Ida ma 25 lat, męża Tomka i dwuletnią córeczkę – Dziunię. Przed rokiem wykryto u kobiety białaczkę. Choroba postępuje szybko i jest wyniszczająca. Mama Idy, Urszula, jest przerażona, chce ocalić życie córki za wszelką cenę! Tylko przeszczep może uratować Idzie życie, a niestety, żaden z członków rodziny nie może być dawcą szpiku. Podczas rodzinnego spotkania okazuje się, że wuj Urszuli, benedyktyn z Tyńca, zna rodzinną tajemnicę. Przysięgał milczeć, jednak w tej sytuacji uznaje, że sprawa życia i śmierci zwalnia go z jej dotrzymania. Pojawia się jeszcze jedna szansa na znalezienie dawcy... przyrodnia siostra Uli. Jak zmieni się życie rodziny po odsłonieniu wieloletniej tajemnicy? Czy uda się uratować życie Idy?
Urodzona w 1970 roku. Z wykształcenia jest romanistką, ale od lat pracuje jako dziennikarka, tłumaczka i redaktorka w pismach kobiecych.
Jej debiutanckie „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" z ilustracjami Daniela de Latoura zdobyły Nagrodę Literacką m.st. Warszawy i miano Najlepszej Książki Dziecięcej w konkursie „Przecinek i Kropka", a także nominację w konkursie IBBY 2015. Walczyły też o tytuł Najpiękniejszej Książki Roku Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. W serii Latawiec wydawnictwa ukazała się także jej kulinarno-detektywistyczna opowieść „Pięć sprytnych kun”, również w opracowaniu graficznym Daniela de Latoura.
Chyba nie spodziewałam się aż tak dobrej książki. Włączyłam audiobooka, bo zobaczyłam, że Empik polecał i nastawiłam się na lekką lekturę i relaks. Dostałam jednak wór pełen emocji, piękną, choć niewesołą historię rodzinną, a to wszystko owinięte w papier dobrego warsztatu pisarskiego.
Naprawdę w tej historii jest wszystko - tajemnica, choroba, przeszłość przeplatająca się z teraźniejszością i jest nadzieja, a to teraz towar deficytowy.
Krótko i na temat: przeczytajcie, bo to jest świetne!
Jeśli po przeczytaniu ktoś zarejestruje się w bazie dawców szpiku – super! Pojawia się w książce taki wątek, topornie, bo topornie, bo wszystko jest wyjaśnione słowami lekarza, ale zostało to zrobione w słusznej sprawie, więc nie będę się czepiać formy. Jeśli o to chodzi, spoko! No i jeśli ktoś uznał tę książkę za dobrą, to chyba nie ma czego w tej recenzji szukać.
Natomiast jakkolwiek szlachetne nie byłoby przesłanie, powieść jest bardzo pretensjonalna. W ogóle opis nie przedstawia tego, co czytelnik ma dostać. Wątek chorej Idy jest drugo-, nawet trzecioplanowy, a przez większość (naprawdę większość) książki dostajemy historię doktorowej Majewskiej oraz jej córek (od lat trzydziestych do sześćdziesiątych). Jeśli ktoś spodziewa się poznać perypetie Idy, nope, nie ten adres. Ida jest po to, aby jej matka, Urszula, w roku 2019 odkryła tajemnicę. Dostajemy przede wszystkim historię kobiet, kobiet, które bardzo często nienawidzą innych kobiet. Najpierw żona i kochanka, jedna poślubiona dla posagu, druga ukochana. Później dwie siostry: jedna jest cudowna, druga jest okropna. Joasia, córka kochanki profesora Majewskiego, przygarnięta przez profesorową, piękna, kochana, utalentowana, zdolna, śliczna, urokliwa, wzbudzająca podziw i uznanie, z pięknymi włosami, we wszystkim wygląda ślicznie i powabnie. No i Wandzia, owoc nocy, której profesorowa żałuje, a swoją nienawiść do męża przekłada na rodzoną córkę. Wanda jest brzydka, niegrzeczna, nadąsana, nie ma żadnych talentów, nosi takie same ubrania jak Joasia, ale wygląda w nich brzydko. Krótko mówiąc: Joasia jest ideałem, której wszystko wychodzi, Wanda jest jej przeciwieństwem. Joasia ma dobre oceny i łamie serca chłopcom (oczywiście nieświadomie), a Wandzia uczy się