Zachwalana książka, autora, który ponoć pisze dobrze. To było moje pierwsze spotkanie, niestety dosyć nieudane. Książka była troszeczkę infantylna, dziecinna, jakby główny bohater był nastolatkiem, a nie poważnym prawie 40-latkiem. Wydawało mi się, że autor chce go wykreować na takiego rasowego gliniarza, ale odnosiłam wrażenie, że troszkę mu to nie wychodzi. Dużo było takich naciąganych sytuacji, w których miał praktycznie tylko szczęście, że odkrył jakiś trop, nie było to wynikiem jego geniuszu czy śledztwa. Miałam też poczucie takiego lęku, niepokoju, że jest sam przeciwko wszystkim (co akurat było efektem zamierzonym przez autora). Nie podobało mi się też, że próbował na siłę budować relacje między ludzkie, wprowadzał wręcz sielankę, którą potem z niewiadomych przyczyn burzył. Było to nielogiczne i dawało poczucie, że wszyscy bohaterowie mają jakiś problem ze sobą. Szkoda, bo liczyłam na dużo Krakowa, trochę przemian, a dostałam dziwną, nielogiczną książkę. Śledztwo jest chaotyczne, nowe tropy wyskakują nie wiadomo skąd, podrzucane przez tego i owego. Pewne wydarzenia powinny wywołać kolejne, akcja - reakcja, a tam cisza na mieście. Jakby nagle cała mafia się przestraszyła. Do tego miałam wrazenie, że wiele rzeczy jest wyolbrzymianych, na przykład ciągle podkreślanie jak to alkoholik jest chory, ma ciężko, trzeba zbierać miskę z jego wymiocinami. Nie jestem zadowolona z lektury.