, które są równie okrutne i bezwzględne jak oficjalni rządzący.
Zmieniła się także globalna rozrywka; teraz na ekranach holo królują krwawe zmagania współczesnych gladiatorów. Najtwardsi z najlepszych mierzą się na gigantycznych stadionach-szachownicach w rozgrywce, która jest połączeniem szachów i sportów walki.
W tej rzeczywistości żyje Rafał Tymura, Polak o japońskich korzeniach, były żołnierz sił specjalnych, pracujący jako ochroniarz podrzędnego polityka. Gdy ludzie jednego z lokalnych oligarchów mordują jego żonę, Tymura rusza mroczną ścieżką zemsty.
Nowa tożsamość, cyborgizacje, zejście do przestępczego półświatka Tokyoramy to środki, które mają zaprowadzić go do celu. Jednak to arena okaże się miejscem, gdzie będzie mógł dokonać zemsty i dowiedzieć się, kto tak naprawdę stoi za morderstwem jego żony.
Robert J. Szmidt is a writer, translator, publisher and editor in chief of a number of magazines, including “Science Fiction” monthly magazine. He created a couple of literary and film awards, and the second largest digital library of science fiction texts in the world (www.fantastykapolska.pl). He is best known for his eleven best-selling SF novels and almost twenty short stories. His books appeared in Poland, USA and Russia.
Książka się dłuży niemiłosiernie, chociaż są ciekawe momenty jest na prawdę dużo opisów ale jestem w stanie zrozumieć bo chodziło też o przedstawienie wyimaginowanego świata. Co do zakończenia.. no nie wiem. Szkoda Rafała to na pewno. Powiedziałabym że czekam na kontynuacjie ale raczej nie przeczytałabym tego jeszcze raz.
nie wiem czy to się nadaje nawet na taką ocenę, główny bohater jest taki nudny tak jak cala historia z tą zemstą. Zakończenie książki i epilog są tragiczne XD (aczkolwiek rozumiem taki urok cyberpunka że happy ending nie istnieje). Gdyby Motherhacker byłaby główną bohaterką to dałbym 5/5, no ale cóż mamy Tymurę którego nie da się lubić.
(Nawet musiałem zrobić sobie kilku miesięczną przerwę żeby to dokończyć xppp) W sumie to oceniam tą książkę na 1,5/5 - nie zasługuje na tą 2 🤭
Ot, taki cyberpunkowy cukiereczek do zapełnienia pustki po Cyberpunku od REDów. Dużo się dzieje, szybko się dzieje... Taki miks "Gambitu królowej" i obecnie modnego hasła high tech, low life. Ale te kilka ostatnich stron rozdarłoby mi serduszko, gdybym mocniej zżyła się z bohaterami - bodajże Snerg zrobił coś podobnego?
Fajna książka osadzona w cyberpunkowym świecie bliższa mi bardziej do Deus Ex niż do Cyberpunka.
Książka nie była zła, była po prostu przyzwoita. Fajnie przedstawiony świat po wojnie o dobra naturalne, całkiem fajnie przedstawiona klasyfikacja ludzi w wielkich metropoliach poziomowych. Dobrze przedstawiona władza korporacyjna nad niższymi klasami.
Zaś zemsta o której tu mowa? No nie powiem była dla mnie zbyt bardzo rozwleczona. Czulem, że się dużo dzieje i nic z tego nie wynika. Do samego końca książki miałem wrażenie, że dostałem wersje demo książki i nie skończy się to sensownie definitywnym zakończeniem.
Lecz końcówka udźwignęła całość i dzięki temu ocena 3.5 a nie 3, które dla mnie jest po prostu OK.
Brak „świeżych” dostaw książkowych z Polski zmobilizował mnie do bliższego przyjrzenia się moim „półkownikom”. A ponieważ Roberta J. Szmidta jeszcze w wersji cyberpunkowej nie czytałam, od razu pomyślałam, że warto tę małą niedogodność nadrobić i sięgnęłam po naznaczony zemstą Mrok nad Tokyoramą.
Jest rok 2077. "Globalne ocieplenie i zatrucie środowiska doprowadziły do szeregu katastrof naturalnych, życie jest możliwe tylko tam, gdzie wkracza technologia. Zdecydowana większość tych, którzy przetrwali, zamieszkuje gigantyczne metropolie, gdzie wszystko jest wytwarzane i kontrolowane przez rządzącą w danym regionie korporacje, które przejęły role państw. Współpracują one z gangami, które są równie okrutne i bezwzględne jak oficjalni rządzący.
Zmieniła się także globalna rozrywka; teraz na ekranach holo królują krwawe zmagania współczesnych gladiatorów. Najtwardsi z najlepszych mierzą się na gigantycznych stadionach-szachownicach w rozgrywce, która jest połączeniem szachów i sportów walki.
W tej rzeczywistości żyje Rafał Tymura, Polak o japońskich korzeniach, były żołnierz sił specjalnych, pracujący jako ochroniarz podrzędnego polityka. Gdy ludzie jednego z lokalnych oligarchów mordują jego żonę, Tymura rusza mroczną ścieżką zemsty.
Nowa tożsamość, cyborgizacje, zejście do przestępczego półświatka Tokyoramy to środki, które mają zaprowadzić go do celu. Jednak to arena okaże się miejscem, gdzie będzie mógł dokonać zemsty i dowiedzieć się, kto tak naprawdę stoi za morderstwem jego żony."
Cybernetyczni gladiatorzy. Historia Tymury wciągnęła mnie w zasadzie od samego początku. Oparta na prostym schemacie zemsty, może nie była zbyt odkrywcza (bo tematyka zemsty przerobiona już chyba została na każdym możliwym froncie ;)), ale miała przysłowiowe „ręce i nogi”.
