Alicja Nowińska uśmiecha się do mnie. Unosi na powitanie dłoń i się wyprostowuje. Wskazuje na głęboki fotel przy stoliku kawowym. Kiedy do niego podchodzę wyjeżdża na swoim obrotowym krześle zza biurka. Gdy rozmawiamy, nie może być pomiędzy nami barier. To jedna z zasad udanej terapii. Ale mnie już nic nie może pomóc. Nie jestem dobra. Tkwi we mnie gen zła. Nigdy go nie odpokutuję.
Córka nazisty to przejmująca powieść o przeszłości, która nie pozwala o sobie zapomnieć. O strasznych czasach II wojny światowej i o miłości na przekór wszystkiemu. O dzieciach, które nie powinny odpowiadać za winy swoich rodziców. I o odkupieniu, które przynosi dopiero zmierzenie się z prawdą. Czasem, by na nowo odnaleźć spokój i miłość, trzeba przejść przez piekło.
Adwokat, praktykował prawo w Polsce i we Włoszech. Niczym w dowcipie lubi stare wino, spleśniałe sery i samochody bez dachu. W prozie - seryjny morderca. „Grzech” to jego pierwsza zbrodnia.
"Przez lata pisałem opowiadania, ale na studiach zarzuciłem je i moje natręctwo porządkowania myśli skupiło się na artykułach naukowych, a później siłą rzeczy także na pismach procesowych. Jednak chęć opowiadania historii przez cały ten czas narastała. Jednocześnie wciąż podsycała ją wyobraźnia. Gdy miałem stabilną sytuację zawodową wyobraźnia ciągle upominała się o przelanie na papier. Zamknąłem wszystkie inne sprawy i uznałem, że ten jeden, przy tym ostatni raz, spróbuję zmierzyć się z długą formą. Nie miałem opracowanego planu, rozpisanych wydarzeń ani drabinki bohaterów. Pisałem scena po scenie, bo tak wydarzenia podrzucał mi umysł. Właściwie musiałem jedynie spisać film, który oglądałem oczyma wyobraźni. W ten sposób powstał „Grzech”, a wkrótce okazało się, że to dopiero początek." trescjestnajwazniejsza.pl
Mistrz brutalnych dreszczowców łagodnieje? Max Czornyj w najnowszej historyczno-obyczajowej odsłonie.
Max Czornyj mierzy się z trudną tematyką historyczną i z jeszcze trudniejszym zagadnieniem moralnym. Kto jednak zna twórczość tego autora, ten wie, że to nie pierwszy raz, kiedy Czornyj zadaje pytania o genezę zła. W „Rzeźniku”, który oparty jest o życiorys słynnego seryjnego mordercy i kanibala ze Szczecina Józefa Cyppka, Czornyj również rozkładał zło na czynniki pierwsze, poszukiwał prawdy i nie dał czytelnikowi oczywistych odpowiedzi. Wtedy potraktował tę opowieść po swojemu i podobnie jest z „Córką nazisty”, w której tematyka II Wojny Światowej stanowi jedynie punkt wyjścia do całej opowieści.
Czornyj nie epatuje tu jednak niepotrzebnym okrucieństwem, nie odnajdziemy w tej powieści tak dobrze znanych sadystycznych motywów jak w innych jego książkach. Tu wystarczy samo piętno prawdziwej historii, brzemię wspomnień, ciężar własnych i cudzych grzechów, jaki noszą bohaterowie. Poprzez cierpienie swojej bohaterki, Czornyj zadaje ważne pytanie: czy kolejne pokolenia odpowiedzialne są za zbrodnie swoich ojców? I tak jak w „Rzeźniku”, tak i w „Córce nazisty” odpowiedź nie jest ostatecznie jednoznaczna. Fabuła bowiem meandruje na tyle intrygująco, że w rezultacie otrzymujemy zupełnie inną powieść niż byśmy się spodziewali. Bywa czasami egzaltowanie, szczególnie im bliżej końca, jak chociażby przy scenie łez, która przywodzi na myśl „Pamiętnik” Nicholasa Sparksa, jednak Czornyj uniknął przerysowania i mocnym uderzeniem zakończył całość.
Sięgając po „Córkę nazisty” nie musicie obawiać się, że sięgacie po tak popularną w ostatnim czasie literaturę obozową – nic z tych rzeczy. Max Czornyj unika zaszufladkowania, unika nadużyć, a historia tamtego jakże trudnego okresu została tu potraktowana jako punkt wyjścia do opowieści o brzemieniu jakie niosą wspomnienia. I przyznam Wam, że podoba mi się ta bardziej obyczajowa odsłona Maxa Czornyja, którą udowadnia, że z doskonałym warsztatem i intrygującym pomysłem można od czasu do czasu uciec od swojego ulubionego gatunku.
