נחמיה כהן הוא תלמיד חכם, בעל־שם, רמאי קטן ונווד מושבע. עם שש אצבעות בידו האחת, תשוקה בלתי־נשלטת לספרים וחוט שדרה מוסרי מפוקפק יוצא נחמיה למסע אל המשיח שזה עתה קם: שבתאי צבי. נחמיה מזמין את הקורא אל אחת התקופות הסוערות בהיסטוריה היהודית, מזרח־אירופה של המאה השבע־עשרה, שלא דרך שחקניה הראשיים והמוכרים אלא דרך שלל גיבורי שוליים. תלמידי חכמים, שודדים, נביאות, שחקנים־נודדים, הוזי הזיות וחולמי חלומות יהודים, מוסלמים ונוצרים, נעים במסע זה לצדו של נחמיה ברגל, בעגלות ובאוניות רעועות ברחבי אירופה, מפולין ועד קושטא. יעקב צ. מאיר הוא היסטוריון של תולדות הספר ומחברם של הרומן "גם ציפור" (הקיבוץ המאוחד, 2012) וספר הרשימות על פרשת השבוע "דרישות" (ידיעות ספרים, 2015), שזכו לשבחי הביקורת.
{Gwiazdek 4 i pół! Jutro/pojutrze napiszę dlaczego.}
O sugerowane skojarzenie z "Księgami..." Olgi Tokarczuk zadbał (iście po amerykańsku!) sam wydawca. Ale "Nechemia" wręcz prosiła się o taką zapowiedź. Mnie samemu dosyć szybko przypomniała się ta niebywale rewelacyjna "Solfatara" Macieja Hena. Może nie czyta się aż tak wartko ale to raczej przez te potężne dawki tej 'nieoczywistej wiedzy', o której wspomina OT. Wiedzy trudnej do przyswojenia, miejscami bolesnej. Bolesna jest świadomość olbrzymiej straty, do której w znacznym stopniu sami się przez stulecia przyczynialiśmy. O historii, religii, kulturze naszych żydowskich współobywateli Rzeczypospolitej możemy już tylko czytać. Duża rzecz; zostaje w głowie.
SZELMOWSKA, PEŁNA INWENCJI I CIETEGO HUMORU OPOWIEŚĆ O NIEODGADNIONEJ ŻYDOWSKIEJ DUSZY
Nechemia jest zupełnie innych gatunkiem literackim, które czytam na co dzień. Powieść jest porównywana do Ksiąg Jakubowych autorki Olgi Tokarczuk, których nie czytałam.
Czytając książkę będziemy mogli się spotkać z Nechemią, przekrętem, który ma dar do pakowania się w kłopoty niejednokrotnie na własne życzenie. Ma więcej szczęścia niż rozumu, i niczym kot spada na cztery łapy. Skandalista i łotr wywołujący niejednokrotnie burzę przed którą musi uciekać. Nechemia jako Rabin Komarna jest kabalistą, alchemikiem, medykiem, który opuszcza rodzinę i wyrusza w drogę przez Kraków i klasztor jasnogórski, na spotkanie z Mesjaszem. To dopiero początek jego wędrówki, która przyniesie nie tylko nowe znajomości, ale także cierpienie i chwilową sławę. Ciągle podszyty wiatrem niczym niespokojny duch, włóczy się po świecie szukając odpowiedzi na wiele pytań, i kamienia filozoficznego. Nechemia to Żyd rządny wiedzy, z sześcioma palcami u jednej ręki, kłamca i oszust oraz wielbiciel Tory. Autor zaprasza nas do świata żydowskiej społeczności i okresu XVII - wiecznej Europy, gdzie możemy poznać żydowskie obyczaje i posłuchać opowieści przenosząc się w czasie. Klimatyczna, pełna humoru powieść, która pochłonie niejednego czytelnika.
Kłamca, szalbierz, niekiedy podstępny krętacz i łotr, ale jednocześnie kabalista, miłośnik świętych ksiąg, mąż, ojciec, a nawet rabin – tytułowy Nechemia to bohater tak barwny i pełen sprzeczności, że polubiłam go od pierwszych stron. To właśnie wraz z nim wyruszamy w podróż po XVII-wiecznej Europie, a uwierzcie, że będzie się działo!
