Ogólnie rzecz ujmując, książka ta otworzyła nowy rozdział na mojej skromnej czytelniczej drodze.
Po krótce, po 10 latach wróciłam do kraju z odległej Azji i nagle miałam dużo wolnego czasu i chęć nadrobienia swojej "polskości". Poszperałam wykłady na youtube i natrafiłam na wieczór autorski z Magdaleną Ogórek. Gdzieś temat obił mi się o uszy (jakieś 100 lat temu~) ale przyznam się, że więcej wiedziałam o podobnych zbrodniach dokonanych na Półwyspie Koreańskim przez Japończyków niż tych w Polsce przez nazistów (temat nie do wyczerpania!). Książkę otrzymałam na urodziny, w najlepszym możliwym czasie na czytanie czyli wiosną 2020... ^.~
Książkę czyta się jak kryminał z Wiedeńskimi deserami, włoskimi makaronami i sporą ilością zielonej herbaty w rolach drugoplanowych - okazuje się bowiem, że autorka jest nie tylko wielbicielką i znawczynią historii sztuki ale i wyżej wymienionych sztuk kulinarnych.
Mamy tu historię jak autorka wpadła "na trop" zaginionych dzieł sztuki i jak krok po kroku dokonuje kolejnych odkryć, muzeum po muzeum przywołuje historie najsłynniejszych dzieł sztuki, archiwum po archiwum stara się czytelnikom uchylić rąbka tajemnicy i kraj po kraju idzie śladami oprawców i nawiązuje z nimi kontakt...
Podziwiam ogrom pracy oraz pasję włożone w sumienne i historycznie dokładne napisanie jej ale również niesamowity zmysł dyplomaty w obcowaniu z rodziną von Wachter oraz kilku innych epizodów, w których niejednokrotnie chciałoby się skonfrontować "odmienny punkt widzenia".
Dla historyka źródła są nieocenione, niemniej muszę przyznać, że przeczytałam tylko kilka listów i pocztówek małżeństwa von Wechterów zawartych w książce gdyż...nie wszystko o czym pisali było aż tak pasjonujące zwłaszcza, że autorka podaje wszystkie najważniejsze informacje z tychże listów. Na każdej stronie duża ilość odnośników do źródeł i literatury pomocniczej, stąd czytanie zajęło około miesiąca gdyż chciałam wiedzieć jeszcze więcej w związku z tym szperania w internecie nie było końca! Bardzo dużo fotografii: dobrej jakości, dużego formatu i dobrze opisanych. A dla bibliofilów, "epistofilów" i "historiofilów" fotografie oryginalnych dokumentów.
Jedyne zastrzeżenie jakie mam, nie mające nic wspólnego z poruszaną i przedstawioną tematyką to: TRANSKRYPCJA. I nie chodzi tylko o tę publikację, ale większość wydawanych w języku POLSKIM. Wiem, że to coraz bardziej "śmieszny" temat ale po latach spędzonych w Azji i ogarnianie tamtejszych języków i ich transkrypcji, głowa mnie boli jak wszyscy namotaliśmy i zrobiliśmy z tego wielki bałagan. Co mam na myśli? "senchy" - proszę przeczytać ten wyraz. BEZ KONTEKSTU.(str 75) "ulica Vynnyczenka" - skąd to "v" skoro w polskim ten dźwięk to "w", zwłaszcza że w tym samym wyrazie jest i polskie "cz" (str 334) "w Nowym Yorku" - Albo ustalamy, że piszemy New York albo Nowy Jork! (str 378) itp itd.
Bardzo się cieszę, że wyszła angielska wersja książki ale od razu zauważyłam nieścisłość (która w między czasie zdaje się, że została skorygowana stąd opóźnienie w jej wydaniu?): Otóż, wynika z tego że czytelnik powinien wiedzieć jak czyta się niemieckie "a", z dwiema kropkami nad nim (nie używam na co dzień, NIE ZNAM niemieckiego, nie wiem jak wygenerować takie "a" na klawiaturze stąd nie ma u mnie tych dwóch kropek) ale obcojęzyczny czytelnik nie musi wiedzieć (bo nie musi!) jak przeczytać "ó" w nazwisku Ogórek...Czy dlatego w pierwszym (wycofanym?) angielskojęzycznym wydaniu autorka zmieniła tożsamość? Nie umniejsza to jakości, tej lekko skonstruowanej w formie dziennika podróży i napisanej przystępnym językiem pełnej historycznych faktów i dokumentacji książki, zwłaszcza że autorka również poświęciła dobrych kilka zdań dot. transkrypcji jednego ze słynnych nazwisk w malarstwie niderlandzkim. Dobra próba, chodzi o język pisany ale napiszmy te MINIMALNE różnice w języku rosyjskim. Albo koreańskim czy japońskim... nie będzie żadnej różnicy! Będzie trzeba zapisać "łaciną" w nawiasie. Ot, nasz Europocentryzm... Mała dygresja, ale dla mnie, na co dzień pracująca kilkoma językami, spora frustracja.
Książka wzbudziła we mnie głód zgłębienia przedstawionej tematyki, dlatego nie mogę doczekać się drugiej części, a wiem że jest "w przygotowaniu". Mam nadzieję, że na urodziny w tym roku również otrzymam wymarzony podarunek :)