gorzej, nie ma talentów i na dodatek nikt się w niej nie kocha. Jedna dostaje się na studia, druga nie. Różnice między przyrodnimi siostrami są podkreślane na każdym kroku. Na każdym. W każdej możliwej chwili autorki nie szczędzą takich uwag, zupełnie jakby czytelnik miał zapomnieć, która siostra jest gorsza. Oto są dwie Mary Sue, ech. Różnice w wyglądzie pojawiają się też w przypadku porównania profesorowej oraz kochanki Majewskiego, ale odnośnie do sióstr też się taki motyw pojawia. No bo te niedobre kobiety, te z paskudnym charakterem i te, które kocha się mniej, mają TENDENCJĘ DO TYCIA oraz grube łydki. Dobra jest szczupła, zła jest gruba. Obrzydliwe, naprawdę. W ogóle profesorowa, a później również Wandzia, podejmują wiele dyskusyjnych działań. No i okej, taki charakter, ale próba wybielenia ich, wspominając, że to czasy wojny a później PRL-u… Hmm, biorąc pod uwagę, że obie miały okropne charaktery, czasy pokoju nie sprawiłyby, że stałby się lepszymi ludźmi. Tak swoją drogą, fakt, że Wanda pozwala obcemu facetowi (poznanemu jakieś 10 minut wcześniej) włożyć mu rękę do swoich majtek, to też jest spowodowane trudnymi czasami? Czy głupotą? Czy znowu tym, że jest tą gorszą i dała się wykorzystać? Okej, mogłabym się rozwodzić jeszcze długo. Jest sporo dramy, a chyba dość łatwo jest to usprawiedliwić wojną, bo trudne czasy, więc sporo się dzieje nieprzewidywalnych rzeczy. Mężczyźni nie występują często, chociaż nadają również ton wydarzeniom. Poruszę tylko wątek Iwona, syna profesorowej. Ta postać jest potrzebna, bo to on, będąc już starym zakonnikiem, zdradza rodzinną tajemnicę swojej siostrzenicy, Urszuli. W teraźniejszości jest potrzebny, ale w przeszłości nie bardzo, więc dobrze jest mu dać zajęcie, które odciągnie go od głównej fabuły. Iwon mianowicie już jako chłopiec dużo się modli i lubi spokój, często też wyjeżdża. Pomiędzy wybuchami, które dzieją się między kobietami w rodzinie, on zupełnie ginie, nie odgrywa żadnej roli. Nic, tylko spokój i modlitwy, zero reakcji na to, co dzieje się w domu. I o ile różnice między siostrami są podkreślane non stop i nie da się o nich zapomnieć, tak o tym, że przecież w tej rodzinie jest również starszy brat, zapomnieć można bardzo szybko. Czasem jest tylko doklejony do jakiegoś akapitu. W ogóle mam wrażenie, że ktoś miał pomysł na powieść w czasach okołowojennych, a tę część z białaczką dopisano później, ot tak, żeby się w miarę kleiło w całość. Język jest również pretensjonalny. Styl nieco patetyczny, jakby ta powieść miała być czymś więcej, niż rzeczywiście jest. Brzmi jak opowiadanie pisane na język polski w podstawówce. Moje ulubione wyrażenie to „pajda posmarowana czymś złocistym i gęstym”, byle tylko po raz drugi nie użyć „chleb z masłem”. Bardzo mnie rozbawiło, chociaż chyba nie miało. Zawsze się w takich momentach zastanawiam, co robił redaktor. Może wcale nie czytał? Podsumowując: to nie jest najgorsza książka, która wpadła mi w ręce, ale czy zasługuje na coś więcej niż jedną gwiazdkę? Nie. Czy można byłoby zbudować na tej fabule dobrą powieść? Owszem, można próbować, ale tutaj jest to zrobione po łebkach, bo i tak się sprzeda. No i zostajemy z przekonaniem, że jak bohaterka jest tą złą, to ma tendencję do tycia. Znowu, bo jakieś te autorki nieczułe na kobiety, mimo że same o kobitach piszą.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Enigmatyczny tytuł i piękna okładka to nie jedyne plusy powieści "Gorsza siostra". Wciągająca akcja, lekki styl i ważny temat, sprawiają, że książka jest godna polecenia każdemu. Ale początkowo miałam obawy, bo boję się duetów. Jednak wszystko wyszło dobrze.