Autor Yakov Z. Mayer barwnie kreśli obraz społeczności żydowskiej tamtych lat – ze wszystkimi niepokojami i troskami, pogłoskami o zbliżającym się nadejściu Mesjasza, ortodoksyjną wiarą, ale także zabobonami i odstępstwami od wielowiekowej tradycji.
Świat wykreowany w "Nechemii " to jednak nie tylko wiernie odwzorowanie realia czasów minionych, ale także obrazy i historie pełne aluzji, groteski, niekiedy pozornie proste, kryjące za sobą często zapomniane prawdy o życiu.
"Nechemia" to wciągająca powieść drogi, w której bohater nie tylko co rusz wpada w nowe tarapaty, cudem ratuje się od śmierci, za chwilę znowu wpadając w wir kolejnej przygody, by w końcu dotrzeć przed oblicze domniemanego Mesjasza. To warstwa przygodowa, niezwykle wciągająca, jednak jest tutaj coś więcej. Przygody Nechemii to również droga na poziomie metaforycznym – poszukiwania siebie, swojego przeznaczenia i odnalezienia miejsca w świecie.
"Nechemia" to również powieść o przewrotnym losie, samotności odrzuceniu, przemijalności. To historia skłaniająca do refleksji nad życiem, decyzjami i odwiecznym pytaniem "czy było warto?" jeśli sięgniemy pamięcią do przeszłości i podjętych decyzji.
"Nechemia" to zdecydowanie jedna z lepszych przeczytanych książek tego roku.
Najpierw o autorze. W krótkiej notce na skrzydełku okładki czytamy, że to izraelski naukowiec koncentrujący się na badaniach historii książki hebrajskiej. Termin naukowiec jest tu chyba nadużyciem, bo nie wszystkie dążenia do wiedzy mają status nauki. Jak np. teologia. Na zdjęciu Mayer wygląda jak współczesny dogmatyczny wykładowca jesziwy, który rozbiera na elementy pierwsze historyczne komentarze do Tory napisane na przestrzeni wieków przez różnych cadyków, ze szczególnym naciskiem na Orach Chaim. Ewidentnie Mayer wykorzystał platformę powieści do przedstawienia swojej pasji teologicznej, bo konsekwentnie nie będę jej nazywał naukową. Główny bohater – Nechemia ma totalnego bzika na punkcie zdobywania tych komentarzy, które na ogół kradnie. Poświęca temu swoje życie i wokół tego zasadniczo toczy się akcja powieści. Powieść jest nużąco przeładowana szczegółami i terminologią halachiczną, czyli autorytatywną wykładnią Prawa Mojżeszowego. Do jej odbioru należy ukończyć cheder i jeszcze kilka lat jesziwy. Uwielbiam pisarzy jidysz – Szolom Alejchema, Singera. To jest Literatura przez duże L. Już nie mówiąc o Bruno Schulzu, którego polszczyźnie żaden rodzimy goj nie dorówna. Ci pisarze dowodzą harmonii, o ile nie tożsamości kultury żydowskiej z polskością. Twórczość (a zasadniczo póki co jedna powieść) Mayera to całkiem inna sprawa. Mamy tu jedynie między wierszami przebłyski 17—wiecznego kosmopolityzmu w Rzeczpospolitej. Sama postać mesjasza Sabataja Cwi też jest tu bardzo marginalnie potraktowana. Nie wiem dlaczego Olga Tokarczuk tak gorąco poleca tę powieść, sugerując że to jakiś prequel do jej Ksiąg jakubowych. Faktycznie mamy tu dwóch żyjących w innych stuleciach mesjaszy. I tyle wspólnego. Może lepiej by było, gdyby nobliści nie parali się pisaniem blurbów, nawet jeśli chwilowo (mam nadzieję) cierpią na ponoblowski syndrom niemocy twórczej.
Początkowo sowizdrzalsko-rabiniczna powieść drogi z czasem przeistacza się w symboliczny moralitet kabalistyczno-mesjanistyczny. Przedziwna, judaistyczna, akademicka, wyrafinowana proza. Ostrzegam przed blurbami na okładce, są bardzo mylące.