Zupełnie inna odsłona autora, której szczerze się nie spodziewałam. Porywająca historia, pełna niesamowitych zwrotów akcji. Napisana tak, jakby naprawdę się wydarzyła. Ukłony dla pana Maxa. Miła odmiana od brutalnych morderstw :)
4,5 ⭐️ Jestem rozemocjonowana po przeczytaniu książki. Piękna historia. Był to zupełnie inny Czornyj, którego znam i lubię z jego brutalnych i realistycznych opisów. Nie spodziewałam się, że pisarz kryminałów poradzi sobie z taką historią, takim tematem. Przedstawiona historia w lekturze jest piękna, ale zarazem bardzo smutno. Te wszystkie opisy dotyczące wojny, ludzi aż ciarki przechodzą. Człowiek czytając książkę czuję się jakby doświadczył tego na własnej skórze.
Po dlouhé době se mi podařilo přečíst knihu za jeden den, řekla bych i na jeden zátah. Od čtení se vůbec nedalo odtrhnout, příběh mě naprosto pohltil. Bylo to tak silné. Konec byl nečekaný, plný zvratů. Během čtení jsem chvílemi nedýchala, byla jsem v naprostém šoku, srdce mi tlouklo jako o život. Je to kniha, která s člověkem zamává. Tolik emocí, které jsem během čtení zažila. Neskutečně silné. Rozhodně doporučuji si tuto knihu přečíst, protože je to skvělé. Myslím si, že tuto knihu budu vstřebávat delší dobu. Jsem moc ráda, že se mi dostala do rukou.
O II wojnie światowej napisano i powiedziano wiele, ale za każdym razem historie te wstrząsają i przerażają. Zwłaszcza jeśli dotyczy to dziecka, któremu przyszło dorastać i żyć z piętnem tego, czego było mimowolnym świadkiem. W Córce nazisty Maxa Czornyja słuchamy relacji dwóch ofiar. Jednej, która przeżyła piekło i drugiej żyjącej z poczuciem winy za nie swoje grzechy.
Greta Rott powoli dobiega do końca swojego życia. Była córką niemieckiego oficera SS i mieszkała z nim obok obozu koncentracyjnego. Chociaż dla niej był czułym ojcem, to nie potrafi zapomnieć tego, co widziała i słyszała w związku z traktowaniem więźniów. Od lat boi się, że odziedziczyła zło, które będzie przekazywane w kolejnych pokoleniach. Kiedy natrafia na dziennik dziewczynki przywiezionej wraz z matką do obozu, odżywają dawne wspomnienia. Wraz z lekturą potęguje się w niej świadomość pokutowania i niemożność zadośćuczynienia za grzechy rodzica.
Czy istnieje gen zła? Czy kolejne pokolenia muszą być skazane cierpieć i ponosić karę za winy rodziców? Czy kiedykolwiek uda się potomkom zmazać winy przodków? Na te pytania próbuje odpowiedzieć polski mistrz makabry, Max Czornyj. Tym razem zamiast straszyć brutalnym thrillerem, sięga po powieść obyczajową osadzoną w realiach II wojny światowej. Snuje opowieść nieco inną od tych, które dominują w literaturze obozowej. Przypomina nieco miejscami Chłopca w pasiastej piżamie ale idzie krok dalej. Nie ogranicza się do wojny postrzeganej oczami dziecka, lecz pokazuje dalsze życie córki nazisty. Także w samej relacji zarówno Grety jak Anny brakuje naiwności. Obie zdają sobie sprawę czego są świadkami, jeśli nawet Niemka nie wiedziała dokąd przyjechała, nie do końca zdaje sobie sprawę z realiów nowego miejsca zamieszkania, to bardzo szybko je pojmuje. Nie rozumie, jak czuły, kochający ojciec, z którym się wspólnie bawi, może w innych wzbudzać tak ogromny strach. Dlaczego dla niej jest delikatny i łagodny, a dla innych szorstki i przerażający. Anna szybko dorosła, doświadczyła życia z każdym nowym dniem wypełnionym lękiem i niepewności jutra, obawą czy nie straci również matki, tak jak została oddzielona od innych bliskich jej ludzi. Obie zaś widziały to, czego nigdy nie powinny doświadczyć. Chociaż ich losy były tragiczne, to nie brakowało radosnych chwil. Dla jednej były to rozmowy i wspólnie spędzony czas z chłopcem rzucającym dowcipnymi tekstami, dla drugiej zabawy z ojcem.