"Gorsza siostra" to powieść o tajemnicach, poświęceniu, miłości i nienawiści, tak silnej, że zaślepiającej. Historia o odrzuceniu, trudnych losach wojennych i latach tuż po. O tym jak nieświadomie możemy wyrządzić krzywdę sobie, ale też najbliższej osobie. Ale też dająca nadzieję, że wszystko dzieje się w jakimś celu. Że w naszym życiu jest cel, którego możemy teraz niedostrzegać, ale z perspektywy czasu będzie to wyglądać inaczej.
Ta książka powstała po "coś". Ma nas uświadomić, że nie jesteśmy sami na świecie, że obok nas rozgrywają się dramaty, że możemy pomóc w tak łatwy sposób ocalić inne życie. Ma też walczyć ze stereotypami, lękiem i niewiedzą na temat samego zabiegu pobierania szpiku. Chwilowy dyskomfort, o którym za moment zapomniemy to żadna cena za uratowanie kogoś, kto walczy o życie.
Powieść ta to ciekawa obyczajówka z przesłaniem, kryjącym się pod dobrą rodzinną historią. Może spodziwałam się czegoś bardziej spektakularnego, może jest tu za dużo wiary w Boga, ale całość wypada bardzo dobrze. Cieszę się, że książka nie spełnia tylko rozrywkowego aspektu, ale może mieć morał i realnie wpłynąć na nasze życie.
Główną rolę gra tutaj białaczka. Zapadła na nią Ida, młoda dziewczyna, która jest żoną oraz mamą dwuletniej Dziuni. Gdy wydaje się, że już nie będzie dla niej ratunku, gdyż nie można dla niej znaleźć dawcy, mama Urszuli odkrywa rodzinną tajemnicę, która może w jakiś sposób pomóc uratować Idę.
Książkę wysłuchałam w audiobooku i to była bardzo dobra decyzja, gdyż znów trafiłam na naprawdę fajną lektorkę. Nie spodziewałam się tego co znalazłam w tej książce. Chodzi mi głównie o historię rodziny Urszuli, która sięga czasów sprzed wojny. Ja nie za bardzo jestem fanką takich sag rodzinnych, a tutaj już można było tak to traktować. Nie znaczy, że powieść była zła. Zdecydowanie miała swój klimat, a cała historia była dość interesująca. Jednak musiałam dość mocno walczyć by utrzymać swoją uwagę, gdyż takie perypetie mnie dość nużą. Gdy już bohaterowie uporali się z przeszłością nastąpiło oczywiście szczęśliwe zakończenie. Można było się nawet wzruszyć. Zresztą nie wyobrażam sobie, że ta książka mogłaby się skończyć inaczej. Na uwagę też zasługuje fakt, że autorki poprzez tę książkę przekazują wiedzę o dawcach szpiku. Zapisanie się do bazy dkms jest banalnie proste, a zabieg pobrania szpiku jest naprawdę mało skomplikowany. Tym samym dowiadujemy się jak łatwo komuś można uratować życie. Jeśli lubicie historie chwytające za serce to zdecydowanie ta książka jest dla was.
„Gorsza siostra” to bardzo wzruszająca opowieść o chorobie, ale przede wszystkim o rodzinie, o dziwnych kolejach losu i o trudnych życiowych wyborach. O nienawiści zrodzonej z niesprawiedliwości i braku akceptacji. https://korcimnieczytanie.blogspot.co...
Wierzyć,nie wierzyć... Dajmy się ponieść tej historii. Nie brakuje tu emocji,odniesień do najtragiczniejszego rozdziału historii naszego kraju. Może czasami autorki za bardzo przesłodziły,zbyt długo snuły pewne wątki,ale to sprawa indywidualnej oceny. Ogólnie poczytajmy, poznajmy Urszulę,Wandę,Joasię,Kasię... Mogłoby się zdarzyć