Do tego samą książkę czytało się wyśmienicie, a świat w niej przedstawiony (ze wszystkimi technicznymi bajerami) z jednej strony był fascynujący, a za zarazem duszny i przerażający.
Wszystko przez podział na kasty, permanentną inwigilację jednostki, korporacyjne zarządzanie zamkniętymi przed resztą świata i słońcem metropoliami (wyniuchaliście już cyberpunk? ;)) oraz jedyną dostępną, acz bardzo elektryzującą dyscyplinę sportową zwaną pieszczotliwie Che-do.
Dyscypliną, w której dzięki połączeniu w sobie piękna szachowej rozgrywki z brutalnością wszystkich dostępnych na rynku sportów walki, zawodnicy acz bardziej gladiatorzy, osiągają prestiż i status półbogów.
Motherhaker. No i właśnie do tego grona gladiatorów postanawia dołączyć Rafał, czyli główny bohater, idealista i romantyk w jednym, który postanawia przyjąć zemstę w „formie na zimo”. Bardzo fajnie sklecona postać, z dobrymi tekstami, za którą chce się podążać i trzymać kciuki.
Jednak dla mnie absolutną „wisienką na torcie” tej historii nie był wyprany z emocji wojak, ale legendarna hakerka Motherhaker. Kobiecinka nieźle wymiatała, jej teksty i akcje, to absolutne mistrzostwo świata.
Więcej jednak zdradzać Wam nie będę, gdyż lepiej samemu wspinać się się po poziomach kastowych, zakosztować walki na arenie i sprawdzić jak smakuje zemsta „na zimo”.
P.S. Dwa razy zastanówcie się przed czytaniem epilogu, gdyż ostrzeżenie autora o czytaniu go na własną odpowiedzialność jest w pełni uzasadnione. ;)
Szczerze nie wiem od czego zacząć. Jestem świeżo po przeczytaniu tej książki i mam naprawdę dużo do powiedzenia. Myślę, że zaczne od kilku bardziej personalnych rzeczy. Z początku bardzo kusiło mnie by dać tej książce trzy gwiazdki, jednak finał przekonał mnie aby dodać tą jedną więcej. Sięgnałem po tą opowieść jako fan gry Cyberpunk 2077 aby zapełnić pustkę po jej ukończeniu. Z tej funkcji wywiązała się znakomicie.
Jednak wiele jej aspektów sprawiło, że nie byłem całkiem do tej lektury przekonany. Otóż jako osoba, która siedzi w gatunku cyberpunka mogę śmiało powiedzieć, że osoby wcześniej nie zaznajomione z futurystycznym, brutalnym, postapokaliptycznym światem mogą najzwyczajniej nawet nie przetrwać do połowy z czytaniem tej książki. Dlaczego? Bardzo ciężko byłoby takiej osobie przebrnąć przez opisy funkcjonowania całych metropolii i najzwyklejszego zrozumienia jakimi prawami rządzi się tamten świat, dla wrażliwych osób brutalne opisy mogą być zwyczajnie "too much". Początek książki pisany jest naprawdę martwo, to moje osobiste odczucie. Brakowało mi czegoś w tle co dawałoby ci poczucie napięcia, oznaki, że wszystko dookoła głównego bohatera jest żywe, jak i sam bohater. Byłem doprawdy zrezygnowany, że książka niczym mnie nie zafascynowała, JEDNAKŻE od dwudziestego rozdziału książka jakby ożywa, coś co mogłaby już zrobić od samego początku.
Ogarnęła mnie lekka frustracja, bo gdyby opowieść była opowiadana w takim stylu jak od dwudziestego rozdziału, to dosłownie wszystko czytałoby się przyjemnie i bardzo szybko, nie tylko drugą jej połowę. Wiem, że momenty wprowadzenia czytelnika do opowieści, i sama opowieść musi się rozwinąć ale nie uwierzę w to, że musiała być taka stypa na samym początku, można byłoby inaczej to rozegrać/napisać.
Mimo wszystko Rafał był dobrze napisaną postacią, polubiłem go i jego specyficzne poczucie humoru.
Jeśli ktoś lubi krwawe i brutalne wątki nie odpływając zanadto w fantastykę - to coś w sam raz. Szczerze epilog pozytywnie zmiótł mnie z nóg, jednak w gatunku cyberpunka trzeba się przygotować na dużą dawkę bólu i zgrzytania zębami.
Jak teraz podsumuję sobie całokształt całej historii to pan Robert Szmidt napisał kawał dobrej historii, polecam wszystkim o mocniejszych nerwach i determinacji by nie zostawić tej książki w połowie.
Slabe trzy. Od początku trochę nie trzyma sie kupy, potem jest już tylko gorzej. Choc przynajmniej akcja się rozkręca minimalnie, więc to mniej boli. Bohaterowie papierowi podobnie jak ich motywcje. Na samym końcu dostajemy 6 stron wytłumaczenia, że nie jednak niby wszystko miało sens bo my po prostu nic nie wiemy. Zagranie z serii, nie mam pomyslu na zakończenie z przytupem to wam napiszę, że bylo inaczej. Wielkie obietnice na okładce i wielkie rozczarowanie.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Pozycja wzięta na przegryzkę i zadanie spełniła. Dość szybko przeleciałem przez całość z ciągłym wrażeniem, że jest jakoś zbyt dynamicznie i bohaterowi wszystko idealnie się układa… mimo ostrzeżenia zawartego przez epilogiem postanowiłem przeczytać i wiele się wyjaśniło :)