Można zastanawiać się nad tym, jak mistrz makabrycznych i perwersyjnych dreszczowców, poradzi sobie z nowym dla siebie gatunkiem. Okazuje się, że wyszło całkiem nieźle. Pojawiają się przebłyski starego Czornyja, jednak i tak w delikatniejszej formie niż ta znana dotychczas. Nowy Czornyj zaś pokazuje twarz wypełnioną czułością, szacunkiem dla ofiar i potomków nazistów, naznaczonych na zawsze piętnem zbrodni. Nieustannie gra na emocjach przez, co trudniej czyta się powieść, a jednocześnie snuje opowieść, od której nie sposób się oderwać. Już kiedyś wspominałem, że potrafi być refleksyjny, stawiać trudne pytania na nie łatwe tematy i udowodnił to po raz kolejny. Przeplata przeszłość z teraźniejszością przez, co jeszcze bardziej uwydatnia się cierpienie starszej kobiety. Niestety potrafi zacząć ciekawy wątek, aby przerwać go niedokończonym i przejść do następnego. Zdecydowanie o ile sama całość pokazuje, że Czornyj nie tylko straszy ale i potrafi wzruszać do łez, to zakończenie jest niedopracowane. Kompletnie niewiarygodne i mocno naciągane. Ma się wrażenie, że nie za bardzo wiedział, jak zamknąć historię. Udało mu się jednak mimo to udzielić odpowiedzi na pytanie o gen zła.
Córka nazisty to powieść subtelna, która jednak przeraża okrucieństwem, do jakiego jest w stanie posunąć się człowiek. O posiadaniu dwóch zupełnie innych twarzy. O miłości i nadziei, o walce o przetrwanie i honorze, o życiu w poczuciu winy za zło wyrządzone przez innych. To opowieść ku przestrodze.
Fikcja literacka fikcją literacką, na meandrach ludzkiego mózgu też bardzo się nie znam, ale jakoś jednak nie znajduje w sobie zgody na robienie z tematu obozów koncentracyjnych niemalże fantastyki. Jak dla mnie zbyt przesadzone. A mogło być dobrze.
“Córka nazisty” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Maxa Czornyja. Wcześniej słyszałam o tym autorze, ale jakoś nie ciągnęło mnie do jego książek. Jednak z racji tego, że mój głód książek historycznych wzrósł do ogromnych rozmiarów postanowiłam właśnie od tej pozycji zacząć swoją przygodę z autorem. Czy będzie mi się podobało? Gretta Rott ma ponad 80 lat i choruje na Alzheimera. Jest córką Martina Rotta i nie umie sobie z tym poradzić, bo jej ojciec był nazistą. Jest córką nazisty. Uczęszcza na terapię do Alicji Nowińskiej. Gretta w chwilach pełnej świadomości uważa, że nie powinna żyć, że nosi w sobie gen zła. Pewnego dnia w jej ręce trafia pamiętnik dziewczynki o imieniu Anna. Jest to wojenny pamiętnik. To, co Gretta w nim przeczyta ma dla niej ogromne znaczenie. ALe czy da odpowiedź na pytanie: czy Gretta nosi w sobie gen za? Czy dzieci odpowiadają za błędy rodziców? Co decyduje o tym, że jedni ludzie są źli, a inni dobrzy? Bardzo podobało mi się wplecenie motywu pamiętnika dziewczynki o imieniu Ania. Pamiętnik pochodził z czasów II wojny światowej i był dla Gretty bardzo ważny. To było zdecydowanie najciekawsze z całej książki. Na te fragmenty czekałam najbardziej. Bardzo dobrze pokazywał uczucia kilkuletniej dziewczynki, której wojna odebrała beztroskie dzieciństwo, ukochanego ojca, a jej i jej matce zgotowała najgorszy z możliwych losów czyli obóz koncentracyjny. Autor nie postawił na dokładny rysopis bohaterów współczesnych. Alicja, Krzysztof oraz Stanisław to postaci nakreślone delikatnie bez większych szczegółów charakterologicznych. Natomiast przeszłość ma wiele detali. Anna, jej matka oraz Martin Rott to postaci z całą masą kolorów. Poznajemy nie tylko dobre strony Annu, ale również jej wady. To samo dotyczy Martina Rotta. To nie nazista, który ma w sobie samo zło, ale również człowiek troszczący się o innych. Dobrze, że chociaż w postaciach z przeszłości autor dał więcej rysów. W ostatnim czasie powstało bardzo dużo tytułów związanych z obozem koncentracyjnym w Auschwitz. “Córka nazisty” nie toczy się w Auschwitz, ale innym obozie. Nie wiem czy Max Czornyj dobrze zrobił pisząc taką książkę. Czasami nie warto wychodzi z raz obranego przez siebie kursu. Mam wrażenie, że autor nie czuł się dość komfortowo w tematyce wojennej. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Maxa Czornyja i uważam je za średnie. Już wyjaśniam dlaczego. Początkowo było mi się trudno odnaleźć w tym, o co chodzi w książce, ale ten zabieg wytłumaczyłam sobie tym, że lepiej wczuję się w postać kobiety chorej na Alzheimera. Gdy ju�� myślałam, że całość ostatecznie ocenię wysoko nadeszło zakończenie, które kompletnie mnie rozczarowało. Nie tego się spodziewałam, a zaskoczenie w tym momencie miało wydźwięk negatywny i w znaczny sposób wpłynęło na ostateczną ocenę książki. Czy Max Czornyj odpowiedział na pytanie: czy każdy z nas ma w sobie gen dobra lub tylko gen zła? Moim zdaniem tak, ale mimo to “Córka nazisty” jest przeciętną książką, o której pewnie do końca roku zapomnę.
