Jest to inteligentna, mądra książka z mało dramatycznym, można by nawet rzec, z nudnym wątkiem kryminalnym.
Ofiarą zabójstwa pada docent Ondřej Chalupa z katedry komparatystyki wydziału nauk humanistycznych Uniwersytetu Palackiego w Ołomuńcu. Był człowiekiem starej daty, któremu trudno było się pogodzić z brakiem uczciwości w ocenie osiągnięć naukowych kolegów, a jeszcze trudniej z polityką pozyskiwania przez uczelnię środków na rozwój. W ocenie środowiska prowadził Chalupa krucjatę przeciw uniwersyteckiemu kwestorowi, Jonášowi, i to właśnie mogło stać się powodem jego nagłej śmierci.
Na czele policyjnego zespołu śledczych stoi podinspektor Marie Výrová, zwana Wielką Sową, które to grono wprowadził Michal Sýkorá, sam związany z ołomunieckim uniwersytetem, w poprzednim tomie swej powieściowej kryminalnej serii*. Teza o prawdopodobnym motywie morderstwa zostaje wzmocniona, gdy pojawia się kolejna ofiara śmiertelna, dziennikarz telewizyjny Milan Březina, z którym Chalupa poszukiwał dowodów na przekręty kwestora i wspólnie pragnęli je upublicznić.
Ale mimo, że śledczy dysponują niezłym rozeznaniem w obrazie stanowiącym podłoże podwójnej zbrodni, dochodzenie prawie przez całą powieść nie rusza z miejsca. Dla głównego podejrzanego, Jonáša, są to ostatnie dni na stanowisku uniwersyteckiego kwestora. W dniu, gdy sprzątaczka odkryła w gabinecie Chalupy jego zwłoki, najbliższy kumpel kwestora, minister spraw wewnętrznych z ramienia ODS, Roman Gelnar, ogłosił powołanie Jonáša na stanowisko wiceministra. Nie sposób więc ołomunieckie zbrodnicze rozgrywki abstrahować od politycznego kontekstu. Ma tego świadomość nie tylko coraz bardziej sfrustrowana pięćdziesięcioletnia Výrová, ale także jej młodzi współpracownicy.
Wyrazista i gorzko realistyczna, polityczna otoczka przekrętów i zbrodni w Ołomuńcu jest jednym z powodów dla których wysoko oceniam powieść. Dość powiedzieć, źe uwzględnia ona także relacje między młodymi policjantami, wychowanymi w antykomunistycznej tradycji, ze starą gwardią czeskich bezpieczniaków. Nie jest jednak ta konfrontacja tak zaciekła i nachalna jak w niektórych polskich policyjnych kryminałach.
Jeszcze większe wrażenie wywarły na mnie zniuansowane opisy środowiska akademickiego, w którym swoista realpolitik, wymagająca ciągłego pijaru i starań o środki na nowe technologie, walczy o lepsze ze staroświeckimi uniwersyteckimi ideałami. „Wizja, że dzisiejsi studenci mają tylko wertować książki, jest po prostu anachroniczna! (…) Nadchodzi era, kiedy studenci nie będą już potrzebowali książek, bo wszystko znajdą w internecie.” - argumentuje młody prodziekan odrzucając projekt uczczenia działalności naukowej i społecznej tragicznie zmarłego docenta Chalupy.
Są wreszcie w powieści Sýkory - niestety rzadsze niżbym chciała - smaczki językowe typowe dla czeskiego poczucia humoru. Potrafią na przykład rozładować przygnębiający sytuacyjny nastrój: „Człowiek z taką dziurą w głowie po prostu nie może przyjść do pracy, odebrać telefonu ani otworzyć nikomu drzwi.” Albo bez pardonu relacjonują intymne relacje między, skądinąd potencjalnie sympatycznymi, bohaterami: Lukáš Termer, najbliższy kolega zamordowanego Chalupy, ważny świadek w śledztwie, romansuje z najmłodszą policjantką z ekipy Výrowej. „Kochał Kristýnę, kochał ją szaleńczo, wiedział, że jest tą jedyną, ale z Moniką (żoną-przyp.nn) seks podobał mu się bardziej. Choć okazywała mu czułość, Kristýna była sztywna; ich zbliżenia były przepojone miłością, ale jakieś niedostateczne i bez polotu.”
* Pierwsza powieść kryminalnego cyklu Michala Sýkory, “Případ pro exorcistu” nie została przetłumaczona na polski.