II wojna światowa i Holocaust to tematy wciąż przykuwające uwagę opinii publicznej i, co za tym idzie, wałkowane bez końca przez pisarzy na różnym poziomie zaawansowania, nierzadko samozwańczych. Zwłaszcza ostatnio obserwujemy prawdziwy wysyp powieści fabularnych niezwykle luźno opartych na faktach, które mają przybliżać temat średnio zorientowanemu czytelnikowi z Zachodu, wstrząsnąć nim i wzruszyć go. A wśród czytelników z Polski bardzo często wywołują raczej niesmak wobec makdonaldyzacji i komercjalizacji obozów koncentracyjnych. Ten zalew bylejakości sprawia, że łatwo przejść obojętnie obok książki wartościowej i napisanej z odpowiednią dawką empatii. "Córce nazisty" dałam szansę tylko dlatego, że napisał ją Polak. I tym razem był to dobry wybór.
W życiu tytułowej bohaterki główną rolę odgrywają wciąż wyrzuty sumienia za to, czego była wyłącznie niemym świadkiem. Pamięta, że jako kilkuletnia dziewczynka żyła wygodnie w sąsiedztwie obozu na Majdanku, korzystając z przywilejów córki wysoko postawionego niemieckiego oficera. I że w związku z tym niejednokrotnie spotykała się z okrucieństwem. W dorosłym życiu nie może pozbyć się piętna winy. Choć wspiera wszelkimi środkami pamięć o ofiarach Holocaustu, czuje, że nosi w sobie gen zła. Nie może pogodzić się z tym, że mimo całego zła wyrządzonego przez ojca, nadal go kocha i wspomina radosne chwile, które były ich wspólnym udziałem. Pewnego dnia w jej ręce trafia dziennik spisany przez jej rówieśniczkę wysłaną wraz z matką do tego samego obozu koncentracyjnego, w sąsiedztwie którego Greta spędziła część dzieciństwa. Zapoznanie się z tym dziennikiem ma w założeniu pomóc jej odnaleźć spokój i wspomóc terapię alzheimera, doprowadzi jednak do zaskakującego finału.
W powieści dość chaotyczne wspomnienia Grety z młodości przeplatają się z jej teraźniejszością i z historią Anny. Powieść jest przepełniona emocjami, głównie gorzkimi, bo życie córki SS-mana w powojennej Polsce również było pełne cierpienia i goryczy. Przyznam szczerze, że nie miałam wcześniej do czynienia z twórczością autora, wiem też, że ten gatunek nie jest jego specjalnością. Czornyj okazał się jednak pisarzem wrażliwym, który w wiarygodny sposób połączył wiele elementów dobrej powieści. W jego najnowszej książce niedomówienia i domysły bardzo dobrze wkomponowują się w całość, a zakończenie naprawdę zaskakuje. Jedynym poważnym zgrzytem był dla mnie romans rozwijający się pomiędzy bohaterami drugoplanowymi, zupełnie zbędny, przesłodzony i odwracający uwagę od sedna książki. Czytelnik powinien skupić się na rozważaniach, czy istnieje coś takiego jak gen zła i czy dzieci powinny odpowiadać za przewinienia ojców. Jednak pomimo tego iście hollywoodzkiego wtrętu, "Córka nazisty" to powieść jak najbardziej warta przeczytania i przemyślenia.
Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Filia.
Maxa Czornyja znałam do tej pory wyłącznie jako autora popularnych, krwawych, choć nie wybitnych kryminałów. Jego seria o Eryku Deryle jest jedną z tych, które faktycznie z zaciekawieniem śledzę i staram się być na bieżąco z każdą kolejną częścią. Sporym zaskoczeniem była zatem dla mnie informacja o tym, że wydaje on książkę z gatunku raczej historycznych, skupiającą się na jakiejś tajemnicy mającej swoje początki w czasach II wojny światowej.
Historia toczy się dwutorowo. Z jednej strony mamy opowieść pewnej mieszkającej w Polsce Niemki, która podczas terapii raz za razem walczy ze swoimi demonami z przeszłości. Chora na Alzheimera kobieta przeżywa na nowo grozę wojny oraz rolę swojego ojca, niemieckiego oficera, który podczas wojny mieszkał z rodziną z okolicach jednego z obozów koncentracyjnych, gdzie też pełnił służbę. Z drugiej zaś strony - razem z kobietą - poznajemy historię ze starego dziennika, spisaną przez niejaką Annę, młodziutką więźniarkę obozu, której losy szybciej aniżeli później połączą się z Niemką i jej ojcem.
Nie ukrywam, początkowo nie za bardzo przekonywała mnie ta historia. Wydawała mi się wręcz boleśnie nierealna i kompletnie nie potrafiłam się w nią wgryźć. Miałam wrażenie, że to co czytam już było i nie interesowały mnie losy żadnego z bohaterów. Czornyj jednak ma ten dar, że potrafi wręcz fenomenalnie rozbudzić zainteresowanie swoich czytelników i ostatnie strony czytałam już nie mogąc się w ogóle oderwać od lektury.
Nie ukrywam, rozwiązanie zagadki stanowiło dla mnie ogromne zaskoczenie i kompletnie się go nie spodziewałam. Myślę, że to dlatego podniosłam ocenę tej książce, bo aż do tego momentu była ona dla mnie raczej miałka. Natomiast końcówka faktycznie wywołała u mnie efekt wow i myślę, że choćby dzięki temu, historia ta zostanie ze mną na dłużej.
Spodobało mi się również – o ile to w ogóle odpowiednie słowo w tym kontekście – to, jak autor „posłużył się” się chorobą Alzheimera w tej historii. W ogóle, samo ukazanie tej choroby i osoby nią dotkniętej sprawiało, że ja czułam ciarki. Nie wiem już teraz, czy jest coś bardziej przerażającego aniżeli utracenie samego siebie, brak wiary w to, co człowieka otacza i powracający strach i ból, które zdają się nie mieć końca i sprawiają, że nie tylko chory, ale i wszyscy jego najbliżsi cierpią mając świadomość, że choremu nic nie może już pomóc.
Podsumowując, mogę polecić Wam tę książkę. Nie zrażajcie się pewnymi dziurami w fabule, bo każda z nich jest zamierzona i zapewniam Was, że końcówka nie tylko wynagrodzi Wam Wasze zwątpienie, ale i rozwiąże zagadki i wyjaśni, czemu całość została ukazana w taki z pozoru ‘wygładzony’ sposób. Warto!
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Maxa Czornyja. Kojarzyłam jego nazwisko z licznych recenzji krwawych kryminałów, dlatego bardzo zainteresowała mnie ta nowa pozycja, która rodzajem i tematem tak bardzo odbiega od tego, do czego zdążył nas przyzwyczaić autor. Muszę przyznać, że podchodziłam do tej książki z dużą rezerwą, bo drut kolczasty i pasiak na okładce przywoływały na myśl te wszystkie wydawnicze gnioty “inspirowane” historiami więźniów obozów koncentracyjnych, których mieliśmy prawdziwe zatrzęsienie w ciągu ostatnich dwóch lat. Przebrnęłam przez kilka,dlatego teraz na sam widok książki wojenno-obyczajowej wzdycham i przewracam oczami. Na szczęście okazało się, że ta książka pozytywnie zaskakuje. Nie jest to bowiem kolejna oczywista historia wojenna, choć znajdziemy w niej również standardowe elementy, jak chociażby zwyciężającą liczne przeciwności losu miłość (pokazaną jednak bardzo subtelnie i raczej na drugim planie). Przede wszystkim bardzo spodobało mi się podejście do tematu i przedstawienie historii od drugiej strony- osoby, która nie była więźniem obozu, lecz córką nazistowskiego dowódcy i która przez całe życie musi się mierzyć z przeszłością. Główna bohaterka, Greta, przekonana, że nosi w sobie “gen zła”, próbuje odpokutować nie swoje winy i, z pomocą terapeutki Alicji, poradzić sobie z traumą z dzieciństwa. Dodatkowo cierpi z powodu nasilającej się choroby Alzheimera, niektóre z jej wspomnień znikają, niektóre natomiast, zwłaszcza te najgorsze, wojenne, nieustannie powracają i nie dają o sobie zapomnieć. Świetny pomysł na fabułę i doskonałe jej poprowadzenie. Jeśli chciałabym się do czegoś przyczepić, to do tego, że po poznaniu zakończenia, niektóre wcześniejsze fragmenty wydały mi się sprzeczne, ale raz, że musiałabym ponownie je przeanalizować, żeby stwierdzić, że mam rację, a dwa, że mamy jednak do czynienia ze wspomnieniami osoby cierpiącej na problemy z pamięcią, dlatego też fakty nie muszą się przecież zgadzać i równie dobrze mógł to być zabieg celowy. Tak czy inaczej, zakończenie oceniam pozytywnie, lubię być zaskakiwana, zwłaszcza w taki sposób, kiedy to wydaje mi się, że dość wcześnie przewidziałam zwrot akcji, który sam w sobie jest bardzo ciekawy, a okazuje się, że to jeszcze nie koniec. Z pewnością sięgnę po kryminały autora, bo to jednak gatunek, który podchodzi mi znacznie bardziej niż powieści obyczajowe.
Greta ma osiemdziesiąt cztery lata i poważne zaburzenia pamięci. Jest córką esesmana, Martina Rotta, z którym jako dziecko mieszkała w KL Lublin czyli w Majdanku. Z alzheimerem próbuje się od lat uporać przy pomocy terapeutki. Użyczony przez przyjaciela pamiętnik polskiej więźniarki Majdanka, Anny, równolatki Grety, ma jej pomóc nie tylko w walce z demencją, przede wszystkim powinien ułatwić wyzbycie się poczucia współodpowiedzialności za zbrodnie nazistów. Na to liczą właściciele pamiętnika i terapeutka...
Od jakiegoś czasu tzw. literatura obozowa nie ogranicza się do dokumentacji wspomnień z piekła. Coraz częściej pisarze na kanwie strasznych przeżyć i śmierci ofiar oraz aktów bestialstwa hitlerowskich bądź łagiernych zwyrodnialców snują inne wątki, na przykład sensacyjne, kryminalne czy romansowe. Max Czornyj rozbudowuje motyw międzypokoleniowej odpowiedzialności, zadaje pytanie o istnienie genu zła. To już wcześniej występowało w literaturze i pamiętnikarstwie. Nowością, przynajmniej dla mnie, jest zastosowana przez autora formalno-fabularna wywrotka, aby to z czym zdążyliśmy się oswoić okazało się zupełnie czymś innym, aby niespodzianki zaszokowały czytelnika, zupełnie jak w dobrym thrillerze.
Nie sposób nie podziwiać warsztatowych łamańców pisarza, jego wybujałej wyobraźni połączonej, co przyznaję, z wrażliwością na psychikę głównej bohaterki. Jednak lektura „Córki nazisty” pozostawiła mnie z trudnym do zdefiniowania poczuciem dyskomfortu, rozżalenia na osłabienie pisarskiej rzetelności na rzecz szokujących efektów. Mimo że sama nie jestem pewna, czy chciałabym poznać lepiej losy bohaterów po wyzwoleniu Majdanka, jak się kształtowały podczas minionych długich siedemdziesięciu lat, wiem, że trudno byłoby oczekiwać od autora, aby się nimi zajął. Nie jego genre.
Do tej pory miałam do czynienia jedynie z mroczną, kryminalną twarzą Czornyja w serii z Erykiem Deryło. Dziwnie, zagadkowo i nieszablonowo było w "Innej", która nie do końca przypadła mi do gustu. W "Córce nazisty" odkrywamy jednak całkiem inną, emocjonalną, aczkolwiek wcale nie delikatną stronę Autora.
"Byłam zbyt zmęczona, by się bać. Ucichły już nawet płaczące przed paroma godzinami dzieci. (...) W końcu dziesiątki półżywych ludzi zwaliło się na ziemię."
Poznajemy historię Grety, która zmaga się z okropnymi wyrzutami sumienia odnośnie tego, do czego dopuścił się jej ojciec - do setek, jak nie tysięcy śmierci niewinnych ludzi. Czuje się za to odpowiedzialna, współwinna. Córka nazisty. I ta bezsilność względem własnego losu, to okrutne, na nowo powracające poczucie winy każdego dnia, makabryczne obrazy ludzkich cierpień przy każdym rozchyleniu powiek. Autor rozważa również, czy istnieje coś takiego jak gen zła. Czy dzieci powinny odpowiadać za grzechy swoich rodziców? Jak myślicie?
"Nie zważając na błagalne krzyki, przeciągnął więźnia ku płomieniom. Bez problemu, jak piórko, rzucił go w ogień."
Na nowo powracające, ponieważ Greta zmaga się z Alzheimerem. W jednej chwili jest u terapeuty, w miarę okiełznała targające nią wyrzuty sumienia, a za chwilę już tego nie pamięta i musi przeżywać wszystko od nowa. Druzgocące. Lubię, gdy w książkach pojawia się taki wątek - podkreśla się wtedy wagę i nieubłaganie tej choroby. Nie ma możliwości walki. Można jedynie próbować z nią żyć.
Z tej książki wylewa się strasznie dużo smutku. Chyba jest to nieodłączna emocja przy czytaniu tego typu literatury. Jestem urzeczona pięknym językiem, jakim posługuje się Autor, zwłaszcza w pamiętniku Anny, małej dziewczynki, która musiała przechodzić przez piekło. To właśnie on wywarł na mnie największe wrażenie. Jak i zakończenie. Gorąco polecam 💛
Greta, osmdesátiletá hrdinka příběhu, si celý život vyčítá to, kým je – dcerou vysoce postaveného nacistického důstojníka. Ač již je dávno po válce a nemá s otcem nic společného, obviňuje se, že má v sobě gen zla. Nedokáže se smířit s tím, že má na otce i hezké vzpomínky, ač ví, kým byl.
V této knize máme pohled do duše nemocného člověka, který si v mládí prožil hrůzy války. Jak se cítí, na co vzpomíná, jak si celý život v sobě nosí pocit viny kvůli tomu, kdo byl jeho otcem. Zároveň tu máme pohled na válku očima různých dětí, které se ocitly každé na jiné straně bitvy.
Tato kniha je trochu jiná než ostatní s podobným tématem. Více než historický je to spíše psychologický román. A to mě na tom bavilo nejvíc. Kniha je neskutečně čtivá, vůbec jsem se od ní nemohla odtrhnout. Kromě současnosti, Greta vzpomíná na své dětství, a ještě je příběh prokládán deníkem dívky, který si psala za druhé světové války. Kousek po kousku nám vše do sebe zapadá, myslíte si, že už vše víte a pak přijde absolutně nečekaný a překvapivý závěr.
Tento příběh je jiný, ale neskutečně zajímavý a čtivý. Ale hlavně pak dojemný a smutný. Rozhodně si připravte kapesníčky, budete je potřebovat.
Trochu mně vadí obálka knihy, která moc nesouvisí s příběhem a nehodí se k němu, vzbudila ve mně úplně jiná očekávání, což je trošku škoda.
V knize mi občas něco málo nesedlo, ale v porovnání s tím, jak jsem zbytek doslova hltala, otáčela stránku za stránkou, byla jsem při čtení napnutá, jak to vlastně celé dopadne, tak jako celek hodnotím vysoko a zase jednou kniha, na kterou ještě nějakou dobu budu rozhodně myslet.
Obálka: 4* Pod obálkou: - Hlavní postava: 5* Děj: 5*
Páni. Četla jsem už několik knih zabývajících se tématikou této smutné historické etapy lidstva. Ale tato knížka? To je něco absolutně jiného! Neskutečně zajímavé podaný příběh.
Kniha vypráví o stařičké Greth, která trpí Alzheimerem. Greth vzpomíná na své dětství a žije v představě, že existuje gen zla, který se dědí. Její otec patřil k oněm historicky proklínáným osobám, které se dopouštěli na zvěrstvech oné doby. Sám se podílel na hrůzných činech, které v této knize nechybí a dokreslují tak hrůzu, která se odehrávala kolem malé holčičky, která v té době vyrůstala.
Přiznám se, že některé scény byly i na mě dost hrůzostrašné a představa, že se toto odehrávalo a není to jen výplod autora knihy mi nedělá na duši moc dobře.
Kniha má skrytou tajemnou pointu, se kterou jsem nepočítala a která mě naprosto překvapila a ohromila. Bravurně zvládnuté dílo, které neukazuje pouze historické události, ale dá nám právě možnost pohlédnout na neméně hrůzostrašnou nemoc, kterou Alzheimer je.
Já měla možnost si knihu přečíst v rámci spolupráce s @knihydobrovsky. Moc děkuji @kate_valter za to, že mě vybrala a rozšířila mou knihu o takový unikát. Moc děkuji!
Ten, kto zna wcześniejsze książki Maxa Czornyja będzie bardzo zaskoczony. Jego nowa książka to coś zupełnie innego to do czego autor nas przyzwyczaił. Nie ma tutaj bezlitosnych morderców i brutalnych aktów przemocy. Ale to nie oznacza, że tytuł jest nieciekawy czy bezbarwny – wręcz przeciwnie! W książce Córka Nazisty autor porusza temat bardzo ciekawy, o którym nigdy wcześniej nie myślałam: jak czuli się najbliżsi bezwzględnych zbrodniarzy wojennych? I jak radzą sobie z traumą dwóch kompletnie odmiennych twarzy najbliższych im osób. Poruszenie tego tematu uważam za największy atut książki, który sprawia, że jest to pozycja, którą warto przeczytać. Daje do myślenia, ale nie daje prostych i oczywistych odpowiedzi! Książkę czyta się szybko, ponieważ historia w niej przedstawiona wciąga i chce się poznać jej zakończenie. A ono BARDZO zaskakuje i zmusza do przemyślenia całej historii jeszcze raz. Podsumowując: książka jest ciekawa i porusza interesujący temat. Jest dobrze napisana i wciąga. Warto ją przeczytać zarówno dla samej historii jak i po to, aby odkryć zupełnie nową twarz autora.
„Córka nazisty” to zdecydowanie odmienne oblicze Maxa Czornyja. Autor, który do tej pory dał się poznać raczej jako autor krwawych kryminałów, tym razem opowiada historię dotykającą problematyki „dziedziczenia genu zła”. Chociaż przewija się tu wątek II wojny światowej i obozu, powieść Maxa Czornyja nie do końca przypomina opowieści, których ostatnio sporo pojawia się na rynku wydawniczym. I to zdecydowanie jest jeden z najmocniejszych punktów „Córki nazisty” - autor nie podąża ślepo za aktualnymi trendami, a jego historia ma w sobie coś świeżego. Ale równocześnie mam poczucie, że Max Czornyj nie wykorzystał w pełni potencjału tej opowieści - bohaterowie z „teraźniejszości” wydają się trochę nijacy, pojawia się kilka mocno przerysowanych, filmowych scen, a finalny plot twist jest stosunkowo łatwy do przewidzenia. Ale choć nie jestem w pełni usatysfakcjonowana, chętnie przeczytałabym jeszcze kolejną taką „eksperymentalną” historię od Maxa Czornyja.
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Maxa Czornyja uznaję za bardzo dobre! Na tę konkretną książkę trafiłam trochę przypadkiem i chociaż dosyć długo wzbraniałam się przed historiami z wojną w tle, coś mnie tknęło, żeby dać jej szansę. I okazało się, że to jedna z lepiej wykorzystanych szans tego roku!
To nie jest pozycja, w której można znaleźć brutalność wojny, opisy tego, co działo się w obozach. To gdzieś się tam przewija, są o tym wzmianki, oczywiście, ale cała fabuła opiera się na czymś innym. Chodzi tu o gen zła, o winę przechodzącą z ojców na córki. O obwinianie się za to, czego sami nie zrobiliśmy, ale co robiły najbliższe nam osoby.
Nie wiem, jak to jest z kryminałami tego autora, ale "Córkę nazisty" mogę z czystym sumieniem polecić. Niesamowicie wciąga i zaciekawia, a zakończenie.. Zakończenie to wzruszenie i wkurzenie. Dobra rzecz.
Świat ma się ku końcowi, jestem o tym przekonana. Dowodem na to jest najnowsza książka Czornyja, książka obyczajowa. Tak, obyczajowa! Czornyja! Jeszcze nie mogę wyjść z szoku.
Okazuje się po raz kolejny, że nie tylko w makabrę autor potrafi. Tym razem dostajemy całą górę emocji. Ktoś powinien jeszcze w gratisie dorzucić ekstra wolny czas na przemyślenia, bo wierzcie mi, ta powieść zmusza do refleksji. I choć fabuła jest dość przewidywalna (sic!), to w żaden sposób książce to nie szkodzi. To jest po prostu dobrze napisane.
Jeśli więc lubisz, kiedy dzisiejszy świat przeplata się z tym z czasów drugiej wojny światowej, a historia bohaterów mocno porusza, to ta książka jest dla Ciebie. Ja się autorowi kłaniam nisko, biję brawo i czekam na więcej.
Ocena: 2 z plusem. Wrażenia: Ckliwe to było bardzo i te dwa plot twisty pod koniec był przewidywalne. W dodatku są jakieś pozory głębi, ale jak dla mnie, to same oczywistości - no kto by się spodziewał, że człowiek może mieć dobrą i złą stronę? Dla kogo: Widzę po ocenach, że ogólnie ludziom się ta książka podoba, tylko do mnie po prostu nie trafiła. Zdecydowanie bardziej polecam "Rzeźnika" tego autora.
...i zaskoczyła mnie! Podchodziłam z ogromną rezerwą, a już od pierwszych stron zaskoczeniem okazał się język, który można spokojnie uznać za język literatury pięknej. Ciekawy pomysł na narrację, zaskakujące rozwiązanie. Książka trochę gra na emocjach w nurcie "literatury obozowej", ale nie ma też tego bardzo dużo. Nie wiem, na ile apekty psychiatryczne są realistycznie ujęte, ale w końcu to fikcja ;) Ogromne zaskoczenie na plus.
Ta historia boli i intryguje jednocześnie, jednak nie jest to typowa literatura obozowa. Max Czornyj pisze w niej o chorobie, cierpieniu i złu, które zawsze istniało i będzie istnieć. Gdyby nie to, że po jej przeczytaniu sama nie wiem co tak naprawdę wydarzyło się w życiu głównej bohaterki to polecałabym z ją z całego serca... 3/5
Chaotyczna, skakanie z teraźniejszości w przeszłość, z jednego wątku na drugi, w końcu pogubiłam się kto jest kim i sama czułam się jakbym miała schizofrenię. Zakończenie nie przypadło mi do gustu, szczególnie informacja o pochodzeniu pamiętnika. Pomysł dobry, wykonanie natomiast pozostawia wiele do życzenia.
Četla jsem ji v originále. Zpočátku jsem nebyla příběhu zase až tak nakloněna, ale postupně jsem se dostávala do děje a bYlo to zajímavější a zajímavější. V konečném výsledku konstatuji, že to nebylo vůbec špatné. Stojí to za přečtení.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Ksiażki Maxa Czornyja słyna z brutalności, więc spodziewałam się że i tu nie braknie sadystycznych scen. Okazało się że fabuła poszła w innym kierunku i w tej formie autor bardzo dobrze się odnalazł. Ciekawie przedstawiona perspektywa protagonistki pozostawia czytelnika w